prof. UG dr. hab. Zbigniew Treppa: „Kulturowe i teologiczne kryteria oceny wartości obrazu w kontekście kultu Jezusa Miłosiernego” – artykuł

 „Niech ten największy przymiot Boga, to jest niezgłębione miłosierdzie Jego, przejdzie przez serce i duszę moją do bliźnich”[1].

Święta Faustyna Kowalska

treppa1

Istnieje szczególny powód, by w ramach debaty, obejmującej swoim zakresem zagadnienie kulturowych kompetencji Kościoła w perspektywie Światowych Dni Młodzieży i jubileuszu chrystianizacji Polski, podjąć tematyczny wątek dotyczący wartości obrazu, który jest integralnie związany z kultem Miłosierdzia Bożego. Tym powodem jest powiązanie obchodów Dni Młodzieży, organizowanych cyklicznie dla całego Kościoła powszechnego, z postaciami polskich świętych, których „zna cały świat i wie, kim one są, czego dokonały w życiu i jakie posłannictwo przynosi ich życie”[2]. Tymi osobami są święty Jan Paweł II, autor idei Światowych Dni Młodzieży oraz święta Faustyna Kowalska, apostołka Miłosierdzia Bożego. Jak wiadomo, zanim doszło do organizacji Światowych Dni Młodzieży, święty papież od lat związany był z kultem Miłosierdzia Bożego, stając się jego gorącym orędownikiem. To przecież dzięki osobistej interwencji kardynała Wojtyły, na kilka miesięcy przed wybraniem go na papieża odwołano niechlubny dekret Świętego Oficjum (poprzednika obecnej Kongregacji Nauki i Wiary) z 19 listopada 1958 roku, w którym zakazywano szerzyć kult Miłosierdzia Bożego w takim kształcie, jak ukazała go święta Faustyna Kowalska.

Na rozpowszechnienie się tego kultu miała też wpływ ogłoszona przez papieża Jana Pawła II encyklika Dives in misericordia, kierująca uwagę Kościoła, a nawet świata laickiego, na ten największy przymiot Boga i jednocześnie nadzwyczajny aspekt ekonomii zbawienia, jakim jest Miłosierdzie Boże. Jest rzeczą oczywistą, że nie byłoby tego ważnego papieskiego dokumentu, gdyby kilkadziesiąt lat wcześniej nie powstał Dzienniczek siostry Faustyny, „sekretarki” Miłosierdzia Bożego, pisany na wyraźne żądanie Pana Jezusa. W Dzienniczku, będącym formą pamiętnika, autorka skrupulatnie, na bieżąco i retrospektywnie opisywała wizje mistyczne doświadczane przez nią na przestrzeni kilku lat.

Spoglądając na tych dwóch świętych rzeczników Miłosierdzia Bożego, „których zna cały świat”, nie można zapominać o trzeciej ważnej postaci polskiego Kościoła. Mowa jest oczywiście o błogosławionym księdzu Michale Sopoćce, uczestniku sesji malarskich podczas powstawania prototypowego obrazu Jezusa Miłosiernego z udziałem świętej Faustyny, niesłusznie sytuowanym w cieniu tego kultu. Jego rolą w tym dziele było uporczywe zabieganie o rozwój kultu Miłosierdzia Bożego oraz o wypełnienie woli Jezusa przekazywanej za pośrednictwem świętej Faustyny, której był kierownikiem duchowym.

Budzi podziw heroiczne zaangażowanie tego kapłana w dzieło propagowania kultu Miłosierdzia Bożego w takim kształcie, jak ukazała go święta Faustyna, choć jednocześnie niepokoi skala lekceważenia wartości jego świadectwa za jego życia, a nieraz nawet i dzisiaj, już po wyniesieniu go na ołtarze. Mam na myśli ignorowanie słów błogosławionego kapłana dotyczących jego oceny kierunku rozwoju kultu Miłosierdzia Bożego. Wątek ten zostanie rozwinięty w dalszej części artykułu.

Biorąc w nawias tę kwestię, widzimy, że jedno nie ulega wątpliwości: wielką nadzieją napawa fakt, że to, co naprawdę pozytywnego wydarzyło się w polskim Kościele w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, może stać się udziałem całego Kościoła powszechnego, co też zresztą w dużej mierze już się dokonało. Jeśli spojrzymy na to zagadnienie z perspektywy kompetencji Kościoła dotyczących kultury, pojawia się nadzieja, że za sprawą Światowych Dni Młodzieży krzewienie dzieła Miłosierdzia Bożego w takim kształcie, jak ukazała go święta Faustyna, a kontynuowali błogosławiony ksiądz Sopoćko oraz święty Jan Paweł II (co miało swój początek na polskiej ziemi), stanie się programem młodych ludzi, powracających z Polski do swoich domów na całym świecie po zakończeniu obchodów Światowych Dni Młodzieży.

  1. Bóg objawił się w słowie i w obrazie?

Aby kompetentnie wskazać kulturowe i teologiczne kryteria oceny wartości obrazu włączonego do kultu, należy odwołać się do źródeł. Na podstawie źródeł biblijnych wiadomo, że przed wcieleniem się Słowa oblicze Boga nie było możliwe do oglądania. Święty Jan Damasceński, komentując epizod nieposłuszeństwa i upadku człowieka, który w rajskim ogrodzie utracił niewinność, sugeruje, że utracił on też możliwość oglądania Boga. Na scharakteryzowanie tego stanu doktor Kościoła i ostatni z ojców epoki patrystycznej używa następujących słów: „nie ustrzegł [on] w sobie Jego własnego obrazu”, przyznając tym samym, że widzialność Boga mogła być normalnym stanem doświadczania Bożej obecności w rajskim ogrodzie[3]. Można postawić w tym momencie pytanie, czy po upadku nie można było zobaczyć oblicza Boga właśnie dlatego, że człowiek zatracił zdolność widzenia dobra?

Dopiero objawiając się w ciele Jezusa Chrystusa, Bóg odsłania przed nami swoje własne oblicze, przywracając nam wzrok, który utraciliśmy w rajskim ogrodzie. Z tego oblicza promieniuje dla nas łaska („Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie” – Łk 10, 23-24). Jednocześnie ujawnia się szczególna więź łącząca słowo i obraz, ponieważ w równym stopniu dzięki słowu i dzięki obrazowi otrzymujemy świadectwo uczniów Jezusa, na podstawie którego dowiadujemy się, że radykalnie zmniejszył się nasz dystans do Ojca, który w czasach Starego Przymierza w żaden sposób nie był możliwy do pokonania. W sposób najbardziej znaczący mówi o tym sam Jezus, co zostało ujęte w Ewangelii według świętego Jana: „Kto mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14, 9). Staje się to możliwe, ponieważ Bóg przyjął widzialną ludzką postać. Sięgając w przyszłość, na podstawie źródeł nowotestamentowych wierzymy, że po Paruzji obraz Boga będzie zbędny, bo będzie można Go oglądać bez pośrednictwa obrazu (Ap 22, 3n).

Obecnie żyjemy w szczególnym przedziale czasu, czekając na Paruzję. To czas liturgii Kościoła i jednocześnie czas obrazu Boga. W tym przedziale czasu miały miejsce ważne objawienia, jedyne tego rodzaju w historii Kościoła. Mam na myśli objawienia udzielone świętej Małgorzacie Alacoque oraz świętej Faustynie Kowalskiej. Zawierają one nakazy do wykonania wizerunków Zbawiciela, pełniących funkcję narzędzi zbawienia. Nakazy te płyną z ust samego Jezusa, który objawił się obu mistyczkom w podobny sposób. Oba objawienia zostały potwierdzone autorytetem Urzędu Nauczycielskiego Kościoła, a podkreślam ten fakt dlatego, że Kościół w osobach swoich pasterzy wziął tym samym na siebie zobowiązanie do przybliżenia wiernym ich tajemnicy. Należy jeszcze dodać, że oba objawienia dotyczą szczególnego związku obrazu ze słowem.

