prof. dr hab. Tomasz Jasiński: „Chrzest Polski” – artykuł na temat historycznego kontekstu chrztu Polski

I. Wstęp

            Roczniki polskie pod rokiem 966 zanotowały: Mieszko książę Polski został ochrzczony. W tak lakoniczny sposób zanotowano najbardziej przełomowy moment w historii Polski. Chociaż okoliczności przyjęcia chrztu przez księcia Polan i jego poddanych giną w pomroce dziejów, to nie ulega wątpliwości, że akt ten zmienił diametralnie sposób życia wszystkich mieszkańców państwa Polan, a przed samym krajem i jego mieszkańcami otworzyły się zupełnie nowe i nieznane wcześniej możliwości. Jak doszło do chrztu Polski? Jaki był jego przebieg? Jakie były przyczyny i skutki tego doniosłego aktu?

            Niełatwo jest odpowiedzieć na to pytanie za pomocą kilku zdań. Pełne zrozumienie przyczyn, przebiegu i skutków chrztu Polan wymaga poznania okoliczności, które towarzyszyły temu doniosłemu aktowi. Aby wgłębić się w to zagadnienie, konieczne jest poznanie najstarszych dziejów państwa polskiego i jego ówczesnej sytuacji politycznej. Ważne jest też przedstawienie ówczesnej sytuacji międzynarodowej, a zwłaszcza najważniejszych wydarzeń politycznych w Niemczech i w Italii, gdyż nie pozostały one bez wpływu na sytuację w kraju Polan. Aby uświadomić sobie ogrom przełomu, trzeba też zapoznać się z pogańskimi wierzenia religijnymi Polan i z ówczesnym chrześcijaństwem, które wnosiło do pogańskiego kraju niezwykłe dziedzictwo religijne i kulturowe, a także cywilizacyjne. Nie można też pominąć rozważań o wiarygodności daty chrztu, którą przechowały dwa najważniejsze polskie roczniki, pochodzące jednak dopiero z początku XII w. i lat 60. XIII w.

II. Początki Polski

            Państwo polskie za czasów Mieszka I swoim zasięgiem obejmowało plemiona zachodniej Słowiańszczyzny. Słowianie byli ludem należącym do wschodniej grupy ludów indoeuropejskich. Wprawdzie zamieszkiwali zachodnią rubież wschodniej grupy, jednak sama przynależność do niej miała doniosłe znaczenie dla ukształtowania się ich systemu wierzeń religijnych, co szczegółowo przedstawimy w dalszej części tego opracowania. Słowianie – po zajęciu swych historycznych siedzib – dzielili się na Słowian wschodnich, południowych i zachodnich. W skład Słowiańszczyzny Zachodniej wchodziły plemiona zamieszkujące tereny dzisiejszej Polski, Połabia, Czech i Słowacji.

1. Plemiona słowiańskie na ziemiach polskich u progu powstania państwa polskiego

            Tereny położone na dzisiejszych ziemiach polskich, najogólniej mówiąc w dorzeczu Wisły i Odry, były w IX i X w. zamieszkane przez różne plemiona słowiańskie. Jedynie tereny, które dziś nazywamy Warmią i Mazurami, były zasiedlone przez bałtyjskich Prusów, których nie należy mylić z niemieckimi Prusakami. Wymarły już dziś lud Prusów, spokrewniony z Litwinami i Łotyszami, też był pochodzenia indoeuropejskiego.

            Nazwy plemion słowiańskich zamieszkujących dzisiejsze tereny Polski przekazały nam źródła z IX i X w. Spośród nich najpełniej nazwy te wylicza tzw. Geograf bawarski; była to zapiska powstała w połowie IX w. w klasztorze św. Emmerama w Ratyzbonie. Wymienia ona naszych sąsiadów, m.in. Prusów, Rusów, Czechów, Morawian oraz Węgrów. Dla nas najciekawsze są jednak nazwy plemion zamieszkujących dorzecze Wisły i Odry, są to: Goplanie (Kujawy), Lędzianie (wschodnia Małopolska), Wiślanie (Małopolska); Ślężanie (okolice Wrocławia); Dziadoszanie (okolice Głogowa); Opolanie i Gołęszycy (okolice Raciborza). Inne źródła podają jeszcze nazwy plemion mieszkających na Pomorzu (Wolinianie, Pyrzyczanie), a także na Śląsku – Bobrzanie. Z niewiadomych przyczyn Geograf bawarski milczy o plemionach zamieszkujących dzisiejszą Wielkopolskę. Zdaniem niektórych uczonych mieli w tym czasie zamieszkiwać tę ziemię Polanie. Nazwa ich jednak pojawia się dopiero koło roku tysięcznego, a więc już kilkadziesiąt lat po powstaniu państwa polskiego. Brak nazw słowiańskich plemion zamieszkujących Wielkopolskę w zapisce Geografa bawarskiego można wytłumaczyć najpewniej tym, iż ziemie te zamieszkiwały drobne plemiona, a związek plemienny Polan ukształtował się dopiero u progu powstania państwa polskiego.

2. Ustrój plemienny Słowian i początki monarchii patrymonialnej

            Plemiona słowiańskie zamieszkujące ówczesne ziemie polskie trwały początkowo w ustroju nazywanym przez historyków demokracją plemienną. Najwyższą władzę sprawował wiec, w którym uczestniczyli wszyscy wolni mężczyźni plemienia. Na obrady wiecu największy wpływ miała starszyzna plemienna, dowódcy wojskowi i kapłani. Większość z nich wywodziła się z arystokracji plemiennej. Najważniejsze decyzje, takie jak przystąpienie do wojny, zawarcie sojuszu czy pokoju etc., musiały uzyskać aprobatę wiecu. Z czasem rola wiecu była stopniowo ograniczana zarówno przez starszyznę plemienną, jak i przez dowódców wojskowych. Częste wojny między poszczególnymi plemionami i wynikające stąd zagrożenia powodowały, iż część mężczyzn zaczęła na stałe zajmować się rzemiosłem wojennym. Wykształciła się drużyna, a jej dowódcy bardzo szybko zdobyli dominującą pozycję w społeczności plemiennej. Ten okres rozwoju społecznego nazywany jest przez historyków demokracją wojenną. W społeczeństwie takim główną rolę odgrywali dowódcy wojskowi, którzy jednak w wielu sprawach musieli liczyć się ze zdaniem całej społeczności, wyrażającej swoją wolę m.in. podczas obrad wiecu.

            Początkowo dowódca wyprawy wojennej był powoływany przez wiec. Z czasem – zgodnie z zasadami arystokracji plemiennej – przejął on całkowitą władzę w związku plemiennym. Najważniejszy spośród wojskowych stał się dziedzicznym monarchą – księciem, który dzięki wsparciu arystokracji plemiennej oraz drużyny twardą ręką sprawował rządy nad poddanym mu plemieniem. Książę dość szybko – dzięki wsparciu wymienionych dwóch sił – uzyskał pozycję „ojca” całego ludu poddanego jego władzy. Wszelkie podległe księciu terytoria uważane były za jego własność rodową, po łacinie – patrimonium. Dlatego też ten etap rozwoju społecznego historycy nazywają monarchią patrymonialną. Przedstawiciele rządzącej dynastii traktowali całe państwo jako własność rodową, jako ojcowiznę. Gdy synowie książęcy osiągali pełnoletność, książę był zobowiązany do wydzielenia im odrębnych terytoriów – dzielnic (kilku grodów etc.). Po jego śmierci zarówno całe księstwo, jak i majątek ruchomy były dzielone między poszczególnych synów. Najczęściej jeden z nich albo poddawał pozostałych swojej władzy, albo wyganiał ich z księstwa. Często dochodziło przy tym do okrutnych zbrodni, mordów, oślepień etc.

3. Państwa wielkomorawskie i czeskie i ich wpływy na południowych ziemiach polskich

            Pod względem języka i kultury plemiona słowiańskie zamieszkujące dorzecze Wisły i Odry niczym nie różniły się od swoich sąsiadów, też Słowian, zamieszkujących wówczas Połabie i tereny dzisiejszych Czech, Słowacji czy Moraw. W IX w. i w pierwszej połowie X w. nie było zatem ścisłych przesłanek, które określałyby, jakie państwa wykształcą się z plemion zamieszkujących te tereny. Brzmi to jak herezja, ale nie musiało wcale powstać państwo polskie. Początkowo nawet wszystko wskazywało, że zupełnie inaczej ukształtuje się struktura państwowa w dorzeczu Wisły i Odry. Na południu od tych terenów, na dzisiejszych Morawach, w I połowie IX wieku powstało państwo słowiańskie, zwane państwem wielkomorawskim, które bardzo wcześnie przyjęło chrześcijaństwo od państwa Karolingów. Państwo wielkomorawskie podporządkowało sobie z czasem sąsiednie obszary, późniejszą Słowację, Czechy, Węgry, a także Śląsk i Małopolskę.

            Drugi historyczny władca tego państwa, Rościsław, który sprawował władzę w latach 846–870, uniezależnił się od państwa wschodnio-frankijskiego i w związku z tym rozpoczął starania zastąpienia duchowieństwa frankijskiego przez misjonarzy bizantyjskich, posługujących się językiem słowiańskim. Dzięki pomocy cesarza bizantyjskiego udało się Rościsławowi pozyskać dwóch kapłanów bizantyjskich: Cyryla (Konstantyna) i Metodego (Michała), którzy byli wprawdzie Grekami, ale doskonale władali językiem słowiańskim. Urodzili się bowiem w Salonikach (po słowiańsku – Sołuń), których okolice były licznie zamieszkane przez Słowian. Możliwe też, iż matka obu braci była Słowianką. Cyryl i Metody przybyli do państwa wielkomorawskiego w 863 r., przywożąc ze sobą Pismo Św. i księgi liturgiczne, przetłumaczone przez nich na język słowiański. Język ten, będący w rzeczywistości językiem Słowian z okolic Salonik (Sołunia), został nazwany przez uczonych językiem staro-cerkiewno-słowiańskim (staro-kościelno-słowiańskim); stał się on w późniejszym czasie językiem liturgicznym prawosławia i odegrał ogromną rolę w ukształtowaniu się literackich języków wielu Słowian (m.in. Bułgarów, Serbów, Chorwatów, słowiańskich Macedończyków i Rosjan). Wprowadzenie przez Cyryla i Metodego do kościołów na terenie państwa wielkomorawskiego liturgii w języku słowiańskim było wielką odmianą, a można nawet powiedzieć rewolucją, gdyż dotychczas liturgia ta była sprawowana w języku łacińskim.

            Gdy Cyryl i Metody przybyli do państwa wielkomorawskiego, plemiona zamieszkujące późniejszą Małopolskę i Śląsk nie były jeszcze podporządkowane książętom tego państwa. Z jednego z żywotów św. Metodego dowiadujemy się, że potężny książę Wiślan „urągał wiele chrześcijanom i krzywdy im wyrządzał”. Święty Metody miał wysłać do niego poselstwo i oznajmić mu: „Dobrze [będzie] dla ciebie, synu, ochrzcić się z własnej woli na swojej ziemi, abyś nie był przymusem ochrzczony w niewoli na ziemi cudzej; i będziesz mnie wspominał”. Następnie przekaz ten informuje, iż tak się rzeczywiście stało. Oznaczałoby to, że w jakiś bliżej nam nieznanych okolicznościach książę Wiślan dostał się do niewoli i tam przyjął chrzest. Czy oznaczało to chrzest całego plemienia Wiślan? Najprawdopodobniej tak było; mamy pełne prawo przypuszczać, iż mieszkańcy terenów położonych na północ od Karpat (m.in. Wiślanie) i Sudetów (m.in. Ślężanie), podporządkowanych państwu wielkomorawskiemu, zostali także objęci misją przez Cyryla i Metodego, czy też przez ich łacińskich następców. Ci ostatni zastąpili księży sprawujących liturgię po słowiańsku w roku 885, gdy na mocy różnych zarządzeń zostali oni wygnani z państwa wielkomorawskiego i udali się do Bułgarii.

            Na początku X w. (około 906 r.) najazdy Węgrów obróciły wniwecz państwo wielkomorawskie. Pozwoliło to Czechom na uzyskanie na pewien czas niezależności. Kraj ten przyjął chrześcijaństwo jeszcze z rąk św. Metodego, najprawdopodobniej w 884 r. Wpływy rytu słowiańskiego w liturgii utrzymywały się przez pewien czas; ostatecznie jednak Kościół czeski został podporządkowany diecezji łacińskiej w Ratyzbonie, która wchodziła w skład metropolii z siedzibą w Salzburgu. Czechy, jak przypuszcza większość uczonych, przejęły po państwie wielkomorawskim zwierzchnictwo nad Śląskiem i krajem Wiślan. Gdy więc w I połowie X w. powstawało państwo polskie, południowe tereny dorzecza Odry i Wisły były podporządkowane państwu czeskiemu i w jakimś stopniu, zapewne powierzchownym, były schrystianizowane.

4. Powstanie państwa polskiego

            Najnowsze badania rzuciły zupełnie nowe światło na początki państwa polskiego. Od dawna wiedziano, iż obszarem, wokół którego narodziło się państwo polskie, była Wielkopolska. Wskazuje zresztą na to już sama nazwa, która jest niczym innym, jak błędnym tłumaczeniem łacińskiego określenia Maior Polonia, co pierwotnie znaczyło Starsza Polska. Początkowo na podstawie badań archeologicznych i historycznych przyjmowano, iż państwo polskie kształtowało się stopniowo, przez kilka wieków, począwszy przynajmniej od VIII w., a być może nawet VII w. Jego głównym ośrodkiem miał być gród w Gnieźnie, którego początki też datowano na VII w. lub VIII w. W ciągu ostatnich kilkunastu lat wszystkie te ustalenia, poza wielkopolską genezą państwa polskiego, zostały całkowicie zdezaktualizowane przez zastosowanie nowoczesnych metod badawczych, w tym zwłaszcza metody dendrochronologicznej[1]. Okazało się, że państwo polskie jest znacznie młodsze niż sądzili historycy. Powstało ono dopiero około 940 r., a pierwsze przemiany cywilizacyjne, które doprowadziły do powstania tego państwa, datują archeolodzy na przełom IX i X w. Możemy zatem powiedzieć, iż chrzest Polski nastąpił w stosunkowo krótkim okresie po powstaniu tego państwa.

            Co zadecydowało o tym, iż około 900 r. doszło do przełomu cywilizacyjnego na ziemiach zamkniętych z jednej strony przez Wartę, a z drugiej przez rzekę Wełnę? Na obszarze tym, którego większość stanowi Wysoczyzna Gnieźnieńska, pojawiły się nagle wyroby i wyposażenie domów, a także elementy strojów, które swoim bogactwem, starannością wykończenia oraz zdobnictwem znacznie odbiegały od dotychczasowych skromnych i ubogich przedmiotów. Nie ulega wątpliwości, iż mieszkańcy, a zwłaszcza elita (arystokracja plemienna), znacznie się wzbogacili. Archeolodzy zauważyli, iż ta nowa kultura (oznaczona przez uczonych nawet oddzielnym symbolem – kultura Do) ma charakter eklektyczny, to znaczy jest zlepkiem wpływów zarówno północnych (pomorskich), jak i południowych (państwo wielkomorawskie, Czechy, Bawaria). Niewątpliwie ważną rolę w awansie cywilizacyjnym tego obszaru odegrały powstanie i rozwój państwa wielkomorawskiego, a także fakt, iż podległe mu Śląsk i kraj Wiślan były w bliskim sąsiedztwie tych terenów. Być może wraz z upadkiem państwa wielkomorawskiego niektórzy jego mieszkańcy schronili się na terenie pomiędzy Wartą a Wełną. To, że mieszkańcy ci schronili się w sąsiednich krajach, opisał Konstantyn Porfirogeneta, cesarz bizantyński, w swoim dziele O zarządzaniu państwem. Pewnym potwierdzeniem tego przypuszczenia jest nazwa Poznań, oznaczająca ‘gród należący do osoby, nazywającej się Poznan’. Uczonym Michałowi Karze i Zofii Kurnatowskiej udało się dowieść, że ród o nazwie Poznan był znany w państwie wielkomorawskim, w okolicy Nitry.

            Momentem przełomowym w rozwoju społeczności zamieszkującej Wysoczyznę Gnieźnieńską były lata 30. i 40. X w. Nastąpił wówczas gwałtowny, niespotykany nigdy wcześniej proces fortyfikacji tego niewielkiego obszaru. W 940 r. ukończono budowę grodu w Bninie; w tym samym roku wzniesiono gród i podgrodzie w Gnieźnie oraz nowe warownie w Gieczu i Lądzie, a w latach 939–942 przeprowadzono ostatnią rozbudowę grodu w Grzybowie. Zdumiewa fakt, iż wszystkie te warownie wzniesiono lub rozbudowano koło roku 940. Datowanie metodą dendrochronologiczną wskazuje aż w czterech przypadkach dokładnie na rok 940 jako na moment wybudowania lub ukończenia budowy grodu[2]. Nawet biorąc pod uwagę wszystkie zastrzeżenia, wynikające ze stosowania metody dendrochronologicznej (można ustalić tylko rok lub przybliżoną datę ścięcia drzewa, czyli datę pozyskania drewna), nie da się zaprzeczyć, iż na przełomie lat 30. i 40. X w. mieszkańcy Wysoczyzny Gnieźnieńskiej zdobyli się na nadzwyczajny wysiłek, w niezwykle krótkim czasie wznosząc aż pięć potężnych grodów, jeden zaś rozbudowując.

mapka-Millenium Plus-art1

Mapa 1. Grody centralne

            Jakie były przyczyny podjęcia tego nadzwyczajnego wysiłku? Wydaje się, że do takiej mobilizacji mieszkańców Wysoczyzny Gnieźnieńskiej mogło zmusić tylko wielkie zagrożenie zewnętrzne. To, że jest to pogląd słuszny, potwierdza usytuowanie nowo wzniesionych grodów. Położenie grodów zbudowanych około 940 r. ma charakter wybitnie defensywny. Wszystkie warownie wzniesiono na terytorium, do którego dostępu od południa i zachodu bronił nurt Warty. Żaden z wówczas wybudowanych grodów nie przekraczał biegu Warty. Świadczy to po pierwsze o tym, że nie myślano wówczas o jakiejkolwiek ekspansji ani w kierunku zachodnim, ani w kierunku południowym, a po drugie o tym, że właśnie z tych kierunków obawiano się zagrożenia. Aby uniemożliwić wrogowi wtargnięcie na Wysoczyznę Gnieźnieńską z zachodu i z południa, przy dwóch najważniejszych brodach przez Wartę – w Lądzie i w Poznaniu – wzniesiono grody.

            Gdy przyjrzymy się wydarzeniom, które rozgrywały się wówczas w sąsiedztwie państwa Polan, zrozumiemy, czego ci ostatni się obawiali. Otóż w tym czasie doszło do załamania się wielkiego powstania Słowian Połabskich. Powstanie to wybuchło w 936 r., w momencie objęcia tronu przez Ottona I, po śmierci jego ojca – Henryka Ptasznika. Wystąpienie zbrojne od razu przybrało niezwykle szeroki zasięg. Walki objęły niemal całe Połabie, począwszy od Czechów aż po Wieletów i Obodrytów. Młody władca z całą determinacją tłumił bunt i w 940 r. ostatecznie spacyfikował całe Połabie. Nie wiemy, czy mieszkańcy Wysoczyzny Gnieźnieńskiej uczestniczyli w tych walkach i po czyjej opowiedzieli się stronie. Nie ulega jednak wątpliwości, iż obawiali się, że po poskromnieniu Słowian Połabskich przyjdzie kolej na sąsiednie plemiona słowiańskie, a w tym na nich samych. Mieli prawo tak przypuszczać, gdyż niemal od początku X w. władcy księstwa saksońskiego, później już jako władcy całych Niemiec, systematycznie podbijali i podporządkowywali swojej władzy kolejne plemiona słowiańskie.

            Wybudowanie przez mieszkańców Wysoczyzny Gnieźnieńskiej niemal w jednym momencie całej sieci ogromnych grodów nie tylko doprowadziło do konsolidacji tej społeczności, ale także było de facto momentem narodzin państwa polskiego. Temu olbrzymiemu wysiłkowi obronnemu towarzyszyły z pewnością takie procesy, jak konsolidacja władzy politycznej, militaryzacja wielu aspektów życia społecznego. Być może dopiero wówczas doszło do powołania, a przynajmniej do zreorganizowania drużyny wojów. Nowo powstałe państwo polskie od razu stało się liczącym się ośrodkiem politycznym.

            Elity młodego państwa zręcznie wykorzystały powstałą sytuację, tym bardziej że sprzyjała im koniunktura polityczna. Klęska Słowian Połabskich wyeliminowała tych ostatnich w dużej mierze z rywalizacji w walce o wpływy na ziemiach na wschód od Odry. Niemcy musieli skoncentrować się na umocnieniu swojego władztwa na Połabiu (założenie biskupstw w 948 r. w Hevelbergu i Brandenburgu), a także na wieloletnich walkach z Czechami (do 950 r.). Z tego ostatniego powodu również Czesi, których państwo na przełomie lat 30. i 40. X w. było zapewne niezwykle groźnym rywalem rodzącego się państwa polskiego, musieli się skoncentrować na zmaganiach z państwem niemieckim. W tej sytuacji cała potęga nowo powstałego państwa mogła zostać skierowana na podbój sąsiednich ziem. Podporządkowanie najbliższego zaplecza, tj. południowej i południowo-zachodniej Wielkopolski oraz ziemi sieradzkiej i łęczyckiej, w świetle najnowszych badań dendrochronologicznych zostało zakończone w latach 50. X w. W tym czasie wzniesiono na wymienionych terytoriach nowe grody państwowe, które zastąpiły zniszczone w trakcie działań wojennych dawne grody plemienne. W tych samych latach, a być może nieco wcześniej, czyli jeszcze w latach 40. X w., władcy Polan wcielili do swojego państwa Kujawy, Mazowsze i Pomorze Gdańskie; gdy państwo polskie w latach 60. X w. po raz pierwszy zostało wymienione w źródłach pisanych, obejmowało z całą pewnością też część Pomorza Zachodniego, o które w tym czasie pierwszy historyczny władca Polski Mieszko I toczył boje z Wieletami oraz ze sprzymierzonymi z nimi Wolinianami.

5. Państwo polskie w pierwszych latach panowania Mieszka I

            Na podstawie źródeł archeologicznych można jedynie naszkicować najstarsze dzieje państwa polskiego. Wiemy, kiedy mniej więcej to państwo zaczęło się kształtować, kiedy nastąpiła konsolidacja tego państwa, być może potrafimy ustalić jego genezę , a także przyczynę pierwszych sukcesów, nie wiemy jednak – bo brak całkowicie źródeł pisanych – jakie nosili imiona i kim byli książęta, którzy założyli państwo polskie. Nie znamy też imion ani nazw rodów, które przyczyniły się do powstania państwa polskiego.

            Pierwsze wzmianki pisane o państwie polskim pochodzą dopiero z lat 60. X w., z kroniki zatytułowanej Historia Saksonii, której autorem był Widukind, mnich z Nowej Korbei (Corvey). Dzieło to, powstałe w lata 967–968 (kontynuowane do 973 r.), jako pierwsze spośród źródeł pisanych wspomina o państwie polskim, a właściwie o jego władcy Mieszku I. Żadne inne współczesne źródła nie wymieniają poprzedników Mieszka, jedynie w najstarszej polskiej kronice, powstałej około 1113 r., jej anonimowy autor, umownie nazywany Gallem Anonimem, wymienił trzech poprzedników Mieszka. Mieli to być: Siemowit, Leszek, a właściwie Lestek (najpewniej zdrobniała forma imienia Lścisław) oraz Siemomysł. Część uczonych uważa tę listę za wiarygodną, ale nie można też wykluczyć, że jest ona tylko zapisem legend przedstawiających początki dynastii Piastów. Mogą na to wskazywać imiona Siemowit i Siemomysł, pierwsze z nich znaczy dosłownie ‘pan rodziny / rodu’, najpewniej zaś rozumiano je jako ‘założyciel rodu’, czyli założyciel dynastii Piastów; drugie imię – Siemomysł – oznacza dosłownie ‘troszczący się rodzinę’. Etymologia pierwszego z imion wskazuje na to, że imię to mogło być wymyślone przez twórcę legendy o początkach dynastii Piastów; nie wiedział, jak na imię miał „pierwszy Piast”, więc sam nadał mu imię „założyciel rodu”[3].

            Gdybyśmy nawet uznali wiarygodność tej listy, to i tak nie wiemy, jakie etapy rozwoju państwa polskiego przypisać wymienionym przez Galla poprzednikom Mieszka I. Gdy książę ten pojawia się na scenie politycznej Europy, jego kraj przeżywa trudne chwile. Czy była to krytyczna sytuacja, która groziła zagładą całemu państwu, czy też chwilowe zagrożenie, trudno ocenić. Mieszko I niewątpliwie kontynuował politykę swoich poprzedników, podporządkowywał sąsiednie plemiona słowiańskie w dorzeczu Odry i Wisły. Kluczowym kierunkiem tej ekspansji było Pomorze Zachodnie, gdzie u ujścia Odry do Bałtyku wznosił się potężny i niezwykle bogaty gród – miasto Wolin. Był on ważnym ośrodkiem handlu bałtyckiego, a także centrum władztwa słowiańskich Wolinian, którzy – jak wspomniano – byli powiązani sojuszem z Wieletami.

            Ci ostatni byli wielkim związkiem plemiennym, który pod przywództwem plemienia Redarów niezwykle dzielnie opierał się ekspansji niemieckiej w latach 50. i 60. X w. Wieleci nie tylko potrafili odeprzeć ataki Niemców, w tym głównie rycerstwa saskiego, ale także często przechodzili do ataku, bardzo poważnie zagrażając Saksonii. Kraj ten był głównym fundamentem Cesarstwa Niemieckiego i z tego względu cesarz Otto I starał się zadać klęskę głównemu przeciwnikowi – Redarom. Dwukrotnie sam uczestniczył w wyprawach przeciwko temu plemieniu. Mieszko I, wykorzystując trudne położenie Redarów, atakował ich sojuszników – Wolinian. Wieleci atakowani z dwóch stron – ze strony niemieckiej i polskiej –znaleźli się w trudnej sytuacji.

Sytuacja Wieletów nie była jednak beznadziejna. Na szczęście dla nich cesarz Otto musiał interweniować w Italii późnym latem 961 r. i pozostał tam aż do początku 965 r. Zaangażowanie samego cesarza i sporych sił niemieckich w Italii pozwoliło odetchnąć Wieletom. Mogli teraz bardziej skoncentrować się na walce z drugim wrogiem – Mieszkiem I. Sytuacja Wieletów poprawiła się dodatkowo przez zaskakujące zachowanie margrabiego Gerona, któremu podlegała Marchia Wschodnia, będąca niemieckim władztwem na terenie Słowiańszczyzny Połabskiej. Jego zadaniem było nie tylko podbijanie kolejnych plemion słowiańskich, ale także zapewnienie bezpieczeństwa całym wschodnim rubieżom Rzeszy. Były one w czasie nieobecności cesarza zagrożone m.in. ze strony Wichmana, awanturnika saskiego, spokrewnionego i spowinowaconego z najbardziej wpływowymi rodami niemieckimi, adoptowanego syna cesarza Ottona. Wichman – nawiązując wszelkie możliwe sojusze z wrogami Rzeszy – dążył do obalenia swojego stryja Hermana Billunga, księcia saskiego. Jego bunty mogły doprowadzić do nieprzewidywalnych skutków dla Rzeszy, a nawet do załamania księstwa saskiego. Pochwycenie zbuntowanego Wichmana i ostateczne jego wyeliminowanie ze sceny politycznej stało się jednym z podstawowych interesów Rzeszy.

Otóż około 963 r. Wichman, przebywający wśród Słowian Połabskich, nieoczekiwanie został przez nich wydany margrabiemu Geronowi. Wydawało się, że oto nastąpił kres buntownika, ale Gero nieoczekiwanie odesłał go z powrotem Słowianom, być może zadowalając się obietnicą zaprzestania przez niego ataków na Saksonię i rozpoczęcia ataków na państwo Mieszka I. Ostatecznie Wichman związał się z Wieletami (nie wiemy, czy z Redarami czy z Wolinianami), a następnie nękał częstymi atakami dalej na wschód mieszkających Słowian. Wśród tych walk – jak pisze Widukind – Wichman dwukrotnie pokonał Mieszka, zabił mu brata i zabrał ogromne łupy. Niewątpliwie sytuacja polityczna Mieszka I stała się krytyczna. Każda następna klęska mogła zakończyć nie tylko karierę polityczną samego księcia, ale także doprowadzić do załamania się całego państwa. W tej trudnej sytuacji Mieszko I postanowił nawiązać sojusz z Czechami, tradycyjnie blisko współpracującymi z jego największymi wrogami – Słowianami Połabskimi. Nie ulega też wątpliwości, iż jego celem było nawiązanie sojuszu z Ottonem I i jego państwem; obydwaj mieli wspólnego wroga i zaciekle go zwalczali. Z relacji kupca żydowskiego Ibrahima ibn Jakuba można wnosić, że Otto I pokładał wielką nadzieję w sile drużyny księcia Mieszka i niewykluczone, że spodziewał się, iż książę Polan jako sojusznik ustabilizuje wschodnią rubież Rzeszy. Obydwie strony – Cesarstwo Niemieckie i nowo powstała Polska – były gotowe do podjęcia współpracy, przeszkoda była tylko jedna: Mieszko I i jego poddani byli poganami.

