Grzegorz Górny: „Piękni Tysiącletni” – artykuł

Polski katolicyzm posiada swój własny niepowtarzalny charakter. Cechuje go umiłowanie wolności, przywiązanie do swobody sumienia, tolerancja religijna oraz zgodność wiary z rozumem.

Podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski w 1979 roku Jan Paweł II wypowiedział znamienne słowa: „Nie można też bez Chrystusa zrozumieć dziejów Polski – przede wszystkim jako dziejów ludzi, którzy przeszli i przechodzą przez tę ziemię (…) nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego – tej wielkiej tysiącletniej wspólnoty, która tak głęboko stanowi o mnie, o każdym z nas – bez Chrystusa. Jeślibyśmy odrzucili ten klucz dla zrozumienia naszego Narodu, narazilibyśmy się na zasadnicze nieporozumienie. Nie rozumielibyśmy samych siebie. Nie sposób zrozumieć tego Narodu, który miał przeszłość tak wspaniałą, a zarazem tak trudną – bez Chrystusa”.

 

Wiara nie ma być z przymusu

Zdaniem Jana Pawła II, kluczem do zrozumienia samych siebie jest więc dla nas, Polaków, ponadtysiącletnia więź z Jezusem, która rozpoczęła się w roku 966, gdy książę Polan Mieszko I zdecydował się zostać uczniem Chrystusa. Historia pokazuje, że z jednej strony chrześcijaństwo przemienia narody, ale z drugiej one też nadają mu pewien odrębny specyficzny rys. Uniwersalna religia, wcielona w partykularną kulturę, przybiera za każdym razem odmienny odcień. W tym kontekście polski katolicyzm posiada własny niepowtarzalny charakter. Cechuje go umiłowanie wolności, przywiązanie do swobody sumienia, tolerancja religijna oraz zgodność wiary z rozumem.

Na naszej glebie kulturowej mógł więc wyrosnąć taki fenomen, jak oryginalna polska szkoła teorii państwa, której fundamentem była myśl katolicka. Charakteryzowały ją m.in. prymat etyki nad poli­tyką, wyrzeczenie się agresji i podbojów, odrzucenie absolutyzmu poprzez supremację prawa w państwie oraz związanie króla prawem, a także komplementarność interesu wspólnoty z dobrem jednostki. Centrum tego znaczącego prądu umysłowego stanowiła w XIV i XV wieku Akademia Krakowska.

To właśnie delegacja polska podczas soboru w Konstancji (1414–1418) pozwoliła Kościołowi odkryć na nowo obecną w nim zawsze, lecz zapomnianą wówczas prawdę, iż „wiara nie ma być z przymusu”. Wyartykułował ją i poparł przekonująco argumentami na forum soborowym Paweł Włodkowic z Brudzenia. To właśnie jego stronę w sporze z Zakonem Krzyżackim wziął papież Marcin V, uznając, że nie można nawracać pogan siłą.

 

Miłość tworzy prawa

Od XIV stulecia Polska rozwijała się nie drogą podbojów militarnych, lecz metodą pokojową – poprzez zawieranie unii. Przedstawiała atrakcyjną propozycję cywilizacyjną i kulturową, zdolną przyciągnąć do siebie także inne społeczności, jak np. stany pruskie w 1454 roku czy Inflanty w 1561 roku. Wzorem takiego przymierza pozostaje unia Polski z Litwą, dzięki której udało się stworzyć największe państwo na kontynencie europejskim – Rzeczpospolitą Obojga Narodów.