Ważne wydaje się zwrócenie uwagi na fakt, że związek ten nie tylko znajduje oparcie w źródłach biblijnych, ale wynika również z długiej tradycji pierwszego tysiąclecia Kościoła, który na II soborze nicejskim, ostatnim wspólnym soborze Wschodu i Zachodu, orzekł, że Bóg objawił się w słowie i w obrazie. W tym związku, jak mówią wytrawni teologowie, słowo służy do „wykazania”, obraz – do „ukazania”[4]. Słowo i obraz to zatem spójna tradycja spisana i niespisana.

  1. Czy Kościół posiada kryteria oceny wartości obrazu?

W ślad za tym pytaniem idzie kolejne: jakie są kompetencje Kościoła w zakresie doboru źródeł werbalnych i ikonicznych? Podobnie jak w przypadku depozytu wiary obejmującego słowo, depozyt wiary obejmujący święty wizerunek złożony został i pozostawiony w naszych rękach (przede wszystkim w rękach pasterzy Kościoła). Wydaje się, że zignorowanie go to zlekceważenie mające taką samą rangę jak zignorowanie depozytu słowa.

Co do źródeł werbalnych, to nie ma wątpliwości, jakie stosować kryteria podczas ich weryfikacji lub falsyfikacji, ponieważ kwestię tę rozstrzygnięto już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Wtedy to ojcowie Kościoła ustalili kanon pism natchnionych, choćby stawiając granicę pomiędzy nimi a tekstami apokryficznymi. Jakie są zatem kompetencje  – ale nie tylko kompetencje, bo również powinności Kościoła – w zakresie doboru źródeł ikonicznych?

W odpowiedzi na to pytanie, które zawężam do zagadnienia obrazu Jezusa Miłosiernego, odwołam się do fenomenu, jakim jest objawienie się Jezusa świętej Faustynie. Jak wiemy na podstawie dwóch dokumentów źródłowych, którymi są Dzienniczek świętej siostry Faustyny oraz Dziennik błogosławionego księdza Sopoćki, zanim Jezus objawił zakonnicy treść przesłania o Miłosierdziu Bożym za pomocą słów, polecił jej namalować obraz, który taką właśnie treść miał zawierać. W przypadku obrazu, który powinien być integralnie związany z kultem Miłosierdzia Bożego, właśnie trzy wymienione źródła: Dzienniczek świętej siostry Faustyny, Dziennik błogosławionego księdza Sopoćki oraz prototypowy obraz Jezusa Miłosiernego, namalowany według wskazówek Jezusa z objawień świętej zakonnicy, zawierają wskazówki dotyczące kulturowych i teologicznych kryteriów oceny wartości obrazu w kulcie Jezusa Miłosiernego.

Obraz ten podlega oczywiście także kryteriom bardziej ogólnym i uniwersalnym, którym powinien podlegać każdy obraz wprowadzony do liturgii. Tymi kryteriami są założenia artystyczne, dogmatyczne i liturgiczne[5]. Wynikają one z założeń mających swoje źródło w soborowych orzeczeniach pierwszego tysiąclecia, które najogólniej można by streścić w następujący sposób: podczas doboru obrazów wprowadzonych do kultu powinno się je poddawać głębokiemu rozeznaniu i namysłowi, podobnie jak w przypadku tekstów obecnych w liturgii.

Do wymienionych wyżej kryteriów należy dołączyć jeszcze jeden bardzo ważny wymóg: rzecz w tym, by traktować obraz jako skuteczne narzędzie w przepowiadaniu ewangelicznym, które mogłoby prowadzić człowieka do pogłębienia kontaktu ze Stwórcą i Zbawicielem. Jeśli weźmiemy pod uwagę perswazyjne możliwości obrazu, okazuje się, że to zadanie jest wykonalne. Ostatnimi czasy to zadanie jest niestety realizowane ze słabym skutkiem, bo obecnie często, zbyt często, obraz w przestrzeni liturgii raczej człowieka od Boga oddala, niż go do Boga doprowadza.

Ze wstępnych analiz Zakładu Antropologii Obrazu wynika, że problem zasygnalizowany w ostatnim zdaniu dotyczy przede wszystkim młodzieży w tym przedziale wiekowym, który odpowiada okresowi pobytu w gimnazjum i liceum, oraz młodych ludzi znajdujących się w fazie wczesnego okresu dorosłości. Jak wiadomo, jest to okres w życiu człowieka, kiedy na różnym tle dochodzi do wielu przewartościowań, zwłaszcza dotyczących wyznawanego światopoglądu. Sprawę komplikuje fakt, że jakkolwiek problemy okresu dojrzewania i wchodzenia w dorosłość zawsze powodowały szereg różnego rodzaju komplikacji rozwojowych, to w dzisiejszym środowisku kulturowym zdają się przybierać na sile. Sprawcą tego jest siła przyciągania różnych wzorców kulturowych narzucanych za pośrednictwem nowych mediów, coraz agresywniej wdzierających się do wszystkich możliwych sfer egzystencjalnych. Posiadają one coraz większy wpływ na kształtowanie nie tylko opinii, ale również gustów estetycznych młodego pokolenia.

Pokolenie, o którym mowa, stając się coraz bardziej wymagającym uczestnikiem kultury wizualnej, dąży do wprowadzenia w swoją przestrzeń życiową takiej estetyki, jaka odzwierciedla jego aspiracje. To, czy młode pokolenie uzna za swoją przestrzeń życiową również tę przestrzeń, w której sprawuje się liturgię, w dużej mierze zależy od estetyki wnętrz, od doboru form ikonicznych, a także od komunikacyjnych aspektów obrazów wypełniających wnętrza świątyń[6]. Należałoby w tym momencie postawić pytanie, co Kościół ma dzisiaj do zaproponowania młodemu człowiekowi szukającemu za pośrednictwem obrazu kontaktu z Bogiem? Światowe Dni Młodzieży mogłyby tutaj wiele zmienić, gdyby pokazać młodym – nie tylko ugruntowanym w wierze (to oni zazwyczaj przyjeżdżają na Światowe Dni Młodzieży), ale również tym, czy przede wszystkim tym, którzy stoją na rozdrożach wiary – że w tej mierze coś się zmienia.

  1. Jaki obraz najpełniej odzwierciedla kult Miłosierdzia Bożego?

W przypadku tak ważnego dla całego Kościoła wydarzenia, jakim są Światowe Dni Młodzieży, powinno się zadbać o to, by towarzyszył mu właściwy obraz odzwierciedlający kult Miłosierdzia Bożego w takim kształcie, w jakim ukazała go święta Faustyna Kowalska. Powinien on być poddany ocenie według kryteriów artystycznych, dogmatycznych i liturgicznych. Do tego zobowiązuje przekaz zawarty w słowach samego Jezusa skierowanych do świętej Faustyny, kiedy w 1931 roku w celi płockiego klasztoru ukazał jej wzór obrazu, znanego później jako obraz Jezusa Miłosiernego.

Już pierwsze słowa Zbawiciela pochodzące z tej wizji świadczą o wielkiej wadze, jaką przywiązywał Jezus z objawień świętej Faustyny do tego obrazu, a nawet do każdego jego szczegółu. Brzmiały one następująco: „Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz”[7]. To właśnie owe szczegóły stanowią o treści przekazu, które za pośrednictwem obrazu Jezus zamierzał zakomunikować całej ludzkości.

Ważne podkreślenia jest, że kolejne ukazywania się Jezusa siostrze Faustynie, już po namalowaniu obrazu, które to zadanie zostało zlecone Eugeniuszowi Kazimirowskiemu przez kierownika duchowego siostry Faustyny, miały właśnie taką postać, jak ukazuje ów prototypowy obraz Jezusa Miłosiernego. O tym, jak bardzo zgodny z wizją mistyczną świętej Faustyny jest ów obraz, świadczyć mogą słowa zanotowane 26 października 1934 roku: „ujrzałam Pana Jezusa nad naszą kaplicą w takiej postaci, jako Go widziałam pierwszy raz. Takim, jak jest namalowany na tym obrazie”[8]. Godne odnotowania jest to, że formułę: „ujrzałam Jezusa, jako jest namalowany na tym obrazie” znaleźć można w Dzienniczku aż w siedmiu innych miejscach. Dodam, że święta skwapliwie odnotowywała ów fakt na przestrzeni trzech lat.

