ks. Marek Lis: „Odpowiedzialność Kościoła w sferze kultury audiowizualnej” – artykuł

Szerokie określenie „kultura audiowizualna” z racji czysto praktycznych ograniczę w niniejszym szkicu do treści, których nośnikiem jest jedno z mediów – kino, wyłączając ze względu na jej złożoność telewizję[1] oraz tzw. nowe media, które co prawda posługują się audiowizualnością, lecz korzystają z zupełnie nowych, interaktywnych form przekazu.

Pośród zagadnień, które uważam za priorytetowe, warto wskazać następujące: potrzebę edukacji medialnej, podjęcie przez wspólnotę Kościoła rzeczowego, krytycznego dialogu ze światem kinematografii oraz rozważenie zadania Kościoła jako mecenasa produkcji filmowych.

  1. Edukacja medialna odbiorców

Rewolucja medialna i informacyjna, jaka nastąpiła w XX wieku, doprowadziła do nasycenia mediami: już w latach 80. XX wieku „statystyczny Brytyjczyk spędzał każdego tygodnia 75 godzin z telewizją, radiem, gazetami i czasopismami”[2]. Późniejsze badania w Niemczech (sytuacja w innych krajach jest podobna) wskazują, że czas poświęcony mediom w latach 1980-2005 wzrósł z sześciu do dziesięciu godzin dziennie: czytanie zajmuje 28 minut, internet, z którego korzysta ponad 90% osób poniżej trzydziestego roku życia, cieszy się już większą popularnością niż niegdyś telewizja[3]. Jeszcze ważniejszą kwestią są dostarczane przez media treści oraz ich oddziaływanie, mogące prowadzić także do uzależnień[4]. Wystarczy porównać te dane z czasem, jaki młody człowiek spędza w szkole, obejmującej swoim wpływem kilkanaście lat życia – media towarzyszą nam przez całe życie, poczynając od niemowlęctwa (a nawet wcześniej: dźwięki są słyszane przez dzieci jeszcze przed narodzinami), aż do odejścia z tego świata.

W dziejach kultury nigdy dotąd nie mieliśmy do czynienia z tak ogromnym przyśpieszeniem i dynamiką rozwoju mediów: publikacje sprzed parunastu lat, omawiające rozwijającą się przez tysiąclecia historię mediów, okazują się już nieaktualne, gdyż nie obejmują nowych technologii[5]! Gwałtowne przyśpieszenie rozwoju technik komunikacji, którego echo rozbrzmiewa w Liście Apostolskim Jana Pawła II Szybki rozwój z lutego 2005 r., sprawia, że jesteśmy jeszcze bezradni wobec nowych mediów:

– pismo (najpierw w formach obrazkowych) towarzyszy człowiekowi od około 6000 lat,

– książka drukowana – od ponad 560 lat,

– kino od 118 lat (premiera kinematografu braci Lumière odbyła się w 1895 r.),

– radio od 90 lat, a telewizja od 70 lat (satelitarna i kablowa od kilku dziesięcioleci).

– komputery osobiste zaczęły być powszechnie dostępne na początku lat 80. XX wieku, internetowa encyklopedia Wikipedia powstała w 2001 roku, w pełni dojrzały smartfon z własnym środowiskiem (iPhone) miał swoją premierę w czerwcu 2007 r., po czterech latach tablet iPad… a to z pewnością nie ostatnie wynalazki!

Gdy w IV w. przed Chrystusem Platon, bardziej jako nauczyciel niż jako filozof, wyrażał swoje zaniepokojenie oddziaływaniem pierwszego (zatem jedynego znanego mu) medium, jakim było pismo[6], stawał się nie tylko krytykiem pisma, medium zmieniającego relacje międzyosobowe w komunikacji, lecz i pionierem edukacji medialnej (Media Education, Media Literacy, Medienkompetenz, Educazione ai media…), która jako dyscyplina pojawiła się dopiero niedawno. Warto przypomnieć, że jednymi z prekursorskich, dostrzegających w latach 60. ubiegłego wieku konieczność wychowania do mediów były postanowienia soboru watykańskiego II i dekretu Inter mirifica. To w nim pojawiają się wyraźnie sformułowane postulaty, kierowane do osób i instytucji odpowiedzialnych za system edukacji i media, do rodziców i wychowawców, do szkół i Kościoła – postulaty podjęcia działań zmierzających do wykształcenia umiejętności biernego i czynnego korzystania z mediów, przygotowania do rozumienia ich języka[7]. Częściową odpowiedzią na wskazania soboru i późniejszego nauczania papieży (m.in. w corocznych orędziach na Światowe Dni Komunikacji Społecznej) są studia proponowane na uczelniach wyższych związanych z Kościołem, m.in. UKSW w Warszawie, KUL w Lublinie, Uniwersytecie Jana Pawła II w Krakowie, na wydziałach teologicznych w Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu. To jednak nie wystarczy: skoro media docierają potencjalnie do wszystkich, objęcie edukacją medialną tylko elit prowadzi do zgody na pozostawienie większości społeczeństwa w bezbronnym stanie analfabetyzmu medialnego[8].

  1. Kościół / wspólnota wiernych jako promotor treści audiowizualnych

W działalności wychowawczej Kościoła ważną rolę odgrywają katecheci, duszpasterze i osoby odpowiedzialne za przekaz treści wiary, posługujące się treściami audiowizualnymi zarówno w bezpośrednim kontekście swojej pracy i posługi (spotkania formacyjne z użyciem filmu, projekcja fragmentów podczas katechezy itp.), jak i w zakresie korzystania z propozycji pozakościelnych, komercyjnych, przywołujących jednak treści religijne (projekcje kinowe).

Mimo że kino jest już medium dojrzałym (swoją premierę kinematograf miał w 1895 r.), powszechne stosowanie filmu w praktyce duszpasterskiej polskiego Kościoła jest zjawiskiem stosunkowo nowym: przed rokiem 1989 dostępność filmów religijnych była czymś wyjątkowym[9], po upadku cenzury i monopolu państwowego systemu rozpowszechniania chyba zabrakło odwagi prywatnym firmom dystrybucyjnym, by na rynek wprowadzać filmy o charakterze religijnym. Do przełomu doszło właściwie dopiero po premierze Pasji (2004): zapewne sukces komercyjny filmu Mela Gibsona oraz późniejszy o rok sukces filmów o Janie Pawle II (Karol – człowiek, który został papieżem; Jan Paweł II) uświadomiły istnienie niedocenianej publiczności, gotowej kupić bilet na film religijny.

Kwestią problematyczną pozostawał repertuar: trafiające do kin filmy, poruszające tematykę religijną, powstawały przecież jako utwory komercyjne, a ich teologiczne przesłanie często jest wątpliwej jakości. Siła obrazu audiowizualnego – ekranizacji Ewangelii czy filmowej hagiografii – prowadzi jednak do wypełnienia ich treścią umysłów widzów. O ile żaden kaznodzieja czy katecheta nie wpadłby chyba na pomysł, by za równoważne narracji biblijnej uznać np. książki Paula Coelho Piąta góra czy Erica Emmanuela Schmitta Moje Ewangelie, o tyle praktyka wykorzystywania filmów o tematyce biblijnej zdaje się dość rozpowszechniona wśród katechetów, naiwnie (a czasem głupio) powierzających uczniom treści teologicznie błędne, lecz przekazywane w atrakcyjnej formie.