Warto w tym kontekście przytoczyć fragment tekstu unii polsko-litewskiej zawartej 2 października 1413 roku w Horodle, w którym pobrzmiewa echo Hymnu o Miłości św. Pawła Apostoła z 1. Listu do Koryntian: „Nie dozna łaski zbawienia, kogo nie wesprze miłość. Ona jedna nie działa marnie: promienna sama w sobie, gasi zawiści, uśmierza swary, użycza wszystkim pokoju, skupia, co się rozpierzchło, podźwiga, co upadło, wygładza nierówności, prostuje krzywe, wszystkim pomaga, nie obraża nikogo, a ktokolwiek się schroni pod jej skrzydła, ten znajdzie bezpieczeństwo i nie ulęknie się niczyjej groźby. Miłość tworzy prawa, włada państwami, urządza miasta, wiedzie stany Rzeczpospolitej ku najlepszemu końcowi, a kto nią pogardzi, ten wszystko utraci. Dlatego też my wszyscy zebrani, prałaci, rycerstwo i szlachta, chcąc spocząć pod puklerzem miłości i przejęci pobożnym ku niej uczuciem, niniejszym dokumentem stwierdzamy, że łączymy i wiążemy nasze domy i pokolenia, nasze rody i herby”…

Wykwitem polskiej duchowości jest również tolerancja religijna panująca w wieloetnicznym i wielowyznaniowym państwie Jagiellonów i Wazów. Drogi Rzeczpospolitej oraz Europy Wschodniej i Zachodniej rozeszły się, ponieważ Korona Polska i Wielkie Księstwo Litewskie odrzuciły barbarzyńską zasadę cuius regio, eius religio (czyja władza, tego religia), która zdominowała wówczas życie publiczne na Wschodzie i na Zachodzie. U nas władcy nie mogli być panami sumień obywateli swego państwa. Dlatego też dziś włoski filozof i polityk Rocco Buttiglione nie boi się stawiać Rzeczpospolitej Jagiellońskiej za wzór dla Unii Europejskiej, ukazując, jak powinna wyglądać głęboka i udana koegzystencja narodów we wspólnym organizmie.

 

Polonia mea est

Radykalizm polskiego katolicyzmu miał charakter ewangeliczny, unikał środków przymusu i opierał się na poszanowaniu wolności, choć zarazem nie rezygnował z misyjności. Nieprzypadkowo Rzeczpospolita XVI stulecia słynęła w Europie jako paradisus Judeorum (raj dla Żydów) oraz paradisus haereticorum (raj dla heretyków), ponieważ znaleźć w niej mogli schronienie prześladowani religijnie ludzie z całego kontynentu. Nieprzypadkowo też nie doszło u nas nigdy do rzezi podobnej do tej, która na całe stulecia rozdarła religijnie Francję. Jan Zamoyski (a było to półtora wieku przed Wolterem) oświadczył w polskim sejmie innowiercom, że dałby sobie rękę obciąć za ich nawrócenie, lecz dałby drugą rękę, gdyby miano im zadać gwałt. Nie znaczy to, że sam był obojętny religijnie – wręcz przeciwnie: fundował kolegia jezuickie, które stawały się żywymi centrami ewangelizacji.

Ta unikalność w skali kontynentu wieloetnicznego i wieloreligijnego państwa sprawiała, że cieszyło się ono uznaniem tak wybitnych myślicieli, jak Hugo Grotius, Michel de Montaigne czy Erazm z Rotterdamu, który napisał wprost: Polonia mea est. Ten rys polskiego katolicyzmu spowodował, że na przełomie XVIII i XIX wieku nie doszło w Polsce do takiego pęknięcia społecznego, a zwłaszcza rozbratu elit umysłowych z Kościołem, jak w innych krajach Europy. U nas oświecenie nie posiadało bowiem antyklerykalnego ostrza, gdyż było w głównej mierze dziełem duchownych, którzy potrafili łączyć wiarę z rozumem, religię z nauką. Także w XIX stuleciu pozytywizm na ziemiach polskich nie miał – w odróżnieniu od innych krajów naszego kontynentu – antyreligijnego charakteru.

Ta wielka intelektualna i duchowa tradycja znalazła w XX wieku swych godnych kontynuatorów w postaci m.in. ruchu „Solidarności” i pontyfikatu Jana Pawła II. Karol Wojtyła był jedną z pierwszoplanowych postaci soboru watykańskiego II. Uważa się go za głównego architekta deklaracji o wolności religijnej Dignitatis humanae, zawierającej głębokie i mądre zdanie, które brzmi, jakby wywodziło się z polskiej tradycji religijnej: prawda nie inaczej się narzuca jak tylko siłą samej prawdy, która wnika w umysły jednocześnie łagodnie i silnie.