Pan Jezus, objawiając się świętej Faustynie, również wypowiadał się na temat obrazu prototypowego, co zostało zanotowane przez świętą w następujących słowach: „żądam czci dla mojego miłosierdzia przez obchodzenie uroczyście tego święta [Miłosierdzia] i przez cześć tego obrazu, który jest namalowany”[9]. Na podstawie tych słów staje się jasne, że prototypowy obraz Jezusa Miłosiernego był zaaprobowany przez samego Jezusa z mistycznej wizji świętej Faustyny. Został on zresztą wprowadzony do kultu oraz uczestniczył w liturgii już na kilka lat przed wybuchem II wojny światowej. W związku z tym cisną się na usta pytania: dlaczego dzisiaj w liturgii spotykamy się z obrazami, które pomijają wiele istotnych wskazówek zawartych w źródłowych tekstach oraz w obrazie prototypowym? Czy dzisiaj liturgia w odniesieniu do obrazu nie wymaga już odwoływania się do źródeł?

Oczywiście z pewnością tak nie jest. Nie są znane żadne nowe dokumenty Kościoła, które miałyby aprobować nowe reguły w liturgii, dopuszczające dowolność w doborze jej elementów. Przeciwnie, można powiedzieć, że „o ile regułą było dotąd i jest nadal, że liturgia w obszarze słowa, muzyki i gestów liturgicznych w Kościele zawsze czerpała z bogactwa Tradycji, to wydaje się, że w obszarze obrazu również nie powinno się tworzyć reguł dopuszczających do działań dyletanckich, płytkich teologicznie i stojących w sprzeczności z Tradycją”[10]. Jeśli spojrzymy na obraz jak na tekst, czyli z perspektywy komunikacyjnej, traktując go jako rodzaj kanału informacyjnego za pośrednictwem którego komunikowany jest przekaz, okazuje się, że na treść przekazu ikonicznego w bardzo dużym stopniu wpływa forma, a ściślej: jakości strukturalne obrazu oraz zastosowane środki wyrazu. Staje się w tym momencie oczywiste, że obraz, którego forma jest nieadekwatnie znaleziona i zastosowana, traci tym samym zdolności komunikacyjne, innymi słowy staje się bezużyteczny – jak zwietrzałe zioła, które tracą smak. Teologowie obrazu mówią nawet więcej: zły obraz jest „zniewagą Boga”, dodając, że urągającą prawom obrazu „wszelką niezręczność trzeba odrzucić”[11].

Należy w tym momencie przyłożyć właściwą miarę do słów Jezusa z objawień mistycznych świętej Faustyny, które często cytuje się przy okazji uzasadniania tezy mówiącej o tym, jakoby nieważna była forma w obrazie wprowadzonym do liturgii. Słowa te brzmią następująco: „Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu”[12]. Interesujące jest to, że święta zanotowała je tego samego dnia, kiedy zauważyła, że piękno wizerunku Jezusa z wizji mistycznej i piękno Jego wizerunku z prototypowego obrazu Jezusa Miłosiernego są bardzo odległe, spostrzegła to… dwa miesiące przed ukończeniem obrazu (sic!). Tego faktu zwolennicy chybionych obrazów, którzy powołują się na zacytowany passus z Dzienniczka świętej, nie zauważają. Znaczące jest jednak, że te same obrazy, które błogosławiony ojciec Sopoćko określił jako wykonane „według własnego pomysłu”[13] względnie jako „zniekształcające” obraz prototypowy oraz jako „niepoprawne”, bo „malowane bez żadnych wskazówek”[14], zwolennicy chybionych obrazów z zastanawiającą gorliwością popularyzują jako obrazy Jezusa Miłosiernego.

  1. Czy nieważna jest forma w obrazie wprowadzonym do liturgii?

Kuriozalną rzeczą jest stawianie ponad słowa i świadectwo błogosławionego kapłana – wątpliwej wartości świadectwa autorów obrazów, błędnie przyjmowanych za wizerunki Jezusa Miłosiernego. Dodać należy, że w jednym znaczącym przypadku, dotyczącym dopuszczenia do kultu obrazu przez lokalne czynniki kościelne, doszło nawet do zignorowania uwag kierownika duchowego siostry Faustyny przez jednego z malarzy wykonujących obraz, w którym najważniejsze cechy przesłania Jezusa z jej wizji mistycznej zostały zlekceważone[15]. Jeśli treści objawienia dotyczącego Miłosierdzia Bożego obejmującego zakres obrazu są lekceważone, „oznacza to, że zlekceważona została również sfera słowna tego samego objawienia, która była przecież źródłowa dla namalowania obrazu. Przypomnę, że właśnie w niej ukrywają się konkretne i jasno sformułowane wskazówki, jaką formę i treść ma posiadać przekaz ikoniczny”[16].

W przypadku kultu, dla którego istotne są nierozerwalne związki pomiędzy obrazem a słowem, taka sytuacja musi zdumiewać. Kuriozalność tej sytuacji wynika z faktu, że praktyką Kościoła przez dwa tysiące lat istnienia było wykazywanie się wielką roztropnością, na przykład w doborze źródłowych tekstów wprowadzanych do kultu. Nie inaczej było w dziedzinie obrazów. W tradycji wschodniej Kościoła nawet nie każdy mnich zostawał dopuszczony do tworzenia obrazów, nie mówiąc o sytuacji, kiedy obraz mógłby posiadać walor niegodziwości. Mowa jest o niegodziwości autora, sprzeciwiającego się wtajemniczeniu w misterium i stawiającego swoją fantazję ponad autorytet objawienia mistycznego oraz świadectwo kapłana.

Gdyby mówić o obrazie w aspekcie jego jakości komunikacyjnych, zwłaszcza w świetle najnowszych analiz dotyczących różnic występujących pomiędzy prototypowym obrazem Jezusa Miłosiernego a niektórymi realizacjami mylnie uważanymi za taki obraz, opisaną wyżej sytuację można by porównać do różnicy istniejącej pomiędzy tekstem kanonicznym a apokryfem. Nie ma w tym stwierdzeniu cienia przesady, zwłaszcza jeśli uświadomimy sobie, że obraz nie jest samym tekstem, ma bowiem swoje substancjalne podłoże, które zobowiązuje do poważnego traktowania. Problem ten został szczegółowo przeanalizowany przez autora artykułu, czego wyrazem jest ekspertyza dotycząca prototypowości i kanoniczności obrazu Jezusa Miłosiernego. Zamieszczona ona została w opracowaniu cytowanym dwukrotnie w niniejszym artykule, który przygotowywany jest do druku w krakowskiej oficynie wydawniczej oo. jezuitów.

Mówiąc o obrazie, nie sposób również odwołać się do jego jakości estetycznych, które w przypadku utworów włączonych w obszar liturgii powinny stosować się do zasad wynikających z nierozerwalnego związku ukrywającego się pod pojęciami dobra i piękna. Po tym, jak Bóg odsłonił przed nami swoje własne oblicze, objawiając się w ciele Jezusa Chrystusa, ukazywanie wizerunku Boga w pięknie i prawdzie Jego oblicza jest nam zadane, podobnie jak przywrócenie nam przez Syna Bożego wzroku zobowiązuje, by nie cofać się już do rzeczywistości raju utraconego, gdzie nasz wzrok został kiedyś utracony. Przeciwnie, rzecz w tym, by wszelkimi sposobami oddawać chwałę Jezusowi, wypełniając Jego wolę, zgodnie z zanotowanym przez świętą Faustynę nakazem: „Córko moja, największą mi oddajesz chwałę, spełniając wiernie życzenia moje”[17]. Sekretarka Miłosierdzia Bożego, biorąc sobie do serca wszystkie najmniejsze nawet zobowiązania płynące z mistycznego objawienia, była wierna temu nakazowi w sposób heroiczny. W odniesieniu do wizerunku Jezusa Miłosiernego powyższe zadania i zobowiązania są możliwe do wypełnienia, jeśli odwołać się do źródłowych tekstów oraz do obrazu źródłowego – pod każdym względem natchnionego, czyli do obrazu, który ukazany został świętej Faustynie i za jej pośrednictwem również nam.