III. Religia pogańska Słowian. Wierzenia religijne Słowian

            Nie zachowały się żadne wiarygodne źródła, które informowałyby o wierzeniach pogańskich Polan. Podobnie nie wiemy niemal nic o religii Słowian z terenów Słowiańszczyzny Południowej. Zachowały się natomiast pewne informacje o wierzeniach mieszkańców Rusi Kijowskiej w X w. oraz Słowian Połabskich w X–XII w. Chociaż są to niezwykle cenne informacje, to jednak muszą być one wykorzystywane bardzo ostrożnie. Dotyczą bowiem stosunków, kiedy wierzenia pogańskie na skutek wpływów wewnętrznych oraz potrzeby organizacji kultu państwowego przybierały postać indywidualną, niekoniecznie typową dla stosunków ogólnosłowiańskich.

            Na szczęście z pomocą przychodzi nam językoznawstwo, które wypracowało doskonałe metody rekonstrukcji wydarzeń przeszłości i to nawet w warunkach, gdy brak źródeł zarówno pisanych, jak i archeologicznych. Najnowszą wizję językoznawstwa w tym zakresie przedstawił polski uczony, wybitny slawista i najwybitniejszy znawca języka staro-cerkiewno-słowiańskiego Leszek Moszyński (1928–2006). Z badań tych wynika, iż w początkowym okresie rozwoju Słowianie pozostawali w zakresie stosunków religijnych pod wpływem ludów irańskich (!). Pierwotnie wszyscy Indoeuropejczycy (ok. V–III tysiąclecia przed Chrystusem) określali Boga słowem *deiuos, a nazwa ta dowodzi zdaniem językoznawców, iż prapoczątkiem wierzeń był kult „jasnego nieba”. Indoeuropejczycy byli wyznawcami prototeizmu, czyli czcili „jasne niebo” jako pierwiastek bezosobowy.

            Indoeuropejskie określenie Boga przetrwało w nieco zmienionej nazwie u Rzymian (deus), Bałtów (lit. dievas), Greków, Celtów, a także Germanów. Podobnie było też u Słowian (divъ) i Irańczyków (daiva). Ci ostatni jednak na przełomie VII i VI w. przed Chrystusem zaczęli wyznawać nową religię monoteistyczną (zoroastryzm), której założycielem był Zaratusztra[4]. Głównym elementem tych wierzeń był dualizm, zakładający walkę dobrego boga ze złym. Na określenie tego pierwszego Irańczycy przyjęli nową nazwę baga, co znaczyło ‘dawca bogactwa’; nowy bóg był już osobą i uosabiał siły dobra. Stary bóg daiva, pochodzenia praindoeuropejskiego, także uległ personifikacji i stał się bogiem zła.

            W IV w. przed Chr. Słowianie – na skutek sąsiedztwa – przejęli irańskie określenie baga, a z nim wiele innych terminów religijnych. W ten sposób narodził się prasłowiański termin bogъ, z którego pochodzi polskie słowo Bóg. Obok słowa bogъ Słowianie przejęli od Irańczyków takie terminy, jak: święty (svętъ), niebo (nebo), słowo (slovo) i raj (rajь). Należy też zaznaczyć, iż słowiański Bogъ, podobnie jak jego pierwowzór irański, był bogiem osobowym. Słowianie nie przejęli natomiast od Irańczyków dualizmu i nie przypisali dotychczasowemu bogu (divъ) ani cech osobowych, ani pierwiastka zła. Wypadł on po prostu ze słowiańskiego panteonu, a termin ten zaczął oznaczać rzeczy dziwne.

            Zapożyczenie tak wielu irańskich terminów związanych z religią skłoniło część badaczy do przyjęcia hipotezy, że jeszcze przed narodzeniem Chrystusa jakaś misja zoroastrycka dotarła do Słowian wschodnich i że to na skutek działalności tej misji terminy te przedostały się do języka słowiańskiego. Obecnie jednak przyjmuje się, że terminy te przeszły tylko na skutek sąsiedztwa słowiańsko-irańskiego i że plemiona słowiańskie sąsiadowały z plemionami irańskimi, które nie przyjęły nowej religii. Z badań językoznawczych wynika, że poza zoroastryzmem żadna inna przedchrześcijańska religia ludów sąsiadujących ze Słowianami (np. Celtów czy Germanów) nie odcisnęła piętna na terminologii religijnej Słowian.

            Bóg Słowian był święty (svętъ), co – jak wspomnieliśmy – także było pożyczką irańską. Wyraz svętъ pierwotnie znaczył ‘jasny, błyszczący’, a później przyjął znaczenie ‘mocny; potężny’. Ponieważ przymiotnik ten odnosił się początkowo tylko do Boga, uczeni przypuszczają, iż pierwotni Słowianie byli monoteistami, czyli wyznawcami jedynego Boga. Monoteizm ten potwierdzają dwa fakty: pierwszy z zakresu językoznawstwa – w żadnych źródłach dotyczącym Słowian nie spotykamy bowiem żeńskiej formy nazwy Boga, jak np. u Rzymian (deus i dea) i Greków; drugi fakt to świadectwo bizantyjskiego kronikarza Prokopiusza z Cezarei, który w VI w. po Chr. następującymi słowami charakteryzował wierzenia Słowian: „Uważają bowiem, że jeden tylko bóg, twórca błyskawicy, jest panem całego świata i składają mu w ofierze woły i wszystkie inne zwierzęta ofiarne. O przeznaczeniu nic nie wiedzą, ani nie przyznają mu żadnej roli w życiu ludzkim, lecz kiedy śmierć im zajrzy w oczy czy to w chorobie, czy na wojnie, ślubują wówczas, że jeśli jej unikną, złożą bogu natychmiast ofiarę w zamian za ocalone życie, a uniknąwszy, składają ją, jak przyobiecali, i są przekonani, że kupili sobie ocalenie za tę właśnie ofiarę”.

            Bóg słowiański miał swoje imię. Na wschodzie Słowiańszczyzny, na Rusi, był to Perun, a na zachodzie – Swaróg. Pierwsza nazwa pochodzi od prasłowiańskiego pьrati – ‘bić, uderzać’. Perun był uosobieniem błyskawicy („twórca błyskawicy” – jak pisze wyżej cytowany Prokopiusz). Książęta ruscy, gdy zawierali pokój, np. z Bizancjum, składali m.in. przysięgę na Peruna. Według Powieści minionych lat, kroniki powstałej około 1112 r., książę kijowski Włodzimierz Wielki w 980 r. wystawił w Kijowie posąg „Peruna drewnianego, a głowa jego srebrna, a was zloty [wąs złoty]”. W zachodniej Słowiańszczyźnie Bóg był czczony pod imieniem Swaroga. Był on uważany za boga nieba czy też słońca. Śladem jego kultu w kraju Polan jest nazwa miejscowa Swarzędz koło Poznania. W Polsce kult Swaroga potwierdzają też przysięgi składane na słońce aż do XV w. Ze Swarogiem łączy się innego boga znanego z zachodniej Słowiańszczyzny – Swarożyca. Część badaczy uważa go za syna Swaroga; jednak bardziej prawdopodobny jest pogląd, że to zdrobniała, pieszczotliwa nazwa Swaroga. Swarożycowi poświęcona była najsłynniejsza słowiańska świątynia pogańska w Radogoszczy. Dość dokładny jej opis przedstawił nam kronikarz niemiecki Thietmar:

„Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Radogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nietknięta i jak świętość czczona. Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy spośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary (stanice), których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy. Do strzeżenia tego wszystkiego z należytą pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów”.

            Świątynia ta jest jednak czymś wyjątkowym w religii Słowian pogańskich. Jak wspomnieliśmy, świątynie zaczęto budować w końcowym etapie rozwoju religii pogańskiej. Można też wspomnieć o świątyniach w Arkonie na wyspie Rugii oraz na Wolinie i w Szczecinie. Na Rugii, zamieszkałej przez słowiańskie plemię Ranów, czczony był Świętowit, a na Wolinie i w Szczecinie – bóg Trzygłów. Imię Świętowit – mylnie później przez kronikarzy przekształcone na Światowid – oznaczało ‘bóg, który jest mocny’, dosłownie ‘mocny pan’. Natomiast postać Trzygłowa, jak uważają niektórzy badacze, powstała pod wpływem chrześcijaństwa i nawiązywała do Trójcy Świętej. Słowianie jeszcze przed etapem wznoszenia świątyń składali Bogu ofiary całopalne. Ofiarę określano terminem żertwa (žrtva). W imieniu wiernych składali je ofiarnicy, czyli żercy. Na Połabiu z tej kategorii ludności rozwinął się stan kapłański, którego zarówno rola, jak i liczebność były przesadnie oceniane przez ówczesnych kronikarzy.

            Pogańscy Słowianie modlili się do Boga, nie znali natomiast postu. Bóg Słowian, chociaż święty, nie był jednak wszechmocny; to pojęcie nie było znane religii chrześcijańskiej. Słowianie nie uważali, aby złe uczynki wobec innych ludzi zmieniały ich relację z Bogiem. Rozumieli grzech jako „skrzywienie”, czyli zejście ze słusznej drogi; złe uczynki zaś prowadziły ich zdaniem do powstania zobowiązań, czyli „długów”.

            Słowianie nie znali takich duchów jak anioły[5], które pośredniczyły między Bogiem a człowiekiem. Nieznany był im także szatan ani pojęcie piekła. Termin piekło (pьkъlъ) pojawił się dopiero wraz z przyjściem misjonarzy niemieckich do państwa wielkomorawskiego i pochodzi z języka staro-wysoko-niemieckiego, w którym pierwotnie oznaczał ‘smoła’. Ludzie źli nie podlegali wiecznej karze piekła; przeistaczali się w różnego rodzaju demony, jak upiory, wampiry, strzygi czy zmory. Nie wiemy natomiast, co według wyobrażeń słowiańskich działo się z ludźmi dobrymi. Słowianie wprawdzie znali pojęcie raju (rajь), zapożyczone, jak wspomniano, od ludów irańskich (ray ‘bogactwo, szczęście’), ale nie wiemy, czy tam według nich trafiały dobre dusze po śmierci. Po przyjęciu chrześcijaństwa Słowianie uważali, że raj, a nie niebo, jest miejscem pobytu dusz zbawionych przez Chrystusa. Tym samym określeniem posługiwali się w odniesieniu do pierwotnego miejsca pobytu Adama i Ewy.

            Demonami złymi były według wyobrażeń Słowian – obok wymienionych upiorów – biesy (bĕsъ); ich nazwa wywodzi się od tego samego rdzenia co wyraz bieda. Biesy, „wchodząc w człowieka”, sprowadzały na niego kłopoty (biedę), czego objawem było opętanie. Nie miały one jednak nic wspólnego z diabłami i szatanami. Te ostatnie według wierzeń wczesnochrześcijańskich – kusząc i sprowadzając na złą drogę – stają pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Duchy o takich funkcjach – jak wspomniano – nie były znane Słowianom. Biesy nie miały żadnego wpływu na stosunek człowieka do Boga.

            Te elementy religii pogańskiej Słowian, które można odtworzyć na podstawie badań językoznawczych, z pewnością były także obecne w religii wyznawanej przez mieszkańców państwa Polan. W zasadzie jako pewnik można przyjąć, że czczono Swaroga. Nic nie wiemy natomiast o świątyniach, kapłanach i innych bogach, których mogli czcić Polanie. Ponieważ – jak dowodzą tego stosunki ruskie i połabskie – w momencie formowania się państwa pojawiała się potrzeba praktykowania oficjalnego kultu religijnego, nie można wykluczyć, że również w kraju Polan wznoszono świątynie i czczono różnych bogów. Niektórzy badacze, zwłaszcza archeolodzy, są przekonani, że takie świątynie funkcjonowały m.in. na Górze Lecha w Gnieźnie i w innych miejscach. Pogańskich bogów miano też czcić na Łysej Górze i na Ślęży. Jednak wszystkie przekazy, zarówno pisane, jak i materialne (tj. archeologiczne), są zbyt wątpliwe, aby na tej podstawie można było sądzić cokolwiek pewnego. W II połowie XV w. Jan Długosz opisał panteon pogański na ziemiach polskich przed przyjęciem chrztu, ale nie ma on żadnej wartości poznawczej. Jest to kopia panteonu grecko-rzymskiego, często z wymyślonymi przez niego imionami bogów.

 

IV. Chrześcijaństwo I tysiąclecia

            Chrześcijaństwo, gdy dotarło na ziemie polskie w połowie X w., miało za sobą dziewięćsetletnią historię. Dość znacznie różniło się od chrześcijaństwa z I w. po Chr. i od chrześcijaństwa XXI w. Aby można było uświadomić sobie znaczenie aktu chrztu Mieszka I i jego poddanych, konieczne jest poznanie – chociaż w największym skrócie – dziejów religii chrześcijańskiej od jej narodzin aż po X w. Kilka słów trzeba też poświęcić roli cywilizacyjnej tej religii oraz jej ramom organizacyjnym w X w., a także liturgii i formom obrzędowości.

            Chrześcijaństwo jest religią, w której centrum znajduje się Bóg, ale do chrześcijańskiego Boga prowadzi tylko jedna droga. Jest to droga poprzez dobre uczynki wobec drugiego człowieka: „Będziesz miłował Pana Boga twego całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy”. (Mt 22, 37-40). Jest to nie tylko droga, która nakazuje przestrzeganie wszelkich przykazań i zobowiązuje do świętości, ale także droga, która nakazuje pochylić się nad słabszym, cierpiącym, nad prześladowanym. To tacy ludzie byli głównymi adresatami nauki Jezusa Chrystusa, czego najlepiej dowodzi tzw. Kazanie na Górze, zawierające osiem błogosławieństw:

„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami”. (Mt 5,3-12).

            Jezus Chrystus otworzył przed ludźmi możliwość podniesienia się z każdego upadku moralnego: „Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!»” [J 8,10-11]. Powiedział też ówczesnym i nam współczesnym, że nigdy nie możemy żyć w przekonaniu wyższości moralnej nad innymi; w Ewangeliach czytamy m.in.: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” [J 8,7], a także: „Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik” [Łk 18,11].

            Nauka Jezusa Chrystusa skierowana była do ludzi wszystkich stanów, do wszystkich narodów. Nie koncentrowała się na rytuałach, zakazach, była nauką miłości, poprzez którą ludzie mają dochodzić do świętości. Przesłanie nauki Jezusa Chrystusa było czymś wyjątkowym na okupowanych wówczas przez Rzymian ziemiach dzisiejszego Izraela. Była to nauka wolna od formalizmu i rytuałów faryzeuszy, wolna od kolaboracji saduceuszy, wolna od politycznego fanatyzmu zelotów i wolna od sekciarstwa esseńczyków. Mimo prześladowań ze strony czynników religijnych i politycznych, nauka ta spotkała się z dużym odzewem ówczesnych mieszkańców Galilei, Judei, Fenicji i innych pogranicznych krain. Wraz z diasporą żydowską już w latach 40. I wieku nauka Jezusa Chrystusa błyskawicznie rozprzestrzeniła się po całym Cesarstwie Rzymskim. Młodziutkie chrześcijaństwo, dzięki misjom Piotra, Pawła, Barnaby, Marka i wielu innych gwałtownie zyskiwało nowych wyznawców. Misjom tym towarzyszyły: duch miłości, żar wiary, świętość oraz całkowite oddanie się i poświęcenie głoszonym prawdom. Misjonarze, a za nimi nowi wierni trwali w swojej wierze, nie lękając się strasznych prześladowań, wykluczenia ze społeczeństwa i wszelkich innych konsekwencji społecznych. Nie miało to nic wspólnego z fanatyzmem, gdyż nowi wierni nikogo nie prześladowali, nikomu nie złorzeczyli. Chrześcijanie tylko swoim przykładem i swoim życiem, całkowitym oddaniem nauce Chrystusa, oddziaływali na swoich najbliższych, na swoich sąsiadów i innych pozostałych.

            Świat rzymski, w którym przyszło działać chrześcijaństwu, rządził się moralnością, będącą przeciwieństwem nauki Jezusa Chrystusa: okrucieństwo, przemoc, wszechpanująca korupcja i całkowity upadek moralny życia rodzinnego ówczesnych elit. W I połowie I wieku stopień demoralizacji był już duży, szczególnie wśród warstwy rządzącej. Cesarze, jak Kaligula czy Neron, dopuszczali się wszelkich możliwych zbrodni i występków. Przepaść moralną pomiędzy warstwą rządzącą a pierwszymi chrześcijanami niezwykle wiernie przedstawił Henryk Sienkiewicz w najsłynniejszej swojej powieści Quo vadis?.

            W zdemoralizowanym świecie nauka Jezusa Chrystusa – mimo że za jej wyznawanie groziły najgorsze konsekwencje – była jedyną nadzieją dla ludzi, którzy w swoim życiu chcieli kierować się sprawiedliwością, miłością i poczuciem godności ludzkiej. Wszyscy wierni uważali się za braci i siostry, nie istniały między nimi żadne bariery społeczne. W liście do Galatów Paweł z Tarsu pisał: „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie”.

            Chrześcijaństwo przekreślało wszystkie bariery społeczne. Wierni nazywali siebie braćmi i siostrami; zorganizowali się w gminy, nad którymi opiekę sprawowali biskupi (gr. episkopoi), mający swoje siedziby w większych miastach. Pomagali im starsi gminy (gr. presbyteroi = kapłani) oraz diakoni. Biskupi uznawali szczególny autorytet biskupów miast metropolitalnych, czyli stolic prowincji rzymskich. Szczególnym poważaniem cieszył się biskup Rzymu, którego uważano za następcę św. Piotra i zwierzchnika wszystkich chrześcijan.

            Prześladowania chrześcijan trwały z większymi lub mniejszymi przerwami do początku IV w. Burzono świątynie, konfiskowano naczynia liturgiczne i święte księgi, zajmowano majątek chrześcijan, a ich samych często skazywano na śmierć. Mimo tego nowa religia ciągle zyskiwała kolejnych wiernych. Kres prześladowaniom położył dopiero edykt tolerancyjny z 30 IV 311 r., który uwolnił więzionych chrześcijan, przywracając im jednocześnie wszelkie prawa. Dwa lata później cesarz Konstantyn Wielki wydał tzw. edykt mediolański, który przyznawał chrześcijanom i wszystkim innym obywatelom zupełną swobodę wyznawania swojej religii.

            Jeszcze przed zaprzestaniem prześladowań wybitni teologowie i filozofowie chrześcijaństwa wprowadzili do nowej religii najbardziej twórcze osiągnięcia kultury starożytnych Greków i Rzymian. Drogę tę kontynuowano w IV i V w. Taki kierunek rozwoju zdecydował o tym, że chrześcijaństwo starożytne górowało nad innymi religiami nie tylko moralnie, ale także intelektualnie. Można nawet powiedzieć, iż było jedyną religią przenikniętą intelektualizmem i erudycją. Wśród najwybitniejszych myślicieli chrześcijańskich pierwszego okresu należy wymienić piszących po grecku Klemensa Aleksandryjskiego (ok. 150–212), Orygenesa (185–254) oraz piszących po łacinie Tertuliana (ok. 150/160 –240) oraz św. Cypriana, biskupa Kartaginy i męczennika. Na najwyższe wyżyny intelektualne wnieśli chrześcijaństwo tzw. ojcowie Kościoła, którzy cieszyli się wśród im współczesnych i wśród wiernych następnych pokoleń nadzwyczajnym szacunkiem ze względu na swoją świętość życia i erudycję, a także oraz niezwykłe walory artystyczne i intelektualne ich pisarstwa. Spośród wielu Ojców Kościoła szczególną rolę odegrali biskupi: św. Ambroży z Mediolanu (339–397) i św. Augustyn z Hippony (354–430) oraz tłumacz Biblii św. Hieronim (347–419). Święty Ambroży, a zwłaszcza św. Hieronim, potrafili dyktować swoim stenografom dziennie po kilkadziesiąt stron tekstu, skomponowanego prozą artystyczną.

            Niebawem Kościół uzyskał dominującą pozycję w Cesarstwie Rzymskim. Ułatwiło to chrystianizację terenów wiejskich, gdzie najdłużej przetrwały dawne religie pogańskie. Gdy chrześcijaństwo stało się religią masową, wśród chrześcijan – z oczywistych powodów –zaczęły powstawać różne koncepcje teologiczne. Z czasem zrodziły się spory, które doprowadziły do powstania herezji (arianizmu, nestorianizmu, monofizytyzmu, donatyzmu, pelagianizmu etc.) czy nawet rozłamów. Trudne sprawy chrześcijan, w tym także spory teologiczne, były rozstrzygane na soborach, czyli zjazdach biskupów. Ogromne znaczenie miał zwłaszcza powszechny sobór w Nicei w 325 r., na którym przyjęto m.in. wspólne wyznanie wiary oraz określono sposób obliczania daty Wielkanocy.

            Religia chrześcijańska bardzo szybko przekroczyła granice Cesarstwa Rzymskiego. Już pod koniec III w. na chrześcijaństwo nawróciła się Armenia wraz z królem Tiridatesem. Mimo prześladowań powstawały w IV i V w. liczne gminy chrześcijańskie w państwie Sassanidów (Persja). Z Persji i Syrii już w IV w. chrześcijanie dotarli do południowo-zachodnich Indii (Wybrzeże Malabarskie)  – ta grupa wiernych uważała się za uczniów św. Tomasza Apostoła. Na początku VI wieku znaczna ich część przyjęła nestorianizm.

            W pierwszej połowie IV w. chrześcijaństwo przyjęła Gruzja. W tym samym okresie rozpoczął się proces chrystianizacji Etiopii, zakończony w następnym stuleciu. Na początku drugiej połowy IV w. germańscy Wizygoci, zamieszkujący wówczas Dację, zostali nawróceni na wiarę chrześcijańską w ariańskim wyznaniu, które wówczas było uznawane za oficjalne wyznanie w Konstantynopolu. Niebawem chrześcijaństwo w ariańskiej wersji objęło swoim zasięgiem inne plemiona germańskie: Ostrogotów, Burgundów, Wandalów etc.

            Najazdy barbarzyńców, zwłaszcza Germanów, doprowadziły najpierw do osłabienia, a następnie do upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego. Na dawnych terenach Cesarstwa Rzymskiego, zamieszkałych przez dawną ludność wyznania katolickiego (uznającego autorytet biskupów Rzymu), zaczęli osiedlać się Germanie, przeważnie wyznania ariańskiego. Rodziło to dodatkowe konflikty pomiędzy przybyszami a dawną ludnością rzymską. Przełomem w tych relacjach był chrzest w 496 r. pogańskich dotychczas Franków, którzy pod wodzą Chlodwiga opanowali Galię. Chlodwig uznał zwierzchnictwo Rzymu w sprawach religijnych. Przyczyniło się to do osłabienia arianizmu, który od tego momentu był w odwrocie.

            Jeszcze przed nawróceniem Franków doszło do umocnienia się chrześcijaństwa w Wielkiej Brytanii (Walii i Kornwalii), a następnie do nawrócenia Irlandii dzięki misji św. Patryka w połowie V w. Irlandia stała się wkrótce jednym z filarów chrześcijaństwa; powstało tu wiele klasztorów, w których rozwijało się piśmiennictwo łacińskie. Mnisi irlandzcy poświęcili się działalności misyjnej, chrystianizując najpierw Szkocję i Anglię, a następnie umacniając chrześcijaństwo i nawracając wiele ludów na terenie kontynentu. Mnisi iryjscy (tj. irlandzcy), m.in. św. Kolumba Młodszy, zakładali liczne klasztory na terenie Galii i w Italii (Bobbio), nawracali germańskich Alemanów i inne sąsiednie plemiona germańskie; przyczynili się do upadku arianizmu wśród mieszkających w Italii Longobardów. W klasztorach zakładanych przez mnichów iryjskich powstały liczne skryptoria, gdzie przepisywano zarówno starożytne, jak i późniejsze dzieła łacińskie; tworzono również liczne biblioteki, w których przechowały się arcydzieła starożytnej literatury.

            W tym samym czasie rozkwitła kultura chrześcijańska w dalekiej Hiszpanii, gdzie ostatecznie osiedlili się ariańscy Wizygoci. W konwersji na katolicyzm umacniał ich wybitny uczony, historyk, pedagog i przyrodnik Izydor z Sewilli (ok. 560–636), którego dziełem życia była 20-tomowa encyklopedia (Etymologiae), podsumowująca antyczną wiedzę we wszystkich zakresach. Dzieło to było niezwykle popularne w średniowiecznych bibliotekach i stało się podstawą wiedzy encyklopedycznej do początków czasów nowożytnych. W ramach tej wielotomowej encyklopedii zostało przez św. Bedę opracowane tzw. Trivium (gramatyka, retoryka i dialektyka) i Quadrivium (arytmetyka, geometria, astronomia i muzyka). Był to podstawowy kurs ówczesnego wyższego szkolnictwa. System ten przejęły szkoły klasztorne, a za nimi szkoły katedralne. Opierały się na nim też najstarsze europejskie uniwersytety z końca XI w. i wieków następnych. Szczególnie cenna wśród tych dyscyplin była dialektyka, która jako cel stawiała sobie opanowanie umiejętności logicznego myślenia i sztuki dowodzenia, obalania twierdzeń adwersarzy poprzez dostrzeganie sprzeczności w ich twierdzeniach. Dialektyka średniowieczna nie tylko skłaniała ówczesnych uczonych do walki z adwersarzami, ale także nakazywała krytycznie spojrzeć na własne poglądy, a przede wszystkim na poglądy własnych mistrzów. Ta postawa badawcza diametralnie różniła się od postaw uczonych z innych kręgów kulturowych (kraje islamu, Chiny i Indie), gdzie uczeni starali się dowodzić swoich kompetencji poprzez wierne trwanie przy poglądach własnych mistrzów i poszukiwanie argumentów potwierdzających te poglądy. Dzięki tej postawie uczoność łacińskiej Europy, początkowo ustępująca wspomnianym kręgom kulturowym, w bardzo szybkim czasie stała się najbardziej twórcza i innowacyjna. W szkołach klasztornych i katedralnych, a na przełomie XI i XII w. już w uniwersytetach, duch innowacyjności – niekiedy szybciej, niekiedy wolniej – nadawał szczególny kształt łacińskiej cywilizacji europejskiej. Powszechnie przyjmuje się, że to odrodzeniu i wyzwoleniu ze średniowiecznych pęt Kościoła cywilizacja łacińska zawdzięcza swój sukces. Nie jest to pogląd słuszny, a wyznający go uczeni mylą przyczynę ze skutkiem. Jedną z najważniejszych przyczyn sukcesów cywilizacji łacińskiej było przyjęcie przez Kościół standardów pedagogicznych, wśród których ważną rolę pełniła dialektyka.

            Chrześcijaństwo wczesnego średniowiecza w królestwach anglosaskich także przyczyniło się do rozwoju kultury i nauki. Najwybitniejszym spośród ówczesnych uczonych był Beda Czcigodny Wielki (672/73–735), mnich w klasztorze św. Pawła w Jarrow. Był on wybitnym historykiem, językoznawcą (ortografia i metryka) i literaturoznawcą, arytmetykiem, astronomem i komputystą[6]. Głosił pogląd o kulistości ziemi; był też wybitnym przyrodnikiem i opracował najpełniejszą encyklopedię wczesnego średniowiecza (De rerum naturis). W VIII stuleciu Kościół w królestwach anglosaskich tak okrzepł, iż jego misjonarze, idąc za przykładem mnichów iryjskich, rozpoczęli misję ewangelizacyjną na terenie kontynentu. Najwybitniejszym spośród misjonarzy anglosaskich był św. Bonifacy (Winfryd, 672/675–754/755), nazywany Apostołem Niemiec czy nawet Apostołem Europy. Prowadził on misję we Fryzji, Hesji, Frankonii, Bawarii i Turyngii. Zreorganizował liczne biskupstwa na tych terenach (Ratyzbona, Pasawa, Salzburg, Fryzynga) i założył wiele nowych (Büraburg, Eichstätt, Erfurt), a także ufundował kilka klasztorów (Fritzlar i Fulda).

            Święty Bonifacy odegrał też ważną rolę w przezwyciężeniu pierwszego poważnego kryzysu w dziejach Kościoła. Otóż w I połowie VIII w., w czasach sprawowania rządów przez Karola Młota w państwie Franków, wiele instytucji kościelnych pozbawionych zostało swoich materialnych podstaw. Biskupi i ludzie świeccy przejmowali grunty kościelne, zwłaszcza posiadłości klasztorne. Związane to było z przekazywaniem dóbr świeckim lennikom w zamian za służbę wojskową. Osłabły więzi pomiędzy poszczególnymi instytucjami kościelnymi, obniżył się poziom życia religijnego w klasztorach, pojawili się biskupi, którzy nie mieli święceń kapłańskich. Podupadła kultura i nauka. Dzięki zaangażowaniu św. Bonifacego udało się zahamować wiele tych negatywnych tendencji. Zwoływane z jego inicjatywy synody, czyli zjazdy duchowieństwa, przywróciły jedność ówczesnego Kościoła w państwie Franków. Święty Bonifacy, wzorując się na Kościele angielskim, wprowadził na kontynencie urząd arcybiskupa, który nadzorował działalność biskupów. Święty Bonifacy przyczynił się też do umocnienia więzi lokalnego Kościoła ze Stolicą Apostolską. W 732 r. sam został mianowany przez papieża arcybiskupem na terenach prowadzonej przez niego misji. Zmarł śmiercią męczeńską w wieku około 80 lat, w czasie ewangelizacji Fryzów 5 czerwca 754 r lub 755 r.