 

Naród jak karawana

Jan Paweł II trwałym piętnem polskości naznaczył swą papieską posługę, wykorzystując w niej wiele ojczystych doświadczeń. Tym, co go szczególnie interesowało, była teologiczna refleksja nad powołaniem narodów. Jego zdaniem narodowość jest zarazem dana, jak i zadana. Różnorodność kultur jest świadectwem różnych wyzwań, predyspozycji i zadań poszczególnych narodów. Wybrany jest więc każdy naród, ale każdy ma inną misję do spełnienia. Niektórzy widzą w tym mesjanizm, ale może właściwszym określeniem byłby: misjonizm. Jest on nie tylko przeciwieństwem nacjonalizmu, ale także postuluje pewien uniwersalny ład, który zakłada wzajemną współpracę i duchowe wzbogacanie się narodów. To koncepcja, która z jednej strony jest receptą na rozpad wspólnot i anomię społeczną, z drugiej zaś jawi się jako antidotum na bałwochwalstwo nacjonalizmu.

W tym punkcie myśl Jana Pawła II wyraźnie sytuuje się w ciągu polskiej tradycji narodowej, nawiązując do dorobku takich twórców, jak np. Zygmunt Krasiński, Kamil Cyprian Norwid, August Cieszkowski, Artur Górski czy Jerzy Braun. Ci dwaj ostatni byli podczas II wojny światowej działaczami (a Braun nawet założycielem i przywódcą) konspiracyjnej organizacji „Unia”, z którą był wówczas związany młody student Karol Wojtyła.

Kiedy pół wieku później, już jako papież – występując w 1981 roku w siedzibie UNESCO czy w 1995 roku na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ – charakteryzować będzie podstawową wspólnotę łączącą wszystkie kultury i narody jako różne formy odpowiedzi na to samo egzystencjalne pytanie o sens ludzkiego życia oraz podejmowaną na nowo próbę przeniknięcia tajemnicy świata, to jego wypowiedzi korespondować będą z myślami poprzedzających go polskich myślicieli. By się o tym przekonać, wystarczy porównać papieskie mowy ze słowami skreślonymi na początku XX wieku przez Artura Górskiego: „Każdy naród, jak karawana, ciągnie ku celom wspólnym, jedne niosąc wonną myrrhę, inne lotne kadzidło, ci złoto i gronostaje, tamci księgi lub święte zaśpiewy. Każdy z głębokiego morza bytu wyławia skarby inne. Ale wszystkie te dary są skarbami duszy człowieczej, wszystkie są tylko językami, którymi duch ludzki rozmawia z bytem; a co człowieczeństwa tego jest niegodnym, to odrzuci dusza po drodze jako obłęd swój, jako obniżenie swojej części”.

 

Wspólnota wartości

W słowach tych pobrzmiewa wielki motyw polskiej duchowości, powracający w jej dziejach jak refren: o wyższości kultury nad polityką, siły argumentu nad argumentem siły. Historia wolnych Polaków pokazała, że naród bez własnego państwa może przetrwać dziesiątki lat niewoli jedynie dzięki kulturze, która czerpie swe soki życiowe z religii. Do tego etosu odwoływała się również „Solidarność”, która – jak zauważył Dariusz Karłowicz – swój wzorzec wspólnotowości czerpała z Kościoła. W ciągu szesnastu miesięcy (od sierpnia 1980 do grudnia 1981 roku) jawiła się ona jako wspólnota wartości, a jej duchową jedność łatwiej było opisać, sięgając do Państwa Bożego św. Augustyna niż do dzieł Hobbesa, Milla czy Locke’a.

