Bp Damian Muskus OFM: „Światowe Dni Młodzieży jako wydarzenie (pop)kulturowe” – artykuł

Zanim przejdę do tematu wystąpienia, chciałbym zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, moją intencją nie jest prowadzenie naukowej refleksji na przedstawiony w tytule temat, lecz zadanie kilku pytań z punktu widzenia duszpasterskiego. Po drugie – i jest to konieczne założenie – trzeba pamiętać, że Światowe Dni Młodzieży nie są wydarzeniem tylko kulturowym czy nawet, jak sugerujemy w temacie, popkulturowym, ale nade wszystko ewangelizacyjnym i duszpasterskim.

Jednym z ambasadorów Światowych Dni Młodzieży w Madrycie był znany francuski pisarz Eric Emmanuel Schmitt, autor m.in. „Oskara i pani Róży”. W którymś z wywiadów wyznał, że żałuje, iż jest już za stary, by uczestniczyć w tym wydarzeniu, a gdy był młody, nie myślał o udziale w nim, gdyż był wówczas niewierzący. Za nadzwyczajne uważa, że młodzi ludzie gromadzą się nie po to, by celebrować jakiegoś idola czy wysłuchać koncertu, ale „wokół Niewidzialnego i ciszy”. Na tym polega, jego zdaniem, istota tego spotkania, której jednak „nie widać i nie słychać, bo jest ona w sercu” każdego uczestnika. W tych kilku słowach Eric Emmanuel Schmitt dotknął istoty międzynarodowych spotkań młodych i trafnie ujął perspektywę, bez której trudno zrozumieć fenomen ŚDM. Opiera się on na pewnym paradoksie. Oto bowiem wydarzenie na gigantyczną skalę, masowe i obfitujące w spotkania o charakterze religijnym, kulturalnym, społecznym, atrakcyjne i, mimo pewnych uciążliwości, przyciągające setki tysięcy, nawet miliony młodych z całego świata. Niezidentyfikowany tłum, mówiący w kilkudziesięciu językach świata, wyznający wiarę w Chrystusa na niezliczone sposoby, staje się wspólnotą osób, dla których granice mentalne czy kulturowe przestają istnieć, osoby te bowiem łączy doświadczenie spotkania z Bogiem i poszukiwanie miejsca w Kościele.

Jest to zatem czas wspólnego świętowania, radosnego i barwnego wyznawania wiary, ale także, może nade wszystko, przestrzeń modlitwy i spotkania. „Ci, którzy szczerym sercem przyjmują Dobrą Nowinę, mocą tejże Nowiny oraz wspólnej wiary gromadzą się w imię Jezusa, ażeby razem szukać Królestwa, budować je i wprowadzać je do swego życia. I tak tworzą wspólnotę, która z kolei staje się głosicielką Ewangelii” – pisze papież Paweł VI i dodaje:

„Niemniej Królestwo, ogłoszone w Ewangelii, wprowadzają w życie ludzie, którzy przynależą do swojej określonej kultury i w budowaniu tego Królestwa muszą korzystać z pewnych elementów kultury i kultur ludzkich”[1].

W tym znaczeniu Światowe Dni Młodzieży są wydarzeniem ewangelizacyjnym, bo młodzi gromadzą się, by wspólnie głosić Dobrą Nowinę, ale także fenomenem kulturowym, bo uczestnicy tego wydarzenia wprowadzają do niego bogactwo kultury, która ukształtowała ich wrażliwość, sposób odbioru świata i wyrażania siebie.

Organizatorom zaś przyświeca podstawowa myśl, że nie zostali powołani do przygotowania wielkiego przedsięwzięcia o charakterze liturgicznym i kulturalnym, ale otrzymali zaproszenie do udziału w nieprzerwanej pielgrzymce młodych przez świat. Światowe Dni Młodzieży w Krakowie stanowią więc jedną ze stacji w tej wędrówce. Jesteśmy wciąż w drodze, spotykamy się z młodymi, próbujemy z nimi rozmawiać, wsłuchiwać się w ich pragnienia, by wraz z nimi – i dla nich – tworzyć przestrzeń doświadczania wiary, wzajemnej wymiany i budowania wspólnoty.

Sobór watykański II definiuje kulturę jako „wszystko, czym człowiek doskonali i rozwija wielorakie uzdolnienia swego ducha i ciała; stara się drogą poznania i pracy poddać sam świat pod swoją władzę; czyni bardziej ludzkim życie społeczne tak w rodzinie, jak i w całej społeczności państwowej przez postęp obyczajów i instytucji; wreszcie w dziełach swoich w ciągu wieków wyraża, przekazuje i zachowuje wielkie doświadczenia duchowe i dążenia na to, aby służyły one postępowi wielu, a nawet całej ludzkości”[2]. W Światowych Dniach Młodzieży, jak w soczewce, skupiają się te atrybuty kultury, które służą zachowaniu dziedzictwa duchowego ludzkości i przekazaniu go pokoleniu wstępującemu dopiero w dorosłe lata.

Festiwal Młodych

Niektórzy właśnie w ten sposób mówią o wszystkich wydarzeniach Światowych Dni Młodzieży, są one bowiem rzeczywiście świętem młodości, prawdziwą fiestą, celebrowaniem Kościoła pięknego, radosnego i żywiołowego. Młodzi przybywają z różnych zakątków świata w jedno miejsce, by dzielić się swoją wiarą, ale także by uczyć się od siebie różnych sposobów jej wyrażania. W tym sensie Światowe Dni Młodzieży stają się faktycznie wydarzeniem kulturowym i kulturotwórczym. Gospodarze poszczególnych Dni hojnie dzielą się kulturą swojego narodu, czerpią z jej bogactwa, gdy opracowują scenariusze spotkań młodych z papieżem, które z jednej strony mają charakter uniwersalny, z drugiej jednak – określony przez lokalne tradycje, kulturę i duchowość kraju gospodarza. W bogatym programie ŚDM jest też miejsce na propozycje kulturalne, traktowane jednak głębiej niż zwykła oferta rozrywkowa. Wszystkie one odbywają się w ramach Festiwalu Młodych. Artyści z całego świata prezentują ofertę kulturalną i duchową w różnorodnych formach wyrazu. Jest więc taniec, teatr, kino, wystawy, zwiedzanie miasta i koncerty. Program Festiwalu Młodych dopełniają spotkania religijne, adoracje w świątyniach i miejsca ciszy, gdzie młody człowiek może odetchnąć od nadmiaru wrażeń i skupić się na modlitwie.

Opierając się na doświadczeniach naszych poprzedników, przygotowujemy program Festiwalu Młodych, dbając o to, by każdy koncert, przedstawienie teatralne czy wystawa były osobistym świadectwem spotkania artysty z Bogiem. ŚDM stają się więc szansą na przypomnienie, jak ważne jest wychowanie młodzieży do wrażliwości na piękno i umiejętności odczytywania znaków Bożej obecności w dziełach sztuki. Spotkanie papieża Franciszka i młodzieży świata z Chrystusem na polskiej ziemi stwarza ku temu niepowtarzalną okazję.

Tymi samymi pobudkami Komitet Organizacyjny ŚDM Kraków 2016 kierował się, ogłaszając konkursy na logo i hymn ŚDM. Chodziło nam przede wszystkim o to, by pobudzić młodych do twórczości, która jest świadectwem ich spotkania z wezwaniem zawartym w słowach hasła ŚDM w Krakowie

„Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5,7).

Obydwa konkursy spotkały się z dużym zainteresowaniem młodych artystów – profesjonalistów i amatorów. W konkursie na logo brały udział 224 prace, w konkursie na hymn – 94. Komponując hymn czy tworząc logo, każdy z jego uczestników mógł doświadczyć, jak przez poszukiwania i pracę człowiek zbliża się do swojego Stwórcy, a towarzyszące ogłoszeniu wyników emocje i dyskusje pokazują tylko, jak ważne było to doświadczenie.

Między tradycją a przyszłością

Nie da się spotkania młodych przygotować w oderwaniu od tradycji i dziedzictwa kulturowego Kościoła w Polsce, co dobitnie uświadamia perspektywa roku 2016 i zbieg dwóch wydarzeń: jubileuszu chrystianizacji, który winien skłonić do podjęcia głębszej refleksji nad kulturotwórczą rolą Kościoła w dziejach narodu, oraz Światowych Dni Młodzieży, które są wyjściem ku przyszłości, symbolicznym złożeniem w młode dłonie skarbów przekazywanych od tysiąclecia z pokolenia na pokolenie.

„To dziedzictwo stanowi zarazem wezwanie w znaczeniu etycznym. Otrzymując wiarę i dziedzicząc wartości i treści, jakie składają się na całokształt kultury własnego społeczeństwa, dziejów własnego narodu, każdy i każda z Was zostaje duchowo obdarowany w samym swoim indywidualnym człowieczeństwie (…). Musimy uczynić wszystko, na co nas stać, aby to duchowe dziedzictwo przejąć, potwierdzić, utrzymać i pomnożyć”

– pisał trzydzieści lat temu święty patron Światowych Dni Młodzieży Jan Paweł II w „Liście do młodych całego świata”[3]. Słowa te, odczytywane w kontekście roku 2016, nabierają dziś niezwykłej aktualności.

W przygotowaniach do ŚDM kładziemy więc duży nacisk na formację i edukację młodych Polaków, by z dumą i zachwytem umieli dzielić się tymi skarbami ze swoimi rówieśnikami, którzy z różnych zakątków globu przybędą do naszego kraju.

To wielka szansa na pokazanie korzeni, z jakich wyrosła wiara w naszej Ojczyźnie, uświadomienie młodym – ale także przypomnienie nam samym – piękna tego dziedzictwa, na którym mogą budować swoją tożsamość narodową, kulturową i chrześcijańską. Próbujemy zainteresować młode pokolenie Polaków bogatą historią wiary ich przodków. Z myślą o tym w Krakowie powstał program #B>M (Być to znaczy więcej niż mieć). Młodzi krakowianie z dużym zaangażowaniem i niekłamaną ciekawością poznają dzieje naszego miasta, opowiadane przez pryzmat świętych, chodzą ich śladami i tropią ukryte w architekturze kościołów symbole duchowości dawnych czasów. Niebagatelne znaczenie ma tu z pewnością fakt, że historie te są przekazywane językiem, który jest dla nich zrozumiały, bo na przykład samo osadzenie projektu w mediach społecznościowych i danie młodym możliwości kręcenia filmików, lajkowania ich i komentowania powoduje, że angażują się w naturalny dla nich sposób.

Inną formą poznawania religijnego dziedzictwa Krakowa i Polski jest ruszający niebawem program „Aniołów stróżów”, adresowany do studentów. Otóż zadaniem jego uczestników ma być opieka duchowa nad uczestnikami Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, towarzyszenie zagranicznym grupom naszych gości i oprowadzanie ich po „duchowych szlakach” Krakowa. Studenci – nazywani „aniołami stróżami” – przygotowują się do tej roli przez solidną formację w ramach swoich duszpasterstw, którą potem przekażą wolontariuszom służącym podczas ŚDM jako „aniołowie stróżowie”. Do nich będzie należało też opracowanie propozycji zwiedzania Krakowa według wytyczonych szlaków, np. śladami Jana Pawła II, szlakiem Bożego Miłosierdzia, Ośmiu Błogosławieństw czy – tak licznych w historii tego miasta – świętych i błogosławionych. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że w czasie ŚDM nie zostanie wiele czasu na tego typu wędrówki, bo podstawowy program wydarzeń centralnych, katechez i Festiwalu Młodych jest bogaty i absorbujący, ważne jest jednak to, że grupy dostaną taką możliwość i w każdej chwili baza „aniołów stróżów” będzie dla nich dostępna. Nie możemy też zapominać o tym, że dla naszych studentów udział w takim projekcie to niezwykła okazja, by poznać lub uświadomić sobie na nowo niezwykłe piękno duchowych skarbów naszej Ojczyzny. Jeśli młodzi Polacy zachwycą się tym bogactwem i będą z niego dumni, jeśli będą chcieli bez kompleksów dzielić się nim z rówieśnikami z całego świata, co więcej: zobaczą w nim niewyczerpane źródło inspiracji dla swojej osobistej formacji – program „aniołów stróżów” spełni swoje zadanie.

Czy duszpasterska skuteczność jest celem samym w sobie?

Nie bez powodu skupiam się na polskiej młodzieży, choć ŚDM są wydarzeniem na skalę globalną. Organizowane w Polsce, to właśnie dla polskiej młodzieży są one szansą i wyzwaniem, a polskiemu Kościołowi stawiają pytania o przyszłość: o dialog z młodymi, o to, czy rzeczywiście robimy wszystko, by młodych do Kościoła zaprosić i uświadomić im, jak ważne miejsce w nim zajmują. Nie da się jednak zaprzeczyć, że właśnie ta globalna skala, masowy charakter wydarzenia i potrzeba nieustannego komunikowania się z młodzieżą z różnych zakątków świata nie tylko przyprawiają o zawrót głowy organizatorów, ale stwarzają nowe wyzwania i rodzą wiele pokus. Przygotowujemy propozycję nie dla nieokreślonej, kilkumilionowej masy młodzieży z całego świata, ale dla konkretnych osób, które tę masę – lepiej powiedzieć: wspólnotę – tworzą. To są konkretni młodzi, którzy wyrośli w różnych warunkach kulturowych, cywilizacyjnych, ekonomicznych i przyjadą do Polski ze swoimi historiami, ze swoją indywidualnością, z temperamentem i emocjami. Jakiego języka użyć, by prawda Ewangelii dotarła zarówno do młodego Ugandyjczyka, jak i do młodego Ukraińca? Do młodego Francuza, któremu nic w życiu nie brakuje, i urodzonego w fawelach Brazylijczyka?

Potrzebujemy pokory w doświadczaniu bogactwa i różnorodności Kościoła młodych, jego – często zaskakujących i wprawiających w zakłopotanie – twarzy. Błędem byłoby bezkrytyczne założenie, że mamy w rękach ludzkie narzędzia, dzięki którym takie porozumienie jest możliwe. Owszem, współczesna kultura dostarcza nam takich narzędzi w nadmiarze, ale czy rzeczywiście kilka kolorowych obrazków wrzuconych do sieci, filmików, które jednym się podobają, innym nie, rozwiązuje problem pokonania barier w komunikacji mającej prowadzić do spotkania z Jezusem i drugim człowiekiem? W ten sposób może się zrodzić pokusa duszpasterskiej skuteczności, w imię której czasem dochodzi do spłaszczenia i banalizacji przekazu Ewangelii.

Poszukiwanie języka adekwatnego do porozumiewania się z młodymi ludźmi i ewangelizowania ich wcale nie jest prostą sprawą. Młodzi są odbiorcami wymagającymi i każda nieudolność jest natychmiast bezlitośnie obnażana. Nie przemawiają do nich archaiczne formy języka kościelnego, a próby przekazu ewangelicznych prawd w konwencji języka młodzieżowego nie zawsze są udane. Sięgając po narzędzia, dostarczane nam obficie przez kulturę popularną, a często niezbędne w dialogu z młodymi, balansujemy na cienkiej linie między tym, co stanowić może poważną propozycję i pomysł na życie, a tym, co atrakcyjne, lecz powierzchowne i ulotne.

Jednym z takich narzędzi są portale społecznościowe, dziś najprostszy i, wydawać by się mogło, najskuteczniejszy sposób dotarcia do młodych. Facebookowy profil Światowych Dni Młodzieży prowadzony jest od 2011 roku, w 22 językach, i przekroczył niedawno milion trzysta tysięcy fanów z różnych zakątków globu. Ambicją wirtualnej społeczności ŚDM jest prowadzenie w tej przestrzeni działalności ewangelizacyjnej. Młodzi robią to z entuzjazmem, ale trudno się oprzeć wrażeniu, że w dużej mierze ewangelizują sami siebie, wystarczy bowiem odwiedzić polski profil, skądinąd stosunkowo niewielki, bo liczący ledwie dwadzieścia tysięcy fanów, by zauważyć, że pojawiające się w nim treści lajkowane są i komentowane przez wciąż tę samą grupę aktywnych odbiorców. Warto zadać sobie pytanie: jak dotrzeć do młodych, którzy nie są zaangażowani w kulturę ŚDM i wyjść poza ramy społeczności wolontariuszy i uczestników, która przez lata wyłoniła się z osób regularnie wyjeżdżających na spotkania młodych? Ten problem nie dotyczy wyłącznie sieci internetowej, ale przekłada się na realne wyzwania duszpasterskie. Kościół bowiem ma dla młodego człowieka bardzo poważną propozycję.

Zapraszając młodzież świata do Krakowa, stolicy Bożego miłosierdzia, mówimy: „Być może jesteście poranieni, zmęczeni poszukiwaniami sensu życia w wielości propozycji oferowanych wam przez świat. Być może jesteście rozczarowani pseudoautorytetami, sztucznie wykreowanymi celebrytami, których stawia się wam za wzorzec. Miłosierny Jezus uleczy wasze serca. To On jest wzorcem i prawdziwym autorytetem”. To prawda niezmienna od ponad dwóch tysięcy lat. Problem polega na tym, by znaleźć właściwą formę jej przekazywania dzisiaj i nie ulec pokusie strywializowania jej w imię dotarcia do jak najszerszego grona odbiorców. Chodzi nam bowiem nie tylko o młodzież, która odnalazła już swoje miejsce w Kościele, ale również o tych, którym do tej pory z Kościołem było nie po drodze. Ich zranienia, nieufność i krytycyzm wymagają poważnego potraktowania. Oni nie potrzebują kolejnych idoli, chwytliwych haseł i słownych gierek, ale wyciągniętej w ich stronę dłoni, mocnego ramienia, na którym mogliby się oprzeć. Z drugiej zaś strony nie da się zignorować faktu, iż żyją oni w przestrzeni kultury popularnej, są przez nią kształtowani, posługują się jej językiem.

„To ona w dużej mierze kształtuje tożsamość młodego pokolenia. Popularne teksty i bohaterowie bardzo często nadają sens codziennemu życiu młodzieży; są źródłem tworzenia poczucia wspólnoty oraz podejmowanych przez młodzież praktyk kulturowych”[4].

Na moście nie da się zbudować domu

Podczas jednej z pierwszych konferencji prasowych Komitetu Organizacyjnego ŚDM któryś z dziennikarzy zapytał, czy planujemy zaangażować do współpracy profesjonalne agencje PR. Oczywiście, sięgamy po specjalistów, by konsultować budowę strategii promocyjnej ŚDM i precyzyjnie odpowiedzieć sobie na pytanie o cel spotkania młodych w Krakowie. Planujemy kampanie społeczne, ale staramy się robić to ostrożnie i z namysłem. Praca nad wizerunkiem Kościoła to dziś modny wśród katolickich publicystów temat i nie da się zaprzeczyć, że jest to też pewne wyzwanie. Do bezkrytycznego sięgania po narzędzia PR-owskie czy te, których dostarcza kultura popularna, podchodzimy jednak z rezerwą. Jej źródła dobrze tłumaczy Szymon Hołownia, który przecież na własnej skórze doświadczył blasków i cieni romansu z popkulturą:

„Popkultura sama z siebie nie jest w stanie zastąpić religii, lecz może być pomostem pomiędzy profanum a sacrum. Na moście jednak nie da się zbudować domu. Można używać popkultury jako narzędzia, ale nie liczyć na to, że jest w stanie dać człowiekowi treści”[5].

Kultura popularna może być więc pomocą w promowaniu i przyswajaniu przekazu Ewangelii, nie wolno nam jednak zapominać, iż atrakcyjność tego narzędzia, jego masowy zasięg i możliwości, jakie oferuje, stwarzają niebezpieczeństwo zatrzymania się na formie, zachwytu nad pomysłem i jego realizacją – i w efekcie zagubienia istoty prawd wiary. Ewangelia nie jest komiksem i zabawą, ale najważniejszą historią o spotkaniu człowieka i Boga. Staramy się o tym pamiętać, tworząc kolejny mem, produkując wirale i wrzucając do sieci kolejny nośny cytat aktualnego idola nastolatków. Oczywiście, jedno zdanie ulubionego sportowca czy piosenkarza ma dla młodego człowieka kolosalną siłę rażenia. Pytanie polega na tym, czy poprzestanie on na podziwie, może nawet na zdumieniu postawą idola, który „nie wstydzi się Jezusa”, czy też, pociągnięty jego świadectwem, pójdzie dalej, chcąc go naśladować. Świadkiem Ewangelii jest konkretny człowiek i dlatego szansa na jej głoszenie jest tam, gdzie człowiek spotyka się z drugim człowiekiem. Tego spotkania nie zastąpią kontakty w Sieci, aktywność w portalach społecznościowych czy śledzenie filmików na Youtube.

Młodzi mówią „nie” kulturze tymczasowości

Nie da się zignorować faktu, że wszyscy jesteśmy zanurzeni w popkulturze. Kusi przystępnością i atrakcyjnością formy, dając przez to złudzenie skutecznego kontaktu z młodym człowiekiem. Bezkrytyczne wchodzenie w świat popkulturowych stereotypów grozi jednak banalizacją, uproszczeniem, a przez to wręcz zakłamaniem prawd ewangelicznych. Uwodzicielskie przekonanie, że młodzi ludzie są nastawieni wyłącznie na to, co łatwe i przyjemne, jest dla nich krzywdzące. Być może poddajemy się mu, by usprawiedliwić samych siebie? Droga do młodego człowieka nie może być drogą na skróty, bo stanie się drogą donikąd.

„Młodzież czasów popkultury potrzebuje zatem bardziej mądrego przewodnika, latarni stojącej na skale i pokazującej właściwą drogę niż Kościoła wojującego, «katolicyzmu dialogu», a nie «katolicyzmu twierdzy»”

– zauważa Elżbieta Okońska[6].

Alternatywą jest więc edukacja i formacja, cierpliwe towarzyszenie młodym w ich zmaganiach i poszukiwaniach sensu. Wyrazem takich poszukiwań jest, obecna w niektórych kręgach młodzieży, swoista moda na katolicyzm, którą już zauważyły media głównego nurtu, usiłujące kreować tych młodych na bohaterów medialnych i pokoleniowe autorytety. Ci młodzi sami siebie nazywają „katolickimi hipsterami”, nawiązując do terminologii ukutej na określenie przedstawicieli współczesnej subkultury, której wyznacznikiem jest deklarowana niezależność wobec głównego nurtu kultury masowej i ironiczny stosunek do niego. Hipster ceni to, co oryginalne, nieszablonowe i wyraziste. Jeśli więc w mediach mainstreamowych, w kulturze popularnej i w środowiskach rówieśniczych młodego człowieka dominuje krytycyzm a nawet agresja wobec Kościoła, jeśli religia staje się tematem niszowym, pomijanym bądź przedstawianym w krzywym zwierciadle, chłopak czy dziewczyna, którym zależy na wyróżnieniu się w grupie, zaczynają deklarować i manifestować swoją wiarę – w sposobie bycia, w doborze dodatków do ubrania (płócienne torby z cytatami z papieża Franciszka, sznurkowe różańce na nadgarstkach), ale także w wyborze lektur czy filmów oraz tematów do dyskusji w gronie przyjaciół. Katoliccy hipsterzy, jak pisze o nich jeden z czołowych tygodników opinii, chlubią się tym, że chodzą z Panem Bogiem na piwo[7]. Są dumni z tego, że stać ich na niezależność myślenia i przeciwstawianie się opiniom większości.

Młodych, którzy tworzą katolicką awangardę, jest coraz więcej. Można spotkać ich w Internecie, tworzą swoje czasopisma, skupiają się w formalnych i nieformalnych grupach, są inicjatorami nieszablonowych działań ewangelizacyjnych. Wyróżnia ich to, że potrafią cieszyć się swoją wiarą, dzielić się nią spontanicznie i bez wyrachowania. Za swój autorytet i patrona obrali papieża Franciszka, który na naszych oczach sam kreowany jest na ikonę kultury popularnej. Powołują się na jego wezwanie: „Nie pękajcie! Budujcie mosty pokoju. Grajcie drużynowo. Wierzcie w lepszą przyszłość, pamiętając, że leży ona w waszych rękach! Niech przyszłość doda wam skrzydeł, ale czerpcie też z waszych korzeni: kultury, mądrości, religii, jakie wynieśliście z waszych domów i środowisk. Naprzód – mężnie idźcie w przyszłość!”[8]. Poświęcam uwagę tej coraz liczniejszej grupie młodych ludzi w Kościele, bo dziś trudno ocenić, czy ich postawa to kaprys młodości, czy też wyrazista i nieszablonowa ekspresja głębokiego pragnienia życia z Chrystusem. To najpewniej zweryfikuje czas. Nie ulega jednak wątpliwości, że jeśli zamkniemy się przed nimi, będziemy unikali konfrontacji z ich trudnymi i odważnymi pytaniami, jeśli potraktujemy ich protekcjonalnie – prawdopodobnie odejdą. Mam jednak nadzieję, że w różnorodnej wspólnocie młodych, przygotowujących się do Światowych Dni Młodzieży w Polsce, także oni odnajdą miejsce dla siebie i staną się jej oryginalnym, ważnym elementem.

Przed uwodzicielską magią błyskotliwej, lecz płytkiej popkultury przestrzega młodych w tegorocznym orędziu na Światowy Dzień Młodzieży papież Franciszek.

„Miejcie odwagę iść pod prąd. Miejcie odwagę prawdziwego szczęścia! Powiedzcie «nie» kulturze tymczasowości, powierzchowności i odrzucenia, która nie wierzy, że potraficie podołać odpowiedzialności i zmierzyć się z wielkimi wyzwaniami życia!”[9].

To wezwanie pada dziś na podatny grunt, bo młodzi są już zmęczeni oferowanym im blichtrem i nie zadowalają się płytkimi odpowiedziami na najgłębsze pragnienia serca. Kultura ersatzu i chodzenia na skróty przestaje wystarczać. Młodzi ludzie są coraz bardziej pogubieni, ale coraz częściej nie wstydzą się do tego przyznać. Stawiają jednak wymagania. Nie pójdą za gładkimi słowami, pod którymi nic się nie kryje. Jeśli więc chcemy pójść na obrzeża i wyciągnąć rękę do młodych, by ich obudzić, sami potrzebujemy przebudzenia. Mamy być dla nich jak otwarta księga, z której mogą wyczytać prawdę o Jezusie. To warunek podstawowy, bez którego nie uda się nam stworzyć dla nich przyjaznego miejsca w Kościele. Taki bowiem jest najważniejszy cel Światowych Dni Młodzieży – zachwycić młodych nieprzemijającym pięknem Ewangelii Jezusa.

[1] Paweł VI, Adhortacja apostolska Evangelii nuntiandi. O ewangelizacji w świecie współczesnym, „Miesięcznik Kościelny Archidiecezji Poznańskiej”, 7-8/1976.

[2] Sobór Watykański II, Gaudium et spes. Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, n. 53, Poznań 2005

[3] Jan Paweł II, List do młodych całego świata „Parati semper” z okazji Międzynarodowego Roku Młodzieży, Rzym 1985

[4] Z. Melosik, Tożsamość, ciało i władza. Teksty kulturowe jako (kon)teksty pedagogiczne, Poznań–Toruń, 1996, s. 18.

[5] Szymon Hołownia, Marcin Prokop, Bóg, kasa i rock’n’roll, Kraków 2011

[6] E. Okońska, Kościół a młodzież czasów popkultury. Obawy i nadzieje, „Studia Bydgoskie”, nr 5(2011), s. 213

[7] Paulina Socha-Jakubowska, Katohipsterzy, „Wprost”, nr 38/2014 (1646), s. 40

[8] Cyt. za: Radio Watykańskie, Papież zainaugurował ogólnoświatową inicjatywę edukacyjną, 4.09.2014 r.

[9] Orędzie papieża Franciszka na XXIX Światowy Dzień Młodzieży 2014 r.

Bp Damian Muskus OFM: „Światowe Dni Młodzieży jako wydarzenie (pop)kulturowe” – artykuł

Zanim przejdę do tematu wystąpienia, chciałbym zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, moją intencją nie jest prowadzenie naukowej refleksji na przedstawiony w tytule temat, lecz zadanie kilku pytań z punktu widzenia duszpasterskiego. Po drugie – i jest to konieczne założenie – trzeba pamiętać, że Światowe Dni Młodzieży nie są wydarzeniem tylko kulturowym czy nawet, jak sugerujemy w temacie, popkulturowym, ale nade wszystko ewangelizacyjnym i duszpasterskim.

Jednym z ambasadorów Światowych Dni Młodzieży w Madrycie był znany francuski pisarz Eric Emmanuel Schmitt, autor m.in. „Oskara i pani Róży”. W którymś z wywiadów wyznał, że żałuje, iż jest już za stary, by uczestniczyć w tym wydarzeniu, a gdy był młody, nie myślał o udziale w nim, gdyż był wówczas niewierzący. Za nadzwyczajne uważa, że młodzi ludzie gromadzą się nie po to, by celebrować jakiegoś idola czy wysłuchać koncertu, ale „wokół Niewidzialnego i ciszy”. Na tym polega, jego zdaniem, istota tego spotkania, której jednak „nie widać i nie słychać, bo jest ona w sercu” każdego uczestnika. W tych kilku słowach Eric Emmanuel Schmitt dotknął istoty międzynarodowych spotkań młodych i trafnie ujął perspektywę, bez której trudno zrozumieć fenomen ŚDM. Opiera się on na pewnym paradoksie. Oto bowiem wydarzenie na gigantyczną skalę, masowe i obfitujące w spotkania o charakterze religijnym, kulturalnym, społecznym, atrakcyjne i, mimo pewnych uciążliwości, przyciągające setki tysięcy, nawet miliony młodych z całego świata. Niezidentyfikowany tłum, mówiący w kilkudziesięciu językach świata, wyznający wiarę w Chrystusa na niezliczone sposoby, staje się wspólnotą osób, dla których granice mentalne czy kulturowe przestają istnieć, osoby te bowiem łączy doświadczenie spotkania z Bogiem i poszukiwanie miejsca w Kościele.

Jest to zatem czas wspólnego świętowania, radosnego i barwnego wyznawania wiary, ale także, może nade wszystko, przestrzeń modlitwy i spotkania. „Ci, którzy szczerym sercem przyjmują Dobrą Nowinę, mocą tejże Nowiny oraz wspólnej wiary gromadzą się w imię Jezusa, ażeby razem szukać Królestwa, budować je i wprowadzać je do swego życia. I tak tworzą wspólnotę, która z kolei staje się głosicielką Ewangelii” – pisze papież Paweł VI i dodaje:

„Niemniej Królestwo, ogłoszone w Ewangelii, wprowadzają w życie ludzie, którzy przynależą do swojej określonej kultury i w budowaniu tego Królestwa muszą korzystać z pewnych elementów kultury i kultur ludzkich”[1] [1].

W tym znaczeniu Światowe Dni Młodzieży są wydarzeniem ewangelizacyjnym, bo młodzi gromadzą się, by wspólnie głosić Dobrą Nowinę, ale także fenomenem kulturowym, bo uczestnicy tego wydarzenia wprowadzają do niego bogactwo kultury, która ukształtowała ich wrażliwość, sposób odbioru świata i wyrażania siebie.

Organizatorom zaś przyświeca podstawowa myśl, że nie zostali powołani do przygotowania wielkiego przedsięwzięcia o charakterze liturgicznym i kulturalnym, ale otrzymali zaproszenie do udziału w nieprzerwanej pielgrzymce młodych przez świat. Światowe Dni Młodzieży w Krakowie stanowią więc jedną ze stacji w tej wędrówce. Jesteśmy wciąż w drodze, spotykamy się z młodymi, próbujemy z nimi rozmawiać, wsłuchiwać się w ich pragnienia, by wraz z nimi – i dla nich – tworzyć przestrzeń doświadczania wiary, wzajemnej wymiany i budowania wspólnoty.

Sobór watykański II definiuje kulturę jako „wszystko, czym człowiek doskonali i rozwija wielorakie uzdolnienia swego ducha i ciała; stara się drogą poznania i pracy poddać sam świat pod swoją władzę; czyni bardziej ludzkim życie społeczne tak w rodzinie, jak i w całej społeczności państwowej przez postęp obyczajów i instytucji; wreszcie w dziełach swoich w ciągu wieków wyraża, przekazuje i zachowuje wielkie doświadczenia duchowe i dążenia na to, aby służyły one postępowi wielu, a nawet całej ludzkości”[2] [2]. W Światowych Dniach Młodzieży, jak w soczewce, skupiają się te atrybuty kultury, które służą zachowaniu dziedzictwa duchowego ludzkości i przekazaniu go pokoleniu wstępującemu dopiero w dorosłe lata.

Festiwal Młodych

Niektórzy właśnie w ten sposób mówią o wszystkich wydarzeniach Światowych Dni Młodzieży, są one bowiem rzeczywiście świętem młodości, prawdziwą fiestą, celebrowaniem Kościoła pięknego, radosnego i żywiołowego. Młodzi przybywają z różnych zakątków świata w jedno miejsce, by dzielić się swoją wiarą, ale także by uczyć się od siebie różnych sposobów jej wyrażania. W tym sensie Światowe Dni Młodzieży stają się faktycznie wydarzeniem kulturowym i kulturotwórczym. Gospodarze poszczególnych Dni hojnie dzielą się kulturą swojego narodu, czerpią z jej bogactwa, gdy opracowują scenariusze spotkań młodych z papieżem, które z jednej strony mają charakter uniwersalny, z drugiej jednak – określony przez lokalne tradycje, kulturę i duchowość kraju gospodarza. W bogatym programie ŚDM jest też miejsce na propozycje kulturalne, traktowane jednak głębiej niż zwykła oferta rozrywkowa. Wszystkie one odbywają się w ramach Festiwalu Młodych. Artyści z całego świata prezentują ofertę kulturalną i duchową w różnorodnych formach wyrazu. Jest więc taniec, teatr, kino, wystawy, zwiedzanie miasta i koncerty. Program Festiwalu Młodych dopełniają spotkania religijne, adoracje w świątyniach i miejsca ciszy, gdzie młody człowiek może odetchnąć od nadmiaru wrażeń i skupić się na modlitwie.

Opierając się na doświadczeniach naszych poprzedników, przygotowujemy program Festiwalu Młodych, dbając o to, by każdy koncert, przedstawienie teatralne czy wystawa były osobistym świadectwem spotkania artysty z Bogiem. ŚDM stają się więc szansą na przypomnienie, jak ważne jest wychowanie młodzieży do wrażliwości na piękno i umiejętności odczytywania znaków Bożej obecności w dziełach sztuki. Spotkanie papieża Franciszka i młodzieży świata z Chrystusem na polskiej ziemi stwarza ku temu niepowtarzalną okazję.

Tymi samymi pobudkami Komitet Organizacyjny ŚDM Kraków 2016 kierował się, ogłaszając konkursy na logo i hymn ŚDM. Chodziło nam przede wszystkim o to, by pobudzić młodych do twórczości, która jest świadectwem ich spotkania z wezwaniem zawartym w słowach hasła ŚDM w Krakowie

„Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5,7).

Obydwa konkursy spotkały się z dużym zainteresowaniem młodych artystów – profesjonalistów i amatorów. W konkursie na logo brały udział 224 prace, w konkursie na hymn – 94. Komponując hymn czy tworząc logo, każdy z jego uczestników mógł doświadczyć, jak przez poszukiwania i pracę człowiek zbliża się do swojego Stwórcy, a towarzyszące ogłoszeniu wyników emocje i dyskusje pokazują tylko, jak ważne było to doświadczenie.

Między tradycją a przyszłością

Nie da się spotkania młodych przygotować w oderwaniu od tradycji i dziedzictwa kulturowego Kościoła w Polsce, co dobitnie uświadamia perspektywa roku 2016 i zbieg dwóch wydarzeń: jubileuszu chrystianizacji, który winien skłonić do podjęcia głębszej refleksji nad kulturotwórczą rolą Kościoła w dziejach narodu, oraz Światowych Dni Młodzieży, które są wyjściem ku przyszłości, symbolicznym złożeniem w młode dłonie skarbów przekazywanych od tysiąclecia z pokolenia na pokolenie.

„To dziedzictwo stanowi zarazem wezwanie w znaczeniu etycznym. Otrzymując wiarę i dziedzicząc wartości i treści, jakie składają się na całokształt kultury własnego społeczeństwa, dziejów własnego narodu, każdy i każda z Was zostaje duchowo obdarowany w samym swoim indywidualnym człowieczeństwie (…). Musimy uczynić wszystko, na co nas stać, aby to duchowe dziedzictwo przejąć, potwierdzić, utrzymać i pomnożyć”

– pisał trzydzieści lat temu święty patron Światowych Dni Młodzieży Jan Paweł II w „Liście do młodych całego świata”[3] [3]. Słowa te, odczytywane w kontekście roku 2016, nabierają dziś niezwykłej aktualności.

W przygotowaniach do ŚDM kładziemy więc duży nacisk na formację i edukację młodych Polaków, by z dumą i zachwytem umieli dzielić się tymi skarbami ze swoimi rówieśnikami, którzy z różnych zakątków globu przybędą do naszego kraju.

To wielka szansa na pokazanie korzeni, z jakich wyrosła wiara w naszej Ojczyźnie, uświadomienie młodym – ale także przypomnienie nam samym – piękna tego dziedzictwa, na którym mogą budować swoją tożsamość narodową, kulturową i chrześcijańską. Próbujemy zainteresować młode pokolenie Polaków bogatą historią wiary ich przodków. Z myślą o tym w Krakowie powstał program #B>M (Być to znaczy więcej niż mieć). Młodzi krakowianie z dużym zaangażowaniem i niekłamaną ciekawością poznają dzieje naszego miasta, opowiadane przez pryzmat świętych, chodzą ich śladami i tropią ukryte w architekturze kościołów symbole duchowości dawnych czasów. Niebagatelne znaczenie ma tu z pewnością fakt, że historie te są przekazywane językiem, który jest dla nich zrozumiały, bo na przykład samo osadzenie projektu w mediach społecznościowych i danie młodym możliwości kręcenia filmików, lajkowania ich i komentowania powoduje, że angażują się w naturalny dla nich sposób.

Inną formą poznawania religijnego dziedzictwa Krakowa i Polski jest ruszający niebawem program „Aniołów stróżów”, adresowany do studentów. Otóż zadaniem jego uczestników ma być opieka duchowa nad uczestnikami Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, towarzyszenie zagranicznym grupom naszych gości i oprowadzanie ich po „duchowych szlakach” Krakowa. Studenci – nazywani „aniołami stróżami” – przygotowują się do tej roli przez solidną formację w ramach swoich duszpasterstw, którą potem przekażą wolontariuszom służącym podczas ŚDM jako „aniołowie stróżowie”. Do nich będzie należało też opracowanie propozycji zwiedzania Krakowa według wytyczonych szlaków, np. śladami Jana Pawła II, szlakiem Bożego Miłosierdzia, Ośmiu Błogosławieństw czy – tak licznych w historii tego miasta – świętych i błogosławionych. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że w czasie ŚDM nie zostanie wiele czasu na tego typu wędrówki, bo podstawowy program wydarzeń centralnych, katechez i Festiwalu Młodych jest bogaty i absorbujący, ważne jest jednak to, że grupy dostaną taką możliwość i w każdej chwili baza „aniołów stróżów” będzie dla nich dostępna. Nie możemy też zapominać o tym, że dla naszych studentów udział w takim projekcie to niezwykła okazja, by poznać lub uświadomić sobie na nowo niezwykłe piękno duchowych skarbów naszej Ojczyzny. Jeśli młodzi Polacy zachwycą się tym bogactwem i będą z niego dumni, jeśli będą chcieli bez kompleksów dzielić się nim z rówieśnikami z całego świata, co więcej: zobaczą w nim niewyczerpane źródło inspiracji dla swojej osobistej formacji – program „aniołów stróżów” spełni swoje zadanie.

Czy duszpasterska skuteczność jest celem samym w sobie?

Nie bez powodu skupiam się na polskiej młodzieży, choć ŚDM są wydarzeniem na skalę globalną. Organizowane w Polsce, to właśnie dla polskiej młodzieży są one szansą i wyzwaniem, a polskiemu Kościołowi stawiają pytania o przyszłość: o dialog z młodymi, o to, czy rzeczywiście robimy wszystko, by młodych do Kościoła zaprosić i uświadomić im, jak ważne miejsce w nim zajmują. Nie da się jednak zaprzeczyć, że właśnie ta globalna skala, masowy charakter wydarzenia i potrzeba nieustannego komunikowania się z młodzieżą z różnych zakątków świata nie tylko przyprawiają o zawrót głowy organizatorów, ale stwarzają nowe wyzwania i rodzą wiele pokus. Przygotowujemy propozycję nie dla nieokreślonej, kilkumilionowej masy młodzieży z całego świata, ale dla konkretnych osób, które tę masę – lepiej powiedzieć: wspólnotę – tworzą. To są konkretni młodzi, którzy wyrośli w różnych warunkach kulturowych, cywilizacyjnych, ekonomicznych i przyjadą do Polski ze swoimi historiami, ze swoją indywidualnością, z temperamentem i emocjami. Jakiego języka użyć, by prawda Ewangelii dotarła zarówno do młodego Ugandyjczyka, jak i do młodego Ukraińca? Do młodego Francuza, któremu nic w życiu nie brakuje, i urodzonego w fawelach Brazylijczyka?

Potrzebujemy pokory w doświadczaniu bogactwa i różnorodności Kościoła młodych, jego – często zaskakujących i wprawiających w zakłopotanie – twarzy. Błędem byłoby bezkrytyczne założenie, że mamy w rękach ludzkie narzędzia, dzięki którym takie porozumienie jest możliwe. Owszem, współczesna kultura dostarcza nam takich narzędzi w nadmiarze, ale czy rzeczywiście kilka kolorowych obrazków wrzuconych do sieci, filmików, które jednym się podobają, innym nie, rozwiązuje problem pokonania barier w komunikacji mającej prowadzić do spotkania z Jezusem i drugim człowiekiem? W ten sposób może się zrodzić pokusa duszpasterskiej skuteczności, w imię której czasem dochodzi do spłaszczenia i banalizacji przekazu Ewangelii.

Poszukiwanie języka adekwatnego do porozumiewania się z młodymi ludźmi i ewangelizowania ich wcale nie jest prostą sprawą. Młodzi są odbiorcami wymagającymi i każda nieudolność jest natychmiast bezlitośnie obnażana. Nie przemawiają do nich archaiczne formy języka kościelnego, a próby przekazu ewangelicznych prawd w konwencji języka młodzieżowego nie zawsze są udane. Sięgając po narzędzia, dostarczane nam obficie przez kulturę popularną, a często niezbędne w dialogu z młodymi, balansujemy na cienkiej linie między tym, co stanowić może poważną propozycję i pomysł na życie, a tym, co atrakcyjne, lecz powierzchowne i ulotne.

Jednym z takich narzędzi są portale społecznościowe, dziś najprostszy i, wydawać by się mogło, najskuteczniejszy sposób dotarcia do młodych. Facebookowy profil Światowych Dni Młodzieży prowadzony jest od 2011 roku, w 22 językach, i przekroczył niedawno milion trzysta tysięcy fanów z różnych zakątków globu. Ambicją wirtualnej społeczności ŚDM jest prowadzenie w tej przestrzeni działalności ewangelizacyjnej. Młodzi robią to z entuzjazmem, ale trudno się oprzeć wrażeniu, że w dużej mierze ewangelizują sami siebie, wystarczy bowiem odwiedzić polski profil, skądinąd stosunkowo niewielki, bo liczący ledwie dwadzieścia tysięcy fanów, by zauważyć, że pojawiające się w nim treści lajkowane są i komentowane przez wciąż tę samą grupę aktywnych odbiorców. Warto zadać sobie pytanie: jak dotrzeć do młodych, którzy nie są zaangażowani w kulturę ŚDM i wyjść poza ramy społeczności wolontariuszy i uczestników, która przez lata wyłoniła się z osób regularnie wyjeżdżających na spotkania młodych? Ten problem nie dotyczy wyłącznie sieci internetowej, ale przekłada się na realne wyzwania duszpasterskie. Kościół bowiem ma dla młodego człowieka bardzo poważną propozycję.

Zapraszając młodzież świata do Krakowa, stolicy Bożego miłosierdzia, mówimy: „Być może jesteście poranieni, zmęczeni poszukiwaniami sensu życia w wielości propozycji oferowanych wam przez świat. Być może jesteście rozczarowani pseudoautorytetami, sztucznie wykreowanymi celebrytami, których stawia się wam za wzorzec. Miłosierny Jezus uleczy wasze serca. To On jest wzorcem i prawdziwym autorytetem”. To prawda niezmienna od ponad dwóch tysięcy lat. Problem polega na tym, by znaleźć właściwą formę jej przekazywania dzisiaj i nie ulec pokusie strywializowania jej w imię dotarcia do jak najszerszego grona odbiorców. Chodzi nam bowiem nie tylko o młodzież, która odnalazła już swoje miejsce w Kościele, ale również o tych, którym do tej pory z Kościołem było nie po drodze. Ich zranienia, nieufność i krytycyzm wymagają poważnego potraktowania. Oni nie potrzebują kolejnych idoli, chwytliwych haseł i słownych gierek, ale wyciągniętej w ich stronę dłoni, mocnego ramienia, na którym mogliby się oprzeć. Z drugiej zaś strony nie da się zignorować faktu, iż żyją oni w przestrzeni kultury popularnej, są przez nią kształtowani, posługują się jej językiem.

„To ona w dużej mierze kształtuje tożsamość młodego pokolenia. Popularne teksty i bohaterowie bardzo często nadają sens codziennemu życiu młodzieży; są źródłem tworzenia poczucia wspólnoty oraz podejmowanych przez młodzież praktyk kulturowych”[4] [4].

Na moście nie da się zbudować domu

Podczas jednej z pierwszych konferencji prasowych Komitetu Organizacyjnego ŚDM któryś z dziennikarzy zapytał, czy planujemy zaangażować do współpracy profesjonalne agencje PR. Oczywiście, sięgamy po specjalistów, by konsultować budowę strategii promocyjnej ŚDM i precyzyjnie odpowiedzieć sobie na pytanie o cel spotkania młodych w Krakowie. Planujemy kampanie społeczne, ale staramy się robić to ostrożnie i z namysłem. Praca nad wizerunkiem Kościoła to dziś modny wśród katolickich publicystów temat i nie da się zaprzeczyć, że jest to też pewne wyzwanie. Do bezkrytycznego sięgania po narzędzia PR-owskie czy te, których dostarcza kultura popularna, podchodzimy jednak z rezerwą. Jej źródła dobrze tłumaczy Szymon Hołownia, który przecież na własnej skórze doświadczył blasków i cieni romansu z popkulturą:

„Popkultura sama z siebie nie jest w stanie zastąpić religii, lecz może być pomostem pomiędzy profanum a sacrum. Na moście jednak nie da się zbudować domu. Można używać popkultury jako narzędzia, ale nie liczyć na to, że jest w stanie dać człowiekowi treści”[5] [5].

Kultura popularna może być więc pomocą w promowaniu i przyswajaniu przekazu Ewangelii, nie wolno nam jednak zapominać, iż atrakcyjność tego narzędzia, jego masowy zasięg i możliwości, jakie oferuje, stwarzają niebezpieczeństwo zatrzymania się na formie, zachwytu nad pomysłem i jego realizacją – i w efekcie zagubienia istoty prawd wiary. Ewangelia nie jest komiksem i zabawą, ale najważniejszą historią o spotkaniu człowieka i Boga. Staramy się o tym pamiętać, tworząc kolejny mem, produkując wirale i wrzucając do sieci kolejny nośny cytat aktualnego idola nastolatków. Oczywiście, jedno zdanie ulubionego sportowca czy piosenkarza ma dla młodego człowieka kolosalną siłę rażenia. Pytanie polega na tym, czy poprzestanie on na podziwie, może nawet na zdumieniu postawą idola, który „nie wstydzi się Jezusa”, czy też, pociągnięty jego świadectwem, pójdzie dalej, chcąc go naśladować. Świadkiem Ewangelii jest konkretny człowiek i dlatego szansa na jej głoszenie jest tam, gdzie człowiek spotyka się z drugim człowiekiem. Tego spotkania nie zastąpią kontakty w Sieci, aktywność w portalach społecznościowych czy śledzenie filmików na Youtube.

Młodzi mówią „nie” kulturze tymczasowości

Nie da się zignorować faktu, że wszyscy jesteśmy zanurzeni w popkulturze. Kusi przystępnością i atrakcyjnością formy, dając przez to złudzenie skutecznego kontaktu z młodym człowiekiem. Bezkrytyczne wchodzenie w świat popkulturowych stereotypów grozi jednak banalizacją, uproszczeniem, a przez to wręcz zakłamaniem prawd ewangelicznych. Uwodzicielskie przekonanie, że młodzi ludzie są nastawieni wyłącznie na to, co łatwe i przyjemne, jest dla nich krzywdzące. Być może poddajemy się mu, by usprawiedliwić samych siebie? Droga do młodego człowieka nie może być drogą na skróty, bo stanie się drogą donikąd.

„Młodzież czasów popkultury potrzebuje zatem bardziej mądrego przewodnika, latarni stojącej na skale i pokazującej właściwą drogę niż Kościoła wojującego, «katolicyzmu dialogu», a nie «katolicyzmu twierdzy»”

– zauważa Elżbieta Okońska[6] [6].

Alternatywą jest więc edukacja i formacja, cierpliwe towarzyszenie młodym w ich zmaganiach i poszukiwaniach sensu. Wyrazem takich poszukiwań jest, obecna w niektórych kręgach młodzieży, swoista moda na katolicyzm, którą już zauważyły media głównego nurtu, usiłujące kreować tych młodych na bohaterów medialnych i pokoleniowe autorytety. Ci młodzi sami siebie nazywają „katolickimi hipsterami”, nawiązując do terminologii ukutej na określenie przedstawicieli współczesnej subkultury, której wyznacznikiem jest deklarowana niezależność wobec głównego nurtu kultury masowej i ironiczny stosunek do niego. Hipster ceni to, co oryginalne, nieszablonowe i wyraziste. Jeśli więc w mediach mainstreamowych, w kulturze popularnej i w środowiskach rówieśniczych młodego człowieka dominuje krytycyzm a nawet agresja wobec Kościoła, jeśli religia staje się tematem niszowym, pomijanym bądź przedstawianym w krzywym zwierciadle, chłopak czy dziewczyna, którym zależy na wyróżnieniu się w grupie, zaczynają deklarować i manifestować swoją wiarę – w sposobie bycia, w doborze dodatków do ubrania (płócienne torby z cytatami z papieża Franciszka, sznurkowe różańce na nadgarstkach), ale także w wyborze lektur czy filmów oraz tematów do dyskusji w gronie przyjaciół. Katoliccy hipsterzy, jak pisze o nich jeden z czołowych tygodników opinii, chlubią się tym, że chodzą z Panem Bogiem na piwo[7] [7]. Są dumni z tego, że stać ich na niezależność myślenia i przeciwstawianie się opiniom większości.

Młodych, którzy tworzą katolicką awangardę, jest coraz więcej. Można spotkać ich w Internecie, tworzą swoje czasopisma, skupiają się w formalnych i nieformalnych grupach, są inicjatorami nieszablonowych działań ewangelizacyjnych. Wyróżnia ich to, że potrafią cieszyć się swoją wiarą, dzielić się nią spontanicznie i bez wyrachowania. Za swój autorytet i patrona obrali papieża Franciszka, który na naszych oczach sam kreowany jest na ikonę kultury popularnej. Powołują się na jego wezwanie: „Nie pękajcie! Budujcie mosty pokoju. Grajcie drużynowo. Wierzcie w lepszą przyszłość, pamiętając, że leży ona w waszych rękach! Niech przyszłość doda wam skrzydeł, ale czerpcie też z waszych korzeni: kultury, mądrości, religii, jakie wynieśliście z waszych domów i środowisk. Naprzód – mężnie idźcie w przyszłość!”[8] [8]. Poświęcam uwagę tej coraz liczniejszej grupie młodych ludzi w Kościele, bo dziś trudno ocenić, czy ich postawa to kaprys młodości, czy też wyrazista i nieszablonowa ekspresja głębokiego pragnienia życia z Chrystusem. To najpewniej zweryfikuje czas. Nie ulega jednak wątpliwości, że jeśli zamkniemy się przed nimi, będziemy unikali konfrontacji z ich trudnymi i odważnymi pytaniami, jeśli potraktujemy ich protekcjonalnie – prawdopodobnie odejdą. Mam jednak nadzieję, że w różnorodnej wspólnocie młodych, przygotowujących się do Światowych Dni Młodzieży w Polsce, także oni odnajdą miejsce dla siebie i staną się jej oryginalnym, ważnym elementem.

Przed uwodzicielską magią błyskotliwej, lecz płytkiej popkultury przestrzega młodych w tegorocznym orędziu na Światowy Dzień Młodzieży papież Franciszek.

„Miejcie odwagę iść pod prąd. Miejcie odwagę prawdziwego szczęścia! Powiedzcie «nie» kulturze tymczasowości, powierzchowności i odrzucenia, która nie wierzy, że potraficie podołać odpowiedzialności i zmierzyć się z wielkimi wyzwaniami życia!”[9] [9].

To wezwanie pada dziś na podatny grunt, bo młodzi są już zmęczeni oferowanym im blichtrem i nie zadowalają się płytkimi odpowiedziami na najgłębsze pragnienia serca. Kultura ersatzu i chodzenia na skróty przestaje wystarczać. Młodzi ludzie są coraz bardziej pogubieni, ale coraz częściej nie wstydzą się do tego przyznać. Stawiają jednak wymagania. Nie pójdą za gładkimi słowami, pod którymi nic się nie kryje. Jeśli więc chcemy pójść na obrzeża i wyciągnąć rękę do młodych, by ich obudzić, sami potrzebujemy przebudzenia. Mamy być dla nich jak otwarta księga, z której mogą wyczytać prawdę o Jezusie. To warunek podstawowy, bez którego nie uda się nam stworzyć dla nich przyjaznego miejsca w Kościele. Taki bowiem jest najważniejszy cel Światowych Dni Młodzieży – zachwycić młodych nieprzemijającym pięknem Ewangelii Jezusa.

[1] [10] Paweł VI, Adhortacja apostolska Evangelii nuntiandi. O ewangelizacji w świecie współczesnym, „Miesięcznik Kościelny Archidiecezji Poznańskiej”, 7-8/1976.

[2] [11] Sobór Watykański II, Gaudium et spes. Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, n. 53, Poznań 2005

[3] [12] Jan Paweł II, List do młodych całego świata „Parati semper” z okazji Międzynarodowego Roku Młodzieży, Rzym 1985

[4] [13] Z. Melosik, Tożsamość, ciało i władza. Teksty kulturowe jako (kon)teksty pedagogiczne, Poznań–Toruń, 1996, s. 18.

[5] [14] Szymon Hołownia, Marcin Prokop, Bóg, kasa i rock’n’roll, Kraków 2011

[6] [15] E. Okońska, Kościół a młodzież czasów popkultury. Obawy i nadzieje, „Studia Bydgoskie”, nr 5(2011), s. 213

[7] [16] Paulina Socha-Jakubowska, Katohipsterzy, „Wprost”, nr 38/2014 (1646), s. 40

[8] [17] Cyt. za: Radio Watykańskie, Papież zainaugurował ogólnoświatową inicjatywę edukacyjną, 4.09.2014 r.

[9] [18] Orędzie papieża Franciszka na XXIX Światowy Dzień Młodzieży 2014 r.

Artykuł wydrukowany z Chrzest966: http://chrzest966.pl

Odnośnik do artykułu: http://chrzest966.pl/swiatowe-dni-mlodziezy-jako-wydarzenie-popkulturowe/

Odnośniki w tym artykule:

[1] [1]: #_ftn1

[2] [2]: #_ftn2

[3] [3]: #_ftn3

[4] [4]: #_ftn4

[5] [5]: #_ftn5

[6] [6]: #_ftn6

[7] [7]: #_ftn7

[8] [8]: #_ftn8

[9] [9]: #_ftn9

[10] [1]: #_ftnref1

[11] [2]: #_ftnref2

[12] [3]: #_ftnref3

[13] [4]: #_ftnref4

[14] [5]: #_ftnref5

[15] [6]: #_ftnref6

[16] [7]: #_ftnref7

[17] [8]: #_ftnref8

[18] [9]: #_ftnref9