Odnowa Kościoła zapoczątkowana przez św. Bonifacego kontynuowana była w okresie panowania Karola Wielkiego. W państwie jego, które objęło większość Europy Zachodniej, chrześcijaństwo, a wraz z nim także kultura łacińska, zaczęło się gwałtownie rozwijać. Na dworze Karol gromadzili się najwybitniejsi ludzie kultury z całej Europy (m.in. Alkuin, Paweł Diakon, Paulinus II z Akwilei, Teodulf z Orlenau). Ten gwałtowny rozwój kultury znany jest w nauce jako renesans karoliński. W ówczesnych czasach rozwój całej kultury spoczywał niemal wyłącznie na barkach ludzi Kościoła. Karol – podobnie jak Konstantyn Wielki – czuł się odpowiedzialny nie tylko za losy swojego państwa, ale także za cały Kościół w swoim kraju. Dążył do jego wzmocnienia zarówno organizacyjnego, jak i moralnego, duchowego i intelektualnego. Wielką wagę przywiązywał Karol, a wraz z nim jego uczeni doradcy, do wykształcenia duchowieństwa. Studiowano i kontynuowano dorobek ojców Kościoła, ale nie zaniedbywano dawnej literatury łacińskiej. Dzięki rozwojowi szkolnictwa Europa Zachodnia na nowo przyswoiła sobie antyczną literaturę łacińską, a w ograniczonym zakresie także grecką. Powstała niezliczona liczba nowych dzieł teologicznych, historycznych, a także wspaniała literatura, zwłaszcza piękne wiersze o tematyce religijnej i świeckiej. Poeci karolińscy posługiwali się, podobnie jak poeci epoki klasycznej, wierszami iloczasowymi. Wielu z nich rozwinęło nowy rodzaj utworów poetyckich opartych na wierszu rytmicznym, który przyczynił się do rozwoju poezji w językach narodowych. Utwory poetyckie czasów Karola Wielkiego swoim kunsztem i pięknem, a szczególnie pomysłowością rytmiczną, otworzyły nowy rozdział w dziejach literatury.

            W okresie renesansu karolińskiego rozkwitły też architektura, rzeźba, malarstwo i inne sztuki (iluminacje ksiąg); nowe trendy zdefiniowały rozwój artystyczny Europy na wiele wieków.

            Na dworze Karola Wielkiego działało wielu wybitnych uczonych, jak m.in. Alkuin (zm. 804 r.), Paweł Diakon (historyk, zm. w końcu VIII w.), Paulin II z Akwilei (poeta, gramatyk, retor, teolog, zm. 802 r.), Teodulf z Orleanu (poeta i teolog, zm. 821 r.). Największą rolę w odrodzeniu kultury na Kontynencie odegrał Anglosas Alkuin, znawca retoryki, teologii, dialektyki. Zasłynął on jako reformator szkolnictwa karolińskiego oraz inicjator wprowadzenia nowego pisma, minuskuły karolińskiej, którą posługujemy się do dnia dzisiejszego. Odegrała ona ogromną rolę w upowszechnieniu piśmiennictwa zarówno starożytnego, jak i średniowiecznego. Uczeni renesansu karolińskiego wywodzili się z najróżniejszych kręgów kulturowych. Przyczynili się do tego, że dwór Karola Wielkiego stał się intelektualnym centrum promieniującym na całą ówczesną łacińską Europę. Nie tylko interesowano się studiami nad Biblią (głównie nad Wulgatą), ale także zwracano uwagę na architekturę i sztukę. Najwspanialszymi osiągnięciami architektury były akwizgrańska kaplica pałacowa oraz tamtejszy pałac. Karol chciał uczynić ze swojej głównej siedziby, Akwizgranu, drugi Rzym, który mógłby konkurować z Konstantynopolem.

            W dworskiej bibliotece Karola Wielkiego przechowywano zarówno pisma ojców Kościoła, jak i wspaniałe dzieła literatury antycznej. Wiele z nich dotrwało do naszych czasów wyłącznie dzięki skryptoriom klasztorów karolińskich. Karol – głównie za radą Alkuina – wspierał rozwój szkolnictwa, które było otwarte również dla ludzi świeckich. Na skutek działalności Karola Wielkiego do szczególnego rozwoju doszły szkoły katedralne, które wyprzedziły szkoły klasztorne.

            Wspieranie przez Karola Wielkiego rozwoju nauki i kultury nie przeszkadzało mu być bezwzględnym władcą w stosunku do pogańskich Sasów, którzy w wyniku ponad 30-letniej wojny zostali podbici i siłą nawróceni na chrześcijaństwo. Sasi, chociaż niezwykle gwałtownie opierali się nawróceniu i poddaniu władzy Karola Wielkiego, już półtora wieku później stali się podporą Cesarstwa Niemieckiego. Powstanie tego państwa w X w. przyczyniło się do ponownego rozwoju nauki, kultury i sztuki w Europie. Od nazwy dynastii rządzącej w tym czasie w Cesarstwie nazywamy niekiedy ten okres renesansem ottońskim. Rodził się on w Niemczech i Italii w momencie, kiedy Mieszko I przyjmował chrzest. Jego apogeum przypadło na przełom X i XI w. Dzięki chrześcijaństwu i jego dziedzictwu kultura intelektualna średniowiecznej Europy jeszcze raz wzniosła się na wyżyny. Rozwijała się wspaniała poezja (Ekkehard I i II), powstawały niezwykłe kodeksy iluminowane (Psałterz Egberta – później w posiadaniu córki Mieszka II; Kodeks Egberta, Ewangeliarz z Echternach), rzeźby (Drzwi z Hildesheim, liczne krucyfiksy – Krucyfiks Gerona), kościoły (np. św. Pantaleona w Kolonii, św. Michała w Hildesheim, św. Cyriaka w Gernrode). Rozwijała się historiografia i hagiografia, za pióro chwytały nawet kobiety – Hrotsvit von Gandersheim, wybitna poetka wczesnego okresu epoki ottońskiej.

            Wierzenia chrześcijan Kościoła katolickiego, uznającego zwierzchnictwo biskupów Rzymu – papieży, sformułowane zostały w Wyznaniu wiary (credo), które odmawiano w czasie Mszy św. Tekst credo pochodzi z IV w., był on wyznaniem wiary w jedynego Boga, stwórcę wszystkich rzeczy oraz w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, w Ducha Świętego, a także w odpuszczenie grzechów i wskrzeszenie umarłych. Najważniejszym elementem liturgii chrześcijańskiej była Msza św., która w okresie średniowiecza z różnych powodów poddawana była stopniowo coraz większym wpływom rytu rzymskiego. Momentem przełomowym było przesłanie przez papieża Hadriana I sakramentarza Kościoła rzymskiego (gregoriańskiego, czyli rzekomo pochodzącego od Grzegorza Wielkiego, a w rzeczywistości pochodzącego od samego Hadriana I). Sakramentarz to zbiór modlitw (tzw. kanon i oracje mszalne) służących do sprawowania Eucharystii; do odprawienia Mszy św. kapłan potrzebował jeszcze lekcjonarza, zawierającego lekcje i Ewangelie, oraz antyfonarza z tekstami śpiewów mszalnych. Msza miała niezwykle uroczysty charakter, a w ostatnich stuleciach I tysiąclecia była wzbogacana licznymi śpiewami – sekwencjami.

            Ważną rolę odgrywał kult Świętych i relikwii; wierni oddawali się długim postom, zwłaszcza przed świętami Wielkanocy i Bożego Narodzenia. Posty, a także dalekie i bliskie pielgrzymki, miały zapewnić odpuszczenie grzechów. Kościół katolicki zawsze przywiązywał ogromną wagę do uczynków miłosierdzia (łac. caritas, co dosłownie znaczy ‘miłość’). W średniowieczu zakładano liczne szpitale, które były w rzeczywistości przytułkami dla biednych i chorych. Władcy i ludzie zamożni, a także kapłani byli zobowiązani do jałmużny na rzecz biednych i chorych. Jakkolwiek w innych religiach też istniały podobne zalecenia, to jednak zakres działalności charytatywnej w Kościele katolickim był nieporównanie szerszy niż w jakichkolwiek innych religiach. W Ewangelii św. Mateusza Jezus wyraźnie mówi, iż zbawieni zostaną wyłącznie (!) ci, którzy dokonują uczynków miłosierdzia.

V. Najstarsze relacje o chrzcie i jego data

            Nie zachował się ani w archiwach watykańskich, ani w archiwach polskich żaden dokument dotyczący chrztu Polski. Nie ma żadnej ówczesnej relacji na ten temat. Nie informuje o chrzcie Polski żadna ówczesna kronika. Wszystko też wskazuje na to, że nigdy takich źródeł nie odkryjemy. Wprawdzie o chrzcie Polski wspominają późniejsze kroniki – biskupa merseburskiego Thietmara (zm. 1018 r.) oraz Galla Anonima, spisana około 1113 r. – ale ich przekazy są odległe od rzeczywistości, głównie przez stereotypowość wyobrażeń. Obydwaj jako ludzie duchowni postrzegali poganina Mieszka I jako „barbarzyńcę”. Thietmar wyobrażał sobie, iż Mieszko jako poganin o niczym innym nie mógł myśleć, jak tylko o jedzeniu mięsa w czasie Wielkiego Postu. Jego relacja nie jest interpretacją autentycznego zdarzenia, a jedynie konfabulacją opartą na uprzedzeniach i stereotypach. W jego kronice znajdziemy tylko jedną ciekawą informację, iż jedni opowiadają, że Mieszko I przyjął chrzest po zawarciu małżeństwa z Dobrawą, po upływie jednego Wielkiego Postu, a inni, że po trzech takich postach:

            „Dlatego przedstawię resztę czynów znakomitego księcia Polan Mieszka, o którym pisałem szeroko w poprzednich księgach. W czeskiej krainie pojął on za żonę szlachetną siostrę władcy Bolesława, która okazała się w rzeczywistości taką, jak brzmiało jej imię. Nazywała się bowiem po słowiańsku Dobrawa, co w języku niemieckim wykłada się: dobra. Owa wyznawczyni Chrystusa, widząc swego małżonka pogrążonego w wielorakich błędach pogaństwa, zastanawiała się usilnie nad tym, w jaki sposób mogłaby go pozyskać dla swojej wiary. Starała się go zjednać na wszelkie sposoby, nie dla zaspokojenia trzech żądz tego zepsutego świata, lecz dla korzyści wynikających z owej chwalebnej i przez wszystkich wiernych pożądanej nagrody w życiu przyszłym.

            Umyślnie postępowała ona przez jakiś czas zdrożnie, aby później móc długo działać dobrze. Kiedy mianowicie po zawarciu wspomnianego małżeństwa nadszedł okres wielkiego postu i Dobrawa starała się złożyć Bogu dobrowolną ofiarę przez wstrzymywanie się od jedzenia mięsa i umartwianie swego ciała, jej małżonek namawiał ją słodkimi obietnicami do złamania postanowienia. Ona zaś zgodziła się na to w tym celu, by z kolei móc tym łatwiej zyskać u niego posłuch w innych sprawach. Jedni twierdzą, iż jadła ona mięso w okresie jednego wielkiego postu, inni zaś, że w trzech takich okresach. Dowiedziałeś się przed chwilą, czytelniku, o jej przewinie, zważ teraz, jaki owoc wydała jej zbożna intencja. Pracowała więc nad nawróceniem swego małżonka i wysłuchał jej miłościwy Stwórca. Jego nieskończona łaska sprawiła, iż ten, który Go tak srogo prześladował, pokajał się i pozbył na ustawiczne namowy swej ukochanej małżonki jadu przyrodzonego pogaństwa, chrztem świętym zmywając plamę grzechu pierworodnego. I natychmiast w ślad za głową i swoim umiłowanym władcą poszły ułomne dotąd członki spośród ludu i w szatę godową przyodziane, w poczet synów Chrystusowych zostały zaliczone. Ich pierwszy biskup Jordan ciężką miał z nimi pracę, zanim, niezmordowany w wysiłkach nakłonił ich słowem i czynem do uprawiania winnicy Pańskiej. I cieszył się wspomniany mąż i szlachetna jego żona z ich legalnego już związku, a wraz z nimi radowali się wszyscy ich poddani, iż z Chrystusem zawarli małżeństwo”.

            Bardziej przychylna jest opinia Galla Anonima, który jednak nie dopuszczał możliwości, iż Dobrawa wpierw podzieliła łoże z Mieszkiem niż on przyjął wiarę chrześcijańską:

            „Mieszko objąwszy księstwo zaczął dawać dowody zdolności umysłu i sił cielesnych i coraz częściej napastować ludy [sąsiednie] dookoła. Dotychczas jednak w takich pogrążony był błędach pogaństwa, że wedle swego zwyczaju siedmiu żon zażywał. W końcu zażądał w małżeństwo jednej bardzo dobrej chrześcijanki z Czech, imieniem Duborowka. Lecz ona odmówiła poślubienia go, jeśli nie zarzuci owego zdrożnego obyczaju i nie przyrzeknie zostać chrześcijaninem. Gdy zaś on [na to] przystał, że porzuci ów zwyczaj pogański i przyjmie sakramenta wiary chrześcijańskiej, pani owa przybyła do Polski z wielkim orszakiem [dostojników] świeckich i duchownych, ale nie pierwej podzieliła z nim łoże małżeńskie, aż powoli a pilnie zaznajamiając się z obyczajem chrześcijańskim i prawami kościelnymi, wyrzekł się błędów pogaństwa i przeszedł na łono matki-Kościoła.

Pierwszy więc książę polski Mieszko dostąpił łaski chrztu za sprawą wiernej żony; a dla sławy jego i chwały w zupełności wystarczy [jeśli powiemy], że za jego czasów i przez niego Światłość niebiańska nawiedziła królestwo polskie”.

            Żadna z kronik – ani Thietmara, ani Galla Anonima – nie przekazała nam daty przyjęcia chrztu przez Mieszka I. Daty tej nie podają też żadne współczesne wydarzeniu źródła. Dopiero znacznie późniejsze przekazy informują o dacie chrztu, a spośród nich jedynie dwa źródła zasługują na uwagę. Są to dwa polskie roczniki: Rocznik kapitulny krakowski oraz Rocznik dawny. Wszystkie przekazy innych źródeł – zawierające często uszkodzoną datę chrztu (przez opuszczenie jakiegoś fragmentu rzymskiej cyfry) – czerpały z tych dwóch roczników lub ewentualnie korzystały z ich praźródła.

            Przyjrzyjmy się zatem owym dwóm rocznikom. Średniowieczne roczniki były gatunkiem historiograficznym, czyli dziełem opisującym wydarzenia historyczne. Roczniki składały się najczęściej z lakonicznych zapisek, z których każda rozpoczynała się datą roczną. Początkowo zapiski takie wpisywano na bieżąco z wydarzeniami, na marginesie tablicy paschalnej (wielkanocnej), która była czymś w rodzaju „wiecznego kalendarza”. Później zapiski te przepisywano na oddzielne karty, co było okazją do uzupełniania wpisów, ale także do popełniania błędów. Taką tablicę i takie karty prowadzono także w kapitule krakowskiej, czyli w zgromadzeniu kapłanów pomagających biskupowi w pracy duszpasterskiej. Starszy z roczników – Rocznik dawny – jest odpisem z takiej tablicy lub kopią wcześniejszego odpisu z około 1120 r. Drugi z roczników – Rocznik kapitulny krakowski – jest też takim odpisem, z tym, że sporządzonym dopiero w 1266 r. W czasie redagowania Rocznika dawnego przez pomyłkę przesunięto o jeden rok datację wszystkich wydarzeń do roku 1000. Po tym roku chronologia kolejnych wpisów jest już prawidłowa. Przybyciu Dobrawy do Polski i chrztowi Mieszka poświęcono w tym Roczniku dwie zapiski:

„DCCCCLXVI Dubrouka venit ad Miskonem (=966 Dubrowka przybyła do Mieszka)

DCCCCLXVII Mysko dux baptizatur             (=967 Mieszko książę został ochrzczony)”.

            Przyjrzyjmy się teraz tym samym zapiskom w Roczniku kapitulnym krakowskim:

„DCCCCLXV Dubrouka ad Meskonem venit (=965 Dubrowka przybyła do Mieszka)

DCCCCLXVI Mesco dux Polonie baptizatur (=966 Mieszko książę Polski został ochrzczony)”.

            Jak widzimy, obydwa źródła mają podobne, paralelne zapiski. W bardzo zbliżonych do siebie słowach informują najpierw o przybyciu Dobrawy do Mieszka (tj. do kraju Polan), a następnie o chrzcie tego władcy, który miał miejsce w kolejnym roku, według Rocznika dawnego w 967 r., a według Rocznika kapitulnego krakowskiego w 966 r. Uczeni już wcześniej dowiedli, że obydwa roczniki – chociaż mają wiele zbliżonych i prawie identycznych zapisek – nie są zależne od siebie, a jedynie wspólnie sięgały do tego samego źródła, spisanego – jak wyżej zaznaczono – na tablicy paschalnej albo będącego jej odpisem. Powstaje pytanie, jaka była data chrztu w owym praroczniku. Otóż nie ulega wątpliwości, iż była to data 966, gdyż data Rocznika dawnego powstała przez pomyłkowe przesunięcie, co zaznaczyliśmy wyżej.

            Czy jest to data wiarygodna? Wiele wskazuje na to, że jest to data wiarygodna, chociaż nie można jej uznać za absolutnie pewną. Zanim brak absolutnej pewności zniechęci nas do świętowania rocznicy 1050-lecia chrztu Polski, przyjrzyjmy się argumentom, które przemawiają za wiarygodnością tej daty. Otóż historycy, badając wszystkie zapiski obydwu roczników, doszli do przekonania, iż ów prarocznik pochodził z Moguncji i że dotarł on do Krakowa około 975 r. Wówczas to lub 10 lat później dokonano w owym praroczniku wpisu o chrzcie Polski. W tym czasie pamiętano jeszcze, kiedy ten doniosły akt miał miejsce. Trzeba jednak zaprzeczyć temu, że ustalenia te opierają się tylko na przypuszczeniach badaczy i że należy je przyjmować z dużą dozą ostrożności.

            Dysponujemy bowiem inną możliwością potwierdzenia daty 966 r. Mianowicie w źródle współczesnym Mieszkowi I – w Historii Saksonii Widukinda, o której pisaliśmy, iż powstała w latach 967–968, a kontynuowana była do 973 r. – opisano bitwę Mieszka z Wolinianami i Wichmanem, stoczoną w dniu 22 września 967 r. Z opisu dowiadujemy się, że Mieszko I otrzymał wówczas posiłki od swojego teścia Bolesława Srogiego i że w tym czasie Mieszko był już „przyjacielem cesarza”, który to tytuł przysługiwał sojusznikowi Cesarstwa. Takiego tytułu nie mógł nosić pogański władca. Możemy zatem jako pewnik przyjąć, iż chrzest Polski z całą pewnością nastąpił przed tą datą, czyli przed 22 września 967 r.

            Z drugiej strony wiemy, iż cesarz Otto I, bez którego wiedzy, a najpewniej też i zgody nie mogło dojść ani do ślubu Mieszka z Dobrawą, ani też do chrztu władcy Polan, od lata 961 r. był nieobecny w Niemczech i przebywał w Italii do początku 965 r., kiedy to zjawił się w Niemczech. Cesarz w drugiej połowie czerwca przybył do Saksonii, nie tylko po to, by nacieszyć się swoją ulubioną siedzibą w Magdeburgu, ale także aby rozważyć wszystkie sprawy, które zrodziły się w związku ze śmiercią Gerona w dniu 20 maja 965 r. Gero był filarem bezpieczeństwa Rzeszy; jego śmierć zmusiła cesarza do opracowania nowej koncepcji walki z Wieletami i z przebywającym wśród nich zbuntowanym Wichmanem. Wówczas to był najlepszy moment, aby zaaprobować pomysł małżeństwa Mieszka I z Dobrawą i chrzest Polan. Możemy zatem powiedzieć, iż ślub Mieszka I z Dobrawą, a następnie chrzest polskiego władcy musiały nastąpić po czerwcu 965 r. a przed wrześniem 967 r. Ostatecznie można zatem powiedzieć, że data 966 r. jako data chrztu Mieszka I, podana przez Rocznik kapitulny krakowski, jest datą wiarygodną, znajdującą potwierdzenie w innych współczesnych źródłach.

VI. Okoliczności przyjęcia chrztu i jego przebieg

1. Rola Cesarstwa w przyjęciu chrztu przez Mieszka I i jego poddanych

            Chociaż brak jakichkolwiek relacji o przyjęciu chrztu przez Mieszka i jego poddanych, poza stereotypowymi opisami Thietmara i Galla Anonima, to jednak możemy poznać okoliczności polityczne, w których doszło do tego doniosłego aktu. O niektórych z nich już pisaliśmy, a mianowicie o trudnej sytuacji Mieszka I w związku z dwiema klęskami zadanymi mu przez Wichmana i Wieletów. Poślubienie Dobrawy i wynikające stąd przyjęcie chrztu miało na celu pozyskanie sojusznika, Bolesława czeskiego, do walki z Wieletami. Miało też na celu nawiązanie sojuszu z Cesarstwem, które podobnie jak Polska toczyło wieloletnią wojnę z Wieletami. Byłaby to główna polityczna przyczyna przyjęcia chrztu przez Mieszka I; pomijamy w tym miejscu inne przyczyny, które omówimy w kolejnym rozdziale.

Jednak nie wszyscy uczeni podzielają ten punkt widzenia; część polskich i niemieckich badaczy uważa, że były zupełnie inne pobudki polityczne przyjęcia chrztu przez Polskę. Badacze ci odwołują się do przekazu Kroniki Thietmara, który pisze m.in.: „Margrabia Marchii Wschodniej Gero podporządkował zwierzchnictwu cesarza Łużyczan, Słupian, a także Mieszka wraz z jego poddanymi. Książę Herman uczynił trybutariuszami cesarza Żelibora i Mściwoja”. Na podstawie tej informacji uczeni ci przyjmują, że około 963 r. Mieszko I został pokonany przez margrabiego Gerona i pod przymusem miał przyjąć chrzest. Ten błędny pogląd musielibyśmy przyjąć, gdyby nie zachowała się współczesna owym wydarzeniom Historia Saksonii autorstwa Widukinda. Okazało się, że krótka zapiska Thietmara jest niczym innym, jak tylko streszczeniem czterech rozdziałów Historii Saksonii (rozdziały 65–68). Wykazano, że Thietmar – streszczając te rozdziały – popełnił kilka poważnych błędów, m.in. uczynił z Mściwoja trybutariusza, chociaż według Widukinda był nim tylko Żelibór. Gdy przyjrzymy się tekstowi Widukinda, to dowiemy się, że pisze on o podboju przez Gerona plemienia Łużyczan, nie wspomina jednak nic o Mieszku i jego poddanych: „Gero zwierzchnik [Marchii Wschodniej] najdzielniej pokonał Słowian, którzy zwą się Łużyczanami”.

Widukind, który przedstawił całą historię stosunków niemiecko-słowiańskich do 968 r., nie wspomina żadnym słowem o jakimkolwiek poddaniu Mieszka władzy cesarza niemieckiego. Ale na tym nie koniec; milczy o tym jeszcze jedno ważne źródło: Kontynuacja kroniki Reginona. Przekaz ten został ukończony w grudniu 967 r.; powstał w kręgu arcybiskupa mogunckiego Wilhelma, syna cesarza Ottona. Kontynuacja spisana została z okazji koronacji – vivente imperatore (tj. za życia cesarza) – młodziutkiego Ottona II w dniu 25 grudnia 967 r. W związku z tym autor tego dzieła postawił sobie za cel odnotowanie wszystkich wspaniałych czynów i podbojów dynastii Ottonów. Podbój lub chociażby podporządkowanie władzy cesarskiej państwa Mieszka, jednego z najważniejszych państw tego regionu (wątpiących odsyłam do opinii Ibrahima ibn Jakuba) byłyby ozdobą narracji Kontynuacji. Nic jednak takiego nie znajdujemy w jej przekazie, czytamy tylko pod datą 963 r.: „U nas także Słowianie, którzy nazywają się Łużyczanami, zostali podporządkowani”. Mamy więc przeciwko sobie dwa przekazy współczesne wydarzeniom, zainteresowane odnotowywaniem podbojów Ottona i jego poddanych, które milczą o jakiejkolwiek zależności Mieszka I od cesarstwa oraz jeden przekaz Thietmara, stworzony pięćdziesiąt lat później i zawierający szereg błędów, powstałych przy streszczaniu wcześniejszych źródeł, mówiący o podporządkowaniu Polski przez Gerona.

Obrońcy relacji Thietmara argumentują, że przecież nie mógł on sobie tak po prostu wymyślić historii o podporządkowaniu Mieszka i że zapewne opierał się na przekazach ustnych. Nie można jednak zgodzić się z argumentacją tych uczonych, gdyż mamy ewidentny dowód na to, że w sprawach dotyczących suwerenności państwa polskiego Thietmar zmyślał i wprowadzał do biegu fałszywe informacje, według których Polska była od początku zależna od Cesarstwa. Chodzi mianowicie o zamieszczoną przez Thietmara informację, jakoby biskup Jordan był sufraganem metropolii magdeburskiej, co oznaczałoby, że najstarsze polskie biskupstwo było podporządkowane niemieckiemu arcybiskupstwu i podlegało tym samym cesarzowi, który miałby prawo nominowania polskich biskupów. Długo w tej sprawie wierzono Thietmarowi, wierzyli mu też wybitni polscy uczeni, gdyż poza jego Kroniką nie było żadnej kronikarskiej relacji, która sprzeciwiałaby się tej wersji. Dopiero w 1920 r. Paul Kehr, wybitny niemiecki znawca papieskich dokumentów, wywiódł na podstawie analizy papieskich i cesarskich starodruków, iż Thietmar zmyślił po prostu tę zależność polskiego biskupa od niemieckiej metropolii. Dowodzi to, że Thietmar niejako z góry (a priori) głosił wizję początków Polski, w której nie było miejsca na suwerenność Polski i niezależność jej pierwszego biskupstwa od Magdeburga. Nie można też poważnie brać argumentów o rzekomych przekazach ustnych. Co one były warte, dowodzi fakt, iż Thietmar – korzystając niewątpliwie z takich relacji – przedstawił szereg błędnych informacji o początkach swojej metropolii; nie wiedział, na jaki rok przypadały jej początki, pozamieniał pierwszych biskupów tej metropolii i nie bardzo wiedział, który z biskupów był wcześniej wyświęcony etc. Skoro zatem Thietmar nie potrafił zebrać wiarygodnych danych na temat najbardziej go interesujący i zmyślał o zależności polskiego biskupstwa od niemieckiej metropolii, to jego późna relacja, zawierająca błędy i niezrozumienie streszczanych źródeł, nie może być bardziej wiarygodnym źródłem niż dwa (!) współczesne wydarzeniom przekazy. Jednym słowem brak jakichkolwiek dowodów na to, że przyjęcie chrztu w 966 r. przez Mieszka I było konsekwencją tego, że jego państwo wcześniej zostało pobite i podporządkowane cesarstwu.

Nie znaczy to, że Cesarstwo nie odegrało ważnej roli w przyjęciu chrztu przez Mieszka I i jego poddanych. Wspomnieliśmy już wyżej, że najprawdopodobniej w czerwcu 965 r., w czasie pobytu cesarza w Saksonii, zostały uzgodnione wszystkie kwestie związane z sojuszem polsko-czeskim i chrztem Polski. Otto, po śmierci Gerona (20 maja 965 r.), podzielił wielką Marchię Wschodnią aż na 5 małych marchii. Dokonując tego, cesarz kierował się zapewne dwoma przesłankami. Marchia Wschodnia była tak potężnym organizmem politycznym, iż jej margrabia wyrastał na dostojnika państwowego, którego pozycja mogła stanowić zagrożenie dla władzy cesarskiej. Cesarz pamiętał dobrze, że w czasie kryzysu państwa (953–954), kiedy to Liudolf, najstarszy syn Ottona, zbuntował się i przeciągnął na swoją stronę wielu możnych Rzeszy, Gero wsparł buntowników. Cesarz nie mógł dopuścić do tego, aby sytuacja ta w przyszłości się powtórzyła. Podzielenie ogromnej marchii na 5 małych było dobrym posunięciem ze strony Ottona. Wcześniej nie mógł tego uczynić ze względu na Gerona, a także ze względu na sytuację polityczną. Wieleci byli dzielnym przeciwnikiem i należało mu przeciwstawić potężnego adwersarza, zwłaszcza że nigdy nie było wiadomo, jak zachowają się Czesi (którzy 14 lat walczyli z Ottonem) oraz Polanie. Gdy jednak Polanie i Czesi zawiązali wspólny sojusz antywielecki, sytuacja Niemiec znacznie się poprawiła. Wieleci i inni Słowianie Połabscy byli teraz jakby okrążeni ze wszystkich stron. W nowej sytuacji mógł zatem cesarz pozwolić sobie na podział wielkiej Marchii Wschodniej.

2. Rola papiestwa w przyjęciu chrześcijaństwa przez Polskę

            Część uczonych uważa, że do chrztu Mieszka I nie mogło dojść bez aktywnego udziału Stolicy Apostolskiej. Pogląd ten byłby słuszny, gdyby chrzest nastąpił w innym czasie, tj. w momencie stabilizacji politycznej Stolicy Apostolskiej. Jak się jednak okazuje, lata 963–966 były bardzo trudne dla papiestwa, które właściwie przez cały ten okres nie mogło normalnie funkcjonować. Przyjrzyjmy się na chwilę temu kryzysowi.