Ta wspólnota chciała – jak jej przodkowie w czasach jagiellońskich – pokazać swym sąsiadom, że można budować przyszłość na wolnościowych fundamentach. Wyrazem tego było choćby uchwalone na I Zjeździe Solidarności we wrześniu 1981 roku Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej. Sygnatariusze dokumentu, wyrażając swą solidarność ze zniewolonymi przez komunizm narodami, rzucili zarazem wyzwanie totalitarnemu imperium. W tej samej tradycji wolnościowej umieścić można także interwencję dyplomatyczną prezydenta Lecha Kaczyńskiego, która w sierpniu 2008 roku powstrzymała marsz Rosjan na Tbilisi. Oba te wydarzenia wpisywały się w pielęgnowaną od dawna tradycję, zawartą w słowach „Za wolność waszą i naszą”. Nie skończyła się ona wraz z rozbiorami czy II wojną światową.

Warto na koniec wspomnieć słowa wypowiedziane przez Jana Pawła II podczas jego pielgrzymki do Polski w 1979 roku: „Dzieje narodu zasługują na właściwą ocenę wedle tego, co wniósł on w rozwój człowieka i człowieczeństwa, w jego świadomość, serce, sumienie. To jest najgłębszy nurt kultury. To jej najmocniejszy zrąb. To jej rdzeń i siła. Otóż tego, co naród polski wniósł w rozwój człowieka i człowieczeństwa, co w ten rozwój również dzisiaj wnosi, nie sposób zrozumieć i ocenić bez Chrystusa”.

 

Bibliografia:

Chołoniewski A., Duch dziejów Polski, Ad Astra, Warszawa 2000.

Górski A., Ku czemu Polska szła, Fronda, Warszawa 2007.

Jan Paweł II, Przemówienia, Homilie, Polska, 2 VI 1979 – 10 VI 1979, Znak, Kraków 1979.

Karłowicz D., Koniec snu Konstantyna, Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 2004.

Sobór Watykański II: Konstytucje, Dekrety, Deklaracje, Pallotinum, Poznań 1967.

 

Artykuł powstał na zamówienie Narodowego Centrum Kultury z okazji obchodów 1050. Rocznicy Chrztu Polski:

Logotyo Narodowego Centrum Kultury

1050. Rocznica Chrztu Polski - logotyp podstawowy

Grzegorz Górny: „Piękni Tysiącletni” – artykuł

Polski katolicyzm posiada swój własny niepowtarzalny charakter. Cechuje go umiłowanie wolności, przywiązanie do swobody sumienia, tolerancja religijna oraz zgodność wiary z rozumem.

Podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski w 1979 roku Jan Paweł II wypowiedział znamienne słowa: „Nie można też bez Chrystusa zrozumieć dziejów Polski – przede wszystkim jako dziejów ludzi, którzy przeszli i przechodzą przez tę ziemię (…) nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego – tej wielkiej tysiącletniej wspólnoty, która tak głęboko stanowi o mnie, o każdym z nas – bez Chrystusa. Jeślibyśmy odrzucili ten klucz dla zrozumienia naszego Narodu, narazilibyśmy się na zasadnicze nieporozumienie. Nie rozumielibyśmy samych siebie. Nie sposób zrozumieć tego Narodu, który miał przeszłość tak wspaniałą, a zarazem tak trudną – bez Chrystusa”.

 

Wiara nie ma być z przymusu

Zdaniem Jana Pawła II, kluczem do zrozumienia samych siebie jest więc dla nas, Polaków, ponadtysiącletnia więź z Jezusem, która rozpoczęła się w roku 966, gdy książę Polan Mieszko I zdecydował się zostać uczniem Chrystusa. Historia pokazuje, że z jednej strony chrześcijaństwo przemienia narody, ale z drugiej one też nadają mu pewien odrębny specyficzny rys. Uniwersalna religia, wcielona w partykularną kulturę, przybiera za każdym razem odmienny odcień. W tym kontekście polski katolicyzm posiada własny niepowtarzalny charakter. Cechuje go umiłowanie wolności, przywiązanie do swobody sumienia, tolerancja religijna oraz zgodność wiary z rozumem.

Na naszej glebie kulturowej mógł więc wyrosnąć taki fenomen, jak oryginalna polska szkoła teorii państwa, której fundamentem była myśl katolicka. Charakteryzowały ją m.in. prymat etyki nad poli­tyką, wyrzeczenie się agresji i podbojów, odrzucenie absolutyzmu poprzez supremację prawa w państwie oraz związanie króla prawem, a także komplementarność interesu wspólnoty z dobrem jednostki. Centrum tego znaczącego prądu umysłowego stanowiła w XIV i XV wieku Akademia Krakowska.