W roku 2014 mieliśmy do czynienia w Polsce z pierwszym na taką skalę wysypem filmów (także produkcji polskiej) o tematyce religijnej, które trafiły do dystrybucji kinowej, przyciągając również zorganizowane grupy parafialne czy katechetyczne. Były pośród nich filmy nawiązujące swą tematyką do Biblii (Noe: wybrany przez Boga, reż. Darren Aronofsky; Syn Boży, reż. Christopher Spencer), kilka filmów hagiograficznych (Jan Paweł II w familijnym obrazie Karol, który został świętym, reż. Grzegorz Sadurski; Jan Paweł II: Santo Subito – świadectwa świętości, reż. Piotr Dziubak; ks. Josemaria Escriva de Balaguer w Gdy budzą się demony, reż. Roland Joffé; bł. Karolina Kózkówna w Karolinie, reż. Dariusz Regucki), ekranizacja opartej na faktach książki o krótkim „pójściu do nieba” Niebo istnieje naprawdę (reż. Randall Wallace), dokument o wpływie Maryi na losy wielu ludzi (Ziemia Maryi, reż. Juan Manuel Cotelo) oraz film Krzysztofa Zanussiego Obce ciało, będący w istocie ekranowym traktatem teologicznym.

Wymienione tu filmy – różnorodne gatunkowo, adresowane do zróżnicowanych odbiorców – spotkały się z dość życzliwym przyjęciem religijnie nastawionych mediów oraz publiczności. Zatrzymam się nad reklamowanym m.in. przez katolickie media, promowanym również przez nauczycieli katechezy filmem Syn Boży, który jest dość niepokojącym przykładem uprawiania pozakościelnej teologii, dopasowanej do wymogów religijnie zróżnicowanej publiczności telewizyjnej (pierwowzorem filmu był serial Biblia, 2013) i kinowej. Działalność Jezusa rozpoczyna się tu od nakłonienia do połowu Piotra, do którego Jezus mówi „Daję ci szansę, byś zmienił życie”, co przecież nie brzmi bardzo ewangelicznie. Kolejni towarzysze dołączają do Jezusa, który odpuszcza grzechy i uzdrawia paralityka, co wywołuje zarzut bluźnierstwa. Skrótowo ukazane jest nauczanie: z Kazania na Górze zostają trzy błogosławieństwa, w modlitwie Ojcze nasz brakuje ostatnich dwóch próśb. Jezus ratuje cudzołożną kobietę (i znowu słyszymy zmodyfikowane słowa: „Podam kamień pierwszemu, który powie, że nie zgrzeszył”!). Nikodem jako świadek wydarzeń relacjonuje je Kajfaszowi. Jezus rozmnaża chleb (lecz nie naucza o chlebie żywym!), wyznanie Piotra („Jesteś Synem Bożym”) poprzedza scenę, w której Jezus idzie po wodzie. Niefrasobliwie traktowana jest topografia: następna sekwencja to masakra Żydów przed pałacem Piłata i wskrzeszenie Łazarza (Jezus wchodzi do grobu!), co wywołuje niepokój Kajfasza, po czym Jezus znajduje się z powrotem w Nazarecie, gdzie po kazaniu w synagodze zostaje oskarżony o świętokradztwo. Gdy przygnębieni uczniowie wspominają Jana Chrzciciela, Jezus zapowiada pójście do Jerozolimy.

Triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy wywołuje niepokój zarówno sług Kajfasza, jak i Rzymian. Wierny arcykapłanowi Nikodem zaczyna interesować się Jezusem, stawia prowokacyjne pytanie o płacenie podatków Cezarowi, wreszcie wieczorem przychodzi, by porozmawiać z Jezusem (Jan umieszcza to wydarzenie na początku Ewangelii). Gdy Kajfasz podejmuje decyzję o aresztowaniu Jezusa, Nikodem zaczyna mieć wątpliwości. Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus zapowiada swoją mękę (pojawiają się wizje cierpienia), podaje uczniom chleb – swoje Ciało – i kielich – swoją Krew (którą także pije!) i zapowiada zdradę Judasza. Brutalnie prowadzony, staje nocą przed sądem arcykapłana, rano na dziedzińcu Malchus ogłasza wyrok, po czym skazaniec zostaje zabrany do Piłata, gdzie przegrywa z Barabaszem. Ukrzyżowany wypowiada słowa przebaczenia, obiecuje raj łotrowi, powierza Matkę Janowi. Gdy kona, w świątyni i pałacu Piłata następuje trzęsienie ziemi. Martwe ciało zostaje złożone w ramionach Maryi (na wzór Piety), podczas pogrzebu Nikodem śpiewa modlitwę za zmarłych. Zamknięcie grobu zostaje ukazane od wewnątrz.

Napis „3 dni później” otwiera sekwencję Zmartwychwstania, skonstruowaną pozornie według narracji Janowej, choć nie rozgrywa się ona o poranku: Maria Magdalena z pustego grobu (usytuowanego w pustynnym krajobrazie) widzi nieostrą, prześwietloną postać Jezusa (analiza obrazu nie pozostawia wątpliwości: jest to zjawa!), mówi o tym apostołom. Piotr, pospiesznie wracając z Janem od pustego grobu do Wieczernika, kupuje chleb – i gdy przy stole podaje towarzyszom chleb i wino („Jego Ciało, Jego Krew”), materializuje się (!) pośród nich Jezus. Wygląda na to, że rację ma Tomasz! Czterdzieści dni później Jezus po raz ostatni przemawia do uczniów i znika im z oczu. Jan zamyka swoją retrospekcję słowami o przywództwie Piotra, o śmierci wszystkich apostołów i własnym wygnaniu. U wejścia do groty, gdzie przebywa, zjawia się Jezus: film kończy zapowiedź Apokalipsy o Jego powtórnym przyjściu.

Istotnymi wadami tego utworu są zakłócenie chronologii wydarzeń opisanych w Ewangeliach, wprowadzenie w filmie klimatu przemocy, pominięcie scen epifanii (m.in. podczas chrztu Jezusa) i najważniejszych cudów („znaki Jezusa”). Błędna teologicznie jest interpretacja Zmartwychwstania, będącego tu wynikiem wiary uczniów. Nierówne są proporcje: skrótowo ujęte nauczanie Jezusa obejmuje niecałe 50 minut filmu, wydarzenia paschalne (od wjazdu do Jerozolimy) pozostałe 90 minut. Autorzy posługują się zapożyczeniami z wcześniejszych filmów: np. scena powołania Mateusza przypomina tę z Opowieści wszech czasów (pogarda dla celnika) i Jezusa z Nazaretu (przypowieść, którą celnik odnosi do siebie); scena równoległej modlitwy Jezusa, arcykapłana i Klaudii przypomina fragment Ziemi obiecanej Wajdy. Niestaranna jest scenografia (Jezus karmi tłum surowymi rybami, na stole Ostatniej Wieczerzy są winogrona – wiosną!). Momentami nieznośna jest kiczowata muzyka, mająca tworzyć religijny nastrój, podobnie jak zabiegi montażowe, m.in. spowalnianie obrazu). Film adresowany do szerokiej, wielowyznaniowej widowni, nastawiony na komercyjny sukces, zbyt poważnie przeinacza Ewangelię, by mógł się stać pomocą duszpasterską: wbrew tytułowi, Jezus nie jest tu Synem Bożym[10].

Tego rodzaju filmy – podszywające się pod Biblię, niepoprawne teologicznie, oparte na nieprzekonujących scenariuszach, słabe artystycznie – nie powinny trafiać w obieg duszpasterski. Kicz w sztuce, uwodzący wielu, jest nie tylko bezużyteczny, ale wręcz szkodliwy.