Jan XII został wybrany na papieża jako 16- lub 18-letni młodzieniec w 955 r. Starając się uwolnić spod opieki króla północnej Italii Berengara II i jego syna Adalberta, wysłał papież w 960 r. legatów do Ottona I, aby przyszedł mu z pomocą i uwolnił Kościół „od tyranii”. Otto uważał się za spadkobiercę Karola Wielkiego i z tego tytułu postanowił roztoczyć opiekę nad papiestwem. Dlatego też 31 stycznia 962 r. stanął pod murami Rzymu, a dwa dni później został koronowany przez Jana XII na cesarza. Mimo iż cesarz nadał Stolicy Apostolskiej rozległy przywilej, a Jan XII złożył przysięgę wierności Ottonowi, bardzo szybko doszło do kryzysu między papieżem a cesarzem. Jan XII zwrócił się o pomoc do dawnego wroga Adalberta, a także wysłał poselstwa do Konstantynopola i nawet do pogańskich Węgrów. W odpowiedzi na to cesarz ruszył ze swoją armią na Rzym, a papież zbiegł na Korsykę. Dnia 6 listopada 963 r. synod biskupów, obradujący w Rzymie pod przewodnictwem cesarza, zdetronizował Jana XII. Na jego miejsce wybrano na początku grudnia 963 r. Leona VIII, jednego z urzędników Stolicy Apostolskiej. Leon VIII – chociaż był człowiekiem uczciwym i zacnym – nie miał jednak święceń kapłańskich, których udzielono mu wraz z innymi godnościami kościelnymi dopiero po jego wyborze. Już po miesiącu wybuchł bunt przeciwko nowemu papieżowi, stłumiony został jednak przez cesarza.

Po opuszczeniu Rzymu przez cesarza w lutym 964 r. udało się Janowi XII odzyskać tron papieski, a następnie unieważnić poprzedni synod, na którym go zdetronizowano. Jan XII chciał dojść do porozumienia z cesarzem, ale zmarł nagle 14 maja 964 r. W tej sytuacji, wbrew Ottonowi, wybrano nowego papieża, Benedykta V, który został obalony przez Ottona w końcu czerwca 964 r. Na tron papieski powrócił Leon VIII, który jednak umarł niebawem, już 1 marca 965 r.

Na jesieni, 1 października 965 r., wybrano na papieża biskupa Jana z Narnii; nastąpiło to w obecności posłów papieskich i za zgodą cesarza, a zapewne też w porozumieniu z możnym rodem Krescencjuszów. Jan z pochodzenia był rzymianinem, wcześniej, w czasach Jana XII, sprawował ważny urząd bibliothecariusa, a w latach 961–965 był biskupem Narnii. Ponieważ Jan XIII pozostawał w bliskich związkach z Krescencjuszami, z którymi być może był nawet spokrewniony, wywołało to niezadowolenie części arystokracji rzymskiej. Trzy miesiące po jego wyborze wybuchł bunt przeciwko jego pontyfikatowi; na czele buntowników stali prefekt Piotr, zarządca Kurii Stefan oraz komendanci rzymskiej milicji. Wsparł ich hrabia Rofred z Campagny, gdyż był wrogiem Krescencjuszów, mających rozległe dobra w pobliskiej Sabinie. Papieża nie postawiono w stan oskarżenia ani też nie dążono do jego detronizacji; napadnięto go w Pałacu Laterańskim w Rzymie, pochwycono, zadając mu szereg obrażeń, a następnie uwięziono w Zamku św. Anioła, skąd z czasem został przewieziony na południe Włoch do Campagny, gdzie hrabia Rofred go pilnował. Papieżowi udało się jednak zbiec i na czele swoich sojuszników, jak również wojsk cesarskich, dotarł w listopadzie 966 r. do Rzymu, gdzie został entuzjastycznie przyjęty przez lud rzymski. Kilka tygodni później, krótko przed Bożym Narodzeniem 966 r. do Rzymu wkroczył Otto I na czele swoich wojsk. Jan XIII nie mógł więc odegrać jakiejkolwiek roli w akcie chrztu, gdyż w 966 r. albo był uwięziony, albo uciekał przed swoimi prześladowcami, albo na koniec był zajęty odzyskiwaniem Rzymu. O tym, że Jan XIII de facto nie wykonywał swoich obowiązków przed listopadem 966 r., najlepiej świadczy fakt, iż nie wydał ona żadnego dokumentu od początku swojego pontyfikatu aż do listopada 966 r.

Jak widać z powyższego krótkiego przeglądu dziejów papiestwa w latach 963–966, jedynie na przełomie 964 r. i 965 r. oraz po listopadzie 966 r., można mówić o stabilności politycznej papiestwa. Pierwszy z tych okresów był jednak zbyt wczesny w stosunku do daty chrztu Polski, a drugi zbyt późny, aby papiestwo mogło odegrać znaczącą rolę w tej sprawie. Trzeba zatem przyjąć, iż z powodu braku stabilizacji Stolica Apostolska raczej nie odegrała większej roli w przygotowaniu aktu chrztu Mieszka I i jego poddanych. Dopiero później – jak zobaczymy – na początku 968 r. Jan XIII mógł poświęcić swoją uwagę organizacji nowo powstałego Kościoła polskiego. Nadal jednak główną rolę odgrywał w tych sprawach cesarz Otto I.

3. Przebieg chrztu

            Wysuwano wiele przypuszczeń co do przebiegu chrztu Mieszka I i jego poddanych. Ponieważ chrztu tak znaczącemu władcy powinien udzielić ważny dostojnik Kościoła, a ponadto najczęściej w takich wypadkach udzielano też aktu bierzmowania, zastrzeżonego dla biskupa, to przyjmowano, że Mieszko I i jego dostojnicy zostali najpewniej ochrzczeni przez biskupa. Wysunięto hipotezę, że był nim Michał, biskup Ratyzbony w latach 942–972, któremu podlegali Czesi. Przyjmowano nawet, że stało się to w Ratyzbonie w Wielką Sobotę 966 r., czyli 14 kwietnia. Inni twierdzili, iż tym biskupem był Jordan, wspomniany przez Thietmara, i że on tego dnia ochrzcił Mieszka I w Poznaniu na Ostrowie Tumskim. Dzień Wielkiej Soboty jako dzień chrztu jest prawdopodobny, gdyż w owych czasach dzień ten uznawano za najbardziej właściwy dla chrztu dorosłych pogan.

            Nie mamy jednak żadnych dowodów na to, iż tak rzeczywiście było. Możemy nawet powiedzieć, że chrzest Mieszka I poza krajem Polan wydaje się mało prawdopodobny. Wprawdzie zdarzały się wypadki ochrzczenia władców poza granicami własnego państwa, ale wynikały one z nadzwyczajnej sytuacji. Na przykład władca Rusi Kijowskiej, książę Włodzimierz, ochrzczony został w bizantyjskim Chersonezie nad Morzem Czarnym, ale nastąpiło to w czasie wyprawy wojennej przeciwko Bizancjum, kiedy to książę otrzymał obietnicę poślubienia siostry cesarza bizantyjskiego. Także poza granicami swojego kraju został ochrzczony wspomniany anonimowy książę Wiślan, ale – jak wiemy – stało się to, gdy przebywał w niewoli. Autor Żywotu św. Metodego włożył jednak w usta św. Metodego znamienne słowa: „Dobrze [będzie] dla ciebie, synu, ochrzcić się z własnej woli na swojej ziemi”. A zatem właściwym miejscem chrztu była własna ziemia, zapewne główna rezydencja władcy. Nie znaczy to jednak, że przychylamy się do poglądu, iż to biskup Jordan ochrzcił Mieszka I na Ostrowie Tumskim. Po pierwsze, nie mamy żadnego dowodu, że Jordan był wówczas biskupem; był nim z pewnością w 968 r., ale czy wcześniej, tego nie wiemy. Po drugie, chrzest mógł mieć miejsce również w innym miejscu i niekoniecznie biskup musiał być tym, który dokonał owego aktu. Mógł to być też któryś z kapelanów Dobrawy, który razem z nią przybył z Czech do kraju Polan.

            Za Poznaniem, ewentualnie za Ostrowem Lednickim, jako miejscem chrztu przemawia odkrycie przez archeologów w obu ośrodkach pozostałości basenów chrzcielnych. Część uczonych jednak nie zgadza się w tą interpretacją i twierdzi, iż są to pozostałości po budynkach gospodarczych, miejscach mieszania zaprawy wapiennej do budowy katedry (w Poznaniu) etc. Nie można wykluczyć, iż ci sceptycy mają rację, chociaż mnie przekonuje autorytet wybitnego archeologa, Zofii Hilczer-Kurnatowskiej (1932–2013), która około 10 lat temu poddała ponownym badaniom baptysterium w katedrze poznańskiej. Zdaniem tej uczonej zanim zaczęto wznosić – najwcześniej w 968 r. – katedrę poznańską, na jej miejscu znajdował się budynek baptysterium, który posadowiono wcześniej, w związku z chrztem Polan, i w którego wnętrzu znajdował się basen chrzcielny. Uczona ta znalazła resztki budowli, w której znajdował się wymieniony basen. Wcześniej wiedziano tylko o istnieniu tego basenu, natomiast nie potrafiono znaleźć śladów budynku. Jest zatem bardzo prawdopodobne, że w Poznaniu zachowały się pozostałości po baptysterium, w którym w 966 r. ochrzczono część Polan.

            Jak wspomniano, kraj Mieszka I był monarchią patrymonialną; jego poddani – może nie wszyscy od razu – też przyjęli chrzest. Jak przeprowadzano chrzest większej liczby ludności, informują nas inne źródła tego okresu, a także żródła późniejsze. Dowiadujemy się, że pierwszym aktem przed chrystianizacją było niszczenie posągów starych bogów. Latopis Nestora przekazał nam relację o zniszczeniu figur bogów przez Włodzimierza w 988 r.: „[Włodzimierz] kazał bałwany wywracać owe porąbać, a drugie w ogień rzucić, Peruna zaś kazał przywiązać koniowi do ogona i wlec z góry przez Boryczewo do ruczaju; dwunastu chłopów przystawił, aby go bili kijami, a to nie jakoby drzewo czucie miało, lecz dla czarta na urągowisko, który oszukiwał tą postacią ludzi”. Podobną relację dotyczącą biskupa kołobrzeskiego Reinberta przedstawił Thietmar: „Brak mi zarówno wiedzy, jak wymowy, by przedstawić, jak wiele zdziałał on na powierzonym sobie stanowisku. Niszczył i palił świątynie z posągami bożków i oczyścił morze zamieszkałe przez złe duchy wrzuciwszy w nie cztery kamienie pomazane świętym olejem i skropiwszy je wodą święconą”.

            Takie działania księcia lub duchownych najczęściej poprzedzały akt przyjęcia chrztu. I tak też najpewniej było w kraju Polan. Słynny kronikarz polski, Jan Długosz, podał w II połowie XV w., że Mieszko zniszczył bałwany w dniu 5 marca 965 r., czyli w niedzielę, nazywaną w liturgii Kościoła Laetare od pierwszych słów antyfony: Laetare, Ierusalem et conventum facite omnes qui diligitis eam (Raduj się, Jerozolimo, zbierzcie się wszyscy, którzy ją kochacie). Oczywiście data ta jest wymysłem kronikarza. Znany malarz January Suchodolski (1797–1875) namalował w Złotej Kaplicy w katedrze poznańskiej obraz zatytułowany Mieczysław I kruszy bałwany. Z wcześniejszych naszych rozważań wiemy, że Słowianie najczęściej nie wznosili świątyń bogom i że powstawały one dopiero na etapie rozwoju protopaństwowego lub państwowego. Niewykluczone, że świątyń takich, jakie znamy z Rusi Kijowskiej i Połabia, nie było w kraju Polan i że nie trzeba było ich niszczyć.

            Latopisarz ruski, opisując niszczenie Peruna, wspomina, iż ludzie płakali z tego powodu. Czy podobnie było w kraju Polan? Czy mieszkańcy stawiali silny opór przed przyjęciem nowej religii? Mogło i tak być, ale raczej wszystko wskazuje na to, że nie bardzo żałowano dawnych bogów. Po pierwsze, musimy przypomnieć, że Słowianie wierzyli w jedynego Boga, podobnie jak chrześcijanie. Znali też raj, który został przez nich utożsamiony z niebem chrześcijan. Odkupienie grzechów, wiara w życie pozagrobowe wraz ze zmartwychwstaniem, chociaż nie były znane religii pogańskiej, to mogły się wydać atrakcyjne. Po drugie, nie można też zapominać, iż religia chrześcijańska nie była czymś nieznanym mieszkańcom kraju Polan. Przecież kraj Polan sąsiadował ze Śląskiem, który jako poddany władztwu czeskiemu oficjalnie był krajem chrześcijańskim. Z pewnością nieliczni chrześcijanie mieszkali też w kraju Polan, a spośród podróżujących przez kraj Polan wielu musiało być chrześcijanami.

            Już w czasach Karola Wielkiego opracowano zasady przeprowadzenia masowego chrztu pogańskich ludów. Alkuin, autor tych zasad, zalecał 7-dniowe nauczanie prawd wiary, kilkudniowy post, po którym następował chrzest. Jak wynika z opisów Mnicha Prieflingeńskiego z I połowy XII w., św. Otto, misjonarz pogańskiego Pomorza, chrzcił w baptysteriach lub kadziach, nad którymi rozpięto płócienne daszki. Sam Otto dbał, aby kadzie (chrzcielnice) były odpowiednio wkopane i zrównane z ziemią, co ułatwiało katechumenom wchodzenie do nich i wychodzenie. Pilnował, aby na ramionach – jak pisze wspomniany Mnich – przyniesiono odpowiednią ilość wody. Osobno byli chrzczeni mężczyźni, osobno kobiety i osobno dzieci. Jedynie maleńkie dzieci były chrzczone wraz z matkami. Mnich Prieflingeński podaje, iż św. Otto chrzcił tylko mężczyzn, a kobiety i dzieci pozostawiał innym kapłanom. Katechumen, czyli nowo nawrócony poganin, przychodził wraz z rodzicami chrzestnymi do baptysterium, składającego się z kadzi, nad którą rozpięty był daszek. Katechumen niósł ze sobą białe szaty i zapaloną świecę, które na moment chrztu odbierali od niego rodzice chrzestni. Gdy kapłan usłyszał, że katechumen wszedł do basenu chrzcielnego, wychodził spoza zasłony i udzielał chrztu przez wypowiedzenie przewidzianych słów oraz przez trzykrotne zanurzenie katechumenowi głowy w basenie i następnie namaszczenie jej krzyżmem. Później nowo ochrzczony ubierał się w białe szaty i odchodził wraz z rodzicami chrzestnymi trzymającymi w rękach zapaloną świecę. Znamienne, że w liturgii chrztu po II soborze watykańskim podkreśla się rolę białej szaty i zapalonej świecy.

            Z relacji Mnicha Prieflingeńskiego dowiadujemy się, że św. Otto – po udzieleniu chrztu – biedniejszych częstował jedzeniem i piciem, a także obdarowywał szatami, a bogatszym dawał w podarunku pierścień, pas lub sandały, lub nawet wyroby złotnicze.

            Nie wiemy, jak wyglądał chrzest Polan, ale można przypuszczać, że niewiele różnił się od chrztu pogańskich Pomorzan w latach 20. XII w.

VII. Przyczyny i skutki przyjęcia chrztu.

1. Przyczyny przyjęcia chrztu i jego bezpośredni skutek: ostateczne ukształtowanie się państwa polskiego na przełomie X i XI w.

            Nie ulega wątpliwości, iż Mieszko – poślubiając Dobrawę i przyjmując chrzest – kierował się doraźnymi interesami politycznymi. Z pewnością jednak zdawał sobie sprawę, że korzyści i skutki wynikające z przyjęcia chrześcijaństwa będą dalekosiężne, że całkowicie odmienią jego kraj, że wprowadzą jego mieszkańców do zupełnie innej strefy kulturowej.

            Sojusze i układy polityczne zmieniały się co chwila, a przyjęcie chrześcijaństwa niosło za sobą ogromne konsekwencje w funkcjonowaniu państwa Mieszka I i w życiu jego poddanych. Rok po przyjęciu chrześcijaństwa Mieszko odniósł ogromne zwycięstwo nad Wolinianami, plemieniem wchodzącym w skład związku politycznego Wieletów. Do starcia dowodzonych przez Wichmana Wolinian z wojskami Mieszka doszło 22 września 967 r., najprawdopodobniej na Pomorzu Zachodnim. W bitwie tej po stronie polskiej walczyły dwa hufce jazdy czeskiej, które przysłał na pomoc swojemu zięciowi książę czeski Bolesław Srogi. W starciu tym Wolinianie zostali rozgromieni, a Wichman poniósł śmierć. Był to wielki sukces wojenny Mieszka, całkowicie zmieniający położenie militarne związku wieleckiego. Mieszko I postanowił wykorzystać ten sukces i uzyskać ostateczną zgodę cesarza na powstanie w Polsce niezależnego biskupstwa. Możemy przypuszczać, iż relację o zwycięstwie Mieszka I nad Wolinianami, a także miecz poległego w bitwie Wichmana, przywiozło do Italii oficjalne polskie poselstwo, które przybyło na koronację cesarską Ottona II, która odbyła się 25 grudnia 967 r. Również inne okoliczności sprzyjały księciu polskiemu; zaraz po uroczystej koronacji Ottona II rozpoczął obrady w Rzymie synod, któremu przewodniczył papież Jan XIII i w którym uczestniczyli zarówno Otto I, jak i jego syn Otto II, dopiero co wyniesiony do godności cesarskiej. Najpewniej to wówczas, podczas obrad tego synodu, zapadła decyzja o utworzeniu pierwszego polskiego biskupstwa, a być może kilka dni później Jan XIII udzielił sakry biskupiej Jordanowi (stojącemu na czele polskiego poselstwa?), przypieczętowując tym samym niezależność polskiego Kościoła. To, co możemy wydedukować z kroniki Widukinda, potwierdzają późniejsze roczniki, informujące o powołaniu biskupstwa w Polsce w 968 r.

            Był to ogromny sukces polskiego władcy, któremu udało się obronić niezależność polskiego Kościoła i to w momencie, gdy cesarz powołał w Magdeburgu arcybiskupstwo na ziemiach słowiańskich. Czechy – od wielu dziesięcioleci już chrześcijańskie – nie miały własnego biskupstwa i podlegały w tym czasie niemieckiemu biskupstwu w Ratyzbonie. Trzeba ponadto zaznaczyć, iż pierwsze biskupstwo polskie z siedzibą w Poznaniu było podporządkowane bezpośrednio Stolicy Apostolskiej, było niezależne od powstałego w tym samym roku arcybiskupstwa magdeburskiego, „ukochanego dziecka” Ottona I. Zgoda Ottona na niezależność biskupstwa poznańskiego od Magdeburga świadczy o tym, iż doceniał on rolę Mieszka I i nowo ochrzczonej Polski w stabilizacji wschodnich terenów Rzeszy.

            Zaangażowanie się Mieszka I w budowę organizacji kościelnej na ziemiach polskich wyraźnie wskazuje, że władca ten, przyjmując chrzest, nie kierował się jedynie bezpośrednimi względami politycznymi – za jego decyzjami stały niewątpliwie głębsze motywy. Najważniejszym powodem była świadomość, iż Polska pogańska nie mogła nawiązać trwałych i normalnych stosunków z państwami chrześcijańskiej Europy, a zwłaszcza z potężnymi Niemcami. Bez tego nie można było prowadzić normalnej polityki, zapewnić państwu bezpieczeństwa, a ponadto trzeba było się liczyć, że prędzej czy później Polska podzieli los Słowiańszczyzny Połabskiej. Nie bez znaczenia dla Mieszka musiał być też fakt, iż nowa religia niosła ze sobą wysoką kulturę i cywilizację. Sztuka pisania nie tylko zaspokajała potrzeby intelektualne i religijne, ale była również niezbędna dla podtrzymywania normalnych stosunków z chrześcijańską Europą. Pogańskie państwo, przynajmniej w tej części Europy, nie mogło prowadzić korespondencji dyplomatycznej, wystawiać dokumentów i zawierać traktatów z sąsiednimi państwami chrześcijańskimi.

Zbliżenie do chrześcijańskiej Europy pociągało Mieszka jeszcze z innych powodów. Z naczelnika plemiennego miał stać się chrześcijańskim władcą, co oznaczało wzmocnienie władzy, wyniesienie ponad ogół współplemieńców. Władca pogański sprawował władzę z przyzwolenia ogółu, władca chrześcijański – z woli Bożej. Dostojnicy państwowi i możni byli zobowiązani do dochowania wierności takiemu władcy, podobnie jak niegdyś byli do tego zobowiązani Apostołowie wobec Chrystusa. Religia chrześcijańska cementowała także młode państwo, będące jeszcze zlepkiem plemiennych terytoriów.

Z całą pewnością względy osobiste, przemyślenia i własne przekonanie odegrały ważną rolę. Poganie, a wśród nich Mieszko I, od dawna stykali się z religią chrześcijańską, która lepiej niż wierzenia pogańskie tłumaczyła otaczający świat, przynosiła pocieszenie w nieszczęściach i zapowiadała sprawiedliwy Sąd Boży: ukaranie ludzi złych i grzesznych, a wieczną nagrodę dla sprawiedliwych i dobrych. Poganie pozostawali pod głębokim wrażeniem gorliwości religijnej ówczesnych chrześcijan, z których niejeden nie wahał się oddać życia za wiarę.

Podsumowując ten etap, możemy stwierdzić, iż przyjęcie chrześcijaństwa pozwoliło młodziutkiemu państwu polskiemu wyjść z kryzysu połowy lat 60. X w. i przyłączyć się do zupełnie odmiennej strefy kulturowej i cywilizacyjnej. Piśmiennictwo, architektura murowana, sztuka sakralna, nowy sposób zarządzania państwem – były to elementy, które całkowicie odmieniły kraj Polan. Polska mogła od tego momentu w całej pełni korzystać z ponadtysiącletniego dziedzictwa kultury antycznej, a także z osiągnięć cywilizacyjnych europejskiej kultury chrześcijańskiej ostatnich 500 lat, w tym z dziedzictwa renesansu karolińskiego. Polska stała się sojusznikiem Ottońskiego Cesarstwa, które właśnie zaczęło przeżywać okres bujnego rozwoju kulturowego, który nazywamy renesansem ottońskim.

            Po wygaśnięciu sojuszu polsko-czeskiego, w końcu lat osiemdziesiątych X w., najpewniej w roku 989, Mieszko I, pokonując Czechy, przyłączył do Polski dawny kraj Wiślan, a rok później – Śląsk. W ten sposób niemal wszystkie ziemie słowiańskie w dorzeczu Wisły i Ordy znalazły się w obrębie państwa polskiego. Do całkowitego ukończenia budowy państwa polskiego pozostało tylko utworzenie własnej, niezależnej organizacji kościelnej, która w swojej strukturze uwzględniałaby nowe nabytki państwa polskiego. Nie można wykluczyć, iż krokiem ku temu był słynny dokument Dagome iudex, chociaż obecnie przyjmuje się, że akt ten był próbą zapewnienia dziedzictwa synom Mieszka I z drugiego małżeństwa, z Odą, córką margrabiego Marchii Północnej. Ostatecznie jednak dzieło Mieszka I dokończył Bolesław Chrobry, który na zjeździe gnieźnieńskim w 1000 r., dzięki wsparciu cesarza Ottona III, uzyskał możliwość utworzenia niezależnej metropolii w Gnieźnie, której podporządkowano nowe biskupstwa w Kołobrzegu oraz Krakowie i Wrocławiu. Utworzenie tych dwóch ostatnich biskupstw oznaczało wyjęcie Śląska i Małopolski spod jurysdykcji czeskich biskupstw w Ołomuńcu i Pradze, podporządkowanych wówczas metropolii mogunckiej.

2. Skutki dalekosiężne przyjęcia chrztu przez Mieszka I i jego poddanych

            Wprawdzie młodemu polskiemu chrześcijaństwu przyszło jeszcze pokonać ciężki kryzys w związku z załamaniem się władzy państwowej w końcu lat 30. XI w. (tzw. rekcja pogańska), to jednak w kolejnych wiekach religia chrześcijańska odegrała ogromną rolę w dziejach polskiego państwa i narodu. W czasie rozbicia dzielnicowego była – pod względem zarówno organizacyjnym (metropolia gnieźnieńska), jak i ideowym (kult św. Stanisława) – głównym czynnikiem integracyjnym, który ostatecznie doprowadził do ponownego zjednoczenia państwa polskiego. W 1385 r. religia katolicka stała się podstawą unii z Litwą, co ostatecznie doprowadziło do powstania Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

            Polski przekład Biblii z końca XVI wieku, autorstwa polskiego jezuity Jakuba Wujka, przyczynił się do powstania języka literackiego i do ostatecznego ukształtowania dzisiejszego języka polskiego. Tematyka religijna, począwszy od Psałterza Dawidów Jana Kochanowskiego, a skończywszy na przekładach biblijnych Czesława Miłosza, była nieprzerwanie obecna w polskiej literaturze i sztuce.

            W czasie zaborów Kościół katolicki stał się ostoją polskości, fundamentem formowania się nowoczesnego narodu polskiego. Z tego względu był prześladowany, zwłaszcza w zaborze pruskim i rosyjskim. W czasie II wojny światowej zarówno Niemcy hitlerowskie, jak i Związek Radziecki, mając pełną świadomość roli Kościoła katolickiego w życiu narodu polskiego, poddały go okrutnym represjom. Tysiące księży katolickich zginęło w niemieckich obozach koncentracyjnych i łagrach sowieckich. Również po wojnie komunistyczne władze PRL, zwłaszcza w okresie stalinowskim, prześladowały Kościół i jego wiernych. Wielu księży, a w tym też biskupów, więziono i torturowano. Więźniem na kilka lat stał się nawet prymas Polski, ks. kardynał Stefan Wyszyński.

            Kościół katolicki w czasach PRL, dzięki rozważnej, ale bezkompromisowej polityce, odegrał znaczącą rolę w odzyskiwaniu podmiotowości przez społeczeństwo polskie. Bez Kościoła polskiego, jego autorytetu, a w tym nauk polskiego papieża Jana Pawła II, nie doszłoby do powstania „Solidarności”, która wstrząsnęła sowieckim imperium. Działalność tego związku, a przede wszystkim postawa Jana Pawła II, zapoczątkowały upadek komunizmu i przywrócenie demokracji milionom ludzi w Europie.

[1] Dendrochronologia jest to nauka o datowaniu przyrostów rocznych drewna. Twórcą jej jest amerykański astronom Andrew Ellicot Douglass (1867–1962), który, zwątpiwszy, iż kanały na Marsie wybudowały istoty rozumne, zaczął się interesować cyklami aktywności słonecznej i odtwarzać te cykle na podstawie przyrostów drewna. W 1929 r. Douglass dysponował już chronologią niektórych gatunków drewna, sięgającą do 700 r. przed Chrystusem. Gdy archeolodzy amerykańscy dowiedzieli się, że Douglass potrafi określać wiek drewna, podesłali mu zachowane drewniane fragmenty z wykopalisk z przedkolumbijskiego miasta Aztec w Nowym Meksyku oraz okolicznych osad i w ten sposób po raz pierwszy określono dokładnie wiek powstania badanych przez archeologów osad.

[2] Niestety do pełnego obrazu brakuje nam dokładnych informacji o czasie budowy najstarszego grodu w Poznaniu i drugiego grodu w Moraczewie; według wstępnych ustaleń gród w Poznaniu został wzniesiony w drugiej ćwierci X w., a drugi gród w Moraczewie w tym samym czasie lub na początku trzeciej ćwierci tegoż stulecia.

[3] W tym miejscu trzeba też kilka słów poświęcić rzekomej roli Normanów w powstaniu państwa polskiego. Otóż Normanowie, a wśród nich Waregowie, odegrali ważną rolę w powstaniu Rusi Kijowskiej. Dynastia i elita Rusi była pochodzenia normańskiego. Na tej podstawie od dawna wysuwano teorie, że taką samą rolę odegrali Normanowie również w założeniu państwa polskiego. Trzeba jednak zaznaczyć, iż nie ma na to żadnego dowodu. Wszystkie nazwy grodów pierwotnego państwa polańskiego mają słowiańską etymologię; słowiańskie nazwy mają też te grody, których nazwy wywodzą się od ich budowniczych czy właścicieli: Poznań i Giecz. Wszyscy przedstawiciele dynastii Piastów we wczesnym okresie, w przeciwieństwie do ruskich Rurykowiczów, mają imiona wyłącznie słowiańskie (Czcibor, Bolesław, Świętosława, Świętopełk, Kazimierz, Władysław, Zbigniew i Dobroniega) lub okolicznościowe (Otto, Lambert, Karol etc.). Ponadto słowiańskie są imiona poprzedników Mieszka I, wymienione przez Galla Anonima. Być może – jak pisaliśmy – są niewiarygodne, ale dowodzą, iż na początku XII w. nikt w Polsce nie słyszał o normańskich przodkach Mieszka I. Jedynym wyjątkiem jest imię Dagome na określenie Mieszka w uszkodzonym streszczeniu dokumentu tego władcy, tzw. Dagome iudex. Różnie tłumaczono powstanie tego imienia, wskazywano na jego kultowy charakter (Dagobert), nadawano mu też raz to słowiański, raz to normański charakter. Budowanie całej teorii na tej jednej, absolutnie niejednoznacznej wzmiance, w dodatku z uszkodzonego źródła, jest nieporozumieniem. Nie znaczy to, że wśród mieszkańców państwa polańskiego nie było Normanów, którzy chętnie zaciągali się jako najemnicy do różnych drużyn książęcych w tym czasie. Ilu ich było, nie wiemy. Bliżej będzie można o tym pisać, gdy zostaną przeprowadzone zapoczątkowane niedawno badania pochówków ówczesnych drużynników.

[4] Historycy różnie datują jego lata życia: od XVIII w. przed Chrystusem do VI w. przed Chrystusem.

[5] Pomijamy tu demony, o których niżej.

[6] Teoretyk i specjalista od obliczania cykli kalendarza juliańskiego, w tym świąt ruchomych.

prof. dr hab. Tomasz Jasiński: „Chrzest Polski” – artykuł na temat historycznego kontekstu chrztu Polski

I. Wstęp

            Roczniki polskie pod rokiem 966 zanotowały: Mieszko książę Polski został ochrzczony. W tak lakoniczny sposób zanotowano najbardziej przełomowy moment w historii Polski. Chociaż okoliczności przyjęcia chrztu przez księcia Polan i jego poddanych giną w pomroce dziejów, to nie ulega wątpliwości, że akt ten zmienił diametralnie sposób życia wszystkich mieszkańców państwa Polan, a przed samym krajem i jego mieszkańcami otworzyły się zupełnie nowe i nieznane wcześniej możliwości. Jak doszło do chrztu Polski? Jaki był jego przebieg? Jakie były przyczyny i skutki tego doniosłego aktu?