To właśnie delegacja polska podczas soboru w Konstancji (1414–1418) pozwoliła Kościołowi odkryć na nowo obecną w nim zawsze, lecz zapomnianą wówczas prawdę, iż „wiara nie ma być z przymusu”. Wyartykułował ją i poparł przekonująco argumentami na forum soborowym Paweł Włodkowic z Brudzenia. To właśnie jego stronę w sporze z Zakonem Krzyżackim wziął papież Marcin V, uznając, że nie można nawracać pogan siłą.

 

Miłość tworzy prawa

Od XIV stulecia Polska rozwijała się nie drogą podbojów militarnych, lecz metodą pokojową – poprzez zawieranie unii. Przedstawiała atrakcyjną propozycję cywilizacyjną i kulturową, zdolną przyciągnąć do siebie także inne społeczności, jak np. stany pruskie w 1454 roku czy Inflanty w 1561 roku. Wzorem takiego przymierza pozostaje unia Polski z Litwą, dzięki której udało się stworzyć największe państwo na kontynencie europejskim – Rzeczpospolitą Obojga Narodów.

Warto w tym kontekście przytoczyć fragment tekstu unii polsko-litewskiej zawartej 2 października 1413 roku w Horodle, w którym pobrzmiewa echo Hymnu o Miłości św. Pawła Apostoła z 1. Listu do Koryntian: „Nie dozna łaski zbawienia, kogo nie wesprze miłość. Ona jedna nie działa marnie: promienna sama w sobie, gasi zawiści, uśmierza swary, użycza wszystkim pokoju, skupia, co się rozpierzchło, podźwiga, co upadło, wygładza nierówności, prostuje krzywe, wszystkim pomaga, nie obraża nikogo, a ktokolwiek się schroni pod jej skrzydła, ten znajdzie bezpieczeństwo i nie ulęknie się niczyjej groźby. Miłość tworzy prawa, włada państwami, urządza miasta, wiedzie stany Rzeczpospolitej ku najlepszemu końcowi, a kto nią pogardzi, ten wszystko utraci. Dlatego też my wszyscy zebrani, prałaci, rycerstwo i szlachta, chcąc spocząć pod puklerzem miłości i przejęci pobożnym ku niej uczuciem, niniejszym dokumentem stwierdzamy, że łączymy i wiążemy nasze domy i pokolenia, nasze rody i herby”…

Wykwitem polskiej duchowości jest również tolerancja religijna panująca w wieloetnicznym i wielowyznaniowym państwie Jagiellonów i Wazów. Drogi Rzeczpospolitej oraz Europy Wschodniej i Zachodniej rozeszły się, ponieważ Korona Polska i Wielkie Księstwo Litewskie odrzuciły barbarzyńską zasadę cuius regio, eius religio (czyja władza, tego religia), która zdominowała wówczas życie publiczne na Wschodzie i na Zachodzie. U nas władcy nie mogli być panami sumień obywateli swego państwa. Dlatego też dziś włoski filozof i polityk Rocco Buttiglione nie boi się stawiać Rzeczpospolitej Jagiellońskiej za wzór dla Unii Europejskiej, ukazując, jak powinna wyglądać głęboka i udana koegzystencja narodów we wspólnym organizmie.

 

Polonia mea est

Radykalizm polskiego katolicyzmu miał charakter ewangeliczny, unikał środków przymusu i opierał się na poszanowaniu wolności, choć zarazem nie rezygnował z misyjności. Nieprzypadkowo Rzeczpospolita XVI stulecia słynęła w Europie jako paradisus Judeorum (raj dla Żydów) oraz paradisus haereticorum (raj dla heretyków), ponieważ znaleźć w niej mogli schronienie prześladowani religijnie ludzie z całego kontynentu. Nieprzypadkowo też nie doszło u nas nigdy do rzezi podobnej do tej, która na całe stulecia rozdarła religijnie Francję. Jan Zamoyski (a było to półtora wieku przed Wolterem) oświadczył w polskim sejmie innowiercom, że dałby sobie rękę obciąć za ich nawrócenie, lecz dałby drugą rękę, gdyby miano im zadać gwałt. Nie znaczy to, że sam był obojętny religijnie – wręcz przeciwnie: fundował kolegia jezuickie, które stawały się żywymi centrami ewangelizacji.