Z drugiej strony błędem była obojętność Kościoła wobec znaczących i ważnych utworów: Dekalog (1988) Krzysztofa Kieślowskiego, zrealizowany przez reżysera poszukującego, poważnie traktującego pytania o Boga i sens oraz źródło norm etycznych, spotkał się w Polsce z dość nieprzychylnym przyjęciem krytyków[11] oraz niemal całkowitą obojętnością Kościoła[12]. Musiały minąć lata, by nowe pokolenie teologów zaczęło doceniać ten telewizyjny cykl, rozpoznając w nim dojrzały dyskurs teologiczny powstały poza środowiskiem akademickim[13]. Skomentował to Krzysztof Zanussi, producent filmów Kieślowskiego i jego przyjaciel, na swoim blogu: „Uczestniczyłem w sesji poświęconej dwudziestopięcioleciu Dekalogu Krzysztofa Kieślowskiego urządzonej w Opolu i na Jasnej Górze. Co myśli Krzysztof o modlitwach wznoszonych w jego intencji? Za życia trzymał się daleko od Kościoła instytucjonalnego i z nadzieją mówił o Bogu (widzieliśmy jego wyznania na ten temat w filmie I’m So-So)”[14]. Zanussi, od pięćdziesięciu lat stawiający pytania o Boga nie w kościele czy salce katechetycznej, lecz w ciemności sali kinowej, jest kolejnym twórcą, który dotąd nie doczekał się zasłużonego zainteresowania na poziomie refleksji teologicznej, a przecież jego Obce ciało jest solidnie skonstruowanym traktatem o miejscu Boga w życiu człowieka, o konsekwencjach wiary i jej odrzucenia. Jak u Kieślowskiego: to film o ludziach narażonych na ryzyko Dekalogu.

Zadanie, jakie można wskazać, to wypracowanie wśród duszpasterzy umiejętności świadomego, krytycznego, sensownego posługiwania się filmami z korzyścią intelektualną i duchową dla widzów: temu m.in. służy teologia filmu i audiowizualności, jak i pierwsze próby jej praktycznego stosowania, nieoderwane od niezbędnej wiedzy filmoznawczej[15], której niestety czasem brakuje. Przykładem nieprofesjonalnego – szkodliwego i ośmieszającego Kościół – pisania o filmie jest m.in. strona kulturadobra.pl, nosząca podtytuł „Przewodnik dla rodzin chrześcijańskich po świecie filmu”: bardzo subiektywne oceny, wystawiane m.in. na podstawie siatki ocen zawierającej jedynie negatywne kryteria (nieprzyzwoity język, przemoc / groza, seks, nagość / nieskromność, wątki antychrześcijańskie, fałszywe doktryny) nie tyle promują filmy dobre, ile służą stygmatyzowaniu odrzuconych[16]. Spróbujmy sobie wyobrazić, jaką ocenę – według kryteriów portalu – mogliby wystawić jego autorzy Ewangeliom, które mówią o tak wielu ludzkich grzechach: nie brakuje w nich przemocy, nieprzyzwoitego języka, seksu, wątków antychrześcijańskich ani fałszywych doktryn…

  1. Kościół jako mecenas i twórca

Bezpowrotnie minęły czasy, gdy dzieło sztuki było wyrazem wiary jego autora, gdy artyści tworzyli na zamówienie ludzi Kościoła: wiele z tamtych dzieł przemawia do dzisiaj, stanowiąc wyposażenie przestrzeni wizualnej lub dźwiękowej świątyń (oraz ekspozycji muzealnych i sal koncertowych).

Kino rodziło się inaczej: od samego początku było sztuką świecką, czysto komercyjną, nawet jeśli jego twórcy interesowali się tematami religijnymi (pierwsze filmowe Pasje czy hagiografie nie pełniły funkcji ewangelizacyjnych, lecz miały za cel przyciągnięcie publiczności przed ekrany). Wyjątkowo rzadko zdarzało się, by Kościół stawał się producentem znaczących i wartościowych dzieł filmowych: pierwszym, chlubnym przykładem jest ukazujący etapy pierwszej podróży Jana Pawła II do Polski film Pielgrzym (1979), zrealizowany przez wybitnych dokumentalistów na zamówienie polskiego episkopatu. Zresztą pierwszorzędnym zadaniem Kościoła nie powinno chyba być produkowanie filmów, czyli podejmowanie złożonego przedsięwzięcia o charakterze komercyjnym. Równie ważne jest sprecyzowanie, czego Kościół powinien się spodziewać po twórcach: ckliwych hagiografii na wzór średniowiecznej Złotej legendy czy opowieści o duchowych zmaganiach na miarę Ćwiczeń duchowych św. Ignacego bądź Dzieniczka św. Siostry Faustyny? Pseudobiblijnych filmów, odpowiedników oleodrukowych opowiastek o życiu Jezusa – czy obrazów doświadczania obecności Boga, na wzór zmagania się z Bogiem Jeremiasza czy Szawła? Oczekujemy uporządkowanych, wygładzonych portretów życia chrześcijan, którzy już doszli do doskonałości, czy raczej filmów, których bohaterowie, doświadczając własnej słabości, walczą o wiarę, świętość, zrozumienie Boga? Kino, jeśli to w ogóle możliwe, powinno uprawiać teologię oddolną: film, będący medium widzialności, nie będzie narzędziem objawienia, epifanii Boga niewidzialnego; może jednak stawać się refleksem religijnego doświadczenia człowieka, przypominając, że jest ono możliwe.

Łatwość realizacji filmów, wynikająca z niewielkich obecnie kosztów, sprawia, że powstaje wiele filmów słabych: niedawne kinowe premiery Karoliny i Matteo pokazują, że nie wystarczy dobry, ważny temat i gorliwość ekipy producenckiej. Błędy, rażące w tych filmach, wynikają z niespójnego scenariusza, niedopracowanego aktorstwa czy nieprzemyślanego montażu. W niezamierzony zapewne sposób autorzy Karoliny posługują się kiczowatą stylistyką serialu telewizyjnego, nie dbając choćby o prawdopodobieństwo psychologiczne postaci, zaś Matteo przypomina raczej naprędce zmontowany reportaż, z przerysowaniami przydarzającymi się dotąd w emocjonalnych programach w stylu TVN-owskiej Strefy 11

Również religijne zaangażowanie profesjonalnych twórców niesie pewne zagrożenia, związane z krzywdzącymi zarzutami „zaszufladkowania” do określonego nurtu (bronił się przed tym m.in. J. R. R. Tolkien) bądź utraty wolności artystycznej, co wypominano np. Krzysztofowi Zanussiemu, który, realizując film o Janie Pawle II (Z dalekiego kraju, 1981), miał „sprzedać się” Watykanowi.

Rolą Kościoła powinno być raczej wejście w dialog z twórcami: uznanie ich autonomiczności oraz wyrażenie oczekiwań, pomoc w trafnym rozpoznawaniu sytuacji i ukazywaniu chrześcijaństwa. Ryzyko rozchodzenia się kultur jest przecież poważne: W imię… Małgorzaty Szumowskiej kreuje obraz Kościoła mający z rzeczywistością tyle wspólnego, co kilkakrotnie eksponowane w tym filmie grafiki Eschera, artysty tworzącego niemożliwe, sprzeczne z doświadczeniem wizualnym obrazy. Równocześnie kultura chrześcijańska okazuje się przydatna jako klucz do zrozumienia nie tylko kolejnych części Opowieści z Narnii, ale także filmów takich, jak Hobbit Petera Jacksona czy Matrix braci Wachowskich.