            Niełatwo jest odpowiedzieć na to pytanie za pomocą kilku zdań. Pełne zrozumienie przyczyn, przebiegu i skutków chrztu Polan wymaga poznania okoliczności, które towarzyszyły temu doniosłemu aktowi. Aby wgłębić się w to zagadnienie, konieczne jest poznanie najstarszych dziejów państwa polskiego i jego ówczesnej sytuacji politycznej. Ważne jest też przedstawienie ówczesnej sytuacji międzynarodowej, a zwłaszcza najważniejszych wydarzeń politycznych w Niemczech i w Italii, gdyż nie pozostały one bez wpływu na sytuację w kraju Polan. Aby uświadomić sobie ogrom przełomu, trzeba też zapoznać się z pogańskimi wierzenia religijnymi Polan i z ówczesnym chrześcijaństwem, które wnosiło do pogańskiego kraju niezwykłe dziedzictwo religijne i kulturowe, a także cywilizacyjne. Nie można też pominąć rozważań o wiarygodności daty chrztu, którą przechowały dwa najważniejsze polskie roczniki, pochodzące jednak dopiero z początku XII w. i lat 60. XIII w.

II. Początki Polski

            Państwo polskie za czasów Mieszka I swoim zasięgiem obejmowało plemiona zachodniej Słowiańszczyzny. Słowianie byli ludem należącym do wschodniej grupy ludów indoeuropejskich. Wprawdzie zamieszkiwali zachodnią rubież wschodniej grupy, jednak sama przynależność do niej miała doniosłe znaczenie dla ukształtowania się ich systemu wierzeń religijnych, co szczegółowo przedstawimy w dalszej części tego opracowania. Słowianie – po zajęciu swych historycznych siedzib – dzielili się na Słowian wschodnich, południowych i zachodnich. W skład Słowiańszczyzny Zachodniej wchodziły plemiona zamieszkujące tereny dzisiejszej Polski, Połabia, Czech i Słowacji.

1. Plemiona słowiańskie na ziemiach polskich u progu powstania państwa polskiego

            Tereny położone na dzisiejszych ziemiach polskich, najogólniej mówiąc w dorzeczu Wisły i Odry, były w IX i X w. zamieszkane przez różne plemiona słowiańskie. Jedynie tereny, które dziś nazywamy Warmią i Mazurami, były zasiedlone przez bałtyjskich Prusów, których nie należy mylić z niemieckimi Prusakami. Wymarły już dziś lud Prusów, spokrewniony z Litwinami i Łotyszami, też był pochodzenia indoeuropejskiego.

            Nazwy plemion słowiańskich zamieszkujących dzisiejsze tereny Polski przekazały nam źródła z IX i X w. Spośród nich najpełniej nazwy te wylicza tzw. Geograf bawarski; była to zapiska powstała w połowie IX w. w klasztorze św. Emmerama w Ratyzbonie. Wymienia ona naszych sąsiadów, m.in. Prusów, Rusów, Czechów, Morawian oraz Węgrów. Dla nas najciekawsze są jednak nazwy plemion zamieszkujących dorzecze Wisły i Odry, są to: Goplanie (Kujawy), Lędzianie (wschodnia Małopolska), Wiślanie (Małopolska); Ślężanie (okolice Wrocławia); Dziadoszanie (okolice Głogowa); Opolanie i Gołęszycy (okolice Raciborza). Inne źródła podają jeszcze nazwy plemion mieszkających na Pomorzu (Wolinianie, Pyrzyczanie), a także na Śląsku – Bobrzanie. Z niewiadomych przyczyn Geograf bawarski milczy o plemionach zamieszkujących dzisiejszą Wielkopolskę. Zdaniem niektórych uczonych mieli w tym czasie zamieszkiwać tę ziemię Polanie. Nazwa ich jednak pojawia się dopiero koło roku tysięcznego, a więc już kilkadziesiąt lat po powstaniu państwa polskiego. Brak nazw słowiańskich plemion zamieszkujących Wielkopolskę w zapisce Geografa bawarskiego można wytłumaczyć najpewniej tym, iż ziemie te zamieszkiwały drobne plemiona, a związek plemienny Polan ukształtował się dopiero u progu powstania państwa polskiego.

2. Ustrój plemienny Słowian i początki monarchii patrymonialnej

            Plemiona słowiańskie zamieszkujące ówczesne ziemie polskie trwały początkowo w ustroju nazywanym przez historyków demokracją plemienną. Najwyższą władzę sprawował wiec, w którym uczestniczyli wszyscy wolni mężczyźni plemienia. Na obrady wiecu największy wpływ miała starszyzna plemienna, dowódcy wojskowi i kapłani. Większość z nich wywodziła się z arystokracji plemiennej. Najważniejsze decyzje, takie jak przystąpienie do wojny, zawarcie sojuszu czy pokoju etc., musiały uzyskać aprobatę wiecu. Z czasem rola wiecu była stopniowo ograniczana zarówno przez starszyznę plemienną, jak i przez dowódców wojskowych. Częste wojny między poszczególnymi plemionami i wynikające stąd zagrożenia powodowały, iż część mężczyzn zaczęła na stałe zajmować się rzemiosłem wojennym. Wykształciła się drużyna, a jej dowódcy bardzo szybko zdobyli dominującą pozycję w społeczności plemiennej. Ten okres rozwoju społecznego nazywany jest przez historyków demokracją wojenną. W społeczeństwie takim główną rolę odgrywali dowódcy wojskowi, którzy jednak w wielu sprawach musieli liczyć się ze zdaniem całej społeczności, wyrażającej swoją wolę m.in. podczas obrad wiecu.

            Początkowo dowódca wyprawy wojennej był powoływany przez wiec. Z czasem – zgodnie z zasadami arystokracji plemiennej – przejął on całkowitą władzę w związku plemiennym. Najważniejszy spośród wojskowych stał się dziedzicznym monarchą – księciem, który dzięki wsparciu arystokracji plemiennej oraz drużyny twardą ręką sprawował rządy nad poddanym mu plemieniem. Książę dość szybko – dzięki wsparciu wymienionych dwóch sił – uzyskał pozycję „ojca” całego ludu poddanego jego władzy. Wszelkie podległe księciu terytoria uważane były za jego własność rodową, po łacinie – patrimonium. Dlatego też ten etap rozwoju społecznego historycy nazywają monarchią patrymonialną. Przedstawiciele rządzącej dynastii traktowali całe państwo jako własność rodową, jako ojcowiznę. Gdy synowie książęcy osiągali pełnoletność, książę był zobowiązany do wydzielenia im odrębnych terytoriów – dzielnic (kilku grodów etc.). Po jego śmierci zarówno całe księstwo, jak i majątek ruchomy były dzielone między poszczególnych synów. Najczęściej jeden z nich albo poddawał pozostałych swojej władzy, albo wyganiał ich z księstwa. Często dochodziło przy tym do okrutnych zbrodni, mordów, oślepień etc.

3. Państwa wielkomorawskie i czeskie i ich wpływy na południowych ziemiach polskich

            Pod względem języka i kultury plemiona słowiańskie zamieszkujące dorzecze Wisły i Odry niczym nie różniły się od swoich sąsiadów, też Słowian, zamieszkujących wówczas Połabie i tereny dzisiejszych Czech, Słowacji czy Moraw. W IX w. i w pierwszej połowie X w. nie było zatem ścisłych przesłanek, które określałyby, jakie państwa wykształcą się z plemion zamieszkujących te tereny. Brzmi to jak herezja, ale nie musiało wcale powstać państwo polskie. Początkowo nawet wszystko wskazywało, że zupełnie inaczej ukształtuje się struktura państwowa w dorzeczu Wisły i Odry. Na południu od tych terenów, na dzisiejszych Morawach, w I połowie IX wieku powstało państwo słowiańskie, zwane państwem wielkomorawskim, które bardzo wcześnie przyjęło chrześcijaństwo od państwa Karolingów. Państwo wielkomorawskie podporządkowało sobie z czasem sąsiednie obszary, późniejszą Słowację, Czechy, Węgry, a także Śląsk i Małopolskę.

            Drugi historyczny władca tego państwa, Rościsław, który sprawował władzę w latach 846–870, uniezależnił się od państwa wschodnio-frankijskiego i w związku z tym rozpoczął starania zastąpienia duchowieństwa frankijskiego przez misjonarzy bizantyjskich, posługujących się językiem słowiańskim. Dzięki pomocy cesarza bizantyjskiego udało się Rościsławowi pozyskać dwóch kapłanów bizantyjskich: Cyryla (Konstantyna) i Metodego (Michała), którzy byli wprawdzie Grekami, ale doskonale władali językiem słowiańskim. Urodzili się bowiem w Salonikach (po słowiańsku – Sołuń), których okolice były licznie zamieszkane przez Słowian. Możliwe też, iż matka obu braci była Słowianką. Cyryl i Metody przybyli do państwa wielkomorawskiego w 863 r., przywożąc ze sobą Pismo Św. i księgi liturgiczne, przetłumaczone przez nich na język słowiański. Język ten, będący w rzeczywistości językiem Słowian z okolic Salonik (Sołunia), został nazwany przez uczonych językiem staro-cerkiewno-słowiańskim (staro-kościelno-słowiańskim); stał się on w późniejszym czasie językiem liturgicznym prawosławia i odegrał ogromną rolę w ukształtowaniu się literackich języków wielu Słowian (m.in. Bułgarów, Serbów, Chorwatów, słowiańskich Macedończyków i Rosjan). Wprowadzenie przez Cyryla i Metodego do kościołów na terenie państwa wielkomorawskiego liturgii w języku słowiańskim było wielką odmianą, a można nawet powiedzieć rewolucją, gdyż dotychczas liturgia ta była sprawowana w języku łacińskim.

            Gdy Cyryl i Metody przybyli do państwa wielkomorawskiego, plemiona zamieszkujące późniejszą Małopolskę i Śląsk nie były jeszcze podporządkowane książętom tego państwa. Z jednego z żywotów św. Metodego dowiadujemy się, że potężny książę Wiślan „urągał wiele chrześcijanom i krzywdy im wyrządzał”. Święty Metody miał wysłać do niego poselstwo i oznajmić mu: „Dobrze [będzie] dla ciebie, synu, ochrzcić się z własnej woli na swojej ziemi, abyś nie był przymusem ochrzczony w niewoli na ziemi cudzej; i będziesz mnie wspominał”. Następnie przekaz ten informuje, iż tak się rzeczywiście stało. Oznaczałoby to, że w jakiś bliżej nam nieznanych okolicznościach książę Wiślan dostał się do niewoli i tam przyjął chrzest. Czy oznaczało to chrzest całego plemienia Wiślan? Najprawdopodobniej tak było; mamy pełne prawo przypuszczać, iż mieszkańcy terenów położonych na północ od Karpat (m.in. Wiślanie) i Sudetów (m.in. Ślężanie), podporządkowanych państwu wielkomorawskiemu, zostali także objęci misją przez Cyryla i Metodego, czy też przez ich łacińskich następców. Ci ostatni zastąpili księży sprawujących liturgię po słowiańsku w roku 885, gdy na mocy różnych zarządzeń zostali oni wygnani z państwa wielkomorawskiego i udali się do Bułgarii.

            Na początku X w. (około 906 r.) najazdy Węgrów obróciły wniwecz państwo wielkomorawskie. Pozwoliło to Czechom na uzyskanie na pewien czas niezależności. Kraj ten przyjął chrześcijaństwo jeszcze z rąk św. Metodego, najprawdopodobniej w 884 r. Wpływy rytu słowiańskiego w liturgii utrzymywały się przez pewien czas; ostatecznie jednak Kościół czeski został podporządkowany diecezji łacińskiej w Ratyzbonie, która wchodziła w skład metropolii z siedzibą w Salzburgu. Czechy, jak przypuszcza większość uczonych, przejęły po państwie wielkomorawskim zwierzchnictwo nad Śląskiem i krajem Wiślan. Gdy więc w I połowie X w. powstawało państwo polskie, południowe tereny dorzecza Odry i Wisły były podporządkowane państwu czeskiemu i w jakimś stopniu, zapewne powierzchownym, były schrystianizowane.

4. Powstanie państwa polskiego

            Najnowsze badania rzuciły zupełnie nowe światło na początki państwa polskiego. Od dawna wiedziano, iż obszarem, wokół którego narodziło się państwo polskie, była Wielkopolska. Wskazuje zresztą na to już sama nazwa, która jest niczym innym, jak błędnym tłumaczeniem łacińskiego określenia Maior Polonia, co pierwotnie znaczyło Starsza Polska. Początkowo na podstawie badań archeologicznych i historycznych przyjmowano, iż państwo polskie kształtowało się stopniowo, przez kilka wieków, począwszy przynajmniej od VIII w., a być może nawet VII w. Jego głównym ośrodkiem miał być gród w Gnieźnie, którego początki też datowano na VII w. lub VIII w. W ciągu ostatnich kilkunastu lat wszystkie te ustalenia, poza wielkopolską genezą państwa polskiego, zostały całkowicie zdezaktualizowane przez zastosowanie nowoczesnych metod badawczych, w tym zwłaszcza metody dendrochronologicznej[1] [1]. Okazało się, że państwo polskie jest znacznie młodsze niż sądzili historycy. Powstało ono dopiero około 940 r., a pierwsze przemiany cywilizacyjne, które doprowadziły do powstania tego państwa, datują archeolodzy na przełom IX i X w. Możemy zatem powiedzieć, iż chrzest Polski nastąpił w stosunkowo krótkim okresie po powstaniu tego państwa.

            Co zadecydowało o tym, iż około 900 r. doszło do przełomu cywilizacyjnego na ziemiach zamkniętych z jednej strony przez Wartę, a z drugiej przez rzekę Wełnę? Na obszarze tym, którego większość stanowi Wysoczyzna Gnieźnieńska, pojawiły się nagle wyroby i wyposażenie domów, a także elementy strojów, które swoim bogactwem, starannością wykończenia oraz zdobnictwem znacznie odbiegały od dotychczasowych skromnych i ubogich przedmiotów. Nie ulega wątpliwości, iż mieszkańcy, a zwłaszcza elita (arystokracja plemienna), znacznie się wzbogacili. Archeolodzy zauważyli, iż ta nowa kultura (oznaczona przez uczonych nawet oddzielnym symbolem – kultura Do) ma charakter eklektyczny, to znaczy jest zlepkiem wpływów zarówno północnych (pomorskich), jak i południowych (państwo wielkomorawskie, Czechy, Bawaria). Niewątpliwie ważną rolę w awansie cywilizacyjnym tego obszaru odegrały powstanie i rozwój państwa wielkomorawskiego, a także fakt, iż podległe mu Śląsk i kraj Wiślan były w bliskim sąsiedztwie tych terenów. Być może wraz z upadkiem państwa wielkomorawskiego niektórzy jego mieszkańcy schronili się na terenie pomiędzy Wartą a Wełną. To, że mieszkańcy ci schronili się w sąsiednich krajach, opisał Konstantyn Porfirogeneta, cesarz bizantyński, w swoim dziele O zarządzaniu państwem. Pewnym potwierdzeniem tego przypuszczenia jest nazwa Poznań, oznaczająca ‘gród należący do osoby, nazywającej się Poznan’. Uczonym Michałowi Karze i Zofii Kurnatowskiej udało się dowieść, że ród o nazwie Poznan był znany w państwie wielkomorawskim, w okolicy Nitry.

            Momentem przełomowym w rozwoju społeczności zamieszkującej Wysoczyznę Gnieźnieńską były lata 30. i 40. X w. Nastąpił wówczas gwałtowny, niespotykany nigdy wcześniej proces fortyfikacji tego niewielkiego obszaru. W 940 r. ukończono budowę grodu w Bninie; w tym samym roku wzniesiono gród i podgrodzie w Gnieźnie oraz nowe warownie w Gieczu i Lądzie, a w latach 939–942 przeprowadzono ostatnią rozbudowę grodu w Grzybowie. Zdumiewa fakt, iż wszystkie te warownie wzniesiono lub rozbudowano koło roku 940. Datowanie metodą dendrochronologiczną wskazuje aż w czterech przypadkach dokładnie na rok 940 jako na moment wybudowania lub ukończenia budowy grodu[2] [2]. Nawet biorąc pod uwagę wszystkie zastrzeżenia, wynikające ze stosowania metody dendrochronologicznej (można ustalić tylko rok lub przybliżoną datę ścięcia drzewa, czyli datę pozyskania drewna), nie da się zaprzeczyć, iż na przełomie lat 30. i 40. X w. mieszkańcy Wysoczyzny Gnieźnieńskiej zdobyli się na nadzwyczajny wysiłek, w niezwykle krótkim czasie wznosząc aż pięć potężnych grodów, jeden zaś rozbudowując.

mapka-Millenium Plus-art1 [3]

Mapa 1. Grody centralne

            Jakie były przyczyny podjęcia tego nadzwyczajnego wysiłku? Wydaje się, że do takiej mobilizacji mieszkańców Wysoczyzny Gnieźnieńskiej mogło zmusić tylko wielkie zagrożenie zewnętrzne. To, że jest to pogląd słuszny, potwierdza usytuowanie nowo wzniesionych grodów. Położenie grodów zbudowanych około 940 r. ma charakter wybitnie defensywny. Wszystkie warownie wzniesiono na terytorium, do którego dostępu od południa i zachodu bronił nurt Warty. Żaden z wówczas wybudowanych grodów nie przekraczał biegu Warty. Świadczy to po pierwsze o tym, że nie myślano wówczas o jakiejkolwiek ekspansji ani w kierunku zachodnim, ani w kierunku południowym, a po drugie o tym, że właśnie z tych kierunków obawiano się zagrożenia. Aby uniemożliwić wrogowi wtargnięcie na Wysoczyznę Gnieźnieńską z zachodu i z południa, przy dwóch najważniejszych brodach przez Wartę – w Lądzie i w Poznaniu – wzniesiono grody.

            Gdy przyjrzymy się wydarzeniom, które rozgrywały się wówczas w sąsiedztwie państwa Polan, zrozumiemy, czego ci ostatni się obawiali. Otóż w tym czasie doszło do załamania się wielkiego powstania Słowian Połabskich. Powstanie to wybuchło w 936 r., w momencie objęcia tronu przez Ottona I, po śmierci jego ojca – Henryka Ptasznika. Wystąpienie zbrojne od razu przybrało niezwykle szeroki zasięg. Walki objęły niemal całe Połabie, począwszy od Czechów aż po Wieletów i Obodrytów. Młody władca z całą determinacją tłumił bunt i w 940 r. ostatecznie spacyfikował całe Połabie. Nie wiemy, czy mieszkańcy Wysoczyzny Gnieźnieńskiej uczestniczyli w tych walkach i po czyjej opowiedzieli się stronie. Nie ulega jednak wątpliwości, iż obawiali się, że po poskromnieniu Słowian Połabskich przyjdzie kolej na sąsiednie plemiona słowiańskie, a w tym na nich samych. Mieli prawo tak przypuszczać, gdyż niemal od początku X w. władcy księstwa saksońskiego, później już jako władcy całych Niemiec, systematycznie podbijali i podporządkowywali swojej władzy kolejne plemiona słowiańskie.

            Wybudowanie przez mieszkańców Wysoczyzny Gnieźnieńskiej niemal w jednym momencie całej sieci ogromnych grodów nie tylko doprowadziło do konsolidacji tej społeczności, ale także było de facto momentem narodzin państwa polskiego. Temu olbrzymiemu wysiłkowi obronnemu towarzyszyły z pewnością takie procesy, jak konsolidacja władzy politycznej, militaryzacja wielu aspektów życia społecznego. Być może dopiero wówczas doszło do powołania, a przynajmniej do zreorganizowania drużyny wojów. Nowo powstałe państwo polskie od razu stało się liczącym się ośrodkiem politycznym.

            Elity młodego państwa zręcznie wykorzystały powstałą sytuację, tym bardziej że sprzyjała im koniunktura polityczna. Klęska Słowian Połabskich wyeliminowała tych ostatnich w dużej mierze z rywalizacji w walce o wpływy na ziemiach na wschód od Odry. Niemcy musieli skoncentrować się na umocnieniu swojego władztwa na Połabiu (założenie biskupstw w 948 r. w Hevelbergu i Brandenburgu), a także na wieloletnich walkach z Czechami (do 950 r.). Z tego ostatniego powodu również Czesi, których państwo na przełomie lat 30. i 40. X w. było zapewne niezwykle groźnym rywalem rodzącego się państwa polskiego, musieli się skoncentrować na zmaganiach z państwem niemieckim. W tej sytuacji cała potęga nowo powstałego państwa mogła zostać skierowana na podbój sąsiednich ziem. Podporządkowanie najbliższego zaplecza, tj. południowej i południowo-zachodniej Wielkopolski oraz ziemi sieradzkiej i łęczyckiej, w świetle najnowszych badań dendrochronologicznych zostało zakończone w latach 50. X w. W tym czasie wzniesiono na wymienionych terytoriach nowe grody państwowe, które zastąpiły zniszczone w trakcie działań wojennych dawne grody plemienne. W tych samych latach, a być może nieco wcześniej, czyli jeszcze w latach 40. X w., władcy Polan wcielili do swojego państwa Kujawy, Mazowsze i Pomorze Gdańskie; gdy państwo polskie w latach 60. X w. po raz pierwszy zostało wymienione w źródłach pisanych, obejmowało z całą pewnością też część Pomorza Zachodniego, o które w tym czasie pierwszy historyczny władca Polski Mieszko I toczył boje z Wieletami oraz ze sprzymierzonymi z nimi Wolinianami.

5. Państwo polskie w pierwszych latach panowania Mieszka I

            Na podstawie źródeł archeologicznych można jedynie naszkicować najstarsze dzieje państwa polskiego. Wiemy, kiedy mniej więcej to państwo zaczęło się kształtować, kiedy nastąpiła konsolidacja tego państwa, być może potrafimy ustalić jego genezę , a także przyczynę pierwszych sukcesów, nie wiemy jednak – bo brak całkowicie źródeł pisanych – jakie nosili imiona i kim byli książęta, którzy założyli państwo polskie. Nie znamy też imion ani nazw rodów, które przyczyniły się do powstania państwa polskiego.

            Pierwsze wzmianki pisane o państwie polskim pochodzą dopiero z lat 60. X w., z kroniki zatytułowanej Historia Saksonii, której autorem był Widukind, mnich z Nowej Korbei (Corvey). Dzieło to, powstałe w lata 967–968 (kontynuowane do 973 r.), jako pierwsze spośród źródeł pisanych wspomina o państwie polskim, a właściwie o jego władcy Mieszku I. Żadne inne współczesne źródła nie wymieniają poprzedników Mieszka, jedynie w najstarszej polskiej kronice, powstałej około 1113 r., jej anonimowy autor, umownie nazywany Gallem Anonimem, wymienił trzech poprzedników Mieszka. Mieli to być: Siemowit, Leszek, a właściwie Lestek (najpewniej zdrobniała forma imienia Lścisław) oraz Siemomysł. Część uczonych uważa tę listę za wiarygodną, ale nie można też wykluczyć, że jest ona tylko zapisem legend przedstawiających początki dynastii Piastów. Mogą na to wskazywać imiona Siemowit i Siemomysł, pierwsze z nich znaczy dosłownie ‘pan rodziny / rodu’, najpewniej zaś rozumiano je jako ‘założyciel rodu’, czyli założyciel dynastii Piastów; drugie imię – Siemomysł – oznacza dosłownie ‘troszczący się rodzinę’. Etymologia pierwszego z imion wskazuje na to, że imię to mogło być wymyślone przez twórcę legendy o początkach dynastii Piastów; nie wiedział, jak na imię miał „pierwszy Piast”, więc sam nadał mu imię „założyciel rodu”[3] [4].

            Gdybyśmy nawet uznali wiarygodność tej listy, to i tak nie wiemy, jakie etapy rozwoju państwa polskiego przypisać wymienionym przez Galla poprzednikom Mieszka I. Gdy książę ten pojawia się na scenie politycznej Europy, jego kraj przeżywa trudne chwile. Czy była to krytyczna sytuacja, która groziła zagładą całemu państwu, czy też chwilowe zagrożenie, trudno ocenić. Mieszko I niewątpliwie kontynuował politykę swoich poprzedników, podporządkowywał sąsiednie plemiona słowiańskie w dorzeczu Odry i Wisły. Kluczowym kierunkiem tej ekspansji było Pomorze Zachodnie, gdzie u ujścia Odry do Bałtyku wznosił się potężny i niezwykle bogaty gród – miasto Wolin. Był on ważnym ośrodkiem handlu bałtyckiego, a także centrum władztwa słowiańskich Wolinian, którzy – jak wspomniano – byli powiązani sojuszem z Wieletami.

            Ci ostatni byli wielkim związkiem plemiennym, który pod przywództwem plemienia Redarów niezwykle dzielnie opierał się ekspansji niemieckiej w latach 50. i 60. X w. Wieleci nie tylko potrafili odeprzeć ataki Niemców, w tym głównie rycerstwa saskiego, ale także często przechodzili do ataku, bardzo poważnie zagrażając Saksonii. Kraj ten był głównym fundamentem Cesarstwa Niemieckiego i z tego względu cesarz Otto I starał się zadać klęskę głównemu przeciwnikowi – Redarom. Dwukrotnie sam uczestniczył w wyprawach przeciwko temu plemieniu. Mieszko I, wykorzystując trudne położenie Redarów, atakował ich sojuszników – Wolinian. Wieleci atakowani z dwóch stron – ze strony niemieckiej i polskiej –znaleźli się w trudnej sytuacji.

Sytuacja Wieletów nie była jednak beznadziejna. Na szczęście dla nich cesarz Otto musiał interweniować w Italii późnym latem 961 r. i pozostał tam aż do początku 965 r. Zaangażowanie samego cesarza i sporych sił niemieckich w Italii pozwoliło odetchnąć Wieletom. Mogli teraz bardziej skoncentrować się na walce z drugim wrogiem – Mieszkiem I. Sytuacja Wieletów poprawiła się dodatkowo przez zaskakujące zachowanie margrabiego Gerona, któremu podlegała Marchia Wschodnia, będąca niemieckim władztwem na terenie Słowiańszczyzny Połabskiej. Jego zadaniem było nie tylko podbijanie kolejnych plemion słowiańskich, ale także zapewnienie bezpieczeństwa całym wschodnim rubieżom Rzeszy. Były one w czasie nieobecności cesarza zagrożone m.in. ze strony Wichmana, awanturnika saskiego, spokrewnionego i spowinowaconego z najbardziej wpływowymi rodami niemieckimi, adoptowanego syna cesarza Ottona. Wichman – nawiązując wszelkie możliwe sojusze z wrogami Rzeszy – dążył do obalenia swojego stryja Hermana Billunga, księcia saskiego. Jego bunty mogły doprowadzić do nieprzewidywalnych skutków dla Rzeszy, a nawet do załamania księstwa saskiego. Pochwycenie zbuntowanego Wichmana i ostateczne jego wyeliminowanie ze sceny politycznej stało się jednym z podstawowych interesów Rzeszy.

Otóż około 963 r. Wichman, przebywający wśród Słowian Połabskich, nieoczekiwanie został przez nich wydany margrabiemu Geronowi. Wydawało się, że oto nastąpił kres buntownika, ale Gero nieoczekiwanie odesłał go z powrotem Słowianom, być może zadowalając się obietnicą zaprzestania przez niego ataków na Saksonię i rozpoczęcia ataków na państwo Mieszka I. Ostatecznie Wichman związał się z Wieletami (nie wiemy, czy z Redarami czy z Wolinianami), a następnie nękał częstymi atakami dalej na wschód mieszkających Słowian. Wśród tych walk – jak pisze Widukind – Wichman dwukrotnie pokonał Mieszka, zabił mu brata i zabrał ogromne łupy. Niewątpliwie sytuacja polityczna Mieszka I stała się krytyczna. Każda następna klęska mogła zakończyć nie tylko karierę polityczną samego księcia, ale także doprowadzić do załamania się całego państwa. W tej trudnej sytuacji Mieszko I postanowił nawiązać sojusz z Czechami, tradycyjnie blisko współpracującymi z jego największymi wrogami – Słowianami Połabskimi. Nie ulega też wątpliwości, iż jego celem było nawiązanie sojuszu z Ottonem I i jego państwem; obydwaj mieli wspólnego wroga i zaciekle go zwalczali. Z relacji kupca żydowskiego Ibrahima ibn Jakuba można wnosić, że Otto I pokładał wielką nadzieję w sile drużyny księcia Mieszka i niewykluczone, że spodziewał się, iż książę Polan jako sojusznik ustabilizuje wschodnią rubież Rzeszy. Obydwie strony – Cesarstwo Niemieckie i nowo powstała Polska – były gotowe do podjęcia współpracy, przeszkoda była tylko jedna: Mieszko I i jego poddani byli poganami.

III. Religia pogańska Słowian. Wierzenia religijne Słowian

            Nie zachowały się żadne wiarygodne źródła, które informowałyby o wierzeniach pogańskich Polan. Podobnie nie wiemy niemal nic o religii Słowian z terenów Słowiańszczyzny Południowej. Zachowały się natomiast pewne informacje o wierzeniach mieszkańców Rusi Kijowskiej w X w. oraz Słowian Połabskich w X–XII w. Chociaż są to niezwykle cenne informacje, to jednak muszą być one wykorzystywane bardzo ostrożnie. Dotyczą bowiem stosunków, kiedy wierzenia pogańskie na skutek wpływów wewnętrznych oraz potrzeby organizacji kultu państwowego przybierały postać indywidualną, niekoniecznie typową dla stosunków ogólnosłowiańskich.