Postscriptum, czyli jaki obraz powinien być „ikoną” kultu Miłosierdzia Bożego?

Powyższe pytanie wywołuje szereg innych podobnych pytań. Jedno z nich padło z ust przedstawiciela KAI podczas debaty obejmującej swoim zakresem zagadnienie kulturowych kompetencji Kościoła w perspektywie Światowych Dni Młodzieży i jubileuszu chrystianizacji Polski. Debata ta została zorganizowana 11 grudnia 2011 roku w Krakowie przez Narodowe Centrum Kultury. Pytanie, które przytaczam poniżej, wywołane zostało zaprezentowanymi przeze mnie danymi, które można byłoby streścić przy pomocy słów błogosławionego księdza Michała Sopoćki. Wyniesiony na ołtarze kapłan w swoim Dzienniku napisał: „kult Miłosierdzia Bożego nie poszedł po linii właściwej […] przede wszystkim sam obraz Najmiłosierniejszego Zbawiciela został zniekształcony”[18]. W świetle powyższych danych przedstawiciela KAI interesowało, „jak należałoby pozytywnie rozwiązać problem wizerunku włączonego do kultu Miłosierdzia Bożego, a także jaki obraz powinien towarzyszyć obchodom Światowych Dni Młodzieży”?[19]

W odpowiedzi na postawione pytania stwierdziłem wówczas, że „powołując się na kryteria dotyczące wartości obrazu Jezusa Miłosiernego, możemy uznać, że obrazem towarzyszącym obchodom Światowych Dni Młodzieży, które są ważnym wydarzeniem dla całego Kościoła powszechnego, powinien być taki obraz Jezusa Miłosiernego, jaki odzwierciedla kult Miłosierdzia Bożego w jego uniwersalnej, źródłowej, a nie w zniekształconej formie, namalowany z pełnym poszanowaniem woli Jezusa, zawartej w słowach przekazanych przez świętą Faustynę i zgodnie ze staraniami błogosławionego ojca Sopoćki, wielokrotnie dającego wyraz swoim opiniom, dotyczącym zgodności tego obrazu z przesłaniem Jezusa”[20]. Ze względu na złożoność problemu, wynikającą między innymi stąd, że najbliższe Światowe Dni Młodzieży organizowane będą w 2016 roku w Krakowie, w mieście, które szczyci się obrazem uchodzącym błędnie za wzorcowy wizerunek Jezusa Miłosiernego, dodałem, że „sprawa wydaje się jednak niemożliwa do rozwiązania bez pomocy Ducha Świętego”[21].

Po głębszym namyśle doszedłem do wniosku – jak się wydaje, oczywistego – że problem ów jest możliwy do rozwiązania w sposób stosunkowo prosty. Jego rozwiązanie może przynieść ufne zwrócenie się do nauki Mistrza, którego wizerunek ma dotyczyć. Wystarczy zacytować kilkanaście Jego słów, które w moim mniemaniu właśnie rozwiązują ów problem. Brzmią one następująco: „Jeśli pozostaniecie wierni mojej nauce, będziecie rzeczywiście moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda uczyni was wolnymi […]. Kto jest z Boga, ten jest posłuszny słowom Bożym” (J 8, 31b-32. 47a)[22].

[1] J. Żukowicz, R. Dudek (red.), Dzienniczek siostry Faustyny Kowalskiej, Kraków 1987, s. 69 (163). W kolejnych przypadkach, odsyłając w nawiasie do konkretnego miejsca w Dzienniczku s. Faustyny, będę stosował się do ujednoliconej we wszystkich wydaniach numeracji akapitów.

[2] Zob. A. M. Deskur, Przedmowa do Dzienniczka siostry Faustyny Kowalskiej, dz. cyt., s. 8. Kiedy arcybiskup tytularny Tene, Andrzej M. Deskur, pisał 35 lat temu w Przedmowie do Dzienniczka o znanych całemu światu polskich świętych, a wówczas jeszcze błogosławionych i kandydatach na ołtarze, wymienił jedynie Maksymiliana Kolbego i Faustynę Kowalską. Interesujące jest, jak dalece historia lubi zaskakiwać, jeśli spojrzymy na nią przez pryzmat panteonu polskich świętych, który poszerzył się od tamtego czas o kilka nowych postaci świętych, błogosławionych i kandydatów na ołtarze.

[3] J. Damasceński, Święte i nieskalane misteria Pana (Eucharystia), w: M. Starowieyski (opr.), Eucharystia pierwszych chrześcijan, Kraków 1987, s. 100.

[4] P. Evdokimov, Sztuka ikony, teologia piękna, przekł. M. Żurowska, Warszawa 1999, s. 36.

[5] Więcej na ten temat w przygotowywanej w krakowskim wydawnictwie WAM książce autora pt. Tajemnica widzialności Boga. Szkice z teologii obrazu.

[6] Zob. tamże.

[7] J. Żukowicz, R. Dudek (red.), Dzienniczek siostry Faustyny Kowalskiej, 47.

[8] Tamże, 87.

[9] Tamże, 742.

[10] Zob. przypis 5.

[11] P. Evdokimov, dz. cyt., s. 163.

[12] J. Żukowicz, R. Dudek (red.), Dzienniczek siostry Faustyny Kowalskiej, dz. cyt., 313.

[13] M. Sopoćko, Dziennik, Białystok 2010, s. 123.

[14] Tamże, s. 134.

[15] Tamże, s. 123.

[16] Cytat pochodzi z książki przygotowywanej do wydania, o której mowa w przypisie 5.

[17] J. Żukowicz, R. Dudek (red.), Dzienniczek siostry Faustyny Kowalskiej, dz. cyt., 500.

[18] M. Sopoćko, dz. cyt., s. 123.

[19] Cytat przytaczam z pamięci, oddając sens pytania jedynie w pewnym przybliżeniu.

[20] Również ten autocytat przytaczam z pamięci.

[21] Zob. przypis 20.

[22] W związku z zacytowanymi słowami nasuwa się następujący wniosek: jeśli zdaniem błogosławionego księdza Michała Sopoćki „kult Miłosierdzia Bożego nie poszedł po linii właściwej”, to koniecznością wydaje się wprowadzenie kultu Miłosierdzia Bożego na „właściwą linię”, za sprawą włączania do kultu – w roztropny sposób – właściwego „obrazu Najmiłosierniejszego Zbawiciela”. Byłoby to wcieleniem normalnej chrześcijańskiej procedury korygowania wszelkiego rodzaju nieprawidłowości w dziedzinie wiary, do czego nieustannie wzywa Jezus Chrystus oraz poprzedzający Jego działalność prorocy, domagając się od każdego człowieka nieustannego „prostowania Jego ścieżek” (Mk 1, 3) w miejsce trwania w błędzie, który w opisywanej sytuacji aprobuje brak prawdy w miejsce prawdy, niepoprawny wizerunek w miejsce prawdziwego.

prof. UG dr. hab. Zbigniew Treppa: „Kulturowe i teologiczne kryteria oceny wartości obrazu w kontekście kultu Jezusa Miłosiernego” – artykuł

 „Niech ten największy przymiot Boga, to jest niezgłębione miłosierdzie Jego, przejdzie przez serce i duszę moją do bliźnich”[1] [1].

Święta Faustyna Kowalska

treppa1 [2]

Istnieje szczególny powód, by w ramach debaty, obejmującej swoim zakresem zagadnienie kulturowych kompetencji Kościoła w perspektywie Światowych Dni Młodzieży i jubileuszu chrystianizacji Polski, podjąć tematyczny wątek dotyczący wartości obrazu, który jest integralnie związany z kultem Miłosierdzia Bożego. Tym powodem jest powiązanie obchodów Dni Młodzieży, organizowanych cyklicznie dla całego Kościoła powszechnego, z postaciami polskich świętych, których „zna cały świat i wie, kim one są, czego dokonały w życiu i jakie posłannictwo przynosi ich życie”[2] [3]. Tymi osobami są święty Jan Paweł II, autor idei Światowych Dni Młodzieży oraz święta Faustyna Kowalska, apostołka Miłosierdzia Bożego. Jak wiadomo, zanim doszło do organizacji Światowych Dni Młodzieży, święty papież od lat związany był z kultem Miłosierdzia Bożego, stając się jego gorącym orędownikiem. To przecież dzięki osobistej interwencji kardynała Wojtyły, na kilka miesięcy przed wybraniem go na papieża odwołano niechlubny dekret Świętego Oficjum (poprzednika obecnej Kongregacji Nauki i Wiary) z 19 listopada 1958 roku, w którym zakazywano szerzyć kult Miłosierdzia Bożego w takim kształcie, jak ukazała go święta Faustyna Kowalska.

Na rozpowszechnienie się tego kultu miała też wpływ ogłoszona przez papieża Jana Pawła II encyklika Dives in misericordia, kierująca uwagę Kościoła, a nawet świata laickiego, na ten największy przymiot Boga i jednocześnie nadzwyczajny aspekt ekonomii zbawienia, jakim jest Miłosierdzie Boże. Jest rzeczą oczywistą, że nie byłoby tego ważnego papieskiego dokumentu, gdyby kilkadziesiąt lat wcześniej nie powstał Dzienniczek siostry Faustyny, „sekretarki” Miłosierdzia Bożego, pisany na wyraźne żądanie Pana Jezusa. W Dzienniczku, będącym formą pamiętnika, autorka skrupulatnie, na bieżąco i retrospektywnie opisywała wizje mistyczne doświadczane przez nią na przestrzeni kilku lat.

Spoglądając na tych dwóch świętych rzeczników Miłosierdzia Bożego, „których zna cały świat”, nie można zapominać o trzeciej ważnej postaci polskiego Kościoła. Mowa jest oczywiście o błogosławionym księdzu Michale Sopoćce, uczestniku sesji malarskich podczas powstawania prototypowego obrazu Jezusa Miłosiernego z udziałem świętej Faustyny, niesłusznie sytuowanym w cieniu tego kultu. Jego rolą w tym dziele było uporczywe zabieganie o rozwój kultu Miłosierdzia Bożego oraz o wypełnienie woli Jezusa przekazywanej za pośrednictwem świętej Faustyny, której był kierownikiem duchowym.

Budzi podziw heroiczne zaangażowanie tego kapłana w dzieło propagowania kultu Miłosierdzia Bożego w takim kształcie, jak ukazała go święta Faustyna, choć jednocześnie niepokoi skala lekceważenia wartości jego świadectwa za jego życia, a nieraz nawet i dzisiaj, już po wyniesieniu go na ołtarze. Mam na myśli ignorowanie słów błogosławionego kapłana dotyczących jego oceny kierunku rozwoju kultu Miłosierdzia Bożego. Wątek ten zostanie rozwinięty w dalszej części artykułu.

Biorąc w nawias tę kwestię, widzimy, że jedno nie ulega wątpliwości: wielką nadzieją napawa fakt, że to, co naprawdę pozytywnego wydarzyło się w polskim Kościele w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, może stać się udziałem całego Kościoła powszechnego, co też zresztą w dużej mierze już się dokonało. Jeśli spojrzymy na to zagadnienie z perspektywy kompetencji Kościoła dotyczących kultury, pojawia się nadzieja, że za sprawą Światowych Dni Młodzieży krzewienie dzieła Miłosierdzia Bożego w takim kształcie, jak ukazała go święta Faustyna, a kontynuowali błogosławiony ksiądz Sopoćko oraz święty Jan Paweł II (co miało swój początek na polskiej ziemi), stanie się programem młodych ludzi, powracających z Polski do swoich domów na całym świecie po zakończeniu obchodów Światowych Dni Młodzieży.

  1. Bóg objawił się w słowie i w obrazie?

Aby kompetentnie wskazać kulturowe i teologiczne kryteria oceny wartości obrazu włączonego do kultu, należy odwołać się do źródeł. Na podstawie źródeł biblijnych wiadomo, że przed wcieleniem się Słowa oblicze Boga nie było możliwe do oglądania. Święty Jan Damasceński, komentując epizod nieposłuszeństwa i upadku człowieka, który w rajskim ogrodzie utracił niewinność, sugeruje, że utracił on też możliwość oglądania Boga. Na scharakteryzowanie tego stanu doktor Kościoła i ostatni z ojców epoki patrystycznej używa następujących słów: „nie ustrzegł [on] w sobie Jego własnego obrazu”, przyznając tym samym, że widzialność Boga mogła być normalnym stanem doświadczania Bożej obecności w rajskim ogrodzie[3] [4]. Można postawić w tym momencie pytanie, czy po upadku nie można było zobaczyć oblicza Boga właśnie dlatego, że człowiek zatracił zdolność widzenia dobra?

Dopiero objawiając się w ciele Jezusa Chrystusa, Bóg odsłania przed nami swoje własne oblicze, przywracając nam wzrok, który utraciliśmy w rajskim ogrodzie. Z tego oblicza promieniuje dla nas łaska („Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie” – Łk 10, 23-24). Jednocześnie ujawnia się szczególna więź łącząca słowo i obraz, ponieważ w równym stopniu dzięki słowu i dzięki obrazowi otrzymujemy świadectwo uczniów Jezusa, na podstawie którego dowiadujemy się, że radykalnie zmniejszył się nasz dystans do Ojca, który w czasach Starego Przymierza w żaden sposób nie był możliwy do pokonania. W sposób najbardziej znaczący mówi o tym sam Jezus, co zostało ujęte w Ewangelii według świętego Jana: „Kto mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14, 9). Staje się to możliwe, ponieważ Bóg przyjął widzialną ludzką postać. Sięgając w przyszłość, na podstawie źródeł nowotestamentowych wierzymy, że po Paruzji obraz Boga będzie zbędny, bo będzie można Go oglądać bez pośrednictwa obrazu (Ap 22, 3n).

Obecnie żyjemy w szczególnym przedziale czasu, czekając na Paruzję. To czas liturgii Kościoła i jednocześnie czas obrazu Boga. W tym przedziale czasu miały miejsce ważne objawienia, jedyne tego rodzaju w historii Kościoła. Mam na myśli objawienia udzielone świętej Małgorzacie Alacoque oraz świętej Faustynie Kowalskiej. Zawierają one nakazy do wykonania wizerunków Zbawiciela, pełniących funkcję narzędzi zbawienia. Nakazy te płyną z ust samego Jezusa, który objawił się obu mistyczkom w podobny sposób. Oba objawienia zostały potwierdzone autorytetem Urzędu Nauczycielskiego Kościoła, a podkreślam ten fakt dlatego, że Kościół w osobach swoich pasterzy wziął tym samym na siebie zobowiązanie do przybliżenia wiernym ich tajemnicy. Należy jeszcze dodać, że oba objawienia dotyczą szczególnego związku obrazu ze słowem.

Ważne wydaje się zwrócenie uwagi na fakt, że związek ten nie tylko znajduje oparcie w źródłach biblijnych, ale wynika również z długiej tradycji pierwszego tysiąclecia Kościoła, który na II soborze nicejskim, ostatnim wspólnym soborze Wschodu i Zachodu, orzekł, że Bóg objawił się w słowie i w obrazie. W tym związku, jak mówią wytrawni teologowie, słowo służy do „wykazania”, obraz – do „ukazania”[4] [5]. Słowo i obraz to zatem spójna tradycja spisana i niespisana.

  1. Czy Kościół posiada kryteria oceny wartości obrazu?

W ślad za tym pytaniem idzie kolejne: jakie są kompetencje Kościoła w zakresie doboru źródeł werbalnych i ikonicznych? Podobnie jak w przypadku depozytu wiary obejmującego słowo, depozyt wiary obejmujący święty wizerunek złożony został i pozostawiony w naszych rękach (przede wszystkim w rękach pasterzy Kościoła). Wydaje się, że zignorowanie go to zlekceważenie mające taką samą rangę jak zignorowanie depozytu słowa.

Co do źródeł werbalnych, to nie ma wątpliwości, jakie stosować kryteria podczas ich weryfikacji lub falsyfikacji, ponieważ kwestię tę rozstrzygnięto już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Wtedy to ojcowie Kościoła ustalili kanon pism natchnionych, choćby stawiając granicę pomiędzy nimi a tekstami apokryficznymi. Jakie są zatem kompetencje  – ale nie tylko kompetencje, bo również powinności Kościoła – w zakresie doboru źródeł ikonicznych?

W odpowiedzi na to pytanie, które zawężam do zagadnienia obrazu Jezusa Miłosiernego, odwołam się do fenomenu, jakim jest objawienie się Jezusa świętej Faustynie. Jak wiemy na podstawie dwóch dokumentów źródłowych, którymi są Dzienniczek świętej siostry Faustyny oraz Dziennik błogosławionego księdza Sopoćki, zanim Jezus objawił zakonnicy treść przesłania o Miłosierdziu Bożym za pomocą słów, polecił jej namalować obraz, który taką właśnie treść miał zawierać. W przypadku obrazu, który powinien być integralnie związany z kultem Miłosierdzia Bożego, właśnie trzy wymienione źródła: Dzienniczek świętej siostry Faustyny, Dziennik błogosławionego księdza Sopoćki oraz prototypowy obraz Jezusa Miłosiernego, namalowany według wskazówek Jezusa z objawień świętej zakonnicy, zawierają wskazówki dotyczące kulturowych i teologicznych kryteriów oceny wartości obrazu w kulcie Jezusa Miłosiernego.

Obraz ten podlega oczywiście także kryteriom bardziej ogólnym i uniwersalnym, którym powinien podlegać każdy obraz wprowadzony do liturgii. Tymi kryteriami są założenia artystyczne, dogmatyczne i liturgiczne[5] [6]. Wynikają one z założeń mających swoje źródło w soborowych orzeczeniach pierwszego tysiąclecia, które najogólniej można by streścić w następujący sposób: podczas doboru obrazów wprowadzonych do kultu powinno się je poddawać głębokiemu rozeznaniu i namysłowi, podobnie jak w przypadku tekstów obecnych w liturgii.

Do wymienionych wyżej kryteriów należy dołączyć jeszcze jeden bardzo ważny wymóg: rzecz w tym, by traktować obraz jako skuteczne narzędzie w przepowiadaniu ewangelicznym, które mogłoby prowadzić człowieka do pogłębienia kontaktu ze Stwórcą i Zbawicielem. Jeśli weźmiemy pod uwagę perswazyjne możliwości obrazu, okazuje się, że to zadanie jest wykonalne. Ostatnimi czasy to zadanie jest niestety realizowane ze słabym skutkiem, bo obecnie często, zbyt często, obraz w przestrzeni liturgii raczej człowieka od Boga oddala, niż go do Boga doprowadza.

Ze wstępnych analiz Zakładu Antropologii Obrazu wynika, że problem zasygnalizowany w ostatnim zdaniu dotyczy przede wszystkim młodzieży w tym przedziale wiekowym, który odpowiada okresowi pobytu w gimnazjum i liceum, oraz młodych ludzi znajdujących się w fazie wczesnego okresu dorosłości. Jak wiadomo, jest to okres w życiu człowieka, kiedy na różnym tle dochodzi do wielu przewartościowań, zwłaszcza dotyczących wyznawanego światopoglądu. Sprawę komplikuje fakt, że jakkolwiek problemy okresu dojrzewania i wchodzenia w dorosłość zawsze powodowały szereg różnego rodzaju komplikacji rozwojowych, to w dzisiejszym środowisku kulturowym zdają się przybierać na sile. Sprawcą tego jest siła przyciągania różnych wzorców kulturowych narzucanych za pośrednictwem nowych mediów, coraz agresywniej wdzierających się do wszystkich możliwych sfer egzystencjalnych. Posiadają one coraz większy wpływ na kształtowanie nie tylko opinii, ale również gustów estetycznych młodego pokolenia.

Pokolenie, o którym mowa, stając się coraz bardziej wymagającym uczestnikiem kultury wizualnej, dąży do wprowadzenia w swoją przestrzeń życiową takiej estetyki, jaka odzwierciedla jego aspiracje. To, czy młode pokolenie uzna za swoją przestrzeń życiową również tę przestrzeń, w której sprawuje się liturgię, w dużej mierze zależy od estetyki wnętrz, od doboru form ikonicznych, a także od komunikacyjnych aspektów obrazów wypełniających wnętrza świątyń[6] [7]. Należałoby w tym momencie postawić pytanie, co Kościół ma dzisiaj do zaproponowania młodemu człowiekowi szukającemu za pośrednictwem obrazu kontaktu z Bogiem? Światowe Dni Młodzieży mogłyby tutaj wiele zmienić, gdyby pokazać młodym – nie tylko ugruntowanym w wierze (to oni zazwyczaj przyjeżdżają na Światowe Dni Młodzieży), ale również tym, czy przede wszystkim tym, którzy stoją na rozdrożach wiary – że w tej mierze coś się zmienia.

  1. Jaki obraz najpełniej odzwierciedla kult Miłosierdzia Bożego?

W przypadku tak ważnego dla całego Kościoła wydarzenia, jakim są Światowe Dni Młodzieży, powinno się zadbać o to, by towarzyszył mu właściwy obraz odzwierciedlający kult Miłosierdzia Bożego w takim kształcie, w jakim ukazała go święta Faustyna Kowalska. Powinien on być poddany ocenie według kryteriów artystycznych, dogmatycznych i liturgicznych. Do tego zobowiązuje przekaz zawarty w słowach samego Jezusa skierowanych do świętej Faustyny, kiedy w 1931 roku w celi płockiego klasztoru ukazał jej wzór obrazu, znanego później jako obraz Jezusa Miłosiernego.

Już pierwsze słowa Zbawiciela pochodzące z tej wizji świadczą o wielkiej wadze, jaką przywiązywał Jezus z objawień świętej Faustyny do tego obrazu, a nawet do każdego jego szczegółu. Brzmiały one następująco: „Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz”[7] [8]. To właśnie owe szczegóły stanowią o treści przekazu, które za pośrednictwem obrazu Jezus zamierzał zakomunikować całej ludzkości.

Ważne podkreślenia jest, że kolejne ukazywania się Jezusa siostrze Faustynie, już po namalowaniu obrazu, które to zadanie zostało zlecone Eugeniuszowi Kazimirowskiemu przez kierownika duchowego siostry Faustyny, miały właśnie taką postać, jak ukazuje ów prototypowy obraz Jezusa Miłosiernego. O tym, jak bardzo zgodny z wizją mistyczną świętej Faustyny jest ów obraz, świadczyć mogą słowa zanotowane 26 października 1934 roku: „ujrzałam Pana Jezusa nad naszą kaplicą w takiej postaci, jako Go widziałam pierwszy raz. Takim, jak jest namalowany na tym obrazie”[8] [9]. Godne odnotowania jest to, że formułę: „ujrzałam Jezusa, jako jest namalowany na tym obrazie” znaleźć można w Dzienniczku aż w siedmiu innych miejscach. Dodam, że święta skwapliwie odnotowywała ów fakt na przestrzeni trzech lat.

Pan Jezus, objawiając się świętej Faustynie, również wypowiadał się na temat obrazu prototypowego, co zostało zanotowane przez świętą w następujących słowach: „żądam czci dla mojego miłosierdzia przez obchodzenie uroczyście tego święta [Miłosierdzia] i przez cześć tego obrazu, który jest namalowany”[9] [10]. Na podstawie tych słów staje się jasne, że prototypowy obraz Jezusa Miłosiernego był zaaprobowany przez samego Jezusa z mistycznej wizji świętej Faustyny. Został on zresztą wprowadzony do kultu oraz uczestniczył w liturgii już na kilka lat przed wybuchem II wojny światowej. W związku z tym cisną się na usta pytania: dlaczego dzisiaj w liturgii spotykamy się z obrazami, które pomijają wiele istotnych wskazówek zawartych w źródłowych tekstach oraz w obrazie prototypowym? Czy dzisiaj liturgia w odniesieniu do obrazu nie wymaga już odwoływania się do źródeł?

Oczywiście z pewnością tak nie jest. Nie są znane żadne nowe dokumenty Kościoła, które miałyby aprobować nowe reguły w liturgii, dopuszczające dowolność w doborze jej elementów. Przeciwnie, można powiedzieć, że „o ile regułą było dotąd i jest nadal, że liturgia w obszarze słowa, muzyki i gestów liturgicznych w Kościele zawsze czerpała z bogactwa Tradycji, to wydaje się, że w obszarze obrazu również nie powinno się tworzyć reguł dopuszczających do działań dyletanckich, płytkich teologicznie i stojących w sprzeczności z Tradycją”[10] [11]. Jeśli spojrzymy na obraz jak na tekst, czyli z perspektywy komunikacyjnej, traktując go jako rodzaj kanału informacyjnego za pośrednictwem którego komunikowany jest przekaz, okazuje się, że na treść przekazu ikonicznego w bardzo dużym stopniu wpływa forma, a ściślej: jakości strukturalne obrazu oraz zastosowane środki wyrazu. Staje się w tym momencie oczywiste, że obraz, którego forma jest nieadekwatnie znaleziona i zastosowana, traci tym samym zdolności komunikacyjne, innymi słowy staje się bezużyteczny – jak zwietrzałe zioła, które tracą smak. Teologowie obrazu mówią nawet więcej: zły obraz jest „zniewagą Boga”, dodając, że urągającą prawom obrazu „wszelką niezręczność trzeba odrzucić”[11] [12].

Należy w tym momencie przyłożyć właściwą miarę do słów Jezusa z objawień mistycznych świętej Faustyny, które często cytuje się przy okazji uzasadniania tezy mówiącej o tym, jakoby nieważna była forma w obrazie wprowadzonym do liturgii. Słowa te brzmią następująco: „Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu”[12] [13]. Interesujące jest to, że święta zanotowała je tego samego dnia, kiedy zauważyła, że piękno wizerunku Jezusa z wizji mistycznej i piękno Jego wizerunku z prototypowego obrazu Jezusa Miłosiernego są bardzo odległe, spostrzegła to… dwa miesiące przed ukończeniem obrazu (sic!). Tego faktu zwolennicy chybionych obrazów, którzy powołują się na zacytowany passus z Dzienniczka świętej, nie zauważają. Znaczące jest jednak, że te same obrazy, które błogosławiony ojciec Sopoćko określił jako wykonane „według własnego pomysłu”[13] [14] względnie jako „zniekształcające” obraz prototypowy oraz jako „niepoprawne”, bo „malowane bez żadnych wskazówek”[14] [15], zwolennicy chybionych obrazów z zastanawiającą gorliwością popularyzują jako obrazy Jezusa Miłosiernego.

  1. Czy nieważna jest forma w obrazie wprowadzonym do liturgii?

Kuriozalną rzeczą jest stawianie ponad słowa i świadectwo błogosławionego kapłana – wątpliwej wartości świadectwa autorów obrazów, błędnie przyjmowanych za wizerunki Jezusa Miłosiernego. Dodać należy, że w jednym znaczącym przypadku, dotyczącym dopuszczenia do kultu obrazu przez lokalne czynniki kościelne, doszło nawet do zignorowania uwag kierownika duchowego siostry Faustyny przez jednego z malarzy wykonujących obraz, w którym najważniejsze cechy przesłania Jezusa z jej wizji mistycznej zostały zlekceważone[15] [16]. Jeśli treści objawienia dotyczącego Miłosierdzia Bożego obejmującego zakres obrazu są lekceważone, „oznacza to, że zlekceważona została również sfera słowna tego samego objawienia, która była przecież źródłowa dla namalowania obrazu. Przypomnę, że właśnie w niej ukrywają się konkretne i jasno sformułowane wskazówki, jaką formę i treść ma posiadać przekaz ikoniczny”[16] [17].

W przypadku kultu, dla którego istotne są nierozerwalne związki pomiędzy obrazem a słowem, taka sytuacja musi zdumiewać. Kuriozalność tej sytuacji wynika z faktu, że praktyką Kościoła przez dwa tysiące lat istnienia było wykazywanie się wielką roztropnością, na przykład w doborze źródłowych tekstów wprowadzanych do kultu. Nie inaczej było w dziedzinie obrazów. W tradycji wschodniej Kościoła nawet nie każdy mnich zostawał dopuszczony do tworzenia obrazów, nie mówiąc o sytuacji, kiedy obraz mógłby posiadać walor niegodziwości. Mowa jest o niegodziwości autora, sprzeciwiającego się wtajemniczeniu w misterium i stawiającego swoją fantazję ponad autorytet objawienia mistycznego oraz świadectwo kapłana.

Gdyby mówić o obrazie w aspekcie jego jakości komunikacyjnych, zwłaszcza w świetle najnowszych analiz dotyczących różnic występujących pomiędzy prototypowym obrazem Jezusa Miłosiernego a niektórymi realizacjami mylnie uważanymi za taki obraz, opisaną wyżej sytuację można by porównać do różnicy istniejącej pomiędzy tekstem kanonicznym a apokryfem. Nie ma w tym stwierdzeniu cienia przesady, zwłaszcza jeśli uświadomimy sobie, że obraz nie jest samym tekstem, ma bowiem swoje substancjalne podłoże, które zobowiązuje do poważnego traktowania. Problem ten został szczegółowo przeanalizowany przez autora artykułu, czego wyrazem jest ekspertyza dotycząca prototypowości i kanoniczności obrazu Jezusa Miłosiernego. Zamieszczona ona została w opracowaniu cytowanym dwukrotnie w niniejszym artykule, który przygotowywany jest do druku w krakowskiej oficynie wydawniczej oo. jezuitów.

Mówiąc o obrazie, nie sposób również odwołać się do jego jakości estetycznych, które w przypadku utworów włączonych w obszar liturgii powinny stosować się do zasad wynikających z nierozerwalnego związku ukrywającego się pod pojęciami dobra i piękna. Po tym, jak Bóg odsłonił przed nami swoje własne oblicze, objawiając się w ciele Jezusa Chrystusa, ukazywanie wizerunku Boga w pięknie i prawdzie Jego oblicza jest nam zadane, podobnie jak przywrócenie nam przez Syna Bożego wzroku zobowiązuje, by nie cofać się już do rzeczywistości raju utraconego, gdzie nasz wzrok został kiedyś utracony. Przeciwnie, rzecz w tym, by wszelkimi sposobami oddawać chwałę Jezusowi, wypełniając Jego wolę, zgodnie z zanotowanym przez świętą Faustynę nakazem: „Córko moja, największą mi oddajesz chwałę, spełniając wiernie życzenia moje”[17] [18]. Sekretarka Miłosierdzia Bożego, biorąc sobie do serca wszystkie najmniejsze nawet zobowiązania płynące z mistycznego objawienia, była wierna temu nakazowi w sposób heroiczny. W odniesieniu do wizerunku Jezusa Miłosiernego powyższe zadania i zobowiązania są możliwe do wypełnienia, jeśli odwołać się do źródłowych tekstów oraz do obrazu źródłowego – pod każdym względem natchnionego, czyli do obrazu, który ukazany został świętej Faustynie i za jej pośrednictwem również nam.

Postscriptum, czyli jaki obraz powinien być „ikoną” kultu Miłosierdzia Bożego?

Powyższe pytanie wywołuje szereg innych podobnych pytań. Jedno z nich padło z ust przedstawiciela KAI podczas debaty obejmującej swoim zakresem zagadnienie kulturowych kompetencji Kościoła w perspektywie Światowych Dni Młodzieży i jubileuszu chrystianizacji Polski. Debata ta została zorganizowana 11 grudnia 2011 roku w Krakowie przez Narodowe Centrum Kultury. Pytanie, które przytaczam poniżej, wywołane zostało zaprezentowanymi przeze mnie danymi, które można byłoby streścić przy pomocy słów błogosławionego księdza Michała Sopoćki. Wyniesiony na ołtarze kapłan w swoim Dzienniku napisał: „kult Miłosierdzia Bożego nie poszedł po linii właściwej […] przede wszystkim sam obraz Najmiłosierniejszego Zbawiciela został zniekształcony”[18] [19]. W świetle powyższych danych przedstawiciela KAI interesowało, „jak należałoby pozytywnie rozwiązać problem wizerunku włączonego do kultu Miłosierdzia Bożego, a także jaki obraz powinien towarzyszyć obchodom Światowych Dni Młodzieży”?[19] [20]

W odpowiedzi na postawione pytania stwierdziłem wówczas, że „powołując się na kryteria dotyczące wartości obrazu Jezusa Miłosiernego, możemy uznać, że obrazem towarzyszącym obchodom Światowych Dni Młodzieży, które są ważnym wydarzeniem dla całego Kościoła powszechnego, powinien być taki obraz Jezusa Miłosiernego, jaki odzwierciedla kult Miłosierdzia Bożego w jego uniwersalnej, źródłowej, a nie w zniekształconej formie, namalowany z pełnym poszanowaniem woli Jezusa, zawartej w słowach przekazanych przez świętą Faustynę i zgodnie ze staraniami błogosławionego ojca Sopoćki, wielokrotnie dającego wyraz swoim opiniom, dotyczącym zgodności tego obrazu z przesłaniem Jezusa”[20] [21]. Ze względu na złożoność problemu, wynikającą między innymi stąd, że najbliższe Światowe Dni Młodzieży organizowane będą w 2016 roku w Krakowie, w mieście, które szczyci się obrazem uchodzącym błędnie za wzorcowy wizerunek Jezusa Miłosiernego, dodałem, że „sprawa wydaje się jednak niemożliwa do rozwiązania bez pomocy Ducha Świętego”[21] [22].

Po głębszym namyśle doszedłem do wniosku – jak się wydaje, oczywistego – że problem ów jest możliwy do rozwiązania w sposób stosunkowo prosty. Jego rozwiązanie może przynieść ufne zwrócenie się do nauki Mistrza, którego wizerunek ma dotyczyć. Wystarczy zacytować kilkanaście Jego słów, które w moim mniemaniu właśnie rozwiązują ów problem. Brzmią one następująco: „Jeśli pozostaniecie wierni mojej nauce, będziecie rzeczywiście moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda uczyni was wolnymi […]. Kto jest z Boga, ten jest posłuszny słowom Bożym” (J 8, 31b-32. 47a)[22] [23].

[1] [24] J. Żukowicz, R. Dudek (red.), Dzienniczek siostry Faustyny Kowalskiej, Kraków 1987, s. 69 (163). W kolejnych przypadkach, odsyłając w nawiasie do konkretnego miejsca w Dzienniczku s. Faustyny, będę stosował się do ujednoliconej we wszystkich wydaniach numeracji akapitów.

[2] [25] Zob. A. M. Deskur, Przedmowa do Dzienniczka siostry Faustyny Kowalskiej, dz. cyt., s. 8. Kiedy arcybiskup tytularny Tene, Andrzej M. Deskur, pisał 35 lat temu w Przedmowie do Dzienniczka o znanych całemu światu polskich świętych, a wówczas jeszcze błogosławionych i kandydatach na ołtarze, wymienił jedynie Maksymiliana Kolbego i Faustynę Kowalską. Interesujące jest, jak dalece historia lubi zaskakiwać, jeśli spojrzymy na nią przez pryzmat panteonu polskich świętych, który poszerzył się od tamtego czas o kilka nowych postaci świętych, błogosławionych i kandydatów na ołtarze.

[3] [26] J. Damasceński, Święte i nieskalane misteria Pana (Eucharystia), w: M. Starowieyski (opr.), Eucharystia pierwszych chrześcijan, Kraków 1987, s. 100.

[4] [27] P. Evdokimov, Sztuka ikony, teologia piękna, przekł. M. Żurowska, Warszawa 1999, s. 36.

[5] [28] Więcej na ten temat w przygotowywanej w krakowskim wydawnictwie WAM książce autora pt. Tajemnica widzialności Boga. Szkice z teologii obrazu.

[6] [29] Zob. tamże.

[7] [30] J. Żukowicz, R. Dudek (red.), Dzienniczek siostry Faustyny Kowalskiej, 47.

[8] [31] Tamże, 87.

[9] [32] Tamże, 742.

[10] [33] Zob. przypis 5.

[11] [34] P. Evdokimov, dz. cyt., s. 163.

[12] [35] J. Żukowicz, R. Dudek (red.), Dzienniczek siostry Faustyny Kowalskiej, dz. cyt., 313.

[13] [36] M. Sopoćko, Dziennik, Białystok 2010, s. 123.

[14] [37] Tamże, s. 134.

[15] [38] Tamże, s. 123.

[16] [39] Cytat pochodzi z książki przygotowywanej do wydania, o której mowa w przypisie 5.

[17] [40] J. Żukowicz, R. Dudek (red.), Dzienniczek siostry Faustyny Kowalskiej, dz. cyt., 500.

[18] [41] M. Sopoćko, dz. cyt., s. 123.

[19] [42] Cytat przytaczam z pamięci, oddając sens pytania jedynie w pewnym przybliżeniu.

[20] [43] Również ten autocytat przytaczam z pamięci.

[21] [44] Zob. przypis 20.

[22] [45] W związku z zacytowanymi słowami nasuwa się następujący wniosek: jeśli zdaniem błogosławionego księdza Michała Sopoćki „kult Miłosierdzia Bożego nie poszedł po linii właściwej”, to koniecznością wydaje się wprowadzenie kultu Miłosierdzia Bożego na „właściwą linię”, za sprawą włączania do kultu – w roztropny sposób – właściwego „obrazu Najmiłosierniejszego Zbawiciela”. Byłoby to wcieleniem normalnej chrześcijańskiej procedury korygowania wszelkiego rodzaju nieprawidłowości w dziedzinie wiary, do czego nieustannie wzywa Jezus Chrystus oraz poprzedzający Jego działalność prorocy, domagając się od każdego człowieka nieustannego „prostowania Jego ścieżek” (Mk 1, 3) w miejsce trwania w błędzie, który w opisywanej sytuacji aprobuje brak prawdy w miejsce prawdy, niepoprawny wizerunek w miejsce prawdziwego.

Artykuł wydrukowany z Chrzest966: http://chrzest966.pl

Odnośnik do artykułu: http://chrzest966.pl/prof-ug-dr-hab-zbigniew-treppa-kulturowe-i-teologiczne-kryteria-oceny-wartosci-obrazu-w-kontekscie-kultu-jezusa-milosiernego/

Odnośniki w tym artykule:

[1] [1]: #_ftn1

[2] obrazek: http://chrzest966.pl/wp-content/uploads/2015/10/treppa1.bmp

[3] [2]: #_ftn2

[4] [3]: #_ftn3

[5] [4]: #_ftn4

[6] [5]: #_ftn5

[7] [6]: #_ftn6

[8] [7]: #_ftn7

[9] [8]: #_ftn8

[10] [9]: #_ftn9

[11] [10]: #_ftn10

[12] [11]: #_ftn11

[13] [12]: #_ftn12

[14] [13]: #_ftn13

[15] [14]: #_ftn14

[16] [15]: #_ftn15

[17] [16]: #_ftn16

[18] [17]: #_ftn17

[19] [18]: #_ftn18

[20] [19]: #_ftn19

[21] [20]: #_ftn20

[22] [21]: #_ftn21

[23] [22]: #_ftn22

[24] [1]: #_ftnref1

[25] [2]: #_ftnref2

[26] [3]: #_ftnref3

[27] [4]: #_ftnref4

[28] [5]: #_ftnref5

[29] [6]: #_ftnref6

[30] [7]: #_ftnref7

[31] [8]: #_ftnref8

[32] [9]: #_ftnref9

[33] [10]: #_ftnref10

[34] [11]: #_ftnref11

[35] [12]: #_ftnref12

[36] [13]: #_ftnref13

[37] [14]: #_ftnref14

[38] [15]: #_ftnref15

[39] [16]: #_ftnref16

[40] [17]: #_ftnref17

[41] [18]: #_ftnref18

[42] [19]: #_ftnref19

[43] [20]: #_ftnref20

[44] [21]: #_ftnref21

[45] [22]: #_ftnref22