Ta unikalność w skali kontynentu wieloetnicznego i wieloreligijnego państwa sprawiała, że cieszyło się ono uznaniem tak wybitnych myślicieli, jak Hugo Grotius, Michel de Montaigne czy Erazm z Rotterdamu, który napisał wprost: Polonia mea est. Ten rys polskiego katolicyzmu spowodował, że na przełomie XVIII i XIX wieku nie doszło w Polsce do takiego pęknięcia społecznego, a zwłaszcza rozbratu elit umysłowych z Kościołem, jak w innych krajach Europy. U nas oświecenie nie posiadało bowiem antyklerykalnego ostrza, gdyż było w głównej mierze dziełem duchownych, którzy potrafili łączyć wiarę z rozumem, religię z nauką. Także w XIX stuleciu pozytywizm na ziemiach polskich nie miał – w odróżnieniu od innych krajów naszego kontynentu – antyreligijnego charakteru.

Ta wielka intelektualna i duchowa tradycja znalazła w XX wieku swych godnych kontynuatorów w postaci m.in. ruchu „Solidarności” i pontyfikatu Jana Pawła II. Karol Wojtyła był jedną z pierwszoplanowych postaci soboru watykańskiego II. Uważa się go za głównego architekta deklaracji o wolności religijnej Dignitatis humanae, zawierającej głębokie i mądre zdanie, które brzmi, jakby wywodziło się z polskiej tradycji religijnej: prawda nie inaczej się narzuca jak tylko siłą samej prawdy, która wnika w umysły jednocześnie łagodnie i silnie.

 

Naród jak karawana

Jan Paweł II trwałym piętnem polskości naznaczył swą papieską posługę, wykorzystując w niej wiele ojczystych doświadczeń. Tym, co go szczególnie interesowało, była teologiczna refleksja nad powołaniem narodów. Jego zdaniem narodowość jest zarazem dana, jak i zadana. Różnorodność kultur jest świadectwem różnych wyzwań, predyspozycji i zadań poszczególnych narodów. Wybrany jest więc każdy naród, ale każdy ma inną misję do spełnienia. Niektórzy widzą w tym mesjanizm, ale może właściwszym określeniem byłby: misjonizm. Jest on nie tylko przeciwieństwem nacjonalizmu, ale także postuluje pewien uniwersalny ład, który zakłada wzajemną współpracę i duchowe wzbogacanie się narodów. To koncepcja, która z jednej strony jest receptą na rozpad wspólnot i anomię społeczną, z drugiej zaś jawi się jako antidotum na bałwochwalstwo nacjonalizmu.

W tym punkcie myśl Jana Pawła II wyraźnie sytuuje się w ciągu polskiej tradycji narodowej, nawiązując do dorobku takich twórców, jak np. Zygmunt Krasiński, Kamil Cyprian Norwid, August Cieszkowski, Artur Górski czy Jerzy Braun. Ci dwaj ostatni byli podczas II wojny światowej działaczami (a Braun nawet założycielem i przywódcą) konspiracyjnej organizacji „Unia”, z którą był wówczas związany młody student Karol Wojtyła.

Kiedy pół wieku później, już jako papież – występując w 1981 roku w siedzibie UNESCO czy w 1995 roku na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ – charakteryzować będzie podstawową wspólnotę łączącą wszystkie kultury i narody jako różne formy odpowiedzi na to samo egzystencjalne pytanie o sens ludzkiego życia oraz podejmowaną na nowo próbę przeniknięcia tajemnicy świata, to jego wypowiedzi korespondować będą z myślami poprzedzających go polskich myślicieli. By się o tym przekonać, wystarczy porównać papieskie mowy ze słowami skreślonymi na początku XX wieku przez Artura Górskiego: „Każdy naród, jak karawana, ciągnie ku celom wspólnym, jedne niosąc wonną myrrhę, inne lotne kadzidło, ci złoto i gronostaje, tamci księgi lub święte zaśpiewy. Każdy z głębokiego morza bytu wyławia skarby inne. Ale wszystkie te dary są skarbami duszy człowieczej, wszystkie są tylko językami, którymi duch ludzki rozmawia z bytem; a co człowieczeństwa tego jest niegodnym, to odrzuci dusza po drodze jako obłęd swój, jako obniżenie swojej części”.