            Na szczęście z pomocą przychodzi nam językoznawstwo, które wypracowało doskonałe metody rekonstrukcji wydarzeń przeszłości i to nawet w warunkach, gdy brak źródeł zarówno pisanych, jak i archeologicznych. Najnowszą wizję językoznawstwa w tym zakresie przedstawił polski uczony, wybitny slawista i najwybitniejszy znawca języka staro-cerkiewno-słowiańskiego Leszek Moszyński (1928–2006). Z badań tych wynika, iż w początkowym okresie rozwoju Słowianie pozostawali w zakresie stosunków religijnych pod wpływem ludów irańskich (!). Pierwotnie wszyscy Indoeuropejczycy (ok. V–III tysiąclecia przed Chrystusem) określali Boga słowem *deiuos, a nazwa ta dowodzi zdaniem językoznawców, iż prapoczątkiem wierzeń był kult „jasnego nieba”. Indoeuropejczycy byli wyznawcami prototeizmu, czyli czcili „jasne niebo” jako pierwiastek bezosobowy.

            Indoeuropejskie określenie Boga przetrwało w nieco zmienionej nazwie u Rzymian (deus), Bałtów (lit. dievas), Greków, Celtów, a także Germanów. Podobnie było też u Słowian (divъ) i Irańczyków (daiva). Ci ostatni jednak na przełomie VII i VI w. przed Chrystusem zaczęli wyznawać nową religię monoteistyczną (zoroastryzm), której założycielem był Zaratusztra[4] [5]. Głównym elementem tych wierzeń był dualizm, zakładający walkę dobrego boga ze złym. Na określenie tego pierwszego Irańczycy przyjęli nową nazwę baga, co znaczyło ‘dawca bogactwa’; nowy bóg był już osobą i uosabiał siły dobra. Stary bóg daiva, pochodzenia praindoeuropejskiego, także uległ personifikacji i stał się bogiem zła.

            W IV w. przed Chr. Słowianie – na skutek sąsiedztwa – przejęli irańskie określenie baga, a z nim wiele innych terminów religijnych. W ten sposób narodził się prasłowiański termin bogъ, z którego pochodzi polskie słowo Bóg. Obok słowa bogъ Słowianie przejęli od Irańczyków takie terminy, jak: święty (svętъ), niebo (nebo), słowo (slovo) i raj (rajь). Należy też zaznaczyć, iż słowiański Bogъ, podobnie jak jego pierwowzór irański, był bogiem osobowym. Słowianie nie przejęli natomiast od Irańczyków dualizmu i nie przypisali dotychczasowemu bogu (divъ) ani cech osobowych, ani pierwiastka zła. Wypadł on po prostu ze słowiańskiego panteonu, a termin ten zaczął oznaczać rzeczy dziwne.

            Zapożyczenie tak wielu irańskich terminów związanych z religią skłoniło część badaczy do przyjęcia hipotezy, że jeszcze przed narodzeniem Chrystusa jakaś misja zoroastrycka dotarła do Słowian wschodnich i że to na skutek działalności tej misji terminy te przedostały się do języka słowiańskiego. Obecnie jednak przyjmuje się, że terminy te przeszły tylko na skutek sąsiedztwa słowiańsko-irańskiego i że plemiona słowiańskie sąsiadowały z plemionami irańskimi, które nie przyjęły nowej religii. Z badań językoznawczych wynika, że poza zoroastryzmem żadna inna przedchrześcijańska religia ludów sąsiadujących ze Słowianami (np. Celtów czy Germanów) nie odcisnęła piętna na terminologii religijnej Słowian.

            Bóg Słowian był święty (svętъ), co – jak wspomnieliśmy – także było pożyczką irańską. Wyraz svętъ pierwotnie znaczył ‘jasny, błyszczący’, a później przyjął znaczenie ‘mocny; potężny’. Ponieważ przymiotnik ten odnosił się początkowo tylko do Boga, uczeni przypuszczają, iż pierwotni Słowianie byli monoteistami, czyli wyznawcami jedynego Boga. Monoteizm ten potwierdzają dwa fakty: pierwszy z zakresu językoznawstwa – w żadnych źródłach dotyczącym Słowian nie spotykamy bowiem żeńskiej formy nazwy Boga, jak np. u Rzymian (deus i dea) i Greków; drugi fakt to świadectwo bizantyjskiego kronikarza Prokopiusza z Cezarei, który w VI w. po Chr. następującymi słowami charakteryzował wierzenia Słowian: „Uważają bowiem, że jeden tylko bóg, twórca błyskawicy, jest panem całego świata i składają mu w ofierze woły i wszystkie inne zwierzęta ofiarne. O przeznaczeniu nic nie wiedzą, ani nie przyznają mu żadnej roli w życiu ludzkim, lecz kiedy śmierć im zajrzy w oczy czy to w chorobie, czy na wojnie, ślubują wówczas, że jeśli jej unikną, złożą bogu natychmiast ofiarę w zamian za ocalone życie, a uniknąwszy, składają ją, jak przyobiecali, i są przekonani, że kupili sobie ocalenie za tę właśnie ofiarę”.

            Bóg słowiański miał swoje imię. Na wschodzie Słowiańszczyzny, na Rusi, był to Perun, a na zachodzie – Swaróg. Pierwsza nazwa pochodzi od prasłowiańskiego pьrati – ‘bić, uderzać’. Perun był uosobieniem błyskawicy („twórca błyskawicy” – jak pisze wyżej cytowany Prokopiusz). Książęta ruscy, gdy zawierali pokój, np. z Bizancjum, składali m.in. przysięgę na Peruna. Według Powieści minionych lat, kroniki powstałej około 1112 r., książę kijowski Włodzimierz Wielki w 980 r. wystawił w Kijowie posąg „Peruna drewnianego, a głowa jego srebrna, a was zloty [wąs złoty]”. W zachodniej Słowiańszczyźnie Bóg był czczony pod imieniem Swaroga. Był on uważany za boga nieba czy też słońca. Śladem jego kultu w kraju Polan jest nazwa miejscowa Swarzędz koło Poznania. W Polsce kult Swaroga potwierdzają też przysięgi składane na słońce aż do XV w. Ze Swarogiem łączy się innego boga znanego z zachodniej Słowiańszczyzny – Swarożyca. Część badaczy uważa go za syna Swaroga; jednak bardziej prawdopodobny jest pogląd, że to zdrobniała, pieszczotliwa nazwa Swaroga. Swarożycowi poświęcona była najsłynniejsza słowiańska świątynia pogańska w Radogoszczy. Dość dokładny jej opis przedstawił nam kronikarz niemiecki Thietmar:

„Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Radogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nietknięta i jak świętość czczona. Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy spośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary (stanice), których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy. Do strzeżenia tego wszystkiego z należytą pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów”.

            Świątynia ta jest jednak czymś wyjątkowym w religii Słowian pogańskich. Jak wspomnieliśmy, świątynie zaczęto budować w końcowym etapie rozwoju religii pogańskiej. Można też wspomnieć o świątyniach w Arkonie na wyspie Rugii oraz na Wolinie i w Szczecinie. Na Rugii, zamieszkałej przez słowiańskie plemię Ranów, czczony był Świętowit, a na Wolinie i w Szczecinie – bóg Trzygłów. Imię Świętowit – mylnie później przez kronikarzy przekształcone na Światowid – oznaczało ‘bóg, który jest mocny’, dosłownie ‘mocny pan’. Natomiast postać Trzygłowa, jak uważają niektórzy badacze, powstała pod wpływem chrześcijaństwa i nawiązywała do Trójcy Świętej. Słowianie jeszcze przed etapem wznoszenia świątyń składali Bogu ofiary całopalne. Ofiarę określano terminem żertwa (žrtva). W imieniu wiernych składali je ofiarnicy, czyli żercy. Na Połabiu z tej kategorii ludności rozwinął się stan kapłański, którego zarówno rola, jak i liczebność były przesadnie oceniane przez ówczesnych kronikarzy.

            Pogańscy Słowianie modlili się do Boga, nie znali natomiast postu. Bóg Słowian, chociaż święty, nie był jednak wszechmocny; to pojęcie nie było znane religii chrześcijańskiej. Słowianie nie uważali, aby złe uczynki wobec innych ludzi zmieniały ich relację z Bogiem. Rozumieli grzech jako „skrzywienie”, czyli zejście ze słusznej drogi; złe uczynki zaś prowadziły ich zdaniem do powstania zobowiązań, czyli „długów”.

            Słowianie nie znali takich duchów jak anioły[5] [6], które pośredniczyły między Bogiem a człowiekiem. Nieznany był im także szatan ani pojęcie piekła. Termin piekło (pьkъlъ) pojawił się dopiero wraz z przyjściem misjonarzy niemieckich do państwa wielkomorawskiego i pochodzi z języka staro-wysoko-niemieckiego, w którym pierwotnie oznaczał ‘smoła’. Ludzie źli nie podlegali wiecznej karze piekła; przeistaczali się w różnego rodzaju demony, jak upiory, wampiry, strzygi czy zmory. Nie wiemy natomiast, co według wyobrażeń słowiańskich działo się z ludźmi dobrymi. Słowianie wprawdzie znali pojęcie raju (rajь), zapożyczone, jak wspomniano, od ludów irańskich (ray ‘bogactwo, szczęście’), ale nie wiemy, czy tam według nich trafiały dobre dusze po śmierci. Po przyjęciu chrześcijaństwa Słowianie uważali, że raj, a nie niebo, jest miejscem pobytu dusz zbawionych przez Chrystusa. Tym samym określeniem posługiwali się w odniesieniu do pierwotnego miejsca pobytu Adama i Ewy.

            Demonami złymi były według wyobrażeń Słowian – obok wymienionych upiorów – biesy (bĕsъ); ich nazwa wywodzi się od tego samego rdzenia co wyraz bieda. Biesy, „wchodząc w człowieka”, sprowadzały na niego kłopoty (biedę), czego objawem było opętanie. Nie miały one jednak nic wspólnego z diabłami i szatanami. Te ostatnie według wierzeń wczesnochrześcijańskich – kusząc i sprowadzając na złą drogę – stają pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Duchy o takich funkcjach – jak wspomniano – nie były znane Słowianom. Biesy nie miały żadnego wpływu na stosunek człowieka do Boga.

            Te elementy religii pogańskiej Słowian, które można odtworzyć na podstawie badań językoznawczych, z pewnością były także obecne w religii wyznawanej przez mieszkańców państwa Polan. W zasadzie jako pewnik można przyjąć, że czczono Swaroga. Nic nie wiemy natomiast o świątyniach, kapłanach i innych bogach, których mogli czcić Polanie. Ponieważ – jak dowodzą tego stosunki ruskie i połabskie – w momencie formowania się państwa pojawiała się potrzeba praktykowania oficjalnego kultu religijnego, nie można wykluczyć, że również w kraju Polan wznoszono świątynie i czczono różnych bogów. Niektórzy badacze, zwłaszcza archeolodzy, są przekonani, że takie świątynie funkcjonowały m.in. na Górze Lecha w Gnieźnie i w innych miejscach. Pogańskich bogów miano też czcić na Łysej Górze i na Ślęży. Jednak wszystkie przekazy, zarówno pisane, jak i materialne (tj. archeologiczne), są zbyt wątpliwe, aby na tej podstawie można było sądzić cokolwiek pewnego. W II połowie XV w. Jan Długosz opisał panteon pogański na ziemiach polskich przed przyjęciem chrztu, ale nie ma on żadnej wartości poznawczej. Jest to kopia panteonu grecko-rzymskiego, często z wymyślonymi przez niego imionami bogów.

 

IV. Chrześcijaństwo I tysiąclecia

            Chrześcijaństwo, gdy dotarło na ziemie polskie w połowie X w., miało za sobą dziewięćsetletnią historię. Dość znacznie różniło się od chrześcijaństwa z I w. po Chr. i od chrześcijaństwa XXI w. Aby można było uświadomić sobie znaczenie aktu chrztu Mieszka I i jego poddanych, konieczne jest poznanie – chociaż w największym skrócie – dziejów religii chrześcijańskiej od jej narodzin aż po X w. Kilka słów trzeba też poświęcić roli cywilizacyjnej tej religii oraz jej ramom organizacyjnym w X w., a także liturgii i formom obrzędowości.

            Chrześcijaństwo jest religią, w której centrum znajduje się Bóg, ale do chrześcijańskiego Boga prowadzi tylko jedna droga. Jest to droga poprzez dobre uczynki wobec drugiego człowieka: „Będziesz miłował Pana Boga twego całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy”. (Mt 22, 37-40). Jest to nie tylko droga, która nakazuje przestrzeganie wszelkich przykazań i zobowiązuje do świętości, ale także droga, która nakazuje pochylić się nad słabszym, cierpiącym, nad prześladowanym. To tacy ludzie byli głównymi adresatami nauki Jezusa Chrystusa, czego najlepiej dowodzi tzw. Kazanie na Górze, zawierające osiem błogosławieństw:

„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami”. (Mt 5,3-12).

            Jezus Chrystus otworzył przed ludźmi możliwość podniesienia się z każdego upadku moralnego: „Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!»” [J 8,10-11]. Powiedział też ówczesnym i nam współczesnym, że nigdy nie możemy żyć w przekonaniu wyższości moralnej nad innymi; w Ewangeliach czytamy m.in.: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” [J 8,7], a także: „Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik” [Łk 18,11].

            Nauka Jezusa Chrystusa skierowana była do ludzi wszystkich stanów, do wszystkich narodów. Nie koncentrowała się na rytuałach, zakazach, była nauką miłości, poprzez którą ludzie mają dochodzić do świętości. Przesłanie nauki Jezusa Chrystusa było czymś wyjątkowym na okupowanych wówczas przez Rzymian ziemiach dzisiejszego Izraela. Była to nauka wolna od formalizmu i rytuałów faryzeuszy, wolna od kolaboracji saduceuszy, wolna od politycznego fanatyzmu zelotów i wolna od sekciarstwa esseńczyków. Mimo prześladowań ze strony czynników religijnych i politycznych, nauka ta spotkała się z dużym odzewem ówczesnych mieszkańców Galilei, Judei, Fenicji i innych pogranicznych krain. Wraz z diasporą żydowską już w latach 40. I wieku nauka Jezusa Chrystusa błyskawicznie rozprzestrzeniła się po całym Cesarstwie Rzymskim. Młodziutkie chrześcijaństwo, dzięki misjom Piotra, Pawła, Barnaby, Marka i wielu innych gwałtownie zyskiwało nowych wyznawców. Misjom tym towarzyszyły: duch miłości, żar wiary, świętość oraz całkowite oddanie się i poświęcenie głoszonym prawdom. Misjonarze, a za nimi nowi wierni trwali w swojej wierze, nie lękając się strasznych prześladowań, wykluczenia ze społeczeństwa i wszelkich innych konsekwencji społecznych. Nie miało to nic wspólnego z fanatyzmem, gdyż nowi wierni nikogo nie prześladowali, nikomu nie złorzeczyli. Chrześcijanie tylko swoim przykładem i swoim życiem, całkowitym oddaniem nauce Chrystusa, oddziaływali na swoich najbliższych, na swoich sąsiadów i innych pozostałych.

            Świat rzymski, w którym przyszło działać chrześcijaństwu, rządził się moralnością, będącą przeciwieństwem nauki Jezusa Chrystusa: okrucieństwo, przemoc, wszechpanująca korupcja i całkowity upadek moralny życia rodzinnego ówczesnych elit. W I połowie I wieku stopień demoralizacji był już duży, szczególnie wśród warstwy rządzącej. Cesarze, jak Kaligula czy Neron, dopuszczali się wszelkich możliwych zbrodni i występków. Przepaść moralną pomiędzy warstwą rządzącą a pierwszymi chrześcijanami niezwykle wiernie przedstawił Henryk Sienkiewicz w najsłynniejszej swojej powieści Quo vadis?.

            W zdemoralizowanym świecie nauka Jezusa Chrystusa – mimo że za jej wyznawanie groziły najgorsze konsekwencje – była jedyną nadzieją dla ludzi, którzy w swoim życiu chcieli kierować się sprawiedliwością, miłością i poczuciem godności ludzkiej. Wszyscy wierni uważali się za braci i siostry, nie istniały między nimi żadne bariery społeczne. W liście do Galatów Paweł z Tarsu pisał: „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie”.

            Chrześcijaństwo przekreślało wszystkie bariery społeczne. Wierni nazywali siebie braćmi i siostrami; zorganizowali się w gminy, nad którymi opiekę sprawowali biskupi (gr. episkopoi), mający swoje siedziby w większych miastach. Pomagali im starsi gminy (gr. presbyteroi = kapłani) oraz diakoni. Biskupi uznawali szczególny autorytet biskupów miast metropolitalnych, czyli stolic prowincji rzymskich. Szczególnym poważaniem cieszył się biskup Rzymu, którego uważano za następcę św. Piotra i zwierzchnika wszystkich chrześcijan.

            Prześladowania chrześcijan trwały z większymi lub mniejszymi przerwami do początku IV w. Burzono świątynie, konfiskowano naczynia liturgiczne i święte księgi, zajmowano majątek chrześcijan, a ich samych często skazywano na śmierć. Mimo tego nowa religia ciągle zyskiwała kolejnych wiernych. Kres prześladowaniom położył dopiero edykt tolerancyjny z 30 IV 311 r., który uwolnił więzionych chrześcijan, przywracając im jednocześnie wszelkie prawa. Dwa lata później cesarz Konstantyn Wielki wydał tzw. edykt mediolański, który przyznawał chrześcijanom i wszystkim innym obywatelom zupełną swobodę wyznawania swojej religii.

            Jeszcze przed zaprzestaniem prześladowań wybitni teologowie i filozofowie chrześcijaństwa wprowadzili do nowej religii najbardziej twórcze osiągnięcia kultury starożytnych Greków i Rzymian. Drogę tę kontynuowano w IV i V w. Taki kierunek rozwoju zdecydował o tym, że chrześcijaństwo starożytne górowało nad innymi religiami nie tylko moralnie, ale także intelektualnie. Można nawet powiedzieć, iż było jedyną religią przenikniętą intelektualizmem i erudycją. Wśród najwybitniejszych myślicieli chrześcijańskich pierwszego okresu należy wymienić piszących po grecku Klemensa Aleksandryjskiego (ok. 150–212), Orygenesa (185–254) oraz piszących po łacinie Tertuliana (ok. 150/160 –240) oraz św. Cypriana, biskupa Kartaginy i męczennika. Na najwyższe wyżyny intelektualne wnieśli chrześcijaństwo tzw. ojcowie Kościoła, którzy cieszyli się wśród im współczesnych i wśród wiernych następnych pokoleń nadzwyczajnym szacunkiem ze względu na swoją świętość życia i erudycję, a także oraz niezwykłe walory artystyczne i intelektualne ich pisarstwa. Spośród wielu Ojców Kościoła szczególną rolę odegrali biskupi: św. Ambroży z Mediolanu (339–397) i św. Augustyn z Hippony (354–430) oraz tłumacz Biblii św. Hieronim (347–419). Święty Ambroży, a zwłaszcza św. Hieronim, potrafili dyktować swoim stenografom dziennie po kilkadziesiąt stron tekstu, skomponowanego prozą artystyczną.

            Niebawem Kościół uzyskał dominującą pozycję w Cesarstwie Rzymskim. Ułatwiło to chrystianizację terenów wiejskich, gdzie najdłużej przetrwały dawne religie pogańskie. Gdy chrześcijaństwo stało się religią masową, wśród chrześcijan – z oczywistych powodów –zaczęły powstawać różne koncepcje teologiczne. Z czasem zrodziły się spory, które doprowadziły do powstania herezji (arianizmu, nestorianizmu, monofizytyzmu, donatyzmu, pelagianizmu etc.) czy nawet rozłamów. Trudne sprawy chrześcijan, w tym także spory teologiczne, były rozstrzygane na soborach, czyli zjazdach biskupów. Ogromne znaczenie miał zwłaszcza powszechny sobór w Nicei w 325 r., na którym przyjęto m.in. wspólne wyznanie wiary oraz określono sposób obliczania daty Wielkanocy.

            Religia chrześcijańska bardzo szybko przekroczyła granice Cesarstwa Rzymskiego. Już pod koniec III w. na chrześcijaństwo nawróciła się Armenia wraz z królem Tiridatesem. Mimo prześladowań powstawały w IV i V w. liczne gminy chrześcijańskie w państwie Sassanidów (Persja). Z Persji i Syrii już w IV w. chrześcijanie dotarli do południowo-zachodnich Indii (Wybrzeże Malabarskie)  – ta grupa wiernych uważała się za uczniów św. Tomasza Apostoła. Na początku VI wieku znaczna ich część przyjęła nestorianizm.

            W pierwszej połowie IV w. chrześcijaństwo przyjęła Gruzja. W tym samym okresie rozpoczął się proces chrystianizacji Etiopii, zakończony w następnym stuleciu. Na początku drugiej połowy IV w. germańscy Wizygoci, zamieszkujący wówczas Dację, zostali nawróceni na wiarę chrześcijańską w ariańskim wyznaniu, które wówczas było uznawane za oficjalne wyznanie w Konstantynopolu. Niebawem chrześcijaństwo w ariańskiej wersji objęło swoim zasięgiem inne plemiona germańskie: Ostrogotów, Burgundów, Wandalów etc.

            Najazdy barbarzyńców, zwłaszcza Germanów, doprowadziły najpierw do osłabienia, a następnie do upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego. Na dawnych terenach Cesarstwa Rzymskiego, zamieszkałych przez dawną ludność wyznania katolickiego (uznającego autorytet biskupów Rzymu), zaczęli osiedlać się Germanie, przeważnie wyznania ariańskiego. Rodziło to dodatkowe konflikty pomiędzy przybyszami a dawną ludnością rzymską. Przełomem w tych relacjach był chrzest w 496 r. pogańskich dotychczas Franków, którzy pod wodzą Chlodwiga opanowali Galię. Chlodwig uznał zwierzchnictwo Rzymu w sprawach religijnych. Przyczyniło się to do osłabienia arianizmu, który od tego momentu był w odwrocie.

            Jeszcze przed nawróceniem Franków doszło do umocnienia się chrześcijaństwa w Wielkiej Brytanii (Walii i Kornwalii), a następnie do nawrócenia Irlandii dzięki misji św. Patryka w połowie V w. Irlandia stała się wkrótce jednym z filarów chrześcijaństwa; powstało tu wiele klasztorów, w których rozwijało się piśmiennictwo łacińskie. Mnisi irlandzcy poświęcili się działalności misyjnej, chrystianizując najpierw Szkocję i Anglię, a następnie umacniając chrześcijaństwo i nawracając wiele ludów na terenie kontynentu. Mnisi iryjscy (tj. irlandzcy), m.in. św. Kolumba Młodszy, zakładali liczne klasztory na terenie Galii i w Italii (Bobbio), nawracali germańskich Alemanów i inne sąsiednie plemiona germańskie; przyczynili się do upadku arianizmu wśród mieszkających w Italii Longobardów. W klasztorach zakładanych przez mnichów iryjskich powstały liczne skryptoria, gdzie przepisywano zarówno starożytne, jak i późniejsze dzieła łacińskie; tworzono również liczne biblioteki, w których przechowały się arcydzieła starożytnej literatury.

            W tym samym czasie rozkwitła kultura chrześcijańska w dalekiej Hiszpanii, gdzie ostatecznie osiedlili się ariańscy Wizygoci. W konwersji na katolicyzm umacniał ich wybitny uczony, historyk, pedagog i przyrodnik Izydor z Sewilli (ok. 560–636), którego dziełem życia była 20-tomowa encyklopedia (Etymologiae), podsumowująca antyczną wiedzę we wszystkich zakresach. Dzieło to było niezwykle popularne w średniowiecznych bibliotekach i stało się podstawą wiedzy encyklopedycznej do początków czasów nowożytnych. W ramach tej wielotomowej encyklopedii zostało przez św. Bedę opracowane tzw. Trivium (gramatyka, retoryka i dialektyka) i Quadrivium (arytmetyka, geometria, astronomia i muzyka). Był to podstawowy kurs ówczesnego wyższego szkolnictwa. System ten przejęły szkoły klasztorne, a za nimi szkoły katedralne. Opierały się na nim też najstarsze europejskie uniwersytety z końca XI w. i wieków następnych. Szczególnie cenna wśród tych dyscyplin była dialektyka, która jako cel stawiała sobie opanowanie umiejętności logicznego myślenia i sztuki dowodzenia, obalania twierdzeń adwersarzy poprzez dostrzeganie sprzeczności w ich twierdzeniach. Dialektyka średniowieczna nie tylko skłaniała ówczesnych uczonych do walki z adwersarzami, ale także nakazywała krytycznie spojrzeć na własne poglądy, a przede wszystkim na poglądy własnych mistrzów. Ta postawa badawcza diametralnie różniła się od postaw uczonych z innych kręgów kulturowych (kraje islamu, Chiny i Indie), gdzie uczeni starali się dowodzić swoich kompetencji poprzez wierne trwanie przy poglądach własnych mistrzów i poszukiwanie argumentów potwierdzających te poglądy. Dzięki tej postawie uczoność łacińskiej Europy, początkowo ustępująca wspomnianym kręgom kulturowym, w bardzo szybkim czasie stała się najbardziej twórcza i innowacyjna. W szkołach klasztornych i katedralnych, a na przełomie XI i XII w. już w uniwersytetach, duch innowacyjności – niekiedy szybciej, niekiedy wolniej – nadawał szczególny kształt łacińskiej cywilizacji europejskiej. Powszechnie przyjmuje się, że to odrodzeniu i wyzwoleniu ze średniowiecznych pęt Kościoła cywilizacja łacińska zawdzięcza swój sukces. Nie jest to pogląd słuszny, a wyznający go uczeni mylą przyczynę ze skutkiem. Jedną z najważniejszych przyczyn sukcesów cywilizacji łacińskiej było przyjęcie przez Kościół standardów pedagogicznych, wśród których ważną rolę pełniła dialektyka.

            Chrześcijaństwo wczesnego średniowiecza w królestwach anglosaskich także przyczyniło się do rozwoju kultury i nauki. Najwybitniejszym spośród ówczesnych uczonych był Beda Czcigodny Wielki (672/73–735), mnich w klasztorze św. Pawła w Jarrow. Był on wybitnym historykiem, językoznawcą (ortografia i metryka) i literaturoznawcą, arytmetykiem, astronomem i komputystą[6] [7]. Głosił pogląd o kulistości ziemi; był też wybitnym przyrodnikiem i opracował najpełniejszą encyklopedię wczesnego średniowiecza (De rerum naturis). W VIII stuleciu Kościół w królestwach anglosaskich tak okrzepł, iż jego misjonarze, idąc za przykładem mnichów iryjskich, rozpoczęli misję ewangelizacyjną na terenie kontynentu. Najwybitniejszym spośród misjonarzy anglosaskich był św. Bonifacy (Winfryd, 672/675–754/755), nazywany Apostołem Niemiec czy nawet Apostołem Europy. Prowadził on misję we Fryzji, Hesji, Frankonii, Bawarii i Turyngii. Zreorganizował liczne biskupstwa na tych terenach (Ratyzbona, Pasawa, Salzburg, Fryzynga) i założył wiele nowych (Büraburg, Eichstätt, Erfurt), a także ufundował kilka klasztorów (Fritzlar i Fulda).

            Święty Bonifacy odegrał też ważną rolę w przezwyciężeniu pierwszego poważnego kryzysu w dziejach Kościoła. Otóż w I połowie VIII w., w czasach sprawowania rządów przez Karola Młota w państwie Franków, wiele instytucji kościelnych pozbawionych zostało swoich materialnych podstaw. Biskupi i ludzie świeccy przejmowali grunty kościelne, zwłaszcza posiadłości klasztorne. Związane to było z przekazywaniem dóbr świeckim lennikom w zamian za służbę wojskową. Osłabły więzi pomiędzy poszczególnymi instytucjami kościelnymi, obniżył się poziom życia religijnego w klasztorach, pojawili się biskupi, którzy nie mieli święceń kapłańskich. Podupadła kultura i nauka. Dzięki zaangażowaniu św. Bonifacego udało się zahamować wiele tych negatywnych tendencji. Zwoływane z jego inicjatywy synody, czyli zjazdy duchowieństwa, przywróciły jedność ówczesnego Kościoła w państwie Franków. Święty Bonifacy, wzorując się na Kościele angielskim, wprowadził na kontynencie urząd arcybiskupa, który nadzorował działalność biskupów. Święty Bonifacy przyczynił się też do umocnienia więzi lokalnego Kościoła ze Stolicą Apostolską. W 732 r. sam został mianowany przez papieża arcybiskupem na terenach prowadzonej przez niego misji. Zmarł śmiercią męczeńską w wieku około 80 lat, w czasie ewangelizacji Fryzów 5 czerwca 754 r lub 755 r.

Odnowa Kościoła zapoczątkowana przez św. Bonifacego kontynuowana była w okresie panowania Karola Wielkiego. W państwie jego, które objęło większość Europy Zachodniej, chrześcijaństwo, a wraz z nim także kultura łacińska, zaczęło się gwałtownie rozwijać. Na dworze Karol gromadzili się najwybitniejsi ludzie kultury z całej Europy (m.in. Alkuin, Paweł Diakon, Paulinus II z Akwilei, Teodulf z Orlenau). Ten gwałtowny rozwój kultury znany jest w nauce jako renesans karoliński. W ówczesnych czasach rozwój całej kultury spoczywał niemal wyłącznie na barkach ludzi Kościoła. Karol – podobnie jak Konstantyn Wielki – czuł się odpowiedzialny nie tylko za losy swojego państwa, ale także za cały Kościół w swoim kraju. Dążył do jego wzmocnienia zarówno organizacyjnego, jak i moralnego, duchowego i intelektualnego. Wielką wagę przywiązywał Karol, a wraz z nim jego uczeni doradcy, do wykształcenia duchowieństwa. Studiowano i kontynuowano dorobek ojców Kościoła, ale nie zaniedbywano dawnej literatury łacińskiej. Dzięki rozwojowi szkolnictwa Europa Zachodnia na nowo przyswoiła sobie antyczną literaturę łacińską, a w ograniczonym zakresie także grecką. Powstała niezliczona liczba nowych dzieł teologicznych, historycznych, a także wspaniała literatura, zwłaszcza piękne wiersze o tematyce religijnej i świeckiej. Poeci karolińscy posługiwali się, podobnie jak poeci epoki klasycznej, wierszami iloczasowymi. Wielu z nich rozwinęło nowy rodzaj utworów poetyckich opartych na wierszu rytmicznym, który przyczynił się do rozwoju poezji w językach narodowych. Utwory poetyckie czasów Karola Wielkiego swoim kunsztem i pięknem, a szczególnie pomysłowością rytmiczną, otworzyły nowy rozdział w dziejach literatury.

            W okresie renesansu karolińskiego rozkwitły też architektura, rzeźba, malarstwo i inne sztuki (iluminacje ksiąg); nowe trendy zdefiniowały rozwój artystyczny Europy na wiele wieków.

            Na dworze Karola Wielkiego działało wielu wybitnych uczonych, jak m.in. Alkuin (zm. 804 r.), Paweł Diakon (historyk, zm. w końcu VIII w.), Paulin II z Akwilei (poeta, gramatyk, retor, teolog, zm. 802 r.), Teodulf z Orleanu (poeta i teolog, zm. 821 r.). Największą rolę w odrodzeniu kultury na Kontynencie odegrał Anglosas Alkuin, znawca retoryki, teologii, dialektyki. Zasłynął on jako reformator szkolnictwa karolińskiego oraz inicjator wprowadzenia nowego pisma, minuskuły karolińskiej, którą posługujemy się do dnia dzisiejszego. Odegrała ona ogromną rolę w upowszechnieniu piśmiennictwa zarówno starożytnego, jak i średniowiecznego. Uczeni renesansu karolińskiego wywodzili się z najróżniejszych kręgów kulturowych. Przyczynili się do tego, że dwór Karola Wielkiego stał się intelektualnym centrum promieniującym na całą ówczesną łacińską Europę. Nie tylko interesowano się studiami nad Biblią (głównie nad Wulgatą), ale także zwracano uwagę na architekturę i sztukę. Najwspanialszymi osiągnięciami architektury były akwizgrańska kaplica pałacowa oraz tamtejszy pałac. Karol chciał uczynić ze swojej głównej siedziby, Akwizgranu, drugi Rzym, który mógłby konkurować z Konstantynopolem.

            W dworskiej bibliotece Karola Wielkiego przechowywano zarówno pisma ojców Kościoła, jak i wspaniałe dzieła literatury antycznej. Wiele z nich dotrwało do naszych czasów wyłącznie dzięki skryptoriom klasztorów karolińskich. Karol – głównie za radą Alkuina – wspierał rozwój szkolnictwa, które było otwarte również dla ludzi świeckich. Na skutek działalności Karola Wielkiego do szczególnego rozwoju doszły szkoły katedralne, które wyprzedziły szkoły klasztorne.

            Wspieranie przez Karola Wielkiego rozwoju nauki i kultury nie przeszkadzało mu być bezwzględnym władcą w stosunku do pogańskich Sasów, którzy w wyniku ponad 30-letniej wojny zostali podbici i siłą nawróceni na chrześcijaństwo. Sasi, chociaż niezwykle gwałtownie opierali się nawróceniu i poddaniu władzy Karola Wielkiego, już półtora wieku później stali się podporą Cesarstwa Niemieckiego. Powstanie tego państwa w X w. przyczyniło się do ponownego rozwoju nauki, kultury i sztuki w Europie. Od nazwy dynastii rządzącej w tym czasie w Cesarstwie nazywamy niekiedy ten okres renesansem ottońskim. Rodził się on w Niemczech i Italii w momencie, kiedy Mieszko I przyjmował chrzest. Jego apogeum przypadło na przełom X i XI w. Dzięki chrześcijaństwu i jego dziedzictwu kultura intelektualna średniowiecznej Europy jeszcze raz wzniosła się na wyżyny. Rozwijała się wspaniała poezja (Ekkehard I i II), powstawały niezwykłe kodeksy iluminowane (Psałterz Egberta – później w posiadaniu córki Mieszka II; Kodeks Egberta, Ewangeliarz z Echternach), rzeźby (Drzwi z Hildesheim, liczne krucyfiksy – Krucyfiks Gerona), kościoły (np. św. Pantaleona w Kolonii, św. Michała w Hildesheim, św. Cyriaka w Gernrode). Rozwijała się historiografia i hagiografia, za pióro chwytały nawet kobiety – Hrotsvit von Gandersheim, wybitna poetka wczesnego okresu epoki ottońskiej.

            Wierzenia chrześcijan Kościoła katolickiego, uznającego zwierzchnictwo biskupów Rzymu – papieży, sformułowane zostały w Wyznaniu wiary (credo), które odmawiano w czasie Mszy św. Tekst credo pochodzi z IV w., był on wyznaniem wiary w jedynego Boga, stwórcę wszystkich rzeczy oraz w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, w Ducha Świętego, a także w odpuszczenie grzechów i wskrzeszenie umarłych. Najważniejszym elementem liturgii chrześcijańskiej była Msza św., która w okresie średniowiecza z różnych powodów poddawana była stopniowo coraz większym wpływom rytu rzymskiego. Momentem przełomowym było przesłanie przez papieża Hadriana I sakramentarza Kościoła rzymskiego (gregoriańskiego, czyli rzekomo pochodzącego od Grzegorza Wielkiego, a w rzeczywistości pochodzącego od samego Hadriana I). Sakramentarz to zbiór modlitw (tzw. kanon i oracje mszalne) służących do sprawowania Eucharystii; do odprawienia Mszy św. kapłan potrzebował jeszcze lekcjonarza, zawierającego lekcje i Ewangelie, oraz antyfonarza z tekstami śpiewów mszalnych. Msza miała niezwykle uroczysty charakter, a w ostatnich stuleciach I tysiąclecia była wzbogacana licznymi śpiewami – sekwencjami.

            Ważną rolę odgrywał kult Świętych i relikwii; wierni oddawali się długim postom, zwłaszcza przed świętami Wielkanocy i Bożego Narodzenia. Posty, a także dalekie i bliskie pielgrzymki, miały zapewnić odpuszczenie grzechów. Kościół katolicki zawsze przywiązywał ogromną wagę do uczynków miłosierdzia (łac. caritas, co dosłownie znaczy ‘miłość’). W średniowieczu zakładano liczne szpitale, które były w rzeczywistości przytułkami dla biednych i chorych. Władcy i ludzie zamożni, a także kapłani byli zobowiązani do jałmużny na rzecz biednych i chorych. Jakkolwiek w innych religiach też istniały podobne zalecenia, to jednak zakres działalności charytatywnej w Kościele katolickim był nieporównanie szerszy niż w jakichkolwiek innych religiach. W Ewangelii św. Mateusza Jezus wyraźnie mówi, iż zbawieni zostaną wyłącznie (!) ci, którzy dokonują uczynków miłosierdzia.

V. Najstarsze relacje o chrzcie i jego data

            Nie zachował się ani w archiwach watykańskich, ani w archiwach polskich żaden dokument dotyczący chrztu Polski. Nie ma żadnej ówczesnej relacji na ten temat. Nie informuje o chrzcie Polski żadna ówczesna kronika. Wszystko też wskazuje na to, że nigdy takich źródeł nie odkryjemy. Wprawdzie o chrzcie Polski wspominają późniejsze kroniki – biskupa merseburskiego Thietmara (zm. 1018 r.) oraz Galla Anonima, spisana około 1113 r. – ale ich przekazy są odległe od rzeczywistości, głównie przez stereotypowość wyobrażeń. Obydwaj jako ludzie duchowni postrzegali poganina Mieszka I jako „barbarzyńcę”. Thietmar wyobrażał sobie, iż Mieszko jako poganin o niczym innym nie mógł myśleć, jak tylko o jedzeniu mięsa w czasie Wielkiego Postu. Jego relacja nie jest interpretacją autentycznego zdarzenia, a jedynie konfabulacją opartą na uprzedzeniach i stereotypach. W jego kronice znajdziemy tylko jedną ciekawą informację, iż jedni opowiadają, że Mieszko I przyjął chrzest po zawarciu małżeństwa z Dobrawą, po upływie jednego Wielkiego Postu, a inni, że po trzech takich postach:

            „Dlatego przedstawię resztę czynów znakomitego księcia Polan Mieszka, o którym pisałem szeroko w poprzednich księgach. W czeskiej krainie pojął on za żonę szlachetną siostrę władcy Bolesława, która okazała się w rzeczywistości taką, jak brzmiało jej imię. Nazywała się bowiem po słowiańsku Dobrawa, co w języku niemieckim wykłada się: dobra. Owa wyznawczyni Chrystusa, widząc swego małżonka pogrążonego w wielorakich błędach pogaństwa, zastanawiała się usilnie nad tym, w jaki sposób mogłaby go pozyskać dla swojej wiary. Starała się go zjednać na wszelkie sposoby, nie dla zaspokojenia trzech żądz tego zepsutego świata, lecz dla korzyści wynikających z owej chwalebnej i przez wszystkich wiernych pożądanej nagrody w życiu przyszłym.

            Umyślnie postępowała ona przez jakiś czas zdrożnie, aby później móc długo działać dobrze. Kiedy mianowicie po zawarciu wspomnianego małżeństwa nadszedł okres wielkiego postu i Dobrawa starała się złożyć Bogu dobrowolną ofiarę przez wstrzymywanie się od jedzenia mięsa i umartwianie swego ciała, jej małżonek namawiał ją słodkimi obietnicami do złamania postanowienia. Ona zaś zgodziła się na to w tym celu, by z kolei móc tym łatwiej zyskać u niego posłuch w innych sprawach. Jedni twierdzą, iż jadła ona mięso w okresie jednego wielkiego postu, inni zaś, że w trzech takich okresach. Dowiedziałeś się przed chwilą, czytelniku, o jej przewinie, zważ teraz, jaki owoc wydała jej zbożna intencja. Pracowała więc nad nawróceniem swego małżonka i wysłuchał jej miłościwy Stwórca. Jego nieskończona łaska sprawiła, iż ten, który Go tak srogo prześladował, pokajał się i pozbył na ustawiczne namowy swej ukochanej małżonki jadu przyrodzonego pogaństwa, chrztem świętym zmywając plamę grzechu pierworodnego. I natychmiast w ślad za głową i swoim umiłowanym władcą poszły ułomne dotąd członki spośród ludu i w szatę godową przyodziane, w poczet synów Chrystusowych zostały zaliczone. Ich pierwszy biskup Jordan ciężką miał z nimi pracę, zanim, niezmordowany w wysiłkach nakłonił ich słowem i czynem do uprawiania winnicy Pańskiej. I cieszył się wspomniany mąż i szlachetna jego żona z ich legalnego już związku, a wraz z nimi radowali się wszyscy ich poddani, iż z Chrystusem zawarli małżeństwo”.

            Bardziej przychylna jest opinia Galla Anonima, który jednak nie dopuszczał możliwości, iż Dobrawa wpierw podzieliła łoże z Mieszkiem niż on przyjął wiarę chrześcijańską:

            „Mieszko objąwszy księstwo zaczął dawać dowody zdolności umysłu i sił cielesnych i coraz częściej napastować ludy [sąsiednie] dookoła. Dotychczas jednak w takich pogrążony był błędach pogaństwa, że wedle swego zwyczaju siedmiu żon zażywał. W końcu zażądał w małżeństwo jednej bardzo dobrej chrześcijanki z Czech, imieniem Duborowka. Lecz ona odmówiła poślubienia go, jeśli nie zarzuci owego zdrożnego obyczaju i nie przyrzeknie zostać chrześcijaninem. Gdy zaś on [na to] przystał, że porzuci ów zwyczaj pogański i przyjmie sakramenta wiary chrześcijańskiej, pani owa przybyła do Polski z wielkim orszakiem [dostojników] świeckich i duchownych, ale nie pierwej podzieliła z nim łoże małżeńskie, aż powoli a pilnie zaznajamiając się z obyczajem chrześcijańskim i prawami kościelnymi, wyrzekł się błędów pogaństwa i przeszedł na łono matki-Kościoła.

Pierwszy więc książę polski Mieszko dostąpił łaski chrztu za sprawą wiernej żony; a dla sławy jego i chwały w zupełności wystarczy [jeśli powiemy], że za jego czasów i przez niego Światłość niebiańska nawiedziła królestwo polskie”.

            Żadna z kronik – ani Thietmara, ani Galla Anonima – nie przekazała nam daty przyjęcia chrztu przez Mieszka I. Daty tej nie podają też żadne współczesne wydarzeniu źródła. Dopiero znacznie późniejsze przekazy informują o dacie chrztu, a spośród nich jedynie dwa źródła zasługują na uwagę. Są to dwa polskie roczniki: Rocznik kapitulny krakowski oraz Rocznik dawny. Wszystkie przekazy innych źródeł – zawierające często uszkodzoną datę chrztu (przez opuszczenie jakiegoś fragmentu rzymskiej cyfry) – czerpały z tych dwóch roczników lub ewentualnie korzystały z ich praźródła.

            Przyjrzyjmy się zatem owym dwóm rocznikom. Średniowieczne roczniki były gatunkiem historiograficznym, czyli dziełem opisującym wydarzenia historyczne. Roczniki składały się najczęściej z lakonicznych zapisek, z których każda rozpoczynała się datą roczną. Początkowo zapiski takie wpisywano na bieżąco z wydarzeniami, na marginesie tablicy paschalnej (wielkanocnej), która była czymś w rodzaju „wiecznego kalendarza”. Później zapiski te przepisywano na oddzielne karty, co było okazją do uzupełniania wpisów, ale także do popełniania błędów. Taką tablicę i takie karty prowadzono także w kapitule krakowskiej, czyli w zgromadzeniu kapłanów pomagających biskupowi w pracy duszpasterskiej. Starszy z roczników – Rocznik dawny – jest odpisem z takiej tablicy lub kopią wcześniejszego odpisu z około 1120 r. Drugi z roczników – Rocznik kapitulny krakowski – jest też takim odpisem, z tym, że sporządzonym dopiero w 1266 r. W czasie redagowania Rocznika dawnego przez pomyłkę przesunięto o jeden rok datację wszystkich wydarzeń do roku 1000. Po tym roku chronologia kolejnych wpisów jest już prawidłowa. Przybyciu Dobrawy do Polski i chrztowi Mieszka poświęcono w tym Roczniku dwie zapiski:

„DCCCCLXVI Dubrouka venit ad Miskonem (=966 Dubrowka przybyła do Mieszka)

DCCCCLXVII Mysko dux baptizatur             (=967 Mieszko książę został ochrzczony)”.

            Przyjrzyjmy się teraz tym samym zapiskom w Roczniku kapitulnym krakowskim:

„DCCCCLXV Dubrouka ad Meskonem venit (=965 Dubrowka przybyła do Mieszka)

DCCCCLXVI Mesco dux Polonie baptizatur (=966 Mieszko książę Polski został ochrzczony)”.

            Jak widzimy, obydwa źródła mają podobne, paralelne zapiski. W bardzo zbliżonych do siebie słowach informują najpierw o przybyciu Dobrawy do Mieszka (tj. do kraju Polan), a następnie o chrzcie tego władcy, który miał miejsce w kolejnym roku, według Rocznika dawnego w 967 r., a według Rocznika kapitulnego krakowskiego w 966 r. Uczeni już wcześniej dowiedli, że obydwa roczniki – chociaż mają wiele zbliżonych i prawie identycznych zapisek – nie są zależne od siebie, a jedynie wspólnie sięgały do tego samego źródła, spisanego – jak wyżej zaznaczono – na tablicy paschalnej albo będącego jej odpisem. Powstaje pytanie, jaka była data chrztu w owym praroczniku. Otóż nie ulega wątpliwości, iż była to data 966, gdyż data Rocznika dawnego powstała przez pomyłkowe przesunięcie, co zaznaczyliśmy wyżej.

            Czy jest to data wiarygodna? Wiele wskazuje na to, że jest to data wiarygodna, chociaż nie można jej uznać za absolutnie pewną. Zanim brak absolutnej pewności zniechęci nas do świętowania rocznicy 1050-lecia chrztu Polski, przyjrzyjmy się argumentom, które przemawiają za wiarygodnością tej daty. Otóż historycy, badając wszystkie zapiski obydwu roczników, doszli do przekonania, iż ów prarocznik pochodził z Moguncji i że dotarł on do Krakowa około 975 r. Wówczas to lub 10 lat później dokonano w owym praroczniku wpisu o chrzcie Polski. W tym czasie pamiętano jeszcze, kiedy ten doniosły akt miał miejsce. Trzeba jednak zaprzeczyć temu, że ustalenia te opierają się tylko na przypuszczeniach badaczy i że należy je przyjmować z dużą dozą ostrożności.

            Dysponujemy bowiem inną możliwością potwierdzenia daty 966 r. Mianowicie w źródle współczesnym Mieszkowi I – w Historii Saksonii Widukinda, o której pisaliśmy, iż powstała w latach 967–968, a kontynuowana była do 973 r. – opisano bitwę Mieszka z Wolinianami i Wichmanem, stoczoną w dniu 22 września 967 r. Z opisu dowiadujemy się, że Mieszko I otrzymał wówczas posiłki od swojego teścia Bolesława Srogiego i że w tym czasie Mieszko był już „przyjacielem cesarza”, który to tytuł przysługiwał sojusznikowi Cesarstwa. Takiego tytułu nie mógł nosić pogański władca. Możemy zatem jako pewnik przyjąć, iż chrzest Polski z całą pewnością nastąpił przed tą datą, czyli przed 22 września 967 r.

            Z drugiej strony wiemy, iż cesarz Otto I, bez którego wiedzy, a najpewniej też i zgody nie mogło dojść ani do ślubu Mieszka z Dobrawą, ani też do chrztu władcy Polan, od lata 961 r. był nieobecny w Niemczech i przebywał w Italii do początku 965 r., kiedy to zjawił się w Niemczech. Cesarz w drugiej połowie czerwca przybył do Saksonii, nie tylko po to, by nacieszyć się swoją ulubioną siedzibą w Magdeburgu, ale także aby rozważyć wszystkie sprawy, które zrodziły się w związku ze śmiercią Gerona w dniu 20 maja 965 r. Gero był filarem bezpieczeństwa Rzeszy; jego śmierć zmusiła cesarza do opracowania nowej koncepcji walki z Wieletami i z przebywającym wśród nich zbuntowanym Wichmanem. Wówczas to był najlepszy moment, aby zaaprobować pomysł małżeństwa Mieszka I z Dobrawą i chrzest Polan. Możemy zatem powiedzieć, iż ślub Mieszka I z Dobrawą, a następnie chrzest polskiego władcy musiały nastąpić po czerwcu 965 r. a przed wrześniem 967 r. Ostatecznie można zatem powiedzieć, że data 966 r. jako data chrztu Mieszka I, podana przez Rocznik kapitulny krakowski, jest datą wiarygodną, znajdującą potwierdzenie w innych współczesnych źródłach.

VI. Okoliczności przyjęcia chrztu i jego przebieg

1. Rola Cesarstwa w przyjęciu chrztu przez Mieszka I i jego poddanych

            Chociaż brak jakichkolwiek relacji o przyjęciu chrztu przez Mieszka i jego poddanych, poza stereotypowymi opisami Thietmara i Galla Anonima, to jednak możemy poznać okoliczności polityczne, w których doszło do tego doniosłego aktu. O niektórych z nich już pisaliśmy, a mianowicie o trudnej sytuacji Mieszka I w związku z dwiema klęskami zadanymi mu przez Wichmana i Wieletów. Poślubienie Dobrawy i wynikające stąd przyjęcie chrztu miało na celu pozyskanie sojusznika, Bolesława czeskiego, do walki z Wieletami. Miało też na celu nawiązanie sojuszu z Cesarstwem, które podobnie jak Polska toczyło wieloletnią wojnę z Wieletami. Byłaby to główna polityczna przyczyna przyjęcia chrztu przez Mieszka I; pomijamy w tym miejscu inne przyczyny, które omówimy w kolejnym rozdziale.

Jednak nie wszyscy uczeni podzielają ten punkt widzenia; część polskich i niemieckich badaczy uważa, że były zupełnie inne pobudki polityczne przyjęcia chrztu przez Polskę. Badacze ci odwołują się do przekazu Kroniki Thietmara, który pisze m.in.: „Margrabia Marchii Wschodniej Gero podporządkował zwierzchnictwu cesarza Łużyczan, Słupian, a także Mieszka wraz z jego poddanymi. Książę Herman uczynił trybutariuszami cesarza Żelibora i Mściwoja”. Na podstawie tej informacji uczeni ci przyjmują, że około 963 r. Mieszko I został pokonany przez margrabiego Gerona i pod przymusem miał przyjąć chrzest. Ten błędny pogląd musielibyśmy przyjąć, gdyby nie zachowała się współczesna owym wydarzeniom Historia Saksonii autorstwa Widukinda. Okazało się, że krótka zapiska Thietmara jest niczym innym, jak tylko streszczeniem czterech rozdziałów Historii Saksonii (rozdziały 65–68). Wykazano, że Thietmar – streszczając te rozdziały – popełnił kilka poważnych błędów, m.in. uczynił z Mściwoja trybutariusza, chociaż według Widukinda był nim tylko Żelibór. Gdy przyjrzymy się tekstowi Widukinda, to dowiemy się, że pisze on o podboju przez Gerona plemienia Łużyczan, nie wspomina jednak nic o Mieszku i jego poddanych: „Gero zwierzchnik [Marchii Wschodniej] najdzielniej pokonał Słowian, którzy zwą się Łużyczanami”.

Widukind, który przedstawił całą historię stosunków niemiecko-słowiańskich do 968 r., nie wspomina żadnym słowem o jakimkolwiek poddaniu Mieszka władzy cesarza niemieckiego. Ale na tym nie koniec; milczy o tym jeszcze jedno ważne źródło: Kontynuacja kroniki Reginona. Przekaz ten został ukończony w grudniu 967 r.; powstał w kręgu arcybiskupa mogunckiego Wilhelma, syna cesarza Ottona. Kontynuacja spisana została z okazji koronacji – vivente imperatore (tj. za życia cesarza) – młodziutkiego Ottona II w dniu 25 grudnia 967 r. W związku z tym autor tego dzieła postawił sobie za cel odnotowanie wszystkich wspaniałych czynów i podbojów dynastii Ottonów. Podbój lub chociażby podporządkowanie władzy cesarskiej państwa Mieszka, jednego z najważniejszych państw tego regionu (wątpiących odsyłam do opinii Ibrahima ibn Jakuba) byłyby ozdobą narracji Kontynuacji. Nic jednak takiego nie znajdujemy w jej przekazie, czytamy tylko pod datą 963 r.: „U nas także Słowianie, którzy nazywają się Łużyczanami, zostali podporządkowani”. Mamy więc przeciwko sobie dwa przekazy współczesne wydarzeniom, zainteresowane odnotowywaniem podbojów Ottona i jego poddanych, które milczą o jakiejkolwiek zależności Mieszka I od cesarstwa oraz jeden przekaz Thietmara, stworzony pięćdziesiąt lat później i zawierający szereg błędów, powstałych przy streszczaniu wcześniejszych źródeł, mówiący o podporządkowaniu Polski przez Gerona.

Obrońcy relacji Thietmara argumentują, że przecież nie mógł on sobie tak po prostu wymyślić historii o podporządkowaniu Mieszka i że zapewne opierał się na przekazach ustnych. Nie można jednak zgodzić się z argumentacją tych uczonych, gdyż mamy ewidentny dowód na to, że w sprawach dotyczących suwerenności państwa polskiego Thietmar zmyślał i wprowadzał do biegu fałszywe informacje, według których Polska była od początku zależna od Cesarstwa. Chodzi mianowicie o zamieszczoną przez Thietmara informację, jakoby biskup Jordan był sufraganem metropolii magdeburskiej, co oznaczałoby, że najstarsze polskie biskupstwo było podporządkowane niemieckiemu arcybiskupstwu i podlegało tym samym cesarzowi, który miałby prawo nominowania polskich biskupów. Długo w tej sprawie wierzono Thietmarowi, wierzyli mu też wybitni polscy uczeni, gdyż poza jego Kroniką nie było żadnej kronikarskiej relacji, która sprzeciwiałaby się tej wersji. Dopiero w 1920 r. Paul Kehr, wybitny niemiecki znawca papieskich dokumentów, wywiódł na podstawie analizy papieskich i cesarskich starodruków, iż Thietmar zmyślił po prostu tę zależność polskiego biskupa od niemieckiej metropolii. Dowodzi to, że Thietmar niejako z góry (a priori) głosił wizję początków Polski, w której nie było miejsca na suwerenność Polski i niezależność jej pierwszego biskupstwa od Magdeburga. Nie można też poważnie brać argumentów o rzekomych przekazach ustnych. Co one były warte, dowodzi fakt, iż Thietmar – korzystając niewątpliwie z takich relacji – przedstawił szereg błędnych informacji o początkach swojej metropolii; nie wiedział, na jaki rok przypadały jej początki, pozamieniał pierwszych biskupów tej metropolii i nie bardzo wiedział, który z biskupów był wcześniej wyświęcony etc. Skoro zatem Thietmar nie potrafił zebrać wiarygodnych danych na temat najbardziej go interesujący i zmyślał o zależności polskiego biskupstwa od niemieckiej metropolii, to jego późna relacja, zawierająca błędy i niezrozumienie streszczanych źródeł, nie może być bardziej wiarygodnym źródłem niż dwa (!) współczesne wydarzeniom przekazy. Jednym słowem brak jakichkolwiek dowodów na to, że przyjęcie chrztu w 966 r. przez Mieszka I było konsekwencją tego, że jego państwo wcześniej zostało pobite i podporządkowane cesarstwu.

Nie znaczy to, że Cesarstwo nie odegrało ważnej roli w przyjęciu chrztu przez Mieszka I i jego poddanych. Wspomnieliśmy już wyżej, że najprawdopodobniej w czerwcu 965 r., w czasie pobytu cesarza w Saksonii, zostały uzgodnione wszystkie kwestie związane z sojuszem polsko-czeskim i chrztem Polski. Otto, po śmierci Gerona (20 maja 965 r.), podzielił wielką Marchię Wschodnią aż na 5 małych marchii. Dokonując tego, cesarz kierował się zapewne dwoma przesłankami. Marchia Wschodnia była tak potężnym organizmem politycznym, iż jej margrabia wyrastał na dostojnika państwowego, którego pozycja mogła stanowić zagrożenie dla władzy cesarskiej. Cesarz pamiętał dobrze, że w czasie kryzysu państwa (953–954), kiedy to Liudolf, najstarszy syn Ottona, zbuntował się i przeciągnął na swoją stronę wielu możnych Rzeszy, Gero wsparł buntowników. Cesarz nie mógł dopuścić do tego, aby sytuacja ta w przyszłości się powtórzyła. Podzielenie ogromnej marchii na 5 małych było dobrym posunięciem ze strony Ottona. Wcześniej nie mógł tego uczynić ze względu na Gerona, a także ze względu na sytuację polityczną. Wieleci byli dzielnym przeciwnikiem i należało mu przeciwstawić potężnego adwersarza, zwłaszcza że nigdy nie było wiadomo, jak zachowają się Czesi (którzy 14 lat walczyli z Ottonem) oraz Polanie. Gdy jednak Polanie i Czesi zawiązali wspólny sojusz antywielecki, sytuacja Niemiec znacznie się poprawiła. Wieleci i inni Słowianie Połabscy byli teraz jakby okrążeni ze wszystkich stron. W nowej sytuacji mógł zatem cesarz pozwolić sobie na podział wielkiej Marchii Wschodniej.

2. Rola papiestwa w przyjęciu chrześcijaństwa przez Polskę

            Część uczonych uważa, że do chrztu Mieszka I nie mogło dojść bez aktywnego udziału Stolicy Apostolskiej. Pogląd ten byłby słuszny, gdyby chrzest nastąpił w innym czasie, tj. w momencie stabilizacji politycznej Stolicy Apostolskiej. Jak się jednak okazuje, lata 963–966 były bardzo trudne dla papiestwa, które właściwie przez cały ten okres nie mogło normalnie funkcjonować. Przyjrzyjmy się na chwilę temu kryzysowi.

Jan XII został wybrany na papieża jako 16- lub 18-letni młodzieniec w 955 r. Starając się uwolnić spod opieki króla północnej Italii Berengara II i jego syna Adalberta, wysłał papież w 960 r. legatów do Ottona I, aby przyszedł mu z pomocą i uwolnił Kościół „od tyranii”. Otto uważał się za spadkobiercę Karola Wielkiego i z tego tytułu postanowił roztoczyć opiekę nad papiestwem. Dlatego też 31 stycznia 962 r. stanął pod murami Rzymu, a dwa dni później został koronowany przez Jana XII na cesarza. Mimo iż cesarz nadał Stolicy Apostolskiej rozległy przywilej, a Jan XII złożył przysięgę wierności Ottonowi, bardzo szybko doszło do kryzysu między papieżem a cesarzem. Jan XII zwrócił się o pomoc do dawnego wroga Adalberta, a także wysłał poselstwa do Konstantynopola i nawet do pogańskich Węgrów. W odpowiedzi na to cesarz ruszył ze swoją armią na Rzym, a papież zbiegł na Korsykę. Dnia 6 listopada 963 r. synod biskupów, obradujący w Rzymie pod przewodnictwem cesarza, zdetronizował Jana XII. Na jego miejsce wybrano na początku grudnia 963 r. Leona VIII, jednego z urzędników Stolicy Apostolskiej. Leon VIII – chociaż był człowiekiem uczciwym i zacnym – nie miał jednak święceń kapłańskich, których udzielono mu wraz z innymi godnościami kościelnymi dopiero po jego wyborze. Już po miesiącu wybuchł bunt przeciwko nowemu papieżowi, stłumiony został jednak przez cesarza.

Po opuszczeniu Rzymu przez cesarza w lutym 964 r. udało się Janowi XII odzyskać tron papieski, a następnie unieważnić poprzedni synod, na którym go zdetronizowano. Jan XII chciał dojść do porozumienia z cesarzem, ale zmarł nagle 14 maja 964 r. W tej sytuacji, wbrew Ottonowi, wybrano nowego papieża, Benedykta V, który został obalony przez Ottona w końcu czerwca 964 r. Na tron papieski powrócił Leon VIII, który jednak umarł niebawem, już 1 marca 965 r.

Na jesieni, 1 października 965 r., wybrano na papieża biskupa Jana z Narnii; nastąpiło to w obecności posłów papieskich i za zgodą cesarza, a zapewne też w porozumieniu z możnym rodem Krescencjuszów. Jan z pochodzenia był rzymianinem, wcześniej, w czasach Jana XII, sprawował ważny urząd bibliothecariusa, a w latach 961–965 był biskupem Narnii. Ponieważ Jan XIII pozostawał w bliskich związkach z Krescencjuszami, z którymi być może był nawet spokrewniony, wywołało to niezadowolenie części arystokracji rzymskiej. Trzy miesiące po jego wyborze wybuchł bunt przeciwko jego pontyfikatowi; na czele buntowników stali prefekt Piotr, zarządca Kurii Stefan oraz komendanci rzymskiej milicji. Wsparł ich hrabia Rofred z Campagny, gdyż był wrogiem Krescencjuszów, mających rozległe dobra w pobliskiej Sabinie. Papieża nie postawiono w stan oskarżenia ani też nie dążono do jego detronizacji; napadnięto go w Pałacu Laterańskim w Rzymie, pochwycono, zadając mu szereg obrażeń, a następnie uwięziono w Zamku św. Anioła, skąd z czasem został przewieziony na południe Włoch do Campagny, gdzie hrabia Rofred go pilnował. Papieżowi udało się jednak zbiec i na czele swoich sojuszników, jak również wojsk cesarskich, dotarł w listopadzie 966 r. do Rzymu, gdzie został entuzjastycznie przyjęty przez lud rzymski. Kilka tygodni później, krótko przed Bożym Narodzeniem 966 r. do Rzymu wkroczył Otto I na czele swoich wojsk. Jan XIII nie mógł więc odegrać jakiejkolwiek roli w akcie chrztu, gdyż w 966 r. albo był uwięziony, albo uciekał przed swoimi prześladowcami, albo na koniec był zajęty odzyskiwaniem Rzymu. O tym, że Jan XIII de facto nie wykonywał swoich obowiązków przed listopadem 966 r., najlepiej świadczy fakt, iż nie wydał ona żadnego dokumentu od początku swojego pontyfikatu aż do listopada 966 r.

Jak widać z powyższego krótkiego przeglądu dziejów papiestwa w latach 963–966, jedynie na przełomie 964 r. i 965 r. oraz po listopadzie 966 r., można mówić o stabilności politycznej papiestwa. Pierwszy z tych okresów był jednak zbyt wczesny w stosunku do daty chrztu Polski, a drugi zbyt późny, aby papiestwo mogło odegrać znaczącą rolę w tej sprawie. Trzeba zatem przyjąć, iż z powodu braku stabilizacji Stolica Apostolska raczej nie odegrała większej roli w przygotowaniu aktu chrztu Mieszka I i jego poddanych. Dopiero później – jak zobaczymy – na początku 968 r. Jan XIII mógł poświęcić swoją uwagę organizacji nowo powstałego Kościoła polskiego. Nadal jednak główną rolę odgrywał w tych sprawach cesarz Otto I.

3. Przebieg chrztu

            Wysuwano wiele przypuszczeń co do przebiegu chrztu Mieszka I i jego poddanych. Ponieważ chrztu tak znaczącemu władcy powinien udzielić ważny dostojnik Kościoła, a ponadto najczęściej w takich wypadkach udzielano też aktu bierzmowania, zastrzeżonego dla biskupa, to przyjmowano, że Mieszko I i jego dostojnicy zostali najpewniej ochrzczeni przez biskupa. Wysunięto hipotezę, że był nim Michał, biskup Ratyzbony w latach 942–972, któremu podlegali Czesi. Przyjmowano nawet, że stało się to w Ratyzbonie w Wielką Sobotę 966 r., czyli 14 kwietnia. Inni twierdzili, iż tym biskupem był Jordan, wspomniany przez Thietmara, i że on tego dnia ochrzcił Mieszka I w Poznaniu na Ostrowie Tumskim. Dzień Wielkiej Soboty jako dzień chrztu jest prawdopodobny, gdyż w owych czasach dzień ten uznawano za najbardziej właściwy dla chrztu dorosłych pogan.

            Nie mamy jednak żadnych dowodów na to, iż tak rzeczywiście było. Możemy nawet powiedzieć, że chrzest Mieszka I poza krajem Polan wydaje się mało prawdopodobny. Wprawdzie zdarzały się wypadki ochrzczenia władców poza granicami własnego państwa, ale wynikały one z nadzwyczajnej sytuacji. Na przykład władca Rusi Kijowskiej, książę Włodzimierz, ochrzczony został w bizantyjskim Chersonezie nad Morzem Czarnym, ale nastąpiło to w czasie wyprawy wojennej przeciwko Bizancjum, kiedy to książę otrzymał obietnicę poślubienia siostry cesarza bizantyjskiego. Także poza granicami swojego kraju został ochrzczony wspomniany anonimowy książę Wiślan, ale – jak wiemy – stało się to, gdy przebywał w niewoli. Autor Żywotu św. Metodego włożył jednak w usta św. Metodego znamienne słowa: „Dobrze [będzie] dla ciebie, synu, ochrzcić się z własnej woli na swojej ziemi”. A zatem właściwym miejscem chrztu była własna ziemia, zapewne główna rezydencja władcy. Nie znaczy to jednak, że przychylamy się do poglądu, iż to biskup Jordan ochrzcił Mieszka I na Ostrowie Tumskim. Po pierwsze, nie mamy żadnego dowodu, że Jordan był wówczas biskupem; był nim z pewnością w 968 r., ale czy wcześniej, tego nie wiemy. Po drugie, chrzest mógł mieć miejsce również w innym miejscu i niekoniecznie biskup musiał być tym, który dokonał owego aktu. Mógł to być też któryś z kapelanów Dobrawy, który razem z nią przybył z Czech do kraju Polan.

            Za Poznaniem, ewentualnie za Ostrowem Lednickim, jako miejscem chrztu przemawia odkrycie przez archeologów w obu ośrodkach pozostałości basenów chrzcielnych. Część uczonych jednak nie zgadza się w tą interpretacją i twierdzi, iż są to pozostałości po budynkach gospodarczych, miejscach mieszania zaprawy wapiennej do budowy katedry (w Poznaniu) etc. Nie można wykluczyć, iż ci sceptycy mają rację, chociaż mnie przekonuje autorytet wybitnego archeologa, Zofii Hilczer-Kurnatowskiej (1932–2013), która około 10 lat temu poddała ponownym badaniom baptysterium w katedrze poznańskiej. Zdaniem tej uczonej zanim zaczęto wznosić – najwcześniej w 968 r. – katedrę poznańską, na jej miejscu znajdował się budynek baptysterium, który posadowiono wcześniej, w związku z chrztem Polan, i w którego wnętrzu znajdował się basen chrzcielny. Uczona ta znalazła resztki budowli, w której znajdował się wymieniony basen. Wcześniej wiedziano tylko o istnieniu tego basenu, natomiast nie potrafiono znaleźć śladów budynku. Jest zatem bardzo prawdopodobne, że w Poznaniu zachowały się pozostałości po baptysterium, w którym w 966 r. ochrzczono część Polan.

            Jak wspomniano, kraj Mieszka I był monarchią patrymonialną; jego poddani – może nie wszyscy od razu – też przyjęli chrzest. Jak przeprowadzano chrzest większej liczby ludności, informują nas inne źródła tego okresu, a także żródła późniejsze. Dowiadujemy się, że pierwszym aktem przed chrystianizacją było niszczenie posągów starych bogów. Latopis Nestora przekazał nam relację o zniszczeniu figur bogów przez Włodzimierza w 988 r.: „[Włodzimierz] kazał bałwany wywracać owe porąbać, a drugie w ogień rzucić, Peruna zaś kazał przywiązać koniowi do ogona i wlec z góry przez Boryczewo do ruczaju; dwunastu chłopów przystawił, aby go bili kijami, a to nie jakoby drzewo czucie miało, lecz dla czarta na urągowisko, który oszukiwał tą postacią ludzi”. Podobną relację dotyczącą biskupa kołobrzeskiego Reinberta przedstawił Thietmar: „Brak mi zarówno wiedzy, jak wymowy, by przedstawić, jak wiele zdziałał on na powierzonym sobie stanowisku. Niszczył i palił świątynie z posągami bożków i oczyścił morze zamieszkałe przez złe duchy wrzuciwszy w nie cztery kamienie pomazane świętym olejem i skropiwszy je wodą święconą”.

            Takie działania księcia lub duchownych najczęściej poprzedzały akt przyjęcia chrztu. I tak też najpewniej było w kraju Polan. Słynny kronikarz polski, Jan Długosz, podał w II połowie XV w., że Mieszko zniszczył bałwany w dniu 5 marca 965 r., czyli w niedzielę, nazywaną w liturgii Kościoła Laetare od pierwszych słów antyfony: Laetare, Ierusalem et conventum facite omnes qui diligitis eam (Raduj się, Jerozolimo, zbierzcie się wszyscy, którzy ją kochacie). Oczywiście data ta jest wymysłem kronikarza. Znany malarz January Suchodolski (1797–1875) namalował w Złotej Kaplicy w katedrze poznańskiej obraz zatytułowany Mieczysław I kruszy bałwany. Z wcześniejszych naszych rozważań wiemy, że Słowianie najczęściej nie wznosili świątyń bogom i że powstawały one dopiero na etapie rozwoju protopaństwowego lub państwowego. Niewykluczone, że świątyń takich, jakie znamy z Rusi Kijowskiej i Połabia, nie było w kraju Polan i że nie trzeba było ich niszczyć.

            Latopisarz ruski, opisując niszczenie Peruna, wspomina, iż ludzie płakali z tego powodu. Czy podobnie było w kraju Polan? Czy mieszkańcy stawiali silny opór przed przyjęciem nowej religii? Mogło i tak być, ale raczej wszystko wskazuje na to, że nie bardzo żałowano dawnych bogów. Po pierwsze, musimy przypomnieć, że Słowianie wierzyli w jedynego Boga, podobnie jak chrześcijanie. Znali też raj, który został przez nich utożsamiony z niebem chrześcijan. Odkupienie grzechów, wiara w życie pozagrobowe wraz ze zmartwychwstaniem, chociaż nie były znane religii pogańskiej, to mogły się wydać atrakcyjne. Po drugie, nie można też zapominać, iż religia chrześcijańska nie była czymś nieznanym mieszkańcom kraju Polan. Przecież kraj Polan sąsiadował ze Śląskiem, który jako poddany władztwu czeskiemu oficjalnie był krajem chrześcijańskim. Z pewnością nieliczni chrześcijanie mieszkali też w kraju Polan, a spośród podróżujących przez kraj Polan wielu musiało być chrześcijanami.

            Już w czasach Karola Wielkiego opracowano zasady przeprowadzenia masowego chrztu pogańskich ludów. Alkuin, autor tych zasad, zalecał 7-dniowe nauczanie prawd wiary, kilkudniowy post, po którym następował chrzest. Jak wynika z opisów Mnicha Prieflingeńskiego z I połowy XII w., św. Otto, misjonarz pogańskiego Pomorza, chrzcił w baptysteriach lub kadziach, nad którymi rozpięto płócienne daszki. Sam Otto dbał, aby kadzie (chrzcielnice) były odpowiednio wkopane i zrównane z ziemią, co ułatwiało katechumenom wchodzenie do nich i wychodzenie. Pilnował, aby na ramionach – jak pisze wspomniany Mnich – przyniesiono odpowiednią ilość wody. Osobno byli chrzczeni mężczyźni, osobno kobiety i osobno dzieci. Jedynie maleńkie dzieci były chrzczone wraz z matkami. Mnich Prieflingeński podaje, iż św. Otto chrzcił tylko mężczyzn, a kobiety i dzieci pozostawiał innym kapłanom. Katechumen, czyli nowo nawrócony poganin, przychodził wraz z rodzicami chrzestnymi do baptysterium, składającego się z kadzi, nad którą rozpięty był daszek. Katechumen niósł ze sobą białe szaty i zapaloną świecę, które na moment chrztu odbierali od niego rodzice chrzestni. Gdy kapłan usłyszał, że katechumen wszedł do basenu chrzcielnego, wychodził spoza zasłony i udzielał chrztu przez wypowiedzenie przewidzianych słów oraz przez trzykrotne zanurzenie katechumenowi głowy w basenie i następnie namaszczenie jej krzyżmem. Później nowo ochrzczony ubierał się w białe szaty i odchodził wraz z rodzicami chrzestnymi trzymającymi w rękach zapaloną świecę. Znamienne, że w liturgii chrztu po II soborze watykańskim podkreśla się rolę białej szaty i zapalonej świecy.

            Z relacji Mnicha Prieflingeńskiego dowiadujemy się, że św. Otto – po udzieleniu chrztu – biedniejszych częstował jedzeniem i piciem, a także obdarowywał szatami, a bogatszym dawał w podarunku pierścień, pas lub sandały, lub nawet wyroby złotnicze.

            Nie wiemy, jak wyglądał chrzest Polan, ale można przypuszczać, że niewiele różnił się od chrztu pogańskich Pomorzan w latach 20. XII w.

VII. Przyczyny i skutki przyjęcia chrztu.

1. Przyczyny przyjęcia chrztu i jego bezpośredni skutek: ostateczne ukształtowanie się państwa polskiego na przełomie X i XI w.

            Nie ulega wątpliwości, iż Mieszko – poślubiając Dobrawę i przyjmując chrzest – kierował się doraźnymi interesami politycznymi. Z pewnością jednak zdawał sobie sprawę, że korzyści i skutki wynikające z przyjęcia chrześcijaństwa będą dalekosiężne, że całkowicie odmienią jego kraj, że wprowadzą jego mieszkańców do zupełnie innej strefy kulturowej.

            Sojusze i układy polityczne zmieniały się co chwila, a przyjęcie chrześcijaństwa niosło za sobą ogromne konsekwencje w funkcjonowaniu państwa Mieszka I i w życiu jego poddanych. Rok po przyjęciu chrześcijaństwa Mieszko odniósł ogromne zwycięstwo nad Wolinianami, plemieniem wchodzącym w skład związku politycznego Wieletów. Do starcia dowodzonych przez Wichmana Wolinian z wojskami Mieszka doszło 22 września 967 r., najprawdopodobniej na Pomorzu Zachodnim. W bitwie tej po stronie polskiej walczyły dwa hufce jazdy czeskiej, które przysłał na pomoc swojemu zięciowi książę czeski Bolesław Srogi. W starciu tym Wolinianie zostali rozgromieni, a Wichman poniósł śmierć. Był to wielki sukces wojenny Mieszka, całkowicie zmieniający położenie militarne związku wieleckiego. Mieszko I postanowił wykorzystać ten sukces i uzyskać ostateczną zgodę cesarza na powstanie w Polsce niezależnego biskupstwa. Możemy przypuszczać, iż relację o zwycięstwie Mieszka I nad Wolinianami, a także miecz poległego w bitwie Wichmana, przywiozło do Italii oficjalne polskie poselstwo, które przybyło na koronację cesarską Ottona II, która odbyła się 25 grudnia 967 r. Również inne okoliczności sprzyjały księciu polskiemu; zaraz po uroczystej koronacji Ottona II rozpoczął obrady w Rzymie synod, któremu przewodniczył papież Jan XIII i w którym uczestniczyli zarówno Otto I, jak i jego syn Otto II, dopiero co wyniesiony do godności cesarskiej. Najpewniej to wówczas, podczas obrad tego synodu, zapadła decyzja o utworzeniu pierwszego polskiego biskupstwa, a być może kilka dni później Jan XIII udzielił sakry biskupiej Jordanowi (stojącemu na czele polskiego poselstwa?), przypieczętowując tym samym niezależność polskiego Kościoła. To, co możemy wydedukować z kroniki Widukinda, potwierdzają późniejsze roczniki, informujące o powołaniu biskupstwa w Polsce w 968 r.

            Był to ogromny sukces polskiego władcy, któremu udało się obronić niezależność polskiego Kościoła i to w momencie, gdy cesarz powołał w Magdeburgu arcybiskupstwo na ziemiach słowiańskich. Czechy – od wielu dziesięcioleci już chrześcijańskie – nie miały własnego biskupstwa i podlegały w tym czasie niemieckiemu biskupstwu w Ratyzbonie. Trzeba ponadto zaznaczyć, iż pierwsze biskupstwo polskie z siedzibą w Poznaniu było podporządkowane bezpośrednio Stolicy Apostolskiej, było niezależne od powstałego w tym samym roku arcybiskupstwa magdeburskiego, „ukochanego dziecka” Ottona I. Zgoda Ottona na niezależność biskupstwa poznańskiego od Magdeburga świadczy o tym, iż doceniał on rolę Mieszka I i nowo ochrzczonej Polski w stabilizacji wschodnich terenów Rzeszy.

            Zaangażowanie się Mieszka I w budowę organizacji kościelnej na ziemiach polskich wyraźnie wskazuje, że władca ten, przyjmując chrzest, nie kierował się jedynie bezpośrednimi względami politycznymi – za jego decyzjami stały niewątpliwie głębsze motywy. Najważniejszym powodem była świadomość, iż Polska pogańska nie mogła nawiązać trwałych i normalnych stosunków z państwami chrześcijańskiej Europy, a zwłaszcza z potężnymi Niemcami. Bez tego nie można było prowadzić normalnej polityki, zapewnić państwu bezpieczeństwa, a ponadto trzeba było się liczyć, że prędzej czy później Polska podzieli los Słowiańszczyzny Połabskiej. Nie bez znaczenia dla Mieszka musiał być też fakt, iż nowa religia niosła ze sobą wysoką kulturę i cywilizację. Sztuka pisania nie tylko zaspokajała potrzeby intelektualne i religijne, ale była również niezbędna dla podtrzymywania normalnych stosunków z chrześcijańską Europą. Pogańskie państwo, przynajmniej w tej części Europy, nie mogło prowadzić korespondencji dyplomatycznej, wystawiać dokumentów i zawierać traktatów z sąsiednimi państwami chrześcijańskimi.

Zbliżenie do chrześcijańskiej Europy pociągało Mieszka jeszcze z innych powodów. Z naczelnika plemiennego miał stać się chrześcijańskim władcą, co oznaczało wzmocnienie władzy, wyniesienie ponad ogół współplemieńców. Władca pogański sprawował władzę z przyzwolenia ogółu, władca chrześcijański – z woli Bożej. Dostojnicy państwowi i możni byli zobowiązani do dochowania wierności takiemu władcy, podobnie jak niegdyś byli do tego zobowiązani Apostołowie wobec Chrystusa. Religia chrześcijańska cementowała także młode państwo, będące jeszcze zlepkiem plemiennych terytoriów.

Z całą pewnością względy osobiste, przemyślenia i własne przekonanie odegrały ważną rolę. Poganie, a wśród nich Mieszko I, od dawna stykali się z religią chrześcijańską, która lepiej niż wierzenia pogańskie tłumaczyła otaczający świat, przynosiła pocieszenie w nieszczęściach i zapowiadała sprawiedliwy Sąd Boży: ukaranie ludzi złych i grzesznych, a wieczną nagrodę dla sprawiedliwych i dobrych. Poganie pozostawali pod głębokim wrażeniem gorliwości religijnej ówczesnych chrześcijan, z których niejeden nie wahał się oddać życia za wiarę.

Podsumowując ten etap, możemy stwierdzić, iż przyjęcie chrześcijaństwa pozwoliło młodziutkiemu państwu polskiemu wyjść z kryzysu połowy lat 60. X w. i przyłączyć się do zupełnie odmiennej strefy kulturowej i cywilizacyjnej. Piśmiennictwo, architektura murowana, sztuka sakralna, nowy sposób zarządzania państwem – były to elementy, które całkowicie odmieniły kraj Polan. Polska mogła od tego momentu w całej pełni korzystać z ponadtysiącletniego dziedzictwa kultury antycznej, a także z osiągnięć cywilizacyjnych europejskiej kultury chrześcijańskiej ostatnich 500 lat, w tym z dziedzictwa renesansu karolińskiego. Polska stała się sojusznikiem Ottońskiego Cesarstwa, które właśnie zaczęło przeżywać okres bujnego rozwoju kulturowego, który nazywamy renesansem ottońskim.

            Po wygaśnięciu sojuszu polsko-czeskiego, w końcu lat osiemdziesiątych X w., najpewniej w roku 989, Mieszko I, pokonując Czechy, przyłączył do Polski dawny kraj Wiślan, a rok później – Śląsk. W ten sposób niemal wszystkie ziemie słowiańskie w dorzeczu Wisły i Ordy znalazły się w obrębie państwa polskiego. Do całkowitego ukończenia budowy państwa polskiego pozostało tylko utworzenie własnej, niezależnej organizacji kościelnej, która w swojej strukturze uwzględniałaby nowe nabytki państwa polskiego. Nie można wykluczyć, iż krokiem ku temu był słynny dokument Dagome iudex, chociaż obecnie przyjmuje się, że akt ten był próbą zapewnienia dziedzictwa synom Mieszka I z drugiego małżeństwa, z Odą, córką margrabiego Marchii Północnej. Ostatecznie jednak dzieło Mieszka I dokończył Bolesław Chrobry, który na zjeździe gnieźnieńskim w 1000 r., dzięki wsparciu cesarza Ottona III, uzyskał możliwość utworzenia niezależnej metropolii w Gnieźnie, której podporządkowano nowe biskupstwa w Kołobrzegu oraz Krakowie i Wrocławiu. Utworzenie tych dwóch ostatnich biskupstw oznaczało wyjęcie Śląska i Małopolski spod jurysdykcji czeskich biskupstw w Ołomuńcu i Pradze, podporządkowanych wówczas metropolii mogunckiej.

2. Skutki dalekosiężne przyjęcia chrztu przez Mieszka I i jego poddanych

            Wprawdzie młodemu polskiemu chrześcijaństwu przyszło jeszcze pokonać ciężki kryzys w związku z załamaniem się władzy państwowej w końcu lat 30. XI w. (tzw. rekcja pogańska), to jednak w kolejnych wiekach religia chrześcijańska odegrała ogromną rolę w dziejach polskiego państwa i narodu. W czasie rozbicia dzielnicowego była – pod względem zarówno organizacyjnym (metropolia gnieźnieńska), jak i ideowym (kult św. Stanisława) – głównym czynnikiem integracyjnym, który ostatecznie doprowadził do ponownego zjednoczenia państwa polskiego. W 1385 r. religia katolicka stała się podstawą unii z Litwą, co ostatecznie doprowadziło do powstania Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

            Polski przekład Biblii z końca XVI wieku, autorstwa polskiego jezuity Jakuba Wujka, przyczynił się do powstania języka literackiego i do ostatecznego ukształtowania dzisiejszego języka polskiego. Tematyka religijna, począwszy od Psałterza Dawidów Jana Kochanowskiego, a skończywszy na przekładach biblijnych Czesława Miłosza, była nieprzerwanie obecna w polskiej literaturze i sztuce.

            W czasie zaborów Kościół katolicki stał się ostoją polskości, fundamentem formowania się nowoczesnego narodu polskiego. Z tego względu był prześladowany, zwłaszcza w zaborze pruskim i rosyjskim. W czasie II wojny światowej zarówno Niemcy hitlerowskie, jak i Związek Radziecki, mając pełną świadomość roli Kościoła katolickiego w życiu narodu polskiego, poddały go okrutnym represjom. Tysiące księży katolickich zginęło w niemieckich obozach koncentracyjnych i łagrach sowieckich. Również po wojnie komunistyczne władze PRL, zwłaszcza w okresie stalinowskim, prześladowały Kościół i jego wiernych. Wielu księży, a w tym też biskupów, więziono i torturowano. Więźniem na kilka lat stał się nawet prymas Polski, ks. kardynał Stefan Wyszyński.

            Kościół katolicki w czasach PRL, dzięki rozważnej, ale bezkompromisowej polityce, odegrał znaczącą rolę w odzyskiwaniu podmiotowości przez społeczeństwo polskie. Bez Kościoła polskiego, jego autorytetu, a w tym nauk polskiego papieża Jana Pawła II, nie doszłoby do powstania „Solidarności”, która wstrząsnęła sowieckim imperium. Działalność tego związku, a przede wszystkim postawa Jana Pawła II, zapoczątkowały upadek komunizmu i przywrócenie demokracji milionom ludzi w Europie.

[1] [8] Dendrochronologia jest to nauka o datowaniu przyrostów rocznych drewna. Twórcą jej jest amerykański astronom Andrew Ellicot Douglass (1867–1962), który, zwątpiwszy, iż kanały na Marsie wybudowały istoty rozumne, zaczął się interesować cyklami aktywności słonecznej i odtwarzać te cykle na podstawie przyrostów drewna. W 1929 r. Douglass dysponował już chronologią niektórych gatunków drewna, sięgającą do 700 r. przed Chrystusem. Gdy archeolodzy amerykańscy dowiedzieli się, że Douglass potrafi określać wiek drewna, podesłali mu zachowane drewniane fragmenty z wykopalisk z przedkolumbijskiego miasta Aztec w Nowym Meksyku oraz okolicznych osad i w ten sposób po raz pierwszy określono dokładnie wiek powstania badanych przez archeologów osad.

[2] [9] Niestety do pełnego obrazu brakuje nam dokładnych informacji o czasie budowy najstarszego grodu w Poznaniu i drugiego grodu w Moraczewie; według wstępnych ustaleń gród w Poznaniu został wzniesiony w drugiej ćwierci X w., a drugi gród w Moraczewie w tym samym czasie lub na początku trzeciej ćwierci tegoż stulecia.

[3] [10] W tym miejscu trzeba też kilka słów poświęcić rzekomej roli Normanów w powstaniu państwa polskiego. Otóż Normanowie, a wśród nich Waregowie, odegrali ważną rolę w powstaniu Rusi Kijowskiej. Dynastia i elita Rusi była pochodzenia normańskiego. Na tej podstawie od dawna wysuwano teorie, że taką samą rolę odegrali Normanowie również w założeniu państwa polskiego. Trzeba jednak zaznaczyć, iż nie ma na to żadnego dowodu. Wszystkie nazwy grodów pierwotnego państwa polańskiego mają słowiańską etymologię; słowiańskie nazwy mają też te grody, których nazwy wywodzą się od ich budowniczych czy właścicieli: Poznań i Giecz. Wszyscy przedstawiciele dynastii Piastów we wczesnym okresie, w przeciwieństwie do ruskich Rurykowiczów, mają imiona wyłącznie słowiańskie (Czcibor, Bolesław, Świętosława, Świętopełk, Kazimierz, Władysław, Zbigniew i Dobroniega) lub okolicznościowe (Otto, Lambert, Karol etc.). Ponadto słowiańskie są imiona poprzedników Mieszka I, wymienione przez Galla Anonima. Być może – jak pisaliśmy – są niewiarygodne, ale dowodzą, iż na początku XII w. nikt w Polsce nie słyszał o normańskich przodkach Mieszka I. Jedynym wyjątkiem jest imię Dagome na określenie Mieszka w uszkodzonym streszczeniu dokumentu tego władcy, tzw. Dagome iudex. Różnie tłumaczono powstanie tego imienia, wskazywano na jego kultowy charakter (Dagobert), nadawano mu też raz to słowiański, raz to normański charakter. Budowanie całej teorii na tej jednej, absolutnie niejednoznacznej wzmiance, w dodatku z uszkodzonego źródła, jest nieporozumieniem. Nie znaczy to, że wśród mieszkańców państwa polańskiego nie było Normanów, którzy chętnie zaciągali się jako najemnicy do różnych drużyn książęcych w tym czasie. Ilu ich było, nie wiemy. Bliżej będzie można o tym pisać, gdy zostaną przeprowadzone zapoczątkowane niedawno badania pochówków ówczesnych drużynników.

[4] [11] Historycy różnie datują jego lata życia: od XVIII w. przed Chrystusem do VI w. przed Chrystusem.

[5] [12] Pomijamy tu demony, o których niżej.

[6] [13] Teoretyk i specjalista od obliczania cykli kalendarza juliańskiego, w tym świąt ruchomych.

Artykuł wydrukowany z Chrzest966: http://chrzest966.pl

Odnośnik do artykułu: http://chrzest966.pl/chrzest-polski/

Odnośniki w tym artykule:

[1] [1]: #_ftn1

[2] [2]: #_ftn2

[3] obrazek: http://chrzest966.pl/wp-content/uploads/2015/09/mapka-Millenium-Plus-art1.bmp

[4] [3]: #_ftn3

[5] [4]: #_ftn4

[6] [5]: #_ftn5

[7] [6]: #_ftn6

[8] [1]: #_ftnref1

[9] [2]: #_ftnref2

[10] [3]: #_ftnref3

[11] [4]: #_ftnref4

[12] [5]: #_ftnref5

[13] [6]: #_ftnref6