Możliwym do wypełnienia zadaniem jest tworzenie własnych produkcji, dostosowanych do dostępnych mediów audiowizualnych i ich języka: dziś to nie tylko Telewizja Trwam, parafialne salki wyposażone w projektory, ale też kanał YouTube i podobne do niego portale, powstające także z inspiracji chrześcijańskiej i przejmujące rolę dystrybutora, są miejscem obecności filmów – dokumentów, reportaży, świadectw, nawet rekolekcji. Istotny jest jednak nie tylko teoretyczny potencjał autorów, lecz także jakość ich filmów – zarówno wartość artystyczna, jak i sens proponowanego w nich przesłania.

* * *

Perspektywa wydarzeń roku 2016 – Światowych Dni Młodzieży i 1050. rocznicy chrztu Polski – nakazuje uwzględnić również propozycje audiowizualne, filmowe. Warto byłoby podjąć refleksję nad sposobem zaprezentowania „duchowego dziedzictwa, któremu na imię Polska”[17] zarówno zagranicznym uczestnikom Dni Młodzieży, jak i spadkobiercom tego dziedzictwa. Staranny, dostosowany do różnych typów widowni dobór filmów, dokumentalnych i fabularnych, mówiących o Polsce i Kościele, o wierze, o przeszłości i teraźniejszości, o świętych i zwykłych ludziach, może nam wszystkim pomóc w lepszym przygotowaniu: w obudzeniu pamięci i spojrzeniu w przyszłość.

[1] Interesujących zagadnień jest tu bardzo wiele, od treści, przez kwestie public relations aż po zagadnienia właścicielskie: programy Redakcji Katolickiej w telewizji (publicznej), transmisje liturgiczne, programy (informacyjne, publicystyczne) o charakterze religijnym, repertuar filmowy, obecność duchownych w telewizji, funkcjonowanie stacji telewizyjnych o profilu religijnym / kościelnym (Telewizja Trwam, religia.tv)… Tematyka domagałaby się znacznie szerszego opracowania.

[2] L. Mastermann, Teaching the Media, London – New York 1985, s. 3.

[3] J. Holtkamp, Co ogłupia nasze dzieci? Nowe media jako wyzwanie dla rodziców, tł. L. Mohort-Kopaczyńska, Kraków 2010, s. 34-35.

[4] Zob. K. Young, P. Klausing, Uwolnić się z sieci. Uzależnienie od internetu, tł. G. Pindur, Katowice 2009.

[5] Zob. J.N. Jeanneney, Une histoire des médias des origines à nos jours, Paris 1996; Z. Bajka, Historia mediów, Kraków 2008.

[6] Platon, Fajdros, tł. W. Witwicki, Warszawa 1958, 274b–277a; zob. także N. Postman, Technopol. Triumf techniki nad kulturą, tł. A. Tanalska-Dulęba, Warszawa 1995.

[7] Szerzej zob. M. Lis, Edukacja medialna. Ważny postulat «Inter mirifica», w: A. Baczyński, M. Drożdż, M. Legan (red.), «Inter mirifica». Dziedzictwo i perspektywy, Kraków 2014, s. 43-56.

[8] Wśród publikacji na ten temat można wskazać: A. Lepa, Pedagogika mass mediów, Łódź 1999; A. Lewek, Podstawy edukacji medialnej i dziennikarskiej, Warszawa 2003; L. Dyczewski (red.), Rodzina, dziecko, media, Lublin 2005; W. Pisarek, Wstęp do nauki o komunikowaniu, Warszawa 2008; M. Jeziński (red.), Nowe media w systemie komunikowania: edukacja, cyfryzacja, Toruń 2011; A. Baczyński, M. Drożdż (red.), Dobro w mediach. Z cienia do światła, Tarnów 2012; M. Przybysz, J. Kloch (red.), Media w Kościele i Kościół w mediach. Edukacja medialna, dziennikarska i w zakresie public relations oraz zastosowania Web 2.0 w Kościele w Polsce, Katowice 2012; K. Łuszczek, Kontrola społeczna nad dziećmi i młodzieżą w środowisku mediów elektronicznych, Szczecin 2013.

[9] Należy tu wspomnieć rolę abp. Henryka Gulbinowicza, dzięki któremu w kościołach w latach 80. mogły odbywać się projekcje zakupionych przezeń kopii filmów religijnych.

[10] Por. szczegółowe omówienie: M. Lis, Syn Boży, http://www.ssb24.pl/warto_przeczytac,90 [dostęp: 6.12.2014].

[11] Zob. M. Przylipiak, «Krótkie filmy», «Dekalog» oraz «Podwójne życie Weroniki» Krzysztofa Kieślowskiego w zwierciadle polskiej krytyki filmowej, „Kwartalnik Filmowy” (1998) nr 24, s. 133–168.

[12] Zob. np. M. Lis, Biblia w «Dekalogu» Krzysztofa Kieślowskiego i milczenie teologów, w: S. Szymik (red.), Biblia kodem kulturowym Europy, Lublin 2013, s. 239–247.

[13] Zob. M. Lis, Figury Chrystusa w «Dekalogu» Krzysztofa Kieślowskiego, Opole 2007 (2013 wyd. 2. rozsz.); M. Lis, M. Legan (red.), Kieślowski czyta Dekalog, Opole 2014.

[14] K. Zanussi, BLOG 14 (2013-12-24), http://www.tor.com.pl/blog,15 [dostęp: 28.10.2014].

[15] Zob. m.in. P. Malone, R. Pacatte, Ewangelia w Hollywood, Częstochowa 2004; M. Lis, A. Garbicz (red.), Światowa encyklopedia filmu religijnego, Kraków 2007; W. Kawecki, Zobaczyć wiarę. Studium obrazu postrzeganego jako komunikacja wiary z perspektywy teologii kultury i teologii mediów, Kraków 2013; Miejsca teologiczne w kulturze wizualnej, Kraków-Warszawa 2013.

[16] Zob. np. omówienie filmu Bóg nie umarł, http://kulturadobra.pl/bog-nie-umarl/ [dostęp: 8.12.2014].

[17] Jan Paweł II, Homilia w czasie Mszy odprawionej na Błoniach, Kraków, 10.06.1979, http://ekai.pl/biblioteka/dokumenty/x579/homilia-w-czasie-mszy-sw-odprawionej-na-bloniach [dostęp: 6.12.2014].

ks. Marek Lis: „Odpowiedzialność Kościoła w sferze kultury audiowizualnej” – artykuł

Szerokie określenie „kultura audiowizualna” z racji czysto praktycznych ograniczę w niniejszym szkicu do treści, których nośnikiem jest jedno z mediów – kino, wyłączając ze względu na jej złożoność telewizję[1] [1] oraz tzw. nowe media, które co prawda posługują się audiowizualnością, lecz korzystają z zupełnie nowych, interaktywnych form przekazu.

Pośród zagadnień, które uważam za priorytetowe, warto wskazać następujące: potrzebę edukacji medialnej, podjęcie przez wspólnotę Kościoła rzeczowego, krytycznego dialogu ze światem kinematografii oraz rozważenie zadania Kościoła jako mecenasa produkcji filmowych.

  1. Edukacja medialna odbiorców

Rewolucja medialna i informacyjna, jaka nastąpiła w XX wieku, doprowadziła do nasycenia mediami: już w latach 80. XX wieku „statystyczny Brytyjczyk spędzał każdego tygodnia 75 godzin z telewizją, radiem, gazetami i czasopismami”[2] [2]. Późniejsze badania w Niemczech (sytuacja w innych krajach jest podobna) wskazują, że czas poświęcony mediom w latach 1980-2005 wzrósł z sześciu do dziesięciu godzin dziennie: czytanie zajmuje 28 minut, internet, z którego korzysta ponad 90% osób poniżej trzydziestego roku życia, cieszy się już większą popularnością niż niegdyś telewizja[3] [3]. Jeszcze ważniejszą kwestią są dostarczane przez media treści oraz ich oddziaływanie, mogące prowadzić także do uzależnień[4] [4]. Wystarczy porównać te dane z czasem, jaki młody człowiek spędza w szkole, obejmującej swoim wpływem kilkanaście lat życia – media towarzyszą nam przez całe życie, poczynając od niemowlęctwa (a nawet wcześniej: dźwięki są słyszane przez dzieci jeszcze przed narodzinami), aż do odejścia z tego świata.

W dziejach kultury nigdy dotąd nie mieliśmy do czynienia z tak ogromnym przyśpieszeniem i dynamiką rozwoju mediów: publikacje sprzed parunastu lat, omawiające rozwijającą się przez tysiąclecia historię mediów, okazują się już nieaktualne, gdyż nie obejmują nowych technologii[5] [5]! Gwałtowne przyśpieszenie rozwoju technik komunikacji, którego echo rozbrzmiewa w Liście Apostolskim Jana Pawła II Szybki rozwój z lutego 2005 r., sprawia, że jesteśmy jeszcze bezradni wobec nowych mediów:

– pismo (najpierw w formach obrazkowych) towarzyszy człowiekowi od około 6000 lat,

– książka drukowana – od ponad 560 lat,

– kino od 118 lat (premiera kinematografu braci Lumière odbyła się w 1895 r.),

– radio od 90 lat, a telewizja od 70 lat (satelitarna i kablowa od kilku dziesięcioleci).

– komputery osobiste zaczęły być powszechnie dostępne na początku lat 80. XX wieku, internetowa encyklopedia Wikipedia powstała w 2001 roku, w pełni dojrzały smartfon z własnym środowiskiem (iPhone) miał swoją premierę w czerwcu 2007 r., po czterech latach tablet iPad… a to z pewnością nie ostatnie wynalazki!

Gdy w IV w. przed Chrystusem Platon, bardziej jako nauczyciel niż jako filozof, wyrażał swoje zaniepokojenie oddziaływaniem pierwszego (zatem jedynego znanego mu) medium, jakim było pismo[6] [6], stawał się nie tylko krytykiem pisma, medium zmieniającego relacje międzyosobowe w komunikacji, lecz i pionierem edukacji medialnej (Media Education, Media Literacy, Medienkompetenz, Educazione ai media…), która jako dyscyplina pojawiła się dopiero niedawno. Warto przypomnieć, że jednymi z prekursorskich, dostrzegających w latach 60. ubiegłego wieku konieczność wychowania do mediów były postanowienia soboru watykańskiego II i dekretu Inter mirifica. To w nim pojawiają się wyraźnie sformułowane postulaty, kierowane do osób i instytucji odpowiedzialnych za system edukacji i media, do rodziców i wychowawców, do szkół i Kościoła – postulaty podjęcia działań zmierzających do wykształcenia umiejętności biernego i czynnego korzystania z mediów, przygotowania do rozumienia ich języka[7] [7]. Częściową odpowiedzią na wskazania soboru i późniejszego nauczania papieży (m.in. w corocznych orędziach na Światowe Dni Komunikacji Społecznej) są studia proponowane na uczelniach wyższych związanych z Kościołem, m.in. UKSW w Warszawie, KUL w Lublinie, Uniwersytecie Jana Pawła II w Krakowie, na wydziałach teologicznych w Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu. To jednak nie wystarczy: skoro media docierają potencjalnie do wszystkich, objęcie edukacją medialną tylko elit prowadzi do zgody na pozostawienie większości społeczeństwa w bezbronnym stanie analfabetyzmu medialnego[8] [8].

  1. Kościół / wspólnota wiernych jako promotor treści audiowizualnych

W działalności wychowawczej Kościoła ważną rolę odgrywają katecheci, duszpasterze i osoby odpowiedzialne za przekaz treści wiary, posługujące się treściami audiowizualnymi zarówno w bezpośrednim kontekście swojej pracy i posługi (spotkania formacyjne z użyciem filmu, projekcja fragmentów podczas katechezy itp.), jak i w zakresie korzystania z propozycji pozakościelnych, komercyjnych, przywołujących jednak treści religijne (projekcje kinowe).

Mimo że kino jest już medium dojrzałym (swoją premierę kinematograf miał w 1895 r.), powszechne stosowanie filmu w praktyce duszpasterskiej polskiego Kościoła jest zjawiskiem stosunkowo nowym: przed rokiem 1989 dostępność filmów religijnych była czymś wyjątkowym[9] [9], po upadku cenzury i monopolu państwowego systemu rozpowszechniania chyba zabrakło odwagi prywatnym firmom dystrybucyjnym, by na rynek wprowadzać filmy o charakterze religijnym. Do przełomu doszło właściwie dopiero po premierze Pasji (2004): zapewne sukces komercyjny filmu Mela Gibsona oraz późniejszy o rok sukces filmów o Janie Pawle II (Karol – człowiek, który został papieżem; Jan Paweł II) uświadomiły istnienie niedocenianej publiczności, gotowej kupić bilet na film religijny.

Kwestią problematyczną pozostawał repertuar: trafiające do kin filmy, poruszające tematykę religijną, powstawały przecież jako utwory komercyjne, a ich teologiczne przesłanie często jest wątpliwej jakości. Siła obrazu audiowizualnego – ekranizacji Ewangelii czy filmowej hagiografii – prowadzi jednak do wypełnienia ich treścią umysłów widzów. O ile żaden kaznodzieja czy katecheta nie wpadłby chyba na pomysł, by za równoważne narracji biblijnej uznać np. książki Paula Coelho Piąta góra czy Erica Emmanuela Schmitta Moje Ewangelie, o tyle praktyka wykorzystywania filmów o tematyce biblijnej zdaje się dość rozpowszechniona wśród katechetów, naiwnie (a czasem głupio) powierzających uczniom treści teologicznie błędne, lecz przekazywane w atrakcyjnej formie.

W roku 2014 mieliśmy do czynienia w Polsce z pierwszym na taką skalę wysypem filmów (także produkcji polskiej) o tematyce religijnej, które trafiły do dystrybucji kinowej, przyciągając również zorganizowane grupy parafialne czy katechetyczne. Były pośród nich filmy nawiązujące swą tematyką do Biblii (Noe: wybrany przez Boga, reż. Darren Aronofsky; Syn Boży, reż. Christopher Spencer), kilka filmów hagiograficznych (Jan Paweł II w familijnym obrazie Karol, który został świętym, reż. Grzegorz Sadurski; Jan Paweł II: Santo Subito – świadectwa świętości, reż. Piotr Dziubak; ks. Josemaria Escriva de Balaguer w Gdy budzą się demony, reż. Roland Joffé; bł. Karolina Kózkówna w Karolinie, reż. Dariusz Regucki), ekranizacja opartej na faktach książki o krótkim „pójściu do nieba” Niebo istnieje naprawdę (reż. Randall Wallace), dokument o wpływie Maryi na losy wielu ludzi (Ziemia Maryi, reż. Juan Manuel Cotelo) oraz film Krzysztofa Zanussiego Obce ciało, będący w istocie ekranowym traktatem teologicznym.

Wymienione tu filmy – różnorodne gatunkowo, adresowane do zróżnicowanych odbiorców – spotkały się z dość życzliwym przyjęciem religijnie nastawionych mediów oraz publiczności. Zatrzymam się nad reklamowanym m.in. przez katolickie media, promowanym również przez nauczycieli katechezy filmem Syn Boży, który jest dość niepokojącym przykładem uprawiania pozakościelnej teologii, dopasowanej do wymogów religijnie zróżnicowanej publiczności telewizyjnej (pierwowzorem filmu był serial Biblia, 2013) i kinowej. Działalność Jezusa rozpoczyna się tu od nakłonienia do połowu Piotra, do którego Jezus mówi „Daję ci szansę, byś zmienił życie”, co przecież nie brzmi bardzo ewangelicznie. Kolejni towarzysze dołączają do Jezusa, który odpuszcza grzechy i uzdrawia paralityka, co wywołuje zarzut bluźnierstwa. Skrótowo ukazane jest nauczanie: z Kazania na Górze zostają trzy błogosławieństwa, w modlitwie Ojcze nasz brakuje ostatnich dwóch próśb. Jezus ratuje cudzołożną kobietę (i znowu słyszymy zmodyfikowane słowa: „Podam kamień pierwszemu, który powie, że nie zgrzeszył”!). Nikodem jako świadek wydarzeń relacjonuje je Kajfaszowi. Jezus rozmnaża chleb (lecz nie naucza o chlebie żywym!), wyznanie Piotra („Jesteś Synem Bożym”) poprzedza scenę, w której Jezus idzie po wodzie. Niefrasobliwie traktowana jest topografia: następna sekwencja to masakra Żydów przed pałacem Piłata i wskrzeszenie Łazarza (Jezus wchodzi do grobu!), co wywołuje niepokój Kajfasza, po czym Jezus znajduje się z powrotem w Nazarecie, gdzie po kazaniu w synagodze zostaje oskarżony o świętokradztwo. Gdy przygnębieni uczniowie wspominają Jana Chrzciciela, Jezus zapowiada pójście do Jerozolimy.

Triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy wywołuje niepokój zarówno sług Kajfasza, jak i Rzymian. Wierny arcykapłanowi Nikodem zaczyna interesować się Jezusem, stawia prowokacyjne pytanie o płacenie podatków Cezarowi, wreszcie wieczorem przychodzi, by porozmawiać z Jezusem (Jan umieszcza to wydarzenie na początku Ewangelii). Gdy Kajfasz podejmuje decyzję o aresztowaniu Jezusa, Nikodem zaczyna mieć wątpliwości. Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus zapowiada swoją mękę (pojawiają się wizje cierpienia), podaje uczniom chleb – swoje Ciało – i kielich – swoją Krew (którą także pije!) i zapowiada zdradę Judasza. Brutalnie prowadzony, staje nocą przed sądem arcykapłana, rano na dziedzińcu Malchus ogłasza wyrok, po czym skazaniec zostaje zabrany do Piłata, gdzie przegrywa z Barabaszem. Ukrzyżowany wypowiada słowa przebaczenia, obiecuje raj łotrowi, powierza Matkę Janowi. Gdy kona, w świątyni i pałacu Piłata następuje trzęsienie ziemi. Martwe ciało zostaje złożone w ramionach Maryi (na wzór Piety), podczas pogrzebu Nikodem śpiewa modlitwę za zmarłych. Zamknięcie grobu zostaje ukazane od wewnątrz.

Napis „3 dni później” otwiera sekwencję Zmartwychwstania, skonstruowaną pozornie według narracji Janowej, choć nie rozgrywa się ona o poranku: Maria Magdalena z pustego grobu (usytuowanego w pustynnym krajobrazie) widzi nieostrą, prześwietloną postać Jezusa (analiza obrazu nie pozostawia wątpliwości: jest to zjawa!), mówi o tym apostołom. Piotr, pospiesznie wracając z Janem od pustego grobu do Wieczernika, kupuje chleb – i gdy przy stole podaje towarzyszom chleb i wino („Jego Ciało, Jego Krew”), materializuje się (!) pośród nich Jezus. Wygląda na to, że rację ma Tomasz! Czterdzieści dni później Jezus po raz ostatni przemawia do uczniów i znika im z oczu. Jan zamyka swoją retrospekcję słowami o przywództwie Piotra, o śmierci wszystkich apostołów i własnym wygnaniu. U wejścia do groty, gdzie przebywa, zjawia się Jezus: film kończy zapowiedź Apokalipsy o Jego powtórnym przyjściu.

Istotnymi wadami tego utworu są zakłócenie chronologii wydarzeń opisanych w Ewangeliach, wprowadzenie w filmie klimatu przemocy, pominięcie scen epifanii (m.in. podczas chrztu Jezusa) i najważniejszych cudów („znaki Jezusa”). Błędna teologicznie jest interpretacja Zmartwychwstania, będącego tu wynikiem wiary uczniów. Nierówne są proporcje: skrótowo ujęte nauczanie Jezusa obejmuje niecałe 50 minut filmu, wydarzenia paschalne (od wjazdu do Jerozolimy) pozostałe 90 minut. Autorzy posługują się zapożyczeniami z wcześniejszych filmów: np. scena powołania Mateusza przypomina tę z Opowieści wszech czasów (pogarda dla celnika) i Jezusa z Nazaretu (przypowieść, którą celnik odnosi do siebie); scena równoległej modlitwy Jezusa, arcykapłana i Klaudii przypomina fragment Ziemi obiecanej Wajdy. Niestaranna jest scenografia (Jezus karmi tłum surowymi rybami, na stole Ostatniej Wieczerzy są winogrona – wiosną!). Momentami nieznośna jest kiczowata muzyka, mająca tworzyć religijny nastrój, podobnie jak zabiegi montażowe, m.in. spowalnianie obrazu). Film adresowany do szerokiej, wielowyznaniowej widowni, nastawiony na komercyjny sukces, zbyt poważnie przeinacza Ewangelię, by mógł się stać pomocą duszpasterską: wbrew tytułowi, Jezus nie jest tu Synem Bożym[10] [10].

Tego rodzaju filmy – podszywające się pod Biblię, niepoprawne teologicznie, oparte na nieprzekonujących scenariuszach, słabe artystycznie – nie powinny trafiać w obieg duszpasterski. Kicz w sztuce, uwodzący wielu, jest nie tylko bezużyteczny, ale wręcz szkodliwy.

Z drugiej strony błędem była obojętność Kościoła wobec znaczących i ważnych utworów: Dekalog (1988) Krzysztofa Kieślowskiego, zrealizowany przez reżysera poszukującego, poważnie traktującego pytania o Boga i sens oraz źródło norm etycznych, spotkał się w Polsce z dość nieprzychylnym przyjęciem krytyków[11] [11] oraz niemal całkowitą obojętnością Kościoła[12] [12]. Musiały minąć lata, by nowe pokolenie teologów zaczęło doceniać ten telewizyjny cykl, rozpoznając w nim dojrzały dyskurs teologiczny powstały poza środowiskiem akademickim[13] [13]. Skomentował to Krzysztof Zanussi, producent filmów Kieślowskiego i jego przyjaciel, na swoim blogu: „Uczestniczyłem w sesji poświęconej dwudziestopięcioleciu Dekalogu Krzysztofa Kieślowskiego urządzonej w Opolu i na Jasnej Górze. Co myśli Krzysztof o modlitwach wznoszonych w jego intencji? Za życia trzymał się daleko od Kościoła instytucjonalnego i z nadzieją mówił o Bogu (widzieliśmy jego wyznania na ten temat w filmie I’m So-So)”[14] [14]. Zanussi, od pięćdziesięciu lat stawiający pytania o Boga nie w kościele czy salce katechetycznej, lecz w ciemności sali kinowej, jest kolejnym twórcą, który dotąd nie doczekał się zasłużonego zainteresowania na poziomie refleksji teologicznej, a przecież jego Obce ciało jest solidnie skonstruowanym traktatem o miejscu Boga w życiu człowieka, o konsekwencjach wiary i jej odrzucenia. Jak u Kieślowskiego: to film o ludziach narażonych na ryzyko Dekalogu.

Zadanie, jakie można wskazać, to wypracowanie wśród duszpasterzy umiejętności świadomego, krytycznego, sensownego posługiwania się filmami z korzyścią intelektualną i duchową dla widzów: temu m.in. służy teologia filmu i audiowizualności, jak i pierwsze próby jej praktycznego stosowania, nieoderwane od niezbędnej wiedzy filmoznawczej[15] [15], której niestety czasem brakuje. Przykładem nieprofesjonalnego – szkodliwego i ośmieszającego Kościół – pisania o filmie jest m.in. strona kulturadobra.pl, nosząca podtytuł „Przewodnik dla rodzin chrześcijańskich po świecie filmu”: bardzo subiektywne oceny, wystawiane m.in. na podstawie siatki ocen zawierającej jedynie negatywne kryteria (nieprzyzwoity język, przemoc / groza, seks, nagość / nieskromność, wątki antychrześcijańskie, fałszywe doktryny) nie tyle promują filmy dobre, ile służą stygmatyzowaniu odrzuconych[16] [16]. Spróbujmy sobie wyobrazić, jaką ocenę – według kryteriów portalu – mogliby wystawić jego autorzy Ewangeliom, które mówią o tak wielu ludzkich grzechach: nie brakuje w nich przemocy, nieprzyzwoitego języka, seksu, wątków antychrześcijańskich ani fałszywych doktryn…

  1. Kościół jako mecenas i twórca

Bezpowrotnie minęły czasy, gdy dzieło sztuki było wyrazem wiary jego autora, gdy artyści tworzyli na zamówienie ludzi Kościoła: wiele z tamtych dzieł przemawia do dzisiaj, stanowiąc wyposażenie przestrzeni wizualnej lub dźwiękowej świątyń (oraz ekspozycji muzealnych i sal koncertowych).

Kino rodziło się inaczej: od samego początku było sztuką świecką, czysto komercyjną, nawet jeśli jego twórcy interesowali się tematami religijnymi (pierwsze filmowe Pasje czy hagiografie nie pełniły funkcji ewangelizacyjnych, lecz miały za cel przyciągnięcie publiczności przed ekrany). Wyjątkowo rzadko zdarzało się, by Kościół stawał się producentem znaczących i wartościowych dzieł filmowych: pierwszym, chlubnym przykładem jest ukazujący etapy pierwszej podróży Jana Pawła II do Polski film Pielgrzym (1979), zrealizowany przez wybitnych dokumentalistów na zamówienie polskiego episkopatu. Zresztą pierwszorzędnym zadaniem Kościoła nie powinno chyba być produkowanie filmów, czyli podejmowanie złożonego przedsięwzięcia o charakterze komercyjnym. Równie ważne jest sprecyzowanie, czego Kościół powinien się spodziewać po twórcach: ckliwych hagiografii na wzór średniowiecznej Złotej legendy czy opowieści o duchowych zmaganiach na miarę Ćwiczeń duchowych św. Ignacego bądź Dzieniczka św. Siostry Faustyny? Pseudobiblijnych filmów, odpowiedników oleodrukowych opowiastek o życiu Jezusa – czy obrazów doświadczania obecności Boga, na wzór zmagania się z Bogiem Jeremiasza czy Szawła? Oczekujemy uporządkowanych, wygładzonych portretów życia chrześcijan, którzy już doszli do doskonałości, czy raczej filmów, których bohaterowie, doświadczając własnej słabości, walczą o wiarę, świętość, zrozumienie Boga? Kino, jeśli to w ogóle możliwe, powinno uprawiać teologię oddolną: film, będący medium widzialności, nie będzie narzędziem objawienia, epifanii Boga niewidzialnego; może jednak stawać się refleksem religijnego doświadczenia człowieka, przypominając, że jest ono możliwe.

Łatwość realizacji filmów, wynikająca z niewielkich obecnie kosztów, sprawia, że powstaje wiele filmów słabych: niedawne kinowe premiery Karoliny i Matteo pokazują, że nie wystarczy dobry, ważny temat i gorliwość ekipy producenckiej. Błędy, rażące w tych filmach, wynikają z niespójnego scenariusza, niedopracowanego aktorstwa czy nieprzemyślanego montażu. W niezamierzony zapewne sposób autorzy Karoliny posługują się kiczowatą stylistyką serialu telewizyjnego, nie dbając choćby o prawdopodobieństwo psychologiczne postaci, zaś Matteo przypomina raczej naprędce zmontowany reportaż, z przerysowaniami przydarzającymi się dotąd w emocjonalnych programach w stylu TVN-owskiej Strefy 11

Również religijne zaangażowanie profesjonalnych twórców niesie pewne zagrożenia, związane z krzywdzącymi zarzutami „zaszufladkowania” do określonego nurtu (bronił się przed tym m.in. J. R. R. Tolkien) bądź utraty wolności artystycznej, co wypominano np. Krzysztofowi Zanussiemu, który, realizując film o Janie Pawle II (Z dalekiego kraju, 1981), miał „sprzedać się” Watykanowi.

Rolą Kościoła powinno być raczej wejście w dialog z twórcami: uznanie ich autonomiczności oraz wyrażenie oczekiwań, pomoc w trafnym rozpoznawaniu sytuacji i ukazywaniu chrześcijaństwa. Ryzyko rozchodzenia się kultur jest przecież poważne: W imię… Małgorzaty Szumowskiej kreuje obraz Kościoła mający z rzeczywistością tyle wspólnego, co kilkakrotnie eksponowane w tym filmie grafiki Eschera, artysty tworzącego niemożliwe, sprzeczne z doświadczeniem wizualnym obrazy. Równocześnie kultura chrześcijańska okazuje się przydatna jako klucz do zrozumienia nie tylko kolejnych części Opowieści z Narnii, ale także filmów takich, jak Hobbit Petera Jacksona czy Matrix braci Wachowskich.

Możliwym do wypełnienia zadaniem jest tworzenie własnych produkcji, dostosowanych do dostępnych mediów audiowizualnych i ich języka: dziś to nie tylko Telewizja Trwam, parafialne salki wyposażone w projektory, ale też kanał YouTube i podobne do niego portale, powstające także z inspiracji chrześcijańskiej i przejmujące rolę dystrybutora, są miejscem obecności filmów – dokumentów, reportaży, świadectw, nawet rekolekcji. Istotny jest jednak nie tylko teoretyczny potencjał autorów, lecz także jakość ich filmów – zarówno wartość artystyczna, jak i sens proponowanego w nich przesłania.

* * *

Perspektywa wydarzeń roku 2016 – Światowych Dni Młodzieży i 1050. rocznicy chrztu Polski – nakazuje uwzględnić również propozycje audiowizualne, filmowe. Warto byłoby podjąć refleksję nad sposobem zaprezentowania „duchowego dziedzictwa, któremu na imię Polska”[17] [17] zarówno zagranicznym uczestnikom Dni Młodzieży, jak i spadkobiercom tego dziedzictwa. Staranny, dostosowany do różnych typów widowni dobór filmów, dokumentalnych i fabularnych, mówiących o Polsce i Kościele, o wierze, o przeszłości i teraźniejszości, o świętych i zwykłych ludziach, może nam wszystkim pomóc w lepszym przygotowaniu: w obudzeniu pamięci i spojrzeniu w przyszłość.

[1] [18] Interesujących zagadnień jest tu bardzo wiele, od treści, przez kwestie public relations aż po zagadnienia właścicielskie: programy Redakcji Katolickiej w telewizji (publicznej), transmisje liturgiczne, programy (informacyjne, publicystyczne) o charakterze religijnym, repertuar filmowy, obecność duchownych w telewizji, funkcjonowanie stacji telewizyjnych o profilu religijnym / kościelnym (Telewizja Trwam, religia.tv)… Tematyka domagałaby się znacznie szerszego opracowania.

[2] [19] L. Mastermann, Teaching the Media, London – New York 1985, s. 3.

[3] [20] J. Holtkamp, Co ogłupia nasze dzieci? Nowe media jako wyzwanie dla rodziców, tł. L. Mohort-Kopaczyńska, Kraków 2010, s. 34-35.

[4] [21] Zob. K. Young, P. Klausing, Uwolnić się z sieci. Uzależnienie od internetu, tł. G. Pindur, Katowice 2009.

[5] [22] Zob. J.N. Jeanneney, Une histoire des médias des origines à nos jours, Paris 1996; Z. Bajka, Historia mediów, Kraków 2008.

[6] [23] Platon, Fajdros, tł. W. Witwicki, Warszawa 1958, 274b–277a; zob. także N. Postman, Technopol. Triumf techniki nad kulturą, tł. A. Tanalska-Dulęba, Warszawa 1995.

[7] [24] Szerzej zob. M. Lis, Edukacja medialna. Ważny postulat «Inter mirifica», w: A. Baczyński, M. Drożdż, M. Legan (red.), «Inter mirifica». Dziedzictwo i perspektywy, Kraków 2014, s. 43-56.

[8] [25] Wśród publikacji na ten temat można wskazać: A. Lepa, Pedagogika mass mediów, Łódź 1999; A. Lewek, Podstawy edukacji medialnej i dziennikarskiej, Warszawa 2003; L. Dyczewski (red.), Rodzina, dziecko, media, Lublin 2005; W. Pisarek, Wstęp do nauki o komunikowaniu, Warszawa 2008; M. Jeziński (red.), Nowe media w systemie komunikowania: edukacja, cyfryzacja, Toruń 2011; A. Baczyński, M. Drożdż (red.), Dobro w mediach. Z cienia do światła, Tarnów 2012; M. Przybysz, J. Kloch (red.), Media w Kościele i Kościół w mediach. Edukacja medialna, dziennikarska i w zakresie public relations oraz zastosowania Web 2.0 w Kościele w Polsce, Katowice 2012; K. Łuszczek, Kontrola społeczna nad dziećmi i młodzieżą w środowisku mediów elektronicznych, Szczecin 2013.

[9] [26] Należy tu wspomnieć rolę abp. Henryka Gulbinowicza, dzięki któremu w kościołach w latach 80. mogły odbywać się projekcje zakupionych przezeń kopii filmów religijnych.

[10] [27] Por. szczegółowe omówienie: M. Lis, Syn Boży, http://www.ssb24.pl/warto_przeczytac,90 [dostęp: 6.12.2014].

[11] [28] Zob. M. Przylipiak, «Krótkie filmy», «Dekalog» oraz «Podwójne życie Weroniki» Krzysztofa Kieślowskiego w zwierciadle polskiej krytyki filmowej, „Kwartalnik Filmowy” (1998) nr 24, s. 133–168.

[12] [29] Zob. np. M. Lis, Biblia w «Dekalogu» Krzysztofa Kieślowskiego i milczenie teologów, w: S. Szymik (red.), Biblia kodem kulturowym Europy, Lublin 2013, s. 239–247.

[13] [30] Zob. M. Lis, Figury Chrystusa w «Dekalogu» Krzysztofa Kieślowskiego, Opole 2007 (2013 wyd. 2. rozsz.); M. Lis, M. Legan (red.), Kieślowski czyta Dekalog, Opole 2014.

[14] [31] K. Zanussi, BLOG 14 (2013-12-24), http://www.tor.com.pl/blog,15 [dostęp: 28.10.2014].

[15] [32] Zob. m.in. P. Malone, R. Pacatte, Ewangelia w Hollywood, Częstochowa 2004; M. Lis, A. Garbicz (red.), Światowa encyklopedia filmu religijnego, Kraków 2007; W. Kawecki, Zobaczyć wiarę. Studium obrazu postrzeganego jako komunikacja wiary z perspektywy teologii kultury i teologii mediów, Kraków 2013; Miejsca teologiczne w kulturze wizualnej, Kraków-Warszawa 2013.

[16] [33] Zob. np. omówienie filmu Bóg nie umarł, http://kulturadobra.pl/bog-nie-umarl/ [dostęp: 8.12.2014].

[17] [34] Jan Paweł II, Homilia w czasie Mszy odprawionej na Błoniach, Kraków, 10.06.1979, http://ekai.pl/biblioteka/dokumenty/x579/homilia-w-czasie-mszy-sw-odprawionej-na-bloniach [dostęp: 6.12.2014].

Artykuł wydrukowany z Chrzest966: http://chrzest966.pl

Odnośnik do artykułu: http://chrzest966.pl/odpowiedzialnosc-kosciola-w-sferze-kultury-audiowizualnej/

Odnośniki w tym artykule:

[1] [1]: #_ftn1

[2] [2]: #_ftn2

[3] [3]: #_ftn3

[4] [4]: #_ftn4

[5] [5]: #_ftn5

[6] [6]: #_ftn6

[7] [7]: #_ftn7

[8] [8]: #_ftn8

[9] [9]: #_ftn9

[10] [10]: #_ftn10

[11] [11]: #_ftn11

[12] [12]: #_ftn12

[13] [13]: #_ftn13

[14] [14]: #_ftn14

[15] [15]: #_ftn15

[16] [16]: #_ftn16

[17] [17]: #_ftn17

[18] [1]: #_ftnref1

[19] [2]: #_ftnref2

[20] [3]: #_ftnref3

[21] [4]: #_ftnref4

[22] [5]: #_ftnref5

[23] [6]: #_ftnref6

[24] [7]: #_ftnref7

[25] [8]: #_ftnref8

[26] [9]: #_ftnref9

[27] [10]: #_ftnref10

[28] [11]: #_ftnref11

[29] [12]: #_ftnref12

[30] [13]: #_ftnref13

[31] [14]: #_ftnref14

[32] [15]: #_ftnref15

[33] [16]: #_ftnref16

[34] [17]: #_ftnref17