 

Wspólnota wartości

W słowach tych pobrzmiewa wielki motyw polskiej duchowości, powracający w jej dziejach jak refren: o wyższości kultury nad polityką, siły argumentu nad argumentem siły. Historia wolnych Polaków pokazała, że naród bez własnego państwa może przetrwać dziesiątki lat niewoli jedynie dzięki kulturze, która czerpie swe soki życiowe z religii. Do tego etosu odwoływała się również „Solidarność”, która – jak zauważył Dariusz Karłowicz – swój wzorzec wspólnotowości czerpała z Kościoła. W ciągu szesnastu miesięcy (od sierpnia 1980 do grudnia 1981 roku) jawiła się ona jako wspólnota wartości, a jej duchową jedność łatwiej było opisać, sięgając do Państwa Bożego św. Augustyna niż do dzieł Hobbesa, Milla czy Locke’a.

Ta wspólnota chciała – jak jej przodkowie w czasach jagiellońskich – pokazać swym sąsiadom, że można budować przyszłość na wolnościowych fundamentach. Wyrazem tego było choćby uchwalone na I Zjeździe Solidarności we wrześniu 1981 roku Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej. Sygnatariusze dokumentu, wyrażając swą solidarność ze zniewolonymi przez komunizm narodami, rzucili zarazem wyzwanie totalitarnemu imperium. W tej samej tradycji wolnościowej umieścić można także interwencję dyplomatyczną prezydenta Lecha Kaczyńskiego, która w sierpniu 2008 roku powstrzymała marsz Rosjan na Tbilisi. Oba te wydarzenia wpisywały się w pielęgnowaną od dawna tradycję, zawartą w słowach „Za wolność waszą i naszą”. Nie skończyła się ona wraz z rozbiorami czy II wojną światową.

Warto na koniec wspomnieć słowa wypowiedziane przez Jana Pawła II podczas jego pielgrzymki do Polski w 1979 roku: „Dzieje narodu zasługują na właściwą ocenę wedle tego, co wniósł on w rozwój człowieka i człowieczeństwa, w jego świadomość, serce, sumienie. To jest najgłębszy nurt kultury. To jej najmocniejszy zrąb. To jej rdzeń i siła. Otóż tego, co naród polski wniósł w rozwój człowieka i człowieczeństwa, co w ten rozwój również dzisiaj wnosi, nie sposób zrozumieć i ocenić bez Chrystusa”.

 

Bibliografia:

Chołoniewski A., Duch dziejów Polski, Ad Astra, Warszawa 2000.

Górski A., Ku czemu Polska szła, Fronda, Warszawa 2007.

Jan Paweł II, Przemówienia, Homilie, Polska, 2 VI 1979 – 10 VI 1979, Znak, Kraków 1979.

Karłowicz D., Koniec snu Konstantyna, Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 2004.

Sobór Watykański II: Konstytucje, Dekrety, Deklaracje, Pallotinum, Poznań 1967.

 

Artykuł powstał na zamówienie Narodowego Centrum Kultury z okazji obchodów 1050. Rocznicy Chrztu Polski:

Logotyo Narodowego Centrum Kultury [1]

1050. Rocznica Chrztu Polski - logotyp podstawowy [2]

Artykuł wydrukowany z Chrzest966: http://chrzest966.pl

Odnośnik do artykułu: http://chrzest966.pl/grzegorz-gorny-piekni-tysiacletni/

Odnośniki w tym artykule:

[1] obrazek: http://www.nck.pl

[2] obrazek: http://www.chrzest